środa, 21 listopada 2012

Rabuś Umysłu

Dzień dobry wieczór państwu. Na przekór chandrze, trudnościom, faszyzmowi, i wszystkim, których cechuje pogarda kolejna recenzyjka najwyższej klasy. Dzisiaj Drugi Doktor & company w krainie wyobraźni (Tudzież szponach (cudzego) szaleństwa...)


Poniższy tekst dedykuję Astroni z forum Doctor Who Polska za cierpliwe czytanie moich opowiadań i wytykanie w nich idiotyzmów tak, żebym się nie załamał. Dzięki, że jesteś :)

THE MIND ROBBER
DOKTOR: Drugi Doktor
TOWARZYSZE: Zoe Herriot, Jamie McCrimmon
WRÓG: Mistrz Krainy, Mistrzowski Mózg

TIM, MONTHY, I ALICJA
Gdybym miał strzelać, kto „przyłożył rękę” do tego odcinka nie wiedząc jednocześnie, w którym roku powstał, powiedziałbym, że Tim Burton. Oczywiście to nie jest możliwe, bo wtedy miał dziesięć lat, ale zakręcony jak butelka z Frugo klimat i mocne, nieco groteskowe wymieszanie akcentów kojarzą się z jego późniejszymi dziełami. Można też śmiało wysunąć tezę, że gdyby członkowie Latającego Cyrku Monty Pythona próbowali stworzyć historię science-fiction bez jakichś szczególnych akcentów humorystycznych, wyszłoby im takie „The Mind Rober”. Trzecie, i ostatnie moje skojarzenie to „Alicja w krainie czarów”...

SIŁA WYOBRAŹNI
Jak generalnie wygląda taka misz-maszowa przygoda? Cóż, na pięć odcinków pierwszy to jakby prolog, ostatni - epilog, a trzy środkowe to pokręcony film drogi, gdzie Doktor próbuje wydostać się z szalonego świata wyobraźni, (Naturalnie uratować też towarzyszy) i spotkać z tajemniczym Mistrzem (Nie ma on nic wspólnego z doskonale nam znanym Gallifreyczykiem noszącym ten pseudonim - on zostanie wymyślony duuużo później, za kadencji następnego Doktora* ) - sprawcą całego ambarasu. Ale po kolei.

LATAJ NISKO, I POWOLI
Już w pierwszej części dużo się dzieje, a jej zakończenie to jeden z najbardziej, przepraszam za wyrażenie, ryjących banię cliffhangerów jakie widziałem. Starając się unikać spoilerów: tylko konsola sterownicza zostaje :) Powiedziałbym, że potem opowieść zalicza lekki zjazd w dół („Układanka” z twarzy - nawet nie pytajcie...) ale na szczęście nie trwa to długo. Co za to mamy potem? Uuu, sporo. Jednorożce, księżniczki, mityczne Meduzy zamieniające w kamień, komiksowi superbohaterowie...(Tak tak, to nie żart! Wielki jak góra mięśniak w masce a’la Zorro - aż by się wstydził, bo dostał łomot od...a zresztą nieważne, od kogo) Plus do tego wróg, którego twarz i intencje długo pozostają tajemnicą. Od razu go polubiłem gdy zobaczyłem, że powołuje on swoje pomysły do istnienia pisząc...

DAWNO JUŻ TAK NIE BYŁO, ŻEBY NIE BYŁO, JAK JEST
Tak się składa, że niedawno obejrzałem też następną przygodę Doktora, i na podstawie jej początku wysnuć mogę tezę, że...najprawdopodobniej większość rzeczy, które spotkały załogę Tardisa w „The Mind Rober” to sen. No bo gdzie przepada uratowany na końcu jegomość? (A następna historia zaczyna się tą samą sceną, którą skończyła się ta) Czemu ani Doktor, ani nikt inny nie nawiązują do tego, co im się przydarzyło? Wszystko się układa, oni śnili! Nawet wspomniana, groteskowa układanka z twarzy może być metaforą jakiegoś sennego zwidu Doktora związanego z regeneracją.

JAK TO W BAJCE
Jeśli miałbym wskazać jakieś wady tej przygody, to może takie jej rozpisanie, że nie ma miejsca na jakieś charakterystyczne dla postaci akcje. W sumie tylko Zoe miała ich namiastkę. (Panikując, a jakże :) ) Doktor i Jamie właściwie z grubsza nie mieli wyróżniających ich momentów. Trochę szkoda.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA:

Na plus:                                                                                 Do bani:
- Groteskowy miks klimatów                                               - Brak charakterystycznych akcji postaci
- Cliffhanger po pierwszej części
- Fajny czarny charakter
- Niejasności umożliwiające snucie teorii

* Choć pewien podobny doń pod wieloma względami Władca Czasu pojawił się wcześniej, a do dziś wielu uważa, że są oni jedną osobą...

2 komentarze:

  1. Śliczny był ten pochylony tekst, aż nie wiem, co powiedzieć. To było tak dużo, zwłaszcza końcówka <zawstydzona>
    Jeeej, pierwszy zrecenzowany odcinek, który widziałam!
    Podobały mi się twoje teorie i dygresje zapowiadające odcinek - było ich więcej niż zwykle :D A potem to, że układanka mogła być metaforą regeneracji - nie pomyślałam, a fajne by to miało konsekwencje!
    Śmiesznie, ty mówisz, że nie było akcji, a dla mnie to był pierwszy odcinek z Drugim (ponownie pierwszy ;) ) i byłam oczarowana - co by było, gdyby to był jakiś "porządniejszy" odcinek?

    OdpowiedzUsuń
  2. A poza tym zapomniałam dodać, że najchętniej przetłumaczyłabym "robber" jako "grabieżca", bo "rabuś" to tak banalnie brzmi w porównaniu do oryginału, pomimo że ponownie wygląda.
    Heh, Mistrz! Ale ja się naprzypominałam, czy to czasem nie może być jego pierwsze wcielenie XD Ale chyba poprzestałam na tym, że przy pierwszej okazji Doctor powiedział o nim podobno, że gość jest nawiedzony, czy coś takiego.

    OdpowiedzUsuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)