środa, 24 kwietnia 2013

Umysł Zła


Cześć. Dzisiaj coś paradoksalnego: czarno-biała przygoda powstała już w erze odcinków kolorowych :)

THE MIND OF EVIL
DOKTOR: Trzeci Doktor
TOWARZYSZE: Jo Grant
WRÓG: Mistrz, Maszyna Kellera

MECHANICZNA MANDARYNKA (POMARAŃCZE KTOŚ ŚWISNĄŁ)
Wszystko zaczyna się, gdy Doktor i Jo przybywają na prezentację do Więzienia Stangmoor. Zgromadzeni tam naukowcy demonstrują na jednym z przestępców stworzony przez ich nieobecnego kolegę wynalazek zwany Maszyną Kellera, mający usuwać z mózgów impulsy odpowiedzialne za zło. Niestety, rzeczony więzień podczas „kuracji” zapada w śpiączkę. Niedługo potem jeden z obserwatorów zostaje znaleziony martwy, ze śladami pogryzienia przez szczury - w budynku szczurów nie ma, ale za to, jak się okazuje, biedaczek przez całe życie właśnie tych zwierzaków się bał...Tymczasem UNIT ma własne problemy: właśnie rozpoczyna się Światowa Konferencja Pokojowa, a również z nią związana pani oficer chińskiej armii stwierdza, iż jej delegacji skradziono ważne dokumenty. No i do unieszkodliwienia czeka rakieta z nielegalnym gazem bojowym. To będzie długi dzień, także dla brygadiera.

KTO ON ZACZ?
Oczywiście nie powiem niczego zaskakującego twierdząc, że największą „gwiazdą” całej tej przygody jest Mistrz. Oczywiście to on skonstruował Maszynę Kellera, ale nie w tym rzecz. Rzecz za to w tym, że takiego go jeszcze nie widzieliście: limuzyna, szofer, cygarko...Scena w tej pierwszej to jeden z najbardziej epickich momentów tej postaci. Później epickość może nie sięga już wyżyn, ale i tak jest niechudo. Oczywiście, plan naszego czarnego charaktera musi skończyć się fiaskiem, wiadomo, ale...ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. I tak on jest górą :)

HUMOR TELEWIZYJNY
Momentami oglądając tę historię można parsknąć śmiechem. Żarty z przyczyn złego humoru brygadiera, czy uciszanie Mistrza najpierw przez Doktora, a potem przez Jo (Oboje byli wtedy więzieni przez tego pierwszego, dodam) to najlepsze tego przykłady. Z robiących wrażenie scen innego typu, świetna była akcja odbijania więzienia przez UNIT. Mam nieco wątpliwości, czy żołnierze nie za szybko otwierali ogień, ale być może mieli nie ostrą, a usypiającą amunicję. Tak czy siak, rzeczona operacja była czymś wspaniałym.

WSZYSCY NA SCENĘ
O Mistrzu już wspominałem, a co z innymi? Cóż, Doktor przez cały niemal czas zmuszony jest improwizować, i, przyznam, odnosi wtedy dużo lepsze rezultaty, niźli gdy działa według planu, nawet własnego. Co udowadnia końcówka. Na to z kolei, jak znakomitą towarzyszą jest Jo, wprost słów brakuje. Ideał wręcz. Sympatyczna, współczująca, ale i sprytna. W większości wspomnianych improwizacji Doktora była ważnym elementem.

DZIEGĆ
„Są wady?” - spytacie zapewne. Są. Po pierwsze dwukrotne przejęcie więzienia przez czarne charaktery. Najpierw dokonują tego zwyczajni przestępcy, ale zaraz po stłumieniu rzeczonego Mistrz robi niemal to samo. Słabo, słabo. Druga wada to fakt, że we wnętrzu Maszyny Kellera siedzi kosmiczny pasożyt, a Mistrzowi ten fakt uświadamia dopiero Doktor. Nie ma to sensu, bo przecież to nasz czarny charakter skonstruował to cacko. Jak więc mógł nie wiedzieć? Szczególnie ta pierwsza wada kłuje trochę w oczy, druga jest nawet łatwa do przeoczenia.

POKRÓTCE CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                     Do bani:
- Improwizacje Doktora                                          - Dwa jednakowe bunty
- Epicki Mistrz                                                        - Jak Mistrz mógł nie wiedzieć o pasożycie?
- Jo
- Akcja zbrojna UNITu

środa, 17 kwietnia 2013

Ratunek


Cześć. W ten wiosenny dzionek proponuję Wam pewną przygodę długością zbliżoną do pojedynczego współczesnego epizodu. Jak na tamte czasy krótką, ale dość treściwą. A zaczyna się ona na planetce o nazwie Dido...
THE RESCUE
DOKTOR: Pierwszy Doktor
TOWARZYSZE: Barbara Wright, Ian Chesterton
WRÓG: Koquillion

MOTYWY WĘDROWNE
W otwierającej odcinek scenie poznajemy dziewuszkę imieniem Vicki i jej sparaliżowanego znajomego, Bennetta. Są oni uwięzieni na wspomnianym już globie, i czekają na ratunek. Radar wskazuje, że pomoc jest już niedaleko, ale mężczyzna mocno w to powątpiewa. Przypomina też dziewczynie o tym, że niedługo zjawi się Koquillion - groźny stwór, którego rodacy wymordowali współpasażerów statku, którym para tu trafiła. Chroni on oboje przed śmiercią, ale jednocześnie nie pozwala się oddalać, a umie wzbudzać strach, oj umie :) Tymczasem Tardis materializuje się na powierzchni planety. Przygaszony nieco rozstaniem z wnuczką Doktor bada lokalne kamulce, a Ian i Barbara idą przodem. Jak się można domyślić, nic dobrego z tego nie wyniknie...

SPRAWA DLA DETEKTYWA
Trudno mi jednoznacznie stwierdzić: czy intryga w tej przygodzie była bardzo prosta do rozwikłania? Chyba tak, bo to rzadki przypadek, że zdarza mi się „rozwiązać” kryminalną czy pseudo-kryminalną zagadkę przed bohaterami serialu/książki. Ale z drugiej strony proste intrygi nie dają widzowi/czytelnikowi satysfakcji a ta - owszem. Dobra, wiem, bredzę, ale to robi z człowiekiem nauka fonetyki :) Tak czy siak - stopień zawiłości zagadki oceńcie już sami. A przy okazji: mamy też miniwątek rodem z najlepszego dreszczowca, kiedy to po głównego „złego” opowieści przybywają osobnicy łaknący zemsty. Dosłownie dwie sceny, i nawet niezbyt wiemy, kim owi „mściciele” są, ale robią wrażenie. Szczególnie drugi moment, wieńczący odcinek. Lekki dreszcz emocji gwarantowany.

OBECNOŚĆ
Jeśli chodzi o Iana i Barbarę, to w tej przygodzie nie robią niczego szczególnie wyjątkowego. (Może poza martwieniem się o Doktora - powiedziałbym, że mało który towarzysz na ich miejscu tak by się zachował) Jak to towarzysze: znajdują coś, co jest motorem napędowym dla dalszych wydarzeń, wpadają w tarapaty...Aha, no i „rekrutują” nową osobę do załogi Tardisa :) Słowem po prostu są. Doktor natomiast mimo, że początkowo nie ma ochoty na pośpiech, nabiera tempa. Szybko rozpracowuje Koquilliona, i staje z nim do walki ze swoim słynnym spojrzeniem i podniesioną brodą. Nie za mądrze, ale charyzmatycznie, i to się liczy.

NACZELNE KŁY PLANETY
Efekty, nawet, jak na czasy produkcji odcinka, ograniczono do minimum. Kilka niewielkich „błysków”, oraz przede wszystkim kostiumy Koquilliona i zwierzaka Vicki. Nie licząc oczu tego pierwszego, wyglądają nawet niezgorzej. Trochę, jakby to rzec, robakowato, ale nawet fajnie. Widząc takiego stwora od razu ma się ochotę strzelać, bądź dać nogę :) Co w przypadku wspomnianego, pokojowo nastawionego zwierza niestety prowadzi do nieprzyjemnej konkluzji, jeśli dodamy doń przestraszoną, uzbrojoną Barbarę. Ale to inna historia...

THAT’S ALL, FOLKS
Jak wspomniałem, jest to krótka przygoda. Dwa odcinki po około 25-30 min. Tak więc więcej już nie za bardzo da się powiedzieć bez zdradzania jakiegoś ważnego szczegółu, toteż tutaj przejdźmy do podsumowania. Warto zobaczyć? Nawet tak, ale bez nastawiania się na jakieś szczególne fajerwerki. Historia odrobinę powyżej średniej.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                             Do bani:
- Ciekawa intryga                                                            - Brak czegoś wyjątkowego w historii
- Relacje Doktora z towarzyszami
- Zakończenie

środa, 10 kwietnia 2013

Trylogia Czarnego Strażnika, część trzecia: Oświecenie



Cześć. Oto przed Wami zwieńczenie Trylogii Czarnego Strażnika, Oświecenie. Strwzczając w trzech słowach: Żaglowce w kosmosie :)

ENLIGHTENMENT
DOKTOR: Piąty Doktor
TOWARZYSZE: Tegan Jovanka, Vislor Turlough
WRÓG: Czarny Strażnik, Załoga kapitan* Wrack

STARY ZNAJOMY
Z załogą uszkodzonego przez Vislora Tardisa próbuje się skontaktować Biały Strażnik - ma dla Doktora ostrzeżenie. Jednak ze względu na interwencję jego przeciwnika, Czarnego Strażnika, nadąża on tylko z przekazaniem naszemu herosowi tajemniczych koordynatów. Prowadzą one do miejsca żywo przypominającego klasyczny, ziemski okręt. Jego załoga niestety nie pamięta, jak się na nim znalazła, ale ważne jest jedno: zaczyna się wyścig. Tak, tak - wyścig żaglowców po kosmosie. (Niczym w disneyowskiej „Planecie skarbów” - świetna wariacja na temat oryginału, nawiasem mówiąc)

PRZEDWCZESNE KONKLUZJE
Jak nietrudno się domyślić, najwięcej bruździ Turlough. Oczywiście nie sam, i nie od razu, ale bruździ :) Nawet uratować go Doktor musi w tej przygodzie dwa razy, żeby wreszcie na dobre wybrał, po czyjej stronie stanąć. Przy czym bardzo fajnie wymyślono, czym naprawdę jest nagroda, kryształ Oświecenie. I jak nasz rudzielec ostatecznie pogonił nim kogoś, nie spoileruję, na szczaw :) Tegan z kolei staje się obiektem zalotów członka jednej z biorących udział w wyścigu załóg, niejakiego Marrinera. (Imiona to kwestia, którą wyjaśnię poniżej) Niestety, rzeczony, jak i reszta, należy do rasy Wiecznych (Eternals) którzy to nieszczególnie czają takie pojęcia, jak dobro, zło, czy emocja. A ponieważ panna Jovanka pod względem tego ostatniego plasuje się w czołówce towarzyszy Doktora, głównie o to chodzi Marrinerowi. Jakkolwiek dziwacznie to brzmi :) Swoją drogą Wieczni niby to nie znają dobra czy zła, a jednak dosyć świadomie czynią to drugie...Dobra, czepiam się :)

„MISTRZU IMION?”
To drobne zapożyczenie z serii książek „Kroniki Królobójcy”, które polecam, ale do rzeczy: Imiona i nazwy w tej przygodzie to dosyć drobna rzecz, ale skopana. Sama nagroda w wyścigu to kryształ zwany Oświecenie. Tylko, że...kilkanaście odcinków wcześniej mieliśmy stwora o dokładnie tej nazwie. Niemającego nic wspólnego ze Strażnikami. Kolejne zapożyczenie, może już bardziej celowe, to fakt, że jeden ze statków nosi imię dawnego sługusa Czarnego Strażnika, jeszcze z sagi Klucza do Czasu. No i ten Marriner nieszczęsny...Nie dało się wyposażyć go w sensowniejszą, niż wariacja na temat stanowiska ksywkę?
GAMBICIK
Doktor potrafi zaskakiwać. To nie nowość, wiem, ale w życiu bym się nie spodziewał, że nawet takie przesympatyczne, ale nieskore do pogrywania wcielenie, jak Piąty, umie tak manipulować. Coś, co w finale wygląda jakby średnio miało sens („Nie jestem na to gotowy” mówi Doktor) okazuje się być chwytem mającym umożliwić poddanie Vislora ostatniej próbie. Bo, widzicie, Doktor wiedział o tym, dla kogo pracuje ten ostatni. Wiedział, i przez dłuższy czas to ignorował. Ryzykowne? Pozostawiam Wam do oceny.


FINALNA CIEKAWOSTKA
Na koniec, przed tradycyjnym podsumowaniem wad i zalet: „Enlightenment” to, jak do tej pory, jedyna przygoda Doktora, napisana i wyreżyserowana w całości przez przedstawicielki płci pięknej, odpowiednio panie Barbarę Clegg i Fionę Cumming. Moim zdaniem spisały się dobrze, a Waszym?

 POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                         Do bani:
- Doktor i towarzysze dają czadu :)                  - Imiona i nazwy
- Koncept wyścigu                                          - Nieświadomi czegoś, a robią to świadomie?
- Ostateczna nagroda   



 * "Kapitan", a nie "kapitana" bo to kobieta            

środa, 3 kwietnia 2013

Trylogia Czarnego Strażnika, część druga: Terminus


Cześć. Dzisiaj druga część Trylogii Czarnego Strażnika - o śmiertelnej chorobie, i Wielkim Wybuchu :) Zapraszam.

TERMINUS
DOKTOR: Piąty Doktor
TOWARZYSZE: Nyssa, Tegan Jovanka, Vislor Turlough
WRÓG: Czarny Strażnik, Eirak

DRZWI DO INNEGO ŚWIATA
Jak wcześniej, Czarny Strażnik nadal żąda by Turlough zabił Doktora. Co prawda nagrodą dla naszego rudzielca miało być uwolnienie z Ziemi, a teraz, dzięki Władcy Czasu, jest od niej daleko, ale powiedzmy, iż Vislor jest na tyle spanikowany, że boi się zwrócić na to uwagę. Dokonuje więc uszkodzeń Tardisa, i ładuje go w dziwaczną anomalię - na pokładzie materializują się tajemnicze drzwi z symbolem czaszki. Jak się okazuje, rzeczone prowadzą na statek należący do korporacji Terminus, zajmującej się leczeniem...trądu! Tak, jak najbardziej autentycznej, realnej choroby. Zdziwko? :) Ja też oglądając po raz pierwszy się tego nie spodziewałem. Wracając jednak do rzeczy, na pokładzie znajdują się chorzy, którzy mają zostać przewiezieni na stacje kosmiczną korporacji, celem wyleczenia. Tyle, że nie są pierwsi, a o poprzednikach po zabraniu nikt już jakoś nie słyszał...W sprawę wplątuje się jeszcze para kosmicznych piratów, no i cóż można powiedzieć więcej? Nieszczęście gotowe :)

EPICENTRUM EKSPLOZJI
Nie przypadł mi do gustu poboczny wątek tej przygody. Kiedy to Doktor odkrywa, że jeden z silników statku korporacji, ze względu na możliwość podróży w czasie, kiedyś, eony lat temu, eksplodował, wywołując pewne, nie spoilerując, potężne zjawisko, które zapoczątkowało mnóstwo innych zjawisk, jeśli wiecie, co mam na myśli. Moim zdaniem można było to rozwiązać inaczej, mniej fantasmagorycznie, na przykład stwierdzić, że wybuch silnika będzie miał podobną moc do tamtego fenomenu. Ale cóż, stało się, jak się stało. Na szczęście poza tym nie jest źle. Akcja jest wartka, a fabuła ustrzegła się jakichś większych baboli.

 CZAS MŁOTA
W sumie bez jakichś konkretnych przyczyn pewne elementy tej historii (Nazewnictwo zwłaszcza) przesycone są kulturą nordycką. Dla przykładu Garm, prześmiesznie wyglądający, psowaty mieszkaniec stacji Terminus nawiązuje wszystkim, co ma do rzeczonej (Garm to w wierzeniach Wikingów pies strzegący wejścia do świata umarłych) A i popatrzcie na te imiona: Olvir, Eirak, Kari...Nordyckość jak w mordę strzelił!

TROJE TO JUŻ TŁOK
Całkiem nieźle ukazano w tej przygodzie charaktery towarzyszy Doktora. Nyssa, nawet wpadając w śmiertelne, zdawałoby się, tarapaty, walczy do końca, i stara się nie poddawać. Dodam jeszcze, że w tej przygodzie żegnamy się z nią. (Szkoda trochę, ale chociaż sensownie, i nie off-screenowo.) Przechodząc dalej: Turlough...No cóż, o nim było na początku. Jak wspominałem tydzień temu, jest bardziej egoistyczny, niż zły. A trzeba mieć tez na uwadze, że Czarny Strażnik umie przestraszyć :) (Swoja drogą mamy z nim piękny cliffhanger na zakończenie, który może nie wnosi nic nowego, ale jest efektowny, a to już dużo) Tegan może nie ma jakiejś powalająco wielkiej roli, ale niezmiernie mi się podobało, jak na początku to właśnie ona zaczęła podejrzewać, że Turlough coś kręci. (Jak się za tydzień okaże, ktoś jeszcze wiedział, ale postanowił to zignorować...)

DWA NA TRZY
Nie ukrywam, pierwsza część trylogii była lepsza, ale tutaj też nie ma zbyt wielu rzeczy, na które można (za bardzo) narzekać. Na szczęście ostatni, finalny segment, który zrecenzujemy za tydzień, nie kontynuuje tendencji spadkowej, i jest na tym samym, przyzwoitym poziomie. No i to tyle. Podsumujmy więc:

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                         Do bani:
- Interesująca fabuła                                                                    - Wątek z eksplozją silnika
- Towarzysze mający aktywną rolę                                              - Samego Doktora ciut za mało
- Nordyckość :)