środa, 20 marca 2013

Patrol Szczęśliwości


Swego czasu stwierdziłem, że najtrudniejsze do zrecenzowania są tzw. „średniaki”. Podtrzymuję to, ciężko dokonać rzeczowej analizy takowych, no i jest to bardziej męczące niż przyjemne. Są jednak odcinki jeszcze trudniejsze w ocenie, choć dalece przyjemniej to robić. Przed Wami zapis takiej trudnej, ale satysfakcjonującej walki z epizodem

THE HAPPINESS PATROL
DOKTOR: Siódmy Doktor
TOWARZYSZE: Ace
WRÓG: Helen A, Fifi, Kandyman

MIŁE ZŁEGO POCZĄTKI
Rozpoczynamy od intrygującej sceny ze smutna kobietą i tajemniczym gościem o wyglądzie tajniaka. Ciekawe? Pewnie, że tak. Potem dostajemy natomiast odrobinę groteski: Doktor i Ace przybywają w to samo miejsce, planetę Terra Alpha, gdzie bycie nieszczęśliwym jest prawnie zakazane. Miało być tylko z odrobiną groteski? Uwierzcie, w porównaniu z całą resztą tej historii to (I różowy Tardis) jest odrobina :) Wracając do wątku: na wspominanej planecie dzieje się coś tajemniczego, przynajmniej tak uważa galaktyczny cenzor prowadzący tam śledztwo. W ciągu dziesięciu lat znikło bowiem w niewyjaśnionych okolicznościach 17% populacji.  I w sumie odnośnie fabuły ciężko powiedzieć coś więcej bez spoilerowania. Tak, warstwa fabularna tej przygody jest cieniutka, ale w tym jednym przypadku nie o nią chodzi...

TO, CZEGO MAMY W NADMIARZE
Wspomniałem o grotesce? Przyznam, że ta jedna historia zawiera jej tak dużo, że wystarczyłoby na hojne obdarzenie kilku innych. Ot, chociażby scena, gdy Doktor poznaje prawdę na temat przeprowadzania egzekucji na Terra Alpha, które to wyroki egzekwuje niejaki Kandyman, robot zbudowany ze...słodyczy. Również skądinąd pomysłowa (I idiotyczna zarazem) metoda uśmiercania ma z nimi dużo wspólnego. A kto wydaje te wyroki? Niejaka Helen A, lokalna dyktatorka.

ZNAJOME TWARZE
Całkiem dużo miejsca poświęcono na postać Helen. Jest szaloną władczynią, niemogącą zrozumieć, że to, co ją uszczęśliwia, innym może nawet utrudniać życia, a co dopiero mówić o zapewnianiu radości. Oczywiście jest to przejaskrawienie, ale istnieje doktryna polityczna (Niestety, aktualna) która do takiej sytuacji doprowadza, a jej zwolennicy uważają, że jeśli zrobią coś, co dla nich samych jest dobre, to reszta powinna się cieszyć, albo jest głupia. Nawet, jeśli tej reszcie to bardzo, bardzo szkodzi. Nie jest to przypadkowe nawiązanie, Helen A. jest bowiem satyrycznym ujęciem tzw. Żelaznej Damy - Margareth Thatcher (Oraz, co sugeruje pewna pojedyncza scena, także królowej Wielkiej Brytanii) Swoją drogą ta satyra jest tak otwarcie postawiona, że aż się dziwię, iż nikt nie miał z tego powodu kłopotów :)

DRUGI PLAN
Postaci drugoplanowych jest w tej przygodzie naprawdę dużo. Ot, chociażby Silas P., wspomniany na początku „tajnus” :) To, w jaki sposób urządził go Doktor było po prostu...niezwykłe. Drugą, nie mniej ciekawą personą jest Earl Sigma, bluesowy muzyk uwięziony na planecie. To dzięki jego pomocy Doktor wyszedł z całej przygody bez szwanku. Ostatnią wartą wspomnienia osóbką jest Susan Q - członkini tytułowego Patrolu Szczęśliwości, uznana szybko za nie dosyć szczęśliwą. I, jak to często bywa, w pewnym sensie to od niej zaczęła się prawdziwa rewolucja...

NA WŁAŚCIWYM MIEJSCU
Przyznać muszę, że w tej przygodzie Ace to stuprocentowo właściwa osoba na właściwym miejscu. W scenie z tunelami-rurami, którymi uciekała przed pupilkiem Helen, żaden inny towarzysz czy towarzyszka by sobie nie poradził, nie ma szans. Natomiast Doktor, choć nie ma jakichś szczególnych okazji do tego, co robi w tym wcieleniu zazwyczaj, tzn. knucia intryg, robi coś innego, w czym jest świetny niezależnie od inkarnacji: improwizuje. I wychodzi mu to doskonale, oraz zabawnie (Jak np. w scenie z pojazdem Patrolu)

ZAKOŃCZONY DZIEŃ PRACY
Dziś będzie bez wymieniania wad i zalet w słupkach. Po prostu wszystko w tej historii zdaje się być jednocześnie i wadami i zaletami, zależnie od spojrzenia. Czy polecam „The Happiness Patrol”? Zasadniczo tak, choć trzeba się liczyć z faktem, iż fabuła ustępuje tu miejsca szyderczym nawiązaniom do brytyjskiej polityki lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, oraz grotesce przywodzącej na myśl koszmarny sen dziecka cukiernika...

1 komentarz:

  1. Ale kosmos :o Wygląda na to, że odcinek inny niż wszystkie (choć wydawałoby się to niemożliwe :D).
    Nie ma wad i zalet? Jest dzika satyra, więc dla mnie są same zalety!

    OdpowiedzUsuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)