środa, 6 marca 2013

Robot


Cześć. Dzisiaj mam dla Was coś naprawdę specjalnego. Jedyna w swoim rodzaju recenzja z gościem, znaną i lubianą Astroni. Jak mawia mój dyrektor, herzlich wilkommen!
Danke schön. :-) Szczerze mówiąc, w pierwszym odruchu pomyślałam, że to głównemu bohaterowi tej bajki dedykujesz ten wstęp, bo dla mnie to właśnie dlatego ten odcinek jest wyjątkowy. No i dzięki za zaproszenie do wspólnego pisania.
Cała przyjemność po mojej stronie. Nie przedłużając, przechodzimy do etykiety:
ROBOT
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Sarah Jane Smith, Harry Sullivan
WRÓG: Hilda Winters, Jeremiah Kettlewell, K1

KAŻDY KONIEC JEST POCZĄTKIEM
Nie ma to jak narobić się przy tłumaczeniu tytułu.
Zaczynamy od  nakreślenia stanu fabularnego, tak? W takim razie, ponieważ ja przy takich osobnikach jak Czwarty i jego szalik nie jestem w stanie myśleć o takich szczegółach jak sensowne ciągi przyczynowo-skutkowe, wstęp zostawiam Tobie, szefie.

Odnośnie tej niemożności to zważywszy na fakt, że większość towarzyszy to piękne kobiety, znam to uczucie :) Ale do rzeczy. Po starciu z Królową Pająków Doktor zmuszony był zregenerować, nie ma jednak zbyt dużo czasu na dojście do (nowego) siebie, gdyż zaczyna dziać się coś złego. Różnorakie laboratoria są napadane przez tajemniczego, potężnego napastnika, a trop wiedzie do pewnego nie mniej tajemniczego instytutu. A to dopiero początek...Jeden z członków rzeczonego bowiem odkrył niezwykły metal, i skonstruował z niego...Zagadka dla was, co? (Podpowiedź: spójrzcie na tytuł odcinka)
ISTNA KOMEDIA
Dobra, nagadałem się, czas by był dać gościowi dojść do słowa :) Prawda, że jedną z zalet tego odcinka były jego walory komediowe?
Raczej jeden walor: Czwarty! Czwarty! Czwarty! (I tak to się dzieje, kiedy prosi się fangirlki do pomocy) Doktor zagarnął bezsprzecznie cały odcinek, jedynie okruszki pozostawiając Sarze, Harry'emu i całej reszcie. Zacznijmy od tego, że miała tu miejsce jego wspomniana regeneracja z Trójki. Co prawda mieć można pretensje co do przebiegu samego procesu  (o czym z pewnością nie omieszkasz nadmienić...)
To w sumie bardziej do wcześniejszego odcinka, scena z regeneracją jest powtórzona, ale odnośnie procesu mam pewien zarzut, który wymienię przy wadach.
No dobrze. Więc Doktor zaprezentował nam pełne spektrum stadiów nowonarodzinowych od majaków i połowicznej amnezji przez popisy swoją chwilową siłą po fascynację własnymi uszami (tu się w sumie niewiele zmieniło do nowych serii włącznie...), a szopka, jaką odstawiał przed Harrym zdobyła sobie wysokie miejsce wśród wielbicieli starych serii. Do tego jeszcze takie kwiatki jak Harry oglądający podejrzliwie swój stetoskop po osłuchaniu Doktora... Tego się po prostu nie da wyrazić.
Zresztą to był dopiero początek! Rozbrajające szalikowo-grymasowe scenki mamy średnio chyba co cztery minuty do samego końca, a połowa z napisów do odcinka to rzeczy, które można cytować, co tylko potwierdza, że taki image został stworzony specjalnie do celów komediowych i tutaj został wykorzystany na całego. Tym bardziej szkoda, że produkcja szybko zrezygnowała z takiego podejścia i drugiego tak cudacznego odcinka w historii tego wcielenia już chyba nie ma.

Powiedziałbym, że trochę tego jeszcze jest w omawianym przeze mnie kiedyś „Destiny of the Daleks”, ale jednak zgoda: tego poziomu pozytywnego szaleństwa już później nie osiągnięto.
No właśnie. Ograniczono się do przewrotnego częstowania żelkami skupiając bardziej na kwestiach straszenia i geniuszu, podczas gdy tutaj obie te cechy zostały przyćmione po całości. Nie żeby nie było czego przyćmiewać! W końcu wielka, pełna rozterek maszyna co rusz chce kogoś zabić, a jako że jednak jest maszyną, to się przydały i... zdolności hakerskie (Tak! Hakerskie! w 1974 roku!). Nie mówiąc już o ostatnich scenach, kiedy Doktor jak rasowy naukowiec drobiazgowo przelewa substancje przez probówki do ostatecznego starcia. Szczerze mówiąc najbardziej lubię go właśnie takiego, niż jak w Daleks on Manhattan albo New New York, kiedy rozlewał chemikalia na wszystkie strony, że już o motywie komputerowym z „Eleventh hour” nie wspomnę.
A poza tym... Podobało mi się, jak wtedy wiązał szalik. I... no... był wtedy... tego... na swój sposób był taki jakby przystojny...

Nie znam się na tym, ale szaliki istotnie mają coś w sobie :)
Dyplomatyczne podejście :)
PLANY KONSTRUKCJI
Sprawy bardziej techniczne: osobiście nie mam zarzutów, tytułowy robot prezentuje się niezgorzej.
Owszem, bardzo ładnie wykonany, błyszczący, groźny, majestatycznie powolny, dźwięczny i jakiś taki duży, nawet w porównaniu z samym Bakerem. A jego łepetyna! (Znaczy: teraz mówię o robocie.) Szybko zaczął robić na mnie wrażenie silnego i niezniszczalnego. Nie do przemilczenia jest też to, jak ów postać została wprowadzona do akcji - pomimo iż należy ona do zaszczytnego grona doktorowych wrogów, których wita się już w tytule odcinka, to z powodu niezwykłej zmiany perspektywy nasze zaciekawienie wzrasta i wzrasta, aż wreszcie staje się cliffhangerem do następnego odcinka! Hmm, zaraz, zaraz, czy to czasem nie w ten sam sposób ponad dziesięć lat wcześniej do serii wkroczyli sami Dalekowie?
Podobnie, podobnie, dosłownie przypierając jedną z ówczesnych towarzyszek do muru. Ale to bez związku :) Coś jeszcze?
Tak, nieco więcej wątpliwości mam co do tego, co działo się w finale, a dokładniej finale finału. Trochę tak... No nie wiem, jak by to dokładnie określić. Na przykład kolor rdzy.
Czepiasz się szczegółów, wiesz? :)(Tak, jakbym ja tego często nie robił...)
Czołg wyszedł im pod tym względem znacznie lepiej. (Przy czym czołg to nie jest spoiler - to bardzo łatwo przewidzieć, że jak jest nieujarzmiona maszyna, to będzie i broń, i wybuchy, i śrubokręt dźwiękowy,  tylko piechoty konnej bodajże brakowało.)
„Koniarzy” istotnie nie było, ale za to dla poczciwej, starej Bessie (Autko Doktora, gdyby ktoś nie wiedział) znalazło się miejsce. Chciałbym mieć taką furę, a Ty?

NIE WSZYSTKO ZŁOTO
No dobra, jak powiedział klasyk, „Nie chcem, ale muszem”, przejdźmy więc do wad. Po pierwsze zachowanie Doktora po regeneracji: znakomita większość innych wcieleń na krótko po przemianie zachowuje się jak poprzednia „wersja” (Trzeci szalejący, i strojący miny jak Drugi, Jedenasty robiący „What? What? What?” Dziesiątego, itp.) Tutaj tego nie było. Czwarty zdawał się od razu być inną, nową osobą.
Faktycznie... Coś jakby nagle, od samego początku chcieli wystawić na pierwszy plan tę jedną, konkretną regenerację...
Nic w tym złego, no ale skoro w poprzednich przypadkach bywało inaczej...Jeszcze jedna rzecz: jak, bądź co bądź, zwykły Ziemianin dał radę skonstruować bez jakiejś kosmicznej pomocy takiego robota, jak K1?
Oj tam, oj tam. Może jakiś Tesla im się napatoczył. Jestem w stanie to kupić (a właściwie już kupiłam).
Tesla?
Nic, zapomnij. Ja bym jeszcze dodała, że kiedy Doktor się przebierał, w pewnym momencie po prostu wychodzi "w sam raz" i tak już zostaje. Otóż nie pogniewałabym się, gdyby poświęcił nieco więcej uwagi kwestii, co wybrać (zwłaszcza na szyję), gdyby trochę się tym pobawił. Taksujące spojrzenia Ósmego, Dziesiątego i Szóstego szukające własnej ciuchowej duszy to było coś, szkoda, że tu nie znalazło się na to miejsce.
A ja bym się nie pogniewał, gdyby Sarah Jane miała jakąkolwiek osobowość, bo jakoś taka ona niemrawa :) No, ale po Jo Grant wspaniałej (Uwaga, teraz ja fanbojuję...) ciężko o kogoś równie dobrego...
A mnie się podobało.  To jak gadała z robotem, jak wpychała się wszędzie gdzie nie trzeba... No, ale dobrze - tym razem ja odpowiem dyplomatycznym ‘Nie znam się’ :)
TYTUŁEM PODSUMOWANIA
Kończąc już: mimo wad jest to ogółem godna polecenia przygoda Doktora. Świetnie rozpoczyna nową erę serialu, i może być dobrym początkiem dla zaczynających swoją przygodę z rzeczonym widzów.

2 komentarze:

  1. Czy w ten sposób chcecie odciągnąć moją uwagę od nieobecności Sherlocka? Jeśli tak, to udało się to w stu procentach, ale proszę się nie zdziwić, jak dostanę głupawki na punkcie Czwartego. To jest baaardzo prawdopodobne, wręcz pewne.

    I zgadzam się co do Katy Manning - jest naprawdę fantastyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Preity, coś trzeba kombinować, kiedy nie ma czasu na pisanie dalszych ciągu fanfików ;>
      Ja się wcale nie zdziwię, jak dostaniesz. Szczerze mówiąc, to dziwię się zawsze, kiedy ktoś nie dostaje. Nawet moja mama nie mogła się przy nim odkleić od ekranu (robiłam jej tłumaczenie live XD), choć chciałam jej zająć tylko piętnaście sekund... No czarodziej, czarodziej po prostu.

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)