środa, 26 grudnia 2012

Trylogia Exo-Przestrzeni, część trzecia: Wrota Wojowników

Witam w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Na początek zdanie komentarza do wczoraj wyemitowanego odcinka „The Snowmen”: MOFFAT, JAK TY MOGŁEŚ ZROBIĆ COŚ TAKIEGO W ŚWIĘTA? JAK?
Ponieważ jednak zajmujemy się tu seriami klasycznymi, przechodzimy do meritum. Ostatnia część naszej trylogii Exo-Przestrzeni

WARRIORS’ GATE
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Romana II, Adric
WRÓG: Kapitan Rorvik

RÓŻNICA
Zacznijmy od tego, że w przeciwieństwie do pozostałych dwóch części trylogii, w tej nie chodzi o uruchomienie statku kosmicznego :) Ten jest sprawny, a wszyscy mają jeden cel: uciec z Exo-Przestrzeni. Zdawałoby się, że jeśli tak, to nawet spierać się nie będzie o co: Doktor pomoże napotkanej załodze, bo on też chce się wydostać. Problem polega natomiast na tym, że wspomniana załoga to...handlarze niewolników!

HAKUNA MATATA
No wybaczcie, ale rasa Tharilów, której to przedstawiciele mieli zostać sprzedani przez kapitana Rorvika, z wyglądu naprawdę przypomina jakieś uczłowieczone, i antropomorficzne lwy. Nasz czarny charakter miał niestety o tyle pecha, że bez istot wrażliwych na działanie tzw. Wiatrów Czasu niezbyt był w stanie nawigować swoim pojazdem. A lewki potrafiły to wykorzystać, mimo wszystko :)

ZABAWY Z CZASEM
Jeśli w tej historii mam z czymś problem, to ewidentnie z czasem. Raz z dzikimi przeskokami (Adric idzie przez „pustkę”, Romana wpada w tarapaty (Jak zawsze...) a po chwili bez wyjaśnienia widzimy ich ukrywających się pod plandeką) innym razem z nie do końca wyjaśnionymi zaburzeniami. Już tłumaczę o co chodzi: Nie spoilerując, ktoś sobie rozmawia z Tharilami, a tu nagle jak gdyby nigdy nic ci znikają, a na ich miejscu pojawiają się uzbrojeni napastnicy. Bowiem „rozmówca” przed chwilą znajdował się w przeszłości, a Wiatry Czasu przerzuciły go do teraźniejszości. I tak parę razy.  Niefajnie jest też, kiedy uszkodzony K-9 zaczyna wyrzucać z siebie techno-bełkot tak szybko, że nawet rodowity Brytol miałby problemy ze zrozumieniem go :)

RETORYKA ROMANY
Od początku trylogii wiemy, że Romana nie chciała wracać na Gallifrey. Im bliższy wydaje się jej powrót, tym bardziej kłóci się ona z Doktorem, i stara wykręcać od zakończenia przygód. Ta historia jest jej finałową, na końcu rozstaje się z naszym „szalikowcem” :) Gdyby chodziło o kogoś innego, narzekałbym zapewne na gwałtowność decyzji, i momentalne pożegnanie, ale...Ale tutaj było widać to, o czym mówiłem wcześniej: ona po prostu chciała uniknąć powrotu do domu. I wybrała pierwszą ku temu okazję.

UCIECZKA
Zawsze jechałem po Adricu jak po, cytując klasyka, burej suce, ale tym razem zachował się nawet rozsądnie, namawiając Doktora, i Romanę do bezrefleksyjnego olania problemu niewolnictwa w Exo-Przestrzeni, i szybkiej ucieczki. Jasne, że nasi Gallifreyczycy nie mogli na to przystać, ale taka sugestia była jak najbardziej sensowna. Plus dla „młodego”! Ostatecznie jednak zakończenie, nawet mimo tego aktu zbędnego heroizmu Doktora i Romany (Bo Tharilowie w przeszłości też mieli niewolników!) jest jak najbardziej pozytywne.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                             Do bani:
- Doktor, Romana i Adric w dobrej formie :)                        - Trochę błędów scenariuszowych
- Pozytywny finał                                                             - Przekombinowane zabawy z czasem

środa, 19 grudnia 2012

Trylogia Exo-Przestrzeni, część druga: Stadium Rozkładu

Cześć. Dzisiaj druga część trylogii Exo-Przestrzeni, tym razem w klimatach związanych z pewnymi latającymi ssakami. Zapraszam :)

STATE OF DECAY
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Romana II
WRÓG: Trójka Która Włada

KLIMATYCZNOŚCI I SPRZECZNOŚCI
Historię otwiera może nie grzesząca oryginalnością, ale klimatyczna scena, w której to dziwaczna para królewska, i ich zausznik wybierają sobie jednego z prostych wieśniaków do tajemniczego obrzędu. Tymczasem Tardis zbliża się do nieznanej planety, na której Doktor, i Romana mają nadzieję znaleźć coś, lub kogoś pomocnego w wydostaniu się z Exo-Przestrzeni. K-9 podaje jednak dziwaczne odczyty: na globie znaleźć można bardzo zaawansowaną technologię, jednak mieszkańcy są prymitywni. Oczywiste więc, że trzeba to zbadać :)

PRAWDA O PLANECIE
Jest w tej przygodzie taki fragment, gdzie tubylcy z pomocą Doktora i Romany odkrywają dane, z których wynika, iż piloci rozbitego onegdaj na ich planecie statku wyglądają łudząco podobnie do ciemiężących ich monarchów. Momentalnie skojarzyło mi się to z książką „Cała prawda o planecie Ksi” Janusza Zajdla. (Genialny polski pisarz science-fiction, któremu uwielbiany Stanisław Lem może kapciuszki pucować) Ostatecznie historia obrała jednak inny kierunek, i naszych Władców Czasu czekał...

...WIECZÓR Z WAMPIREM
To oczywiście tytuł emitowanego wiele lat temu programu Wojciecha Jagielskiego. Ma się rozumieć Doktor, i Romana nie natykają się na żadnego sympatycznego showmana, tylko na prawdziwych krwiopijców, i to nie w znaczeniu metaforycznym. W pierwszej chwili mnie to nie ucieszyło, gdyż, ponieważ, bo wampiry od zawsze uznawałem, i uznaję za passe, (A już zwłaszcza od czasu pojawienia się pewnej książki o nich, uwielbianej przez niewyżyte nastolatki) ale tu na szczęście problemu nie ma. Jak na wampiry, te stwory są może mało „wampiryczne”, ale w roli wrogów Doktora sprawdzają się kapitalnie: są odpowiednio mroczne, i „zepsute”, oraz, naturalnie, chcą wydostać swojego, uwięzionego pod ziemią, pana. Klasyka w znakomitej postaci :)

METODA „NA MCGYVERA”
Przyznam, że sposób, w jaki Doktor wykorzystał rakietę do zabicia wampira-giganta (A wampiry we Whoniwersum są niezniszczalne, za wyjątkiem pojedynczego słabego punktu) zrobił na mnie wrażenie nietuzinkowością, choć był też stosunkowo prosty. Zresztą - czego Gallifreyczyk nasz ulubiony w tej przygodzie nie wyczyniał? Rozwiązywał tajemnice, wszczynał rewolucje, by chwilę potem przywódcą buntowników mianować wiernego K-9, oraz komplementował Romanę (Której naprawdę ładnie było wtedy z uśmiechem) Jeśli podczas tej historii czegoś mi w jego wykonaniu brakowało, to chyba częstowania żelkami :)

PODZIEL SIĘ ZMARTWIENIEM
Wiem, wiem, monotematyczny się robię, ale kolejny raz pisać muszę o tępocie Adrica.* Tym razem postanowił zyskać nieśmiertelność, stając się wampirem. (Niby to nie był jego pomysł, ale się nie opierał) I dzięki niemu Romana omal nie zginęła. Liczyłem, że tym razem nie dostanie ona łatki „damy w opałach”, a tu masz. Dzięki, ci, młody, ogromne dzięki!

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA
Na plus:                                                                                              Do bani:
- Fajni wrogowie                                                                                - Tradycyjnie już Adric
- Klimat
- Wielozadaniowy Doktor, ładnie się uśmiechająca Romana, i K9

*W tej przygodzie nie wliczałem go jeszcze do towarzyszy Doktora, gdyż był raczej pasażerem na gapę, a nie członkiem „załogi”

środa, 12 grudnia 2012

Trylogia Exo-Przestrzeni, część pierwsza: Pełne Koło


Witajcie. Dzisiejszy wpis stanowi pierwszą część recenzji jednej z sag, a konkretniej – trylogii Exo-Przestrzeni. („Exo-Space”, lub po prostu „E-Space”) Jako ciekawostkę dodam, że miałem dziką ochotę jako pierwszą sagą zająć się nieco nietypową „Wojna domową Daleków”, ale konieczność przetłumaczenia tytułu jednej z części, gdzie pada słowo „Ressurection” mogłaby mnie narazić na konsekwencje ze względu na pewien akt prawny, więc...
Tak, czy siak Exo-Przestrzeń :-)

FULL CIRCLE
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Romana II
WRÓG: Bagienne stwory

NA GIGANCIE
Przygody Doktora uzależniają. Z tym zapewne zgodzi się każdy, kto całkiem sporo swego czasu poświęcił na oglądanie/czytanie/słuchanie ich. Ale czy wiecie, że co najmniej kilka postaci z doktorowego uniwersum tez zdaje się stawać uzależnionymi od harców po kosmosie na pokładzie niebieskiej budki? Romana to modelowy przykład. Gdy ją poznaliśmy, bez szemrania wysłuchała rozkazu Lorda Prezydenta (Właściwie to kogoś, kto go udawał, ale wtedy tego nie wiedziała) nakazującego jej pomóc Doktorowi w jego misji skompletowania Klucza Do Czasu, a na początku tu omawianej historii, gdy wydano jej polecenie powrotu na Gallifrey posłuszeństwo gdzieś znikło :) Nie, żeby to miało znaczenie, skoro niedługo potem nasi bohaterowie wpadli w inny wymiar, ale fakt jest faktem.

EWOLUCJA (NIEZUPEŁNIE) WEDŁUG DARVINA
Sprawą kluczową dla tej przygody jest...tak tak, ewolucja. Oczywiście jej wątek jest zdrowo pokręcony, jak na Whoniwersum przystało, (Istoty niby ewoluują, ale pod względem inteligencji jakby...wolniej) i wiąże się z potężnym zwrotem akcji. Jakim? W dużym skrócie opierającym się na tym, kto w kogo wyewoluował. Nie chcę spoilerować, bo już sam tytuł jest spoilerem. Przejdźmy więc do innych kwestii. 

THE SECRET FILES
Tak brzmiał podtytuł starej gierki platformowej, w którą w dzieciństwie pocinałem, a w przypadku recenzowanej tu przygody Doktora chodzi o informacje pozostawione spotkanej przez niego rasie Alzarian jakoby przez ich przodków. Nikogo chyba nie zdziwi fakt, jeśli powiem, że przywódca tych pierwszych nie pozwalał nikomu na dostęp do owych danych? :) A że on sam, i wszyscy jego następcy byli tumanami większymi, niż ród Pendragonów z „Przygód Merlina”, nie byli w stanie wyłapać dwóch rzeczy: kim faktycznie ich przodkowie byli, oraz tego, czemu nie udaje im się naprawić statku kosmicznego, w którym mieszkają, i którym planują dać ze swojej planety dyla z uwagi na nadchodzące, cykliczne zjawisko mające jakoby utrudnić im obronę przed nękającymi ich bagiennymi potworami. Tak swoją drogą głupota Alzarian jest chyba cechą ich gatunku - debiutujący w tej przygodzie Adric jest przedstawicielem tej właśnie rasy.


DRAMATIS PERSONAE
Jeśli chodzi o Adrica, to przyznam, że w porównaniu z jego wyczynami w następnych przygodach, tu jeszcze nie jest aż takim tumanem. Owszem, pakuje się w niepotrzebne tarapaty, ale raczej takie, jakie można wybaczyć dzieciakowi w jego wieku: nieostrożne działanie, zbytnia buńczuczność, itp. Nic szczególnego. Romana z kolei jak zazwyczaj (Choć już nie na tak krótko, jak zwykle) wpada w tarapaty, (Choć w sumie to, co się jej przytrafia ma większe konsekwencje dla innych) ale w sumie to dzięki konieczności jej wyleczenia Doktor orientuje się w zawiłości ewolucji istot zamieszkujących Alzariusa. I występuje jako negocjator, rozjemca, i jeszcze parę innych ról. I chociaż nie wszystkich udaje mu się uratować, dedukuje w końcu, na czym polega problem z naprawą statku, co pozwala Alzarianom na poderwanie krypy w kosmos. Gdybyż tylko nasz heros na końcu dostrzegł, co mu wlazło na pokład Tardisa...

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                         Do bani:
- Nowy wymiar - nowe przygody :)                                               - Nieprzeciętnie tępi Alzarianie 
- Ciekawy wątek ewolucyjny


środa, 5 grudnia 2012

Cztery Do Dnia Sądu

Czołem. Dzisiaj, w porównaniu z zeszłym tygodniem, nieco mniej „odjazdów”, przynajmniej z mojej strony. Z mojej, bo recenzowany odcinek jest jednak mocno przesycony szaleństwem...


FOUR TO DOOMSDAY
DOKTOR: Piąty Doktor
TOWARZYSZE: Nyssa, Tegan Jovanka, Adric
WRÓG: Monarcha, Oświecenie, Perswazja

OKRES WARUNKOWY
Muszę, po prostu muszę, zacząć od sugestii związanej ze Stevenem Moffatem. Nie wiem, czy jako fan DW zna tę historię, ale jeśli nie, to gdyby obejrzał ją teraz, z pewnością stwierdziłby, że już czas na emeryturkę :-) Tak tak, w tej szalonej przygodzie znajduje się kompilacja wielu naprawdę, przepraszam za kolokwializm, odjechanych pomysłów.  Aborygeni tańczący w rytm elektronicznej muzyki to tylko najlżejszy przykład...

CZOŁEM, KLASA!
Cała przygoda zaczyna się dosyć typowo - Tardis zamiast na Ziemię omyłkowo przenosi Doktora i ferajnę (Trójka regularnych towarzyszy naraz - rzadkość!) na pokład pewnego kosmicznego statku wielkich rozmiarów. Nasz Władca Czasu ordynuje oczywiście wycieczkę celem empirycznego sprawdzenia, gdzie trafili, z tym, że akurat pozostali pasażerowie niebieskiej budki zachowują się jak rozkapryszone bachory. I o ile Tegan ma powód (Doktor obiecał jej odstawienie do domu, gdyż dołączyła raczej z konieczności, niż chęci - przynajmniej na razie) o tyle kłótnie Nyssy, i Adrica odnośnie matematyki, tudzież różnic między intelektem męskim, a kobiecym były po prostu durne. Zresztą, jak się przekonamy później (Ale jeszcze w tej przygodzie) Adric wspomnianego nie posiada w ogóle. Serio, większego tumana ze świecą szukać. Ale o tym poniżej. Wspomnianym statkiem rządzi stwór zwany Monarchą, oraz jego adiutanci, Perswazja i  Oświecenie (Zważywszy, że jeszcze za kadencji tego samego Doktora będziemy mieć przygodę opowiadająca o wyścigu po kryształ o identycznej nazwie stwierdzam, że inwencji odnośnie nazewnictwa brakowało i wtedy...) W rozmowie z Doktorem, i Tegan proszą oni o rysunek obrazujący ziemską kulturę. I, choć technicznie nie było możliwe, aby panna Jovanka w takim tempie stworzyła coś tak dokładnego, z tym rysunkiem wiąże się pewien ważny dla fabuły zwrot akcji...

BYĆ, ALBO NIE BYĆ
No i mam problem. Czy wspomniany zwrot akcji można nazwać cliffhangerem, skoro niby to z przytupem zakończył jedną z części przygody, ale z drugiej strony nie pozostawił naszych bohaterów w stanie zagrożenia? Nie wiem, po prostu nie wiem. Tak czy siak, mimo wspomnianego braku zaskoczenie było potężne. A scena stosunkowo prosta: oto niespodziewanie pojawia się niewidziana do tej pory postać człekokształtna, i przedstawia z imienia. A gdy to robi, powoduje u widza solidny opad szczęki...

Z GŁUPOTĄ SWĄ TAM BĄDŹ...
...śpiewał kreskówkowy kogut, Foghorn Leghorn. Ja mam tu na myśli oczywiście Adrica, który niemalże sprzymierza się z Monarchą, głównym „złym” opowieści. I to bynajmniej nie sama chęć sprzymierzenia czyni go takim osłem, tylko jej powody. Ów przedstawia mu swoje plany, jednoznacznie złe zresztą, a nasz Adryczek jak gdyby nigdy nic dochodzi do wniosku, że...ewentualne ofiary tegoż skorzystają na wprowadzeniu owej tyranii. Aż cud, że Doktorowi udaje się w końcu przemówić mu do rozsądku (O ile „młody” jakikolwiek posiada...)

WIELOKULTUROWOŚĆ
Przyznać trzeba jedno: statek Monarchy jest multikulturowy. Spotkać tam można m.in. Aborygenów, starożytnych Greków, Majów, czy chińskich mandarynów.  Oczywiście z nimi wszystkimi tez wiąże się nielicha niespodzianka, ale nie spoileruję. (Albo dobra: zostało z nich mniej, niż na to wygląda) Już pod koniec przygody dostajemy natomiast pewną scenę, której to podobny odpowiednik znalazł się w zeszłorocznym specialu świątecznym. I został przez całe hordy łosi skrytykowany jako cyt. „Przejaw zamerykanizowania i zdziecinnienia”. Jak widzicie, takie rzeczy towarzyszyły DW od dawna* Co mam na myśli? Kosmos w dosłownym tego słowa znaczeniu :) Historię zamyka ostatni zwrot akcji, tym razem związany z Nyssą, której to w całej przygodzie przypadła rola damy w opałach.

 POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                     Do bani:
- Co chwila nowe zaskoczenie                                  - Głupszy, niż ustawa przewiduje Adric
- Pokręcony klimat    


*W sumie to rzeczy najmniej „doktorowe” jakby nie patrzeć wprowadził RTD. Nie jest to (do końca) zarzut, ale tyle osób krzyczy na temat tego, co zrobił z serialem Moffat, a on przywrócił mnóstwo cech serii klasycznych.