środa, 14 listopada 2012

Terror Autonów

Powoli kończą mi się powitania, ale to nic :)
Cześć. Dzisiaj będzie coś napisanego nietuzinkowo. Pierwsza, ale nie ostatnia recenzja typu „Niu dżornalizm” * Raz na jakiś czas będę pisał w takim właśnie stylu.


TERROR OF THE AUTONS
DOKTOR: Trzeci Doktor
TOWARZYSZE: Jo Grant
WRÓG: Świadomość Nestene, Autoni, Mistrz

NA POCZĄTKU
Czasem w serialu emitowanym przez dłuższy czas nastaje moment, który nazwać można przełomowym. Nie nastaje oczywiście sam, trzeba go wpierw odpowiednio przygotować. Dla zainteresowanych zapodaję przepis. Składniki: jedna, nowa i urocza postać kobieca, jeden nowy czarny charakter, jeden nowy wojak, dużo plastiku.

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA
Nadmieniona już postać negatywna powinna być lustrzanym odbiciem „tego dobrego”. Niech pochodzą z tego samego miejsca, niech będą równie inteligentni, et cetera, et cetera. Istotne, aby równowaga sił między oboma panami nie została zachwiana, na ten przykład poprzez atak z zaskoczenia. Aby do tego nie dopuścić, „ci dobrzy” muszą zostać ostrzeżeni przed „tym złym”. Przez kogo? To już nie ma znaczenia, może być to kompletnie anonimowy jegomość, i tak wszyscy błyskawicznie o nim zapomną.
Inne składniki: Skoro poprzednia postać kobieca (Liz Shaw) była, krótko mówiąc, średnio udana, to tutaj umieśćmy jej dokładne przeciwieństwo. Nowa towarzyszka powinna więc być urocza, i słodziutka, ale z pazurkiem. Nieostrym, ale zawsze. Pamiętajcie też, aby te poprzednią usunąć z fabuły w jakiś sensowny sposób, i...Hm, słucham? Już za późno? Odprawiliście ją off-screenowo? (Znowu...) Dobra, nic, jakoś przebolejemy.
Dla efektu (Bardziej, niż dla czegokolwiek) dorzućmy na koniec nowego oficera UNITu. Niech ma :)

OSTATNI SKŁADNIK
Po stronie „tych dobrych” (Czyli głównie Doktora) stoi cała militarna organizacja, ale w dalszym ciągu istotne jest, by utrzymać balans sił. Tak więc nasz czarny charakter powinien...nie, nie mieć do dyspozycji całej armii - skąd by ją wziął? Żołnierzy przecież nie można wyprodukować w byle fabryczce. Zaraz, jednak można! Spójrzcie na listę składników, został nam plastik w dużych ilościach. Plastikowa armia, ale armia! Mistrz i Autoni to jest to!

DOPRAWIANIE
Żeby nie było z nową towarzyszką - Jo Grant - za słodko, dajmy jej pojedynczą akcję kamikaze, zakończoną wykryciem przez Mistrza. Wątku jego samego urozmaicać już nie trzeba, ale dobrze pamiętać o jednym: Autoni to jakby marionetki świadomości Nestene, czyli co by nie powiedzieć, innych niż on sam kosmitów. Zawsze może się w takiej sytuacji zdarzyć, że ktoś kogoś zrobi w przysłowiową trąbę. Kto kogo, nie zdradzam, popsułbym tym wszystko

JUŻ BYŁ W OGRÓDKU, JUŻ WITAŁ SIĘ Z GĄSKĄ
Na koniec: Mistrz, choć w tej postaci, jaką tu mamy** daleki jest od bycia czarnym charakterem rodem z kreskówki, powinien chociaż spróbować zniknąć ze sceny w taki sposób, jakby nim był. Ale nic poza tym. Przesadzanie z kreskówkowatością charakterologiczną skończy się bowiem niestrawnością***

PODANO DO STOŁU
No i to chyba wszystko. Przepis na przełom do prostych nie należy, ale jest wart wysiłku :) Efektem jego zastosowania jest bowiem jedna z najlepszych przygód Doktora.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA:

Na plus:                                                                                          Do bani:
- Udany debiut trójki nowych postaci: Jo, Mistrza, i Yatesa              - Słabe rozstanie z Liz
- Władca Czasu kontra Władca Czasu
- Zwroty akcji

*Tytuł jest oczywiście przejawem wysublimowanego poczucia humoru autora
**Tzw. „UNIT years Master” - trzynaste wcielenie
***Niestrawności, tobie na imię Harold (S.)

5 komentarzy:

  1. Ehe :D
    Nie łapię jeszcze, co znaczy ten "Niu dżornalizm" (-> która to cecha dzisiejszego wpisu), ale myślę, że jest to coś, co mi się podoba XD
    Ło jezu, to Liz też pogonili tak od czapy? Nie ma to jak różowe i wiecznie nieprzytomne różowe lata siedemdziesiąte Xq
    Ale Saxon nie był kreskówkowy! Widziałeś ty gdzieś tak odartą z sensu i poczucia czegokolwiek kreskówkę?
    O co ja jeszcze... A - więc Autoni pojawili się już wtedy? To byli ci sami co z "Rose"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Liz było tak, że w poprzednim odcinku była jak gdyby nigdy nic, a w "Terror..." brygadier mówi, że odeszła.

      Autoni są ci sami, co w "Rose", tylko mniej kiczowaci - zamiast kosza na śmieci mają na przykład kwiatki, które w wyszukany sposób blokują oddychanie :)

      Co do Saxona odpowiem Ci tak: ten, jak najbardziej kreskówkowy, jegomość http://en.wikipedia.org/wiki/Heinz_Doofenshmirtz#Personality jest bardzo doń podobny :)

      Usuń
    2. "Dr. Heinz Doofenshmirtz"..? Chłopie, co ty oglądasz? XD

      Muszę kiedyś zobaczyć tych Autonów. Nigdy bym nie wpadła, że to nie jest ich pierwszy występ, nawet widząc ich nazwę w tytule.

      Usuń
    3. To wypisz-wymaluj Saxon, co ja mogę? :) A jakbyś miała długi u kuzynów z małymi dziećmi, to też pewne rzeczy byś czasem mimowolnie oglądała :)

      Pierwszy odcinek z Autonami to "Spearhead from Space", debiut Trzeciego Doktora.

      Usuń
    4. Nie ma to jak tonąć w długach :D
      A mnie się ostatnio nagle Saxon skojarzył z Montaną z "Animków" - też rządzący, choro się śmieje, wrzeszczy i ogólnie miewa różne biegająco-paniczne odpały jak na studenta Looniversity przystało :)

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)