środa, 2 stycznia 2013

Śmierć Dalekom

Cześć. W tym tygodniu naszła mnie ochota na zrecenzowanie czegoś z Dalekami w roli głównej. Oczywiście z właściwą sobie logiką wybrałem historię w której początkowo miało ich...nie być! „Jak to?” spytacie zapewne. Odpowiedź poniżej

DEATH TO THE DALEKS
DOKTOR: Trzeci Doktor
TOWARZYSZE: Sarah Jane Smith
WRÓG: Dalekowie, Exxilończycy

WAKACJE, ZNÓW BĘDĄ WAKACJE…
Kiedy Doktor i Sarah dostają od brygadiera wychodne, postanawiają wypocząć na pięknej planecie Florrana. Dla dziewczyny ma być to pierwsza wycieczka poza Ziemię, i taką też się staje. Z tym, że zamiast we wspominanym, wypoczynkowym raju, Tardis ląduje na planecie Exxilon, gdyż coś wysysa jego energię. Tak się niestety składa, że kiedy panna Smith dokonuje przepierzania, (Zmiany stroju, jeśli wolicie) Doktor zostaje...porwany! Oczywiście szybko daje on sobie radę z porywaczem, ale niewystarczająco szybko, gdyż w tak zwanym międzyczasie zmartwiona Sarah wyrusza na poszukiwania...

MAŁE SOLNICZKI, KTÓRYCH NIE BYŁO
We wstępniaku wspomniałem, że ta historia początkowo nie miała zawierać Daleków. Całość kręci się wokół pewnego rzadkiego surowca, na którym położyć łapę chcą kosmiczni marines. Problem polega na tym, że Exxilon to planeta zamieszkana, i to przez rasę kosmicznych fanatyków czczących majestatyczne Wielkie Miasto. No i tak wyglądał początkowy koncept. A gdzie Dalekowie? Jeszcze nigdzie, dopiero potem scenarzyści uznali, że z tej przygody da się wycisnąć więcej - trzeba tylko wrzucić jakichś lubianych przez fanów wrogów. I chyba wszystko już jasne? :) Dlatego właśnie zakończenie pierwszej części tej przygody to spotkanie z naszymi ulubionymi puszkami :) Swoją drogą zawsze mnie to ciekawiło: po cholerę silić się na zabiegi, mające nadawać pojawieniu się Daleków charakter niespodzianki, skoro tytuły historii z nimi wprost mówią o ich obecności? A problem ten sięga czasów współczesnych, niestety...

„THERE’S NO NEED TO FEEL DOWN”...
…jak głosi piosenka. I Dalekowie twórczo się tej zasady trzymają, nie dołując się faktem, że planeta, na której wylądowali całkowicie wysysa energię ich broni. (Tzn. nie sama planeta, ale o tym za chwilę) Czy w takim razie stają się bezbronni? Ależ skąd! Błyskawicznie modyfikują swoje miotacze tak, aby strzelały one starymi, dobrymi ołowianymi kulkami. Ale ponieważ broń palna to nie to, co energetyczna, taktycznie zawierają sojusz z żądnym władzy, ksenofobicznym porucznikiem marines. Oczywiście jak na ksenofoba przystało, nie ufa on swoim „sprzymierzeńcom”, i jest przygotowany na ewentualny cios w plecy. Czy tak się stanie? Tego już nie zdradzę :)

GROBOWIEC MISTRZA ZAGADEK
Zdecydowanie mój ulubiony fragment tej historii to ten, gdzie Doktor w towarzystwie jednego z bardziej pokojowych Exxilończyków wyrusza do podziemi Wielkiego Miasta celem wyłączenia urządzeń wysysających energię. Korytarze pełne są pułapek, i sprytnych testów dla przechodzących, wkoło pełno jest szkieletów, (Które, jak domyśla się nasz Władca Czasu, należą do tych, którzy jedną z wspomnianych prób skopali) a przecież są jeszcze i Dalekowie! Indiana Jones miał łatwiej :)

A CO Z...
Mało w tej przygodzie mówiłem o Sarze Jane, może dlatego, że jest to towarzyszka do bólu przeciętna, niczym w sumie się nie wyróżniająca. Oddając jej jednak honor, (poza klasycznym wpadaniem w kłopoty) z pomocą pani naukowiec z szeregów marines uniemożliwia ona Dalekom wykorzystania wspomnianego na początku surowca do szantażowania galaktyk. (Bo surowiec to antidotum na dalekową broń biologiczną) W stary jak świat, i oklepany sposób, ale zawsze :) Dobre i to.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                       Do bani:
- Sprytni Dalekowie                                                                   - Nic szczególnie poważnego
- Doktor w najeżonym pułapkami „labiryncie”




4 komentarze:

  1. Daleków miało nie być - hehe! Że też nawet wrogów tego pokroju potrafią wcisnąć na doczepkę!
    No tak - po co się silą na niespodziankę, skoro przecież ZAWSZE Dalekowie mają swój udział w tytule. Tak jak Cybermani. Szkoda, też mnie to zawsze złościło, tak jak zapowiadanie, do których odcinków wskoczy River (no ale zapowiadać River..!?). Dobrze, że chociaż Mistrz ZAWSZE wchodzi do odcinka po cichu ;>
    Sara Jane do bólu przeciętna? Ależ! Może dzisiaj, ale wtedy to był przełom! Tobie przeszkadzają "damy w opałach", a przed jej erą nikt nie wyobrażał sobie innej opcji XD Heh, ta wrzeszcząca doctorowa wnusia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czaję z tą Sarą. Zdarzało jej się być damą w opałach, aczkolwiek i przed nią, i po niej takowe się trafiały.

      Usuń
    2. No to jestem niedoinformowana <oops> Całe tłumy się nią zachwycały, że to był taki powiew feminizmu, więc przyjęłam trochę w ciemno (trochę, bo wrzeszcząca Susan była nie do pobicia).

      Usuń
    3. Sarze zdarzało się z, nazwijmy to, feministycznych przyczyn wkurzać się na Doktora, czy Harry'ego Sullivana, to fakt. Aczkolwiek w czasie konkretnej "akcji" na takie rzeczy miejsca nie było, no bo i jak? :) No i w takiej sytuacji pozostawało jej to samo, co innym towarzyszkom: wpadanie w tarapaty, i okazyjna pomoc Doktorowi :)

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)