niedziela, 17 grudnia 2017

Rudy Grudzień: Świat Zawleczki (Słuchowisko)

Cześć. Oto pierwsza recenzja w Rudym Grudniu, miesiącu poświęconym Vislorowi Turloughowi. Mam nadzieję, że się Wam spodoba, zapraszam :) 
 

RINGPULLWORLD
GŁÓWNY BOHATER: Vislor Turlough
WYSTĘPUJE TAKŻE: Huxley



ZNOWU W SIODLE
Turlough znowu wplątał się w tarapaty. Na początku niniejszej przygody spotykamy go na pokładzie skradzionego statku kosmicznego w towarzystwie Huxleya - stwora z rasy galaktycznych kronikarzy zamieszkujących planetę Verbatim 6. Huxley i dwoje jego rodaków towarzyszyli Doktorowi, Vislorowi i Tegan w wyprawie, która zakończyła się na planecie o ciekawej nazwie "Musisz". Tam oto napotkali na niezwykłą... puszkę! Tak, właśnie puszkę, naturalne większą wewnątrz niż na zewnątrz. Tak wielką, że w środku mieści się cały kosmos. Zamknięty tam z jakiegoś powodu, a Vislorowi ma go zamiar uwolnić…

NIESPODZIANKA
Nigdy nie byłem szczególnym fanem "Kronik Towarzyszy", cyklu, do którego należy ta przygoda. Nie odpowiadał mi format, gdzie towarzysz jest narratorem i opisuje jej wydarzenia. Tutaj jednak niezwykle kreatywnie wykorzystano to do celów fabularnych: otóż Huxley jako kronikarz non-stop opowiada, co się dzieje, a Turlougha to wkurza. Wybierając mniejsze zło w pewnym momencie musi to zacząć robić sam :-) W ogóle kreatywność to mocna strona tej przygody, praktycznie każdy jej element wręcz nią tryska. Najbardziej zachwycił mnie pomysł na wspomnianą rasę kronikarzy - początkowo wyglądają oni na istoty czysto komediowe, ale okazują się być dalece potężniejsi. No i sam pomysł na świat w puszce i sposób na jego wyzwolenie… Miodzio.

KOMBINACJA
Strona techniczna (choć z oczywistych przyczyn - to Kroniki Towarzyszy - mało jej) jest poprawna. Głosy są właściwie tylko dwa, Vislora i Huxleya, i obaj panowie brzmią doskonale. Ten drugi szczególnie w momentach, gdy ujawnia prawdziwą naturę swojej rasy, brrr, w tej jednej scenie aż ciary przechodzą. Nieco słabiej wypada typowy dla Kronik Towarzyszy zabieg gdy towarzysz-narrator parodiuje głosy innych, nieobecnych w danej chwili postaci. Przedrzeźnianie Doktora Turloughowi wychodzi jako-tako, przedrzeźnianie Tegan - w ogóle.

WYBIERZ SWÓJ ZESTAW
W kwestii postaci: początkowo miałem pewne zastrzeżenia, czy na miejscu jest, by Vislor – uosobienie samolubstwa – tak bardzo ryzykował w swojej szaleńczej eskapadzie, która ostatecznie nic mu nie przyniesie, ale autorzy też o tym pomyśleli – ładnie wpleciono jego motywację w całość. Zgrzyta trochę mało sensowny plan Doktora, nie ma opcji, by miał jakąkolwiek pewność, że stanie się to, co się stało, to Piąty, nie Siódmy :P Z drugiej strony pamiętacie końcówkę Trylogii Czarnego Strażnika? Tymczasem skoro już mowa o zakończeniach, w finale wielokrotnie wspominana już kreatywność sięga szczytu. Vislor i Huxley przedstawiają nam bowiem… trzy różne! Pewnie, jedno z miejsca odpada, bo (haha) kanon, a co z pozostałymi dwoma? Powiem tak: ostatnia minuta tego słuchowiska ustanawia nowe standardy słowa „bezczelność” :P Ale robi to pociesznie, nie umiem się gniewać.

FIN
No i co, krótkie to słuchowisko, nie ma już szczególnie wiele więcej do dodania. Niezła, bardzo pomysłowa robota. To, jak zamykają się (czy raczej mogą się zamknąć) wątki nie powala, ale jest fajnie. Trochę akcji, trochę humoru… Z pewnym wahaniem, ale polecam.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                 Do bani:
- Końska dawka kreatywności                                              - Sposób domknięcia wątków
- Trochę humoru                                                                   - Parodia głosu Tegan
- Fajny Vislor i jego fajny kompan ;)
- Zakończenie

środa, 22 listopada 2017

Ogłoszenie: Rudy Grudzień na Blogasku!

Siemanko. Od czasu do czasu robię na blogasku miesiące tematyczne i chyba nadszedł czas na kolejny. Grudzień miesiącem pewnego fantastycznego towarzysza o rudej czuprynie :) Chociaż czasu bardzo brak, mam zamiar w grudniowych dniach bliżej nieokreślonych zrecenzować trzy historie (właściwie to dwie pełne i antologię kilku króciutkich) gdzie wielką, o ile nie najważniejszą rolę odgrywa Vislor Turlough. A kim jest Vislor? To pochodzący z planety Trion towarzysz Piątego Doktora, który przez dłuższy czas (jakieś dwanaście odcinków) próbował go skrycie zamordować. W pełni będąc świadomym jego dobrej natury, dodam. A i nawet będąc już prawdziwie po stronie naszego ulubionego Władcy Czasu patrzył głównie na swoje własne dobro i pogardliwie prychał na Ziemian. Ostatni w klasykach towarzysz płci męskiej i, do epizodów współczesnych i ery Nardola, najlepszy z nich :) Oto, co z jego udziałem będę dla Was miał:

Ringpullworld
Turlough and the Earthlink Dilemma
The Memory Bank and Other Stories

A w międzyczasie wczujta się w klimat słuchając piosenki o Vislorze i czytając na zaprzyjaźnionej stronie mój artykuł o doskonałości tej postaci. Artykuł brutalnie ocenzurowany z kawałka o tym, że Vislor jako kosmita umie majstrować przy Tardisie, ale zawsze ;)

wtorek, 31 października 2017

Słuchowisko: Ósmy Doktor - Wojna Czasu

Siemanko. Kiedy piszę te słowa, jest dokładnie 21:00 trzydziestego pierwszego października anno domini (jakie to ładne słowo…) 2017. Dla jednych Hallowen, dla innych Dziady, mniejsza o nazwę, grunt, że to właśnie dzisiejszej nocy z ciemności otchłani wyłażą najróżniejsze dziwa. I o jednym z nich, wyjątkowym dziwie, będzie traktować dzisiejsza recenzja.

THE EIGHTH DOCTOR – THE TIME WAR
DOKTOR: Ósmy Doktor
TOWARZYSZE: To skomplikowane ;)
WRÓG: Dalekowie



Ponieważ mamy tu antologię, na początek opowiem o każdym z segmentów. W pierwszym, zwanym „Statek kosmiczny Tezeusz” Doktor i jego towarzyszka dla relaksu lądują na tytułowym okręcie międzygwiezdnym. To, co z pozoru wydawałoby się kolejną, bardzo typową przygodą o kapitalistach szybko staje się czymś zupełnie innym. Nawet Doktor nie ucieknie bowiem przed Wojną Czasu i zmianami, jakie niesie…
Drugi segment to „Echa Wojny”. Doktor i kilkoro uchodźców ocalałych po wydarzeniach na „Tezeuszu” trafiają na jeden z niezliczonych globów ogarniętych Wojną Czasu. Nasz heros robi wszystko, by nikt z jego nowej drużyny nie zginął, a wkrótce przyłącza się do niego pozbawiony pamięci ktoś, kogo na pewno by się nie spodziewał…
Segment trzeci nosi tytuł „Pobór”. Kardynał Ollistra więzi przyjaciół Doktora, a jego samego umieszcza w koszarach, ze świeżo zwerbowanymi do armii młodymi Gallifreyczykami. Czy nasz heros sprosta wojskowym rygorom? ;)
Finał to „Jedno Życie”. Na otoczonej przez Daleków, umierającej planecie Doktor musi nie tylko stawić czoła puszkom ze Skaro i ocalić przyjaciół – musi też dowiedzieć się, czym jest tajemnicza broń zawzięcie poszukiwana przez Ollistrę…

Dlaczego nazwałem tę antologię „dziwem”? Hm, no cóż, żadna mi znana nie miała aż tak gargantuicznej rozbieżności pomiędzy poziomem poszczególnych segmentów. Pierwszy jest… po prostu dobry. Już na początku dostajemy scenę, w której gallifreyski wojownik nawet za cenę życia próbuje wypełnić misję dorwania renegata, który odmawia walki w Wojnie Czasu. A potem dzieje się nawet więcej – zauważyliście, co napisałem w rubryce „Towarzysze”? No właśnie – nie spoileruję, ale to, co się dzieje z tą osobą to świetny, idealnie wpleciony w koncept Wojny Czasu pomysł. No i jest też odniesienie do problemów świata współczesnego.
Kolejny segment jest strasznie nudny, operuje na ogromnie zgranym pomyśle, który pojawił się już w słuchowisku, a potem nakręcono na jego podstawie nie jeden, a dwa współczesne odcinki. A Doktor jeszcze twierdzi, że takiego czego nigdy nie widział. Widział, w szóstym wcieleniu.
Trzeci… Nie wiem, co powiedzieć o trzecim. Pomysł na zamknięcie Doktora z kadetami jest wyjątkowo idiotyczny, z której by strony nie patrzeć, brakuje mu choćby odrobiny logiki… a z drugiej osoba, która w tej historii jest odpowiedzialna za ten czyn, kardynał Ollistra to, jak już wiele razy wspominałem, Kojot Wiluś świata Doktora, tak więc plan do niej pasuje. Tak bardzo, że aż cud, że Doktor nie zrobił „Bip-pip”.
Jeśli chodzi o finał, to nie powala on oryginalnością, ale też, w przeciwieństwie do drugiego segmentu, nie nudzi. Pożegnanie z poznanymi w tej antologii przez Doktora osobami, Rupą i Quarrenem, naprawdę budzi emocje, a co wrażliwszych może nakłonić do uronienia łezki. No dooobra, broń poszukiwana przez Ollistrę jest stanowczo zbyt potężna, ale segmentu to i tak nie psuje.

Postaci… Dalekowie po prostu są, nie mają tu żadnego planu, ani jakiegoś szczególnego przywódcy. No ale nie za to ich kochamy ;) Ferajna Doktora jest sztampowa, ale fajna. Wprawdzie dopiero gdzieś tak od połowy, ale świetnie buduje się wokół nich tajemnicę: Ollistra chce ich koniecznie przesłuchać, (niby pod pozorem zbadania wojennych anomalii, w których byli) ale widać, że jej wyjaśnienia są grubymi nićmi szyte, a już bliżej końca zaczynają się ich retrospekcje, z którymi coś nie gra… Szkoda, że ceną za to jest fakt, iż o nowych doktorowych towarzyszkach per se dowiadujemy się bardzo, bardzo niewiele. Może kiedyś…
Z samym Doktorem mam natomiast pewien problem: po każdej serii, tej z Lucie Miller, po Ciemnookiej, czy starciu z Koalicją Zagłady Ósmy staje się nieco mroczniejszy. Ta antologia ma miejsce po wszystkich wyżej wymienionych, ale charakter Doktora jest bardzo bliski temu z początków wojaży z Lucie. Cały nagromadzony smutek gdzieś wyparował. Nie mówię, że to źle chciałbym się tylko dowiedzieć, gdzie. Gdyż ma to i jaśniejsze strony, mimo wszystko. Czy zdołowany Doktor wywołałby bitwę na jedzenie w koszarowej stołówce? ;)

To prowadzi nas do mocnej strony antologii, jaką jest humor. I to nie typowo wojenny i czarny, zupełnie inny. Żarty z edukacji Doktora na różnych polach, czy nawet piosenka, jaką śpiewają gallifreyscy kadeci. Nie jest może tego powalająco dużo, ale gdy już jest, to mamy wyraźnego banana na twarzy. A, właśnie, żart o bananie też jest ;)

Da się znaleźć jeszcze troszkę szczątkowych wad: drobna niezgodność misji gallifreyskiego żołnierza z pierwszego segmentu względem tego, co się mówi w ostatnim, brak wyjaśnienia, skąd szukana przez Ollistrę broń ma aż taką moc, czy trywialny fakt, iż do czołówki tej antologii użyto tematu z przygód Wojennego Doktora, zamiast nowego. Tak jednak czy inaczej jest to wyjątkowo dziwna antologia, tak dziwna, że aż zapomniałem o śpiewaniu "Don;t mention the War" podczas słuchania ;) Nie mam pojęcia, czy Wam polecić tę produkcję. Myślę, że fanom Ósmego Doktora mogę. Reszcie… mniej ;)

środa, 25 października 2017

[Książka] Niech wióry lecą: Ogniwa Wojny

Siemanko. Wiecie, nigdy nie byłem miłośnikiem gimnastyki. Kiedy w czasach szkoły musiałem wykonywać tego typu ćwiczenia na lekcjach wychowania fizycznego byłem daleki od zachwytu. Ale teraz, po latach, widzę, że inni mieli gorzej. Np. niejaki George Mann, autor omawianej poniżej książki, której pisanie wiązało się dla niego z robieniem serii szpagatów…

ENGINES OF WAR
DOKTOR:
Wojenny Doktor
TOWARZYSZE: Węgielka
WRÓG: Dalekowie, Karlax



Planeta Moldox, kolonia ludzi położona w pobliżu anomalii zwanej Okiem Tantala, jest niemal całkowicie pod kontrolą Daleków. Z puszkami ze Skaro walczy mała grupa rewolucjonistów, wśród których jest młoda kobieta zwana przez swe pomarańczowe włosy Węgielką. Kiedy jej partner ginie w akcji, ją samą ratuje rozbicie się doktorowego Tardisa. Nasz heros wraz z kolegami uczestniczył bowiem w kosmicznej bitwie przeciw Dalekom, niestety przegranej, i ledwie uszedł z życiem. Doktor i Węgielka zawierają niełatwy sojusz (dziewczyna za grosz nie ufa Władcom Czasu) i razem decydują się przedostać do obozu buntowników w mieście Andor…

No i cóż, wspomniałem o szpagatach? Są szpagaty. W ilościach przemysłowych. Autor próbował pogodzić pragnienia fanów na książkę osadzoną podczas Wojny Czasu i dzikie wrzaski swoich chlebodawców wyrzucających z siebie raz po raz cytat z Johna Cleese’a „Don’t mention the War!”. Jaki mamy tego skutek? Jeśli jest Wojna Czasu, to nie na Gallifrey. Jeśli jest Gallifrey, to ogranicza się do zakulisowych intryg samych Władców. Które są pożałowania godne, ale o tym za chwilę. Wszystko trochę lepiej się zgrywa w trzecim akcie, zwieńczonym dobrym finałem, ale to trochę mało. Tym bardziej, że wcześniej... No właśnie, wspomniałem o tym, jaką porażką są tu Gallifreyczycy. Poważnie, w zasadzie wszystko, co dotyczy Władców Czasu w tej książce to paździerz. Ich motywacje? Zapytam tak: JAKIE MOTYWACJE? Wydaje się, że chcą, żeby Dalekowie wygrali, albo są aż takimi idiotami. Nawet główny, nie-dalekowy antagonista jest pożałowania godny i tylko czekamy, żeby chociaż zregenerował w kogoś z mózgiem. To sobie poczekamy...

Powstałe na skutek pisania w szpagacie dziury autor próbował zapchać na dwa sposoby, jednym jest fanserwis. Mamy więc Borusę, nauczyciela Doktora, oczywiście w takiej postaci, jaką pozostawiło go „The Five Doctors”. Ma udział w fabule i jest to całkiem fajne. Niezłe jest też użycie jednej z rzeszy potworasów wymienionych jako koszmary zrodzone podczas Wojny, konkretnie Degradacji Skaro. Nie czynią może wiele, ale grunt, że są, a opisy ich wyglądu wzbudzają nutkę grozy. Kolejną rzeczą jest wyjaśnienie, skąd w stercie odchodów, jaką jest „The End of Time” wziął się Rassilon, martwy od eonów. Wyjaśnienie brzmi „Jest wojna, więc go wskrzesiliśmy”. Odpowiedź Doktora jest na poziomie „Aha”. A moja na poziomie AAAAAAAAAAAAAAAAA!

W stronie technicznej przejawia się ten wspomniany, drugi sposób: dla przykładu Krąg Wieczności, specjalny oddział Daleków mający rozwijać nowe technologie (Gdzie to już było? A, tak Kult Skaro w seriach RTD. Gratulacje, autorze, zmieniłeś nazwę i na tym poprzestałeś!) ma członków opisywanych jako niebiesko-srebrni... poza tymi kawałkami, gdzie są niebiesko-złoci. Serio? Takiego za przeproszeniem duperelu nie dopilnować? Jest jeszcze Dalek Broń Specjalna znany z „Remembrance of the Daleks”, oczywiście także pod zmienioną nazwą. Brak mi słów. Ja wiem, w pozycji szpagatu, koniecznej do ukończenia tej książki, ciężko było uniknąć takich rzeczy, ale jakiś taki niesmak pozostaje.

No ale już dooobra, ciszej nad tą trumną. Są też i zalety. Ostateczny plan Daleków jest ciekawy i mroczny, w sumie nawet mi szkoda, że się nie ziścił na chwilkę. Wojna Czasu w tych krótkich momentach nawet, jeśli nie dzieje się na Gallifrey, jest przednia. Ofiary zostają wymazane z historii, która się zmienia tak, że często ich kompani nie pamiętają, że ktoś z nimi był. Są wspomniane potwory (mało ich, ale grunt, że są) a Węgielka to znakomita postać. Niezbyt oryginalna, bardzo przypomina kobitkę z regeneracyjnego mini-odcinka Ósmego Doktora, ale w tym przypadku pokuszę się o stwierdzenie, że to ma sens. Ma wystarczająco czasu, byśmy dostrzegli jej osobowość i ma też wpływ na Doktora. Właśnie, Doktor. A jaki jest? Fajny. Troszkę oschły, ale empatyczny, na ogół rozumiejący, że nie każdy mu ufa (i dlaczego). Jednak kiedy przekroczy się granicę… Dość powiedzieć, że biada jego przeciwnikom. No i nie drze mordy bez powodu. Pozdro, Big Finish.

No i co mam Wam powiedzieć? Książka nie jest za dobra… bo autor chciał żeby, skoro jej bohaterem jest Wojenny Doktor, była w niej… wojna! Czy postąpił jak należy sprzeciwiając się (na ile się dało) chlebodawcom? Może powinien był wydać coś z lepszą fabułą, ale bez czasowego konfliktu, jak ¾ późniejszych słuchowisk z WD? Na to pytanie odpowiedź pozostawiam Wam.

Uwaga techniczna: odnośnie postępowania autora posłużyłem się spekulacją, opartą jednak na dosyć mocnych dowodach, głównie tym, jak książkę poprowadzono. Na 99% tak właśnie było.

czwartek, 5 października 2017

Pięć lat istnienia tego wesołego blogaska :)

Siemanko. Trudno uwierzyć, że to już pięć lat, co? Pięć lat temu pod wpływem impulsu założyłem tego doktorowego blogaska, początkowo tylko z reckami klasycznych przygód. Liczbę czytelników i komentarzy można było policzyć na palcach jednej ręki, za to zbędnych przecinków znalazłoby się na kopy. Po latach serial się zmienił, ja zacząłem recenzować wszystkie możliwe doktorowe produkty, nie tylko telewizyjne, poprawiłem interpunkcję… i nadal mogę policzyć czytelników na palcach jednej ręki ;) To, co miałem na dziś stworzyć w założeniu miało być dużo bardziej ambitne, niestety z racji problemów, z jakimi się obecnie borykam, musiałem zrewidować mocno plany. Ale do meritum: Doktor lubi nie tylko przeszłość ale i przyszłość, prawda? Oto przed Wami Przyszłościowy Alfabet Tegoż Bloga. W alfabetycznej kolejności rzeczy, które mam nadzieję kiedyś zrecenzować :) Uwaga techniczna: znane mi produkcje z tytułami na „X” lub „O” już recenzowałem, zmuszony jestem pominąć te litery.

A – Atom Bomb Blues (Siódmy Doktor)
Ta książka, gdzie Siódmy Doktor udaje naukowca zajmującego się rozszczepianiem atomów aby powstrzymać tajemniczą siłę przed zmianą historii. A odurzona Ace mimowolnie doprowadza porywaczy do piany mówiąc prawdę i tylko prawdę.

B – Bullet Time (Siódmy Doktor)
Ta urocza książka z Doktorem robiącym dziwne interesy z mafią i wyrzuceniem przez mafioza Sary Jane Smith z lecącego samolotu ;)

C – Creed of Kromon, The (Ósmy Doktor)
To słuchowisko o rasie termitów wielkości człowieka, których cała kultura to wielka korporacja. A, i chcą uczynić towarzyszkę Doktora, Charley, swoją królową.

D – Doctormania (Dziewiąty Doktor)
Ten komiks, gdzie Slitheenka udaje Doktora i trzepie na tym udawaniu kokosy. Dowód, że dobry scenarzysta nawet coś takiego, jak Slitheeni jest w stanie wykorzystać w fajny sposób.

E – Engines of War (Wojenny Doktor)
Ta książka będąca pierwszym występem Wojennego Doktora w rozszerzonym uniwersum. I oczywiście jej motywem przewodnim jest „Don’t mention the War”. Ale przynajmniej towarzyszka Doktora jest spoczko.

F – Fear, The (Czwarty Doktor)
Ta krótka nowelka, która ustanawia nową definicję słowa „psychodeliczny”. Doktor spada w nicość, jest jedzony żywcem i wiele, wiele innych atrakcji. Finał może nie jest mega-zaskakujący, ale i tak ciekawy.

G – Ground Zero (Siódmy Doktor)
Ten diablo ładnie narysowany i diablo smutno się kończący komiks, gdzie tajemnicza organizacja porywa kilka towarzyszek Doktora. Kolejna cegiełka do mojej dzikiej teorii „Ace to Lyman świata Doktora” :D

H – Highlanders, The (Drugi Doktor)
Ta telewizyjna historia, która w całości zaginęła, więc pozostaje nowelizacja :) Ostatnia aż do ery Piątego Doktora przygoda bez innych, niż Doktor i spółka ufoków i pierwsza, gdzie pojawia się Jamie.

I - I, Davros (Davros)
To słuchowisko o dzieciństwie i młodości Davrosa, które jest fabularnie wyborne, ale technicznie leży i kwiczy jak nic innego. A Dalekowie wytaczają swemu twórcy proces, bo tak ;)

J – Judgement of Isskar, The (Piąty Doktor)
To słuchowisko, gdzie Doktor w towarzystwie istoty zwanej Amy (nie mylić z Amy Pond!) musi raz jeszcze wyruszyć na misję skompletowania Klucza do Czasu… a słuchacz musi się zmierzyć z najgorszym dziadostwem, jakie kiedykolwiek wyprodukowało Big Finish :(

K – Kinda (Piąty Doktor)
Ta telewizyjna przygoda, gdzie nawet Adrica da się znieść, a pomniejsze czarne charaktery są grane tak fatalnie, że aż świetnie. Główny zły natomiast zabiera Tegan w pewnego rodzaju podróż żywo przypominającą narkotyczną ;)

L – Lie of the Land, The (Dwunasty Doktor)
Finał telewizyjnej Trylogii Mnichów, z wyraźną tendencją spadkową od fantastycznej pierwszej części do właśnie trzeciej będącej gdzieś w okolicy poziomu ery Russela T Daviesa. PO CHOLERĘ UDAWAĆ REGENERACJĘ PRZED OSOBĄ, KTÓRA NIE WIE O TYM PROCESIE??? Ale chociaż Nardole jest...

M - Mission to Magnus (Szósty Doktor)
Ta zabawna historia (jest wersja słuchowiskowa i książkowa) o wojnie płci… którą kompletnie położyło wrzucenie do niej bez sensu Lodowych Wojowników.

N – Nightdreamers (Trzeci Doktor)
Ta książka oparta na pomyśle, którego mocno zmodyfikowaną wersję wykorzystano w odcinku „Kill the Moon”. Doktor i Jo trafiają na zaludniony księżyc odległej planety, na którym grawitacja odstawia hopki. Ażeby pomóc tubylcom, muszą skontaktować się z posiadającym telepatyczne zdolności… robalem zwanym Norebo.

P – Patient Zero (Szósty Doktor)
To słuchowisko, gdzie Charley Pollard (Wreszcie, psiakrew, wreszcie!) chce powiedzieć Doktorowi prawdę o swojej przeszłości (z ósmym jego wcieleniem…) ale zapada na dziwną chorobę. A nasz heros ma inne problemy, głównie takie wołające „Exterminate”.

Q – Quinnis (Pierwszy Doktor)
To słuchowisko z cyklu „Companion Chronicles” z Susan jako narratorką i akcją przed pierwszym odcinkiem serialu. Tutaj Doktor musi wywołać deszcz. Kaczor Donald też swego czasu próbował.

R – Real Time (Szósty Doktor)
To alternatywne słuchowisko z Cybermanami jako wrogami, szczególnie polecane dla znających postać towarzyszki Evelyn i nielubiących tego, jak zakończył się jej wątek. Niestety, z otwartym na wieki zakończeniem :(

S – Side of the Angels (Ósmy Doktor)
Ten przedostatni segment serii „Koalicja Zagłady”, gdzie Doktor musi stawić czoła nie tylko złowrogiemu Jedenastce, ale też Mnichowi i kardynał Ollistrze z jej iście anielskim planem. Wada: ten segment kompletnie przyćmił następujący po nim finał całej sagi.

T - The Blood Cell (Dwunasty Doktor)
Ta książka, która jest „Prison Breakiem”, „Skazanymi na Shawshank” i jeszcze kilkoma innymi więziennymi opowiastkami w doktorowym wydaniu. Nasz heros daje się zamknąć do kosmicznego pudła rządzonego przez tyrana, który ma chrapkę na Clarę odwiedzającą więźnia.

U – UNIT: Silenced (Kate Steward, Osgood)
Ta antologia słuchowisk, gdzie UNIT staje do konfrontacji z Ciszowcami. Nasi dzielni wojacy nie mają, niestety, zbytnich szans zważywszy, że dowodzi nimi taka idiotka, jak Kate. Ale chociaż klimat jest fajny...

V – Vincent and the Doctor (Jedenasty Doktor)
Ta wyjątkowa pod wieloma względami telewizyjna historia, gdzie przechodzimy od ganiania gigantycznego, uzbrojonego w kamuflaż kurczaka z kosmosu do dramatu życia wspaniałego artysty. Zakończenie odcinka to jedna z najlepszych rzeczy, które wyszły spod szyldu DW.

W – [The Metahphysical Engine or] What Quill Did (Panna Quill)
Nie czepiajcie się sztuczki z tytułem, co? :D Ten epizod spin-offa „Class” jest w mojej opinii najlepszy. Panna Quill desperacko chce uwolnić się od pasożyta umieszczonego za karę w jej mózgu, w czym zgadzają się jej pomóc tajemniczy Nadzorcy. W tym celu wyrusza ona w niebezpieczną podróż przy użyciu machiny mniej praktycznej, ale wizualnie fajniejszej, niż Tardis

Y - Year of Intelligent Tigers, The (Ósmy Doktor)
Ta książka, której to antagoniści są tak bezsensowni, że aż świetni. Tygrysy, które naprawdę są jaszczurami. Których to pokolenia są na przemian mądre, głupie, mądre, głupie… Tylko w świecie Doktora

Z – Zygon Who Fell to Earth, The (Ósmy Doktor)
To słuchowisko, w którym ciotka towarzyszki Doktora, Lucie, okazuje się być żoną Zygona… a to wcale nie jest największy numer, jak wycina słuchaczom ta produkcja.


I to byłoby na tyle, dzięki, że byliście ze mną te pięć latek. Dajcie znać, co z tej listy spodobało się Wam najbardziej, ergo co chcecie zobaczyć zrecenzowane w pierwszej kolejności :)

sobota, 26 sierpnia 2017

Top Siedem najbardziej odjechanych konceptów ze świata Doktora

Cześć. Po ogromnym sukcesie Top7 twórców nabrałem dzikiej ochoty na kolejną listę. Pewnie to jak zwykle tylko ja, ale czasami bywa tak, iż nawet, gdy jakieś dzieło nie jest za dobre, zachwycamy się pojedynczym jego konceptem. Oto przed Wami Top7 najbardziej odjechanych konceptów ze świata Doktora!

Zasada w zasadzie ( ;) ) jedna: tylko media, gdzie Doktor występuje bazowo. W przeciwnym rodzaju dzieła o np dawnych towarzyszach naszego herosa bez jego udziału zajęłyby całą listę ;) Ale do rzeczy:

Miejsce siódme: Kromoni (Słuchowisko „The Creed of Kromon”)

Zaczynamy od rasy, którą napotkał w jednym ze słuchowisk Ósmy Doktor. Czym są Kromoni? To ludzkiej wielkości, obdarzone telepatyczną więzią robale przypominające termity, których całe społeczeństwo… to korporacja! Nie zalewam, korporacja. Nie jakiś rój w rodzaju pszczelego, czy czegoś w tym guście, korporacja na iście ludzkich zasadach. Sam pomysł na nich nie dorównuje może kolejnym z tej listy, ale jednak sam w sobie jest naprawdę oryginalny.


Miejsce szóste: Świadoma czarna dziura ze słuchowiska "1963: The Space Race"
Świadome obiekty astronomiczne fruwające sobie po kosmosie już gdzieniegdzie się pojawiały w popkulturze, ale czy gdziekolwiek poza DW świadoma czarna dziura przeszczepiała ludzkie struny głosowe oraz mózg… Łajce? Tak, tej Łajce, pierwszemu pchlarzowi i w ogóle pierwszemu żywemu stworzeniu na orbicie. To chyba wystarczy za rekomendację ;)


Miejsce piąte: Czerwone krwinki z komiksu „Culture Shock"
Recenzowałem kiedyś ten komiks (http://recenzje-dw-classic.blogspot.com/2014/07/komiks-szok-kulturowy.html) aczkolwiek gwoli ścisłości: coś wysyła w eter telepatyczną prośbę o pomoc, która dociera do Doktora. Tym czyś okazują się… czerwone krwinki w ciele małego dinozaura umierającego na zakażenie! Krwinki owe nie tylko mają telepatyczne właściwości, ale i świadomość. Takie rzeczy to tylko w DW ;)


Miejsce czwarte: Odcinek „Heaven Sent”
Tylko Doktor i potwór w pustym zamczysku, i tak przez prawie godzinę. Czy to się mogło udać? Nie tylko mogło, zrobiło niesamowitą furorę, efekt został przez wielu okrzyknięty najlepszym odcinkiem ever, a Peter Capaldi podobno prawie się wykończył podczas zdjęć do tegoż ;) No po prostu drugiego takiego odcinka nie było i chyba lepiej, by nie próbowano tego ponownie. Raz się udało i styknie. Może Was dziwić, że zaledwie czwarte miejsce, ale patrzcie, co jest na kolejnych ;)



PODIUM


Miejsce trzecie: Świat dźwięków ze słuchowiska „Scherzo”
Wyglądający na pusty, świat, w którym tak naprawdę wszyściuchno stworzone jest z dźwięków. Czy trzeba coś jeszcze w ogóle dodawać? ;) Trzeba: Ma posiadającego niezwykłe właściwości mieszkańca, którego oczywiście spotyka Doktor. Samego słuchowiska fanem nie jestem, ale niewątpliwie pomysł był świetny i doktorowo-szalony zarazem.


Miejsce drugie: Wszystko, co napotyka Chalrey Pollard w słuchowisku „Zagreus”
O boziu, gdyby chcieć wymieniać wszystkie rzeczy z tego słuchowiska, to zabrakłoby miejsca na cokolwiek innego na liście. Tu macie moją recenzję (https://recenzje-dw-classic.blogspot.com/2014/09/suchowisko-zagreus.html) a tymczasem: już na początku Charley widzi swoją matkę zamieniającą się w zająca, potem kot Schrodingera i Doktor zamieniają się miejscami w eksperymencie dotyczącym tego pierwszego, jest też wojna nakręcanych, zabawkowych zwierzątek z, także mechanicznymi, ludźmi… Dużo by jeszcze można wymieniać, sami chyba widzicie, czemu właśnie to zajmuje drugie miejsce.


A teraz już to, na co czekaliście.

Pierwsze miejsce: Regeneracja
Oczywiście, że tak. Temu konceptowi whoniversum zawdzięcza długowieczność. Ta niesamowita pochodna reinkarnacji, onegdaj mająca być funkcją Tardisa i pozwolić serialowi poistnieć sobie troszkę dłużej sprawiła, że dzisiaj cieszymy się bardzo bogatym uniwersum Doktora. Uniwersum, w którym wszystkie te wyżej wymienione dziwactwa mogły się pojawić.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Top Siedem Twórców Whoniversum

Cześć. Oto dzisiaj przed Wami coś wyjątkowego. Moje Top7 doktorowych twórców. Najchętniej zrobiłbym to w zupełnie innej postaci, ale z wielu przyczyn nie jest to możliwe, tak więc… Dlaczego akurat top7?




Zasady: Twórca musi być autorem więcej, niż dwóch prac osadzonych we whoniversum: odcinków serialu bądź spin-offa, słuchowisk, książek, komiksów, itp. I muszą być one co najmniej dobre, ale to się rozumie samo przez się. Nie przedłużając, fanfary!

Na początek trzy wyróżnienia, w kolejności przypadkowej. Troje autorów dobrych, ale nie aż tak, by znaleźć się na liście:

Robert Shearman
Autor scenariusza do odcinka „Dalek” z pierwszej serii współczesnej, stanowiącego swobodną adaptację jego innej pracy, słuchowiska „Jubilee” z Szóstym Doktorem. Oprócz tego napisał m.in także scenariusze do słuchowisk „The Holy Terror” i „The Maltese Penguin”, jedyne zawierające komiksowego towarzysza Frobishera. Zasłynął także bardzo oryginalnym „Scherzo” z Ósmym Doktorem i Charley Pollard.

Jacqueline Rayner
Twórczyni bardzo dużej ilości doktorowych mediów, z czego najważniejsze to wprowadzające świetną towarzyszkę Szóstego Doktora Evelyn słuchowisko „The Marian Conspiracy” czy inne, niż wszystko, co do tej pory słyszeliście „Doctor Who and the Pirates”. Napisała tez wiele króciutkich niestety powieści jak „The Stone Rose” czy „Magic of the Angels” odpowiednio z Dziesiątym i Jedenastym Doktorem.

Terrance Dicks
Autor ładnej ilości niezłych, klasycznych przygód Doktora, jak np. The War Games, które współtworzył z Malcolmem Hulke, a także takich, jak debiut Czwartego Doktora, czyli „Robot”, „State of Decay” czy „The Five Doctors”.

A teraz już przechodzimy do dania głównego, czyli top7.

MIEJSCE SIÓDME:

Patrick Ness


W panteonie doktorowych twórców stosunkowo od niedawna, autor krótkiej, rocznicowej nowelki z Piątym Doktorem. Dopiero jednak parę lat później rozwinął w tym uniwersum skrzydła: stworzył spin-off DW „Class” i napisał wszystkie jego odcinki. Spin-off DW który to, o dziwo, daje się oglądać nie tylko bez obrzydzenia (pozdro, „Torchwood”) ale i z niekłamaną przyjemnością? Niebywale trudna sztuka, ale jemu się udało. I za to siódme miejsce na liście.




MIEJSCE SZÓSTE:

Justin Richards

Twórca działający w rozszerzonym uniwersum, włączył do słuchowisk świetną postać z klasyków Rani w swoim słuchowisku „The Rani Elite”. Wśród innych jego prac dla Big Finish na pochwałę zasługuje szczególnie „Jago, Litefoot and Strax”, świetne, ale niestety pojedyncze, słuchowisko. Poniekąd za te dwie świetne produkcje znalazł się na liście, aczkolwiek jest też autorem niezłych książek z współczesnymi Doktorami, m.in. „Plague of the Cybermen” (Jedenasty Doktor) „Silhouette” (Dwunasty) czy „The Deviant Strain” (Dziewiąty.) 
 
 
 

MIEJSCE PIĄTE:

Peter Grimwalde



Autor o ilościowo skromnym dorobku, napisał jeno trzy klasyki - Time-Flight, Mawdryn Undead oraz Planet of Fire – aczkolwiek na piąte miejsce zasłużył, gdyż „Mawdryn...” i „Planet...” to pierwsza i ostatnia historia z Vislorem Turloughem – fantastycznym, lepszym od dziewięćdziesięciu dziewięciu procent nawet i współczesnych towarzyszy, kompanem. To właśnie Grimwalde nadał mu taki fantastyczny rys i stworzył całą jego przeszłość.





MIEJSCE CZWARTE:

Malcolm Hulke



Autor znakomitych, klasycznych historii, jak „The War Games” współtworzone z Terrancem Dicksem, a także należących do ery Lat UNITu takich perełek jak „Doctor Who and the Silurians”, „Colony in Space”, „The Sea Devils”, „Frontier in Space” czy „Invasion of the Dinosaurs”. Może nie najlepsze w całej erze, ale z pewnością w jej czołówce. A zważywszy na wysoki poziom tejże, to bardzo duże osiągnięcie.


I wreszcie samo podium. Trzy miejsca dla trzech świetnych autorów, którzy swoim talentem znacznie wzbogacili świat Doktora. Fanfary!




MIEJSCE TRZECIE:

Philip Martin


Debiutował on we Whoniversum tworząc dwie przygody Szóstego Doktora: Vengeance on Varos oraz Mindwarp. Charakterystyka jego dzieł? Ciężki, brutalny klimat kapitalistycznych korporacji trzymających „sztamę” z rządem i mających podwładnych za nic, ostra ironia. Wszystko to można też znaleźć w jego słuchowiskach, jak np „The Creed of Kromon” (w bardziej „owadzim” wydaniu) czy "Antidote to Oblivion" - jedno z najwspanialszych, jakich miałem przyjemność słuchać. Poza tym powołał też do życia perfidnego i obrzydliwego Sila – genialny czarny charakter. 




MIEJSCE DRUGIE:

John Dorney


Autor ogromnej ilości słuchowisk, zwłaszcza należących do antologii. Najlepsze historie z „Dark Eyes”, „Doom Coalition” czy przygód Wojennego Doktora to właśnie jego zasługa. Stworzył też kilka historii z serii „Gallifrey”, a i jego solowe słuchowiska to mistrzostwa świata. „The Burning Prince”, „1963: The Assassination Games” czy niedawne „The High Price of Parking” są znakomite, a i tak nie umywają się do absolutnej perfekcji, jaką jest „The Fourth Wall” - nawet i za tylko za tę historię zasłużyłby na drugie miejsce, a miał też masę wyżej wymienionych, innych zasług!


I wreszcie pierwsze miejsce, złoto, najwyższa pozycja na podium:





MIEJSCE PIERWSZE:

Steven Moffat




Nie mogło być inaczej, Moffat to geniusz, twórca doskonałych fabuł, monstrów i postaci. Bez niego nie byłoby Jedenastego Doktora, Płaczących Aniołów, Ashildr czy Missy. To jego, prawdopodobnie działający na stymulantach, ale zawsze, umysł dał światu takie skarby, jak "Heaven Sent", "The Eleventh Hour" czy "Time of the Angels". I wiele, wiele innych. Geniusz, mistrz ośmieszania hejterów - Hell Bent dowodem - i król trollingu. Zasłużone pierwsze miejsce. Fanfary!

Mam nadzieję, że podobała się Wam moja lista – wiem, że nie, ale połudzić się można ;) Dajcie znać, czy chcecie więcej tego typu wyliczanek. Pozdro i do przeczytania :)