środa, 17 kwietnia 2013

Ratunek


Cześć. W ten wiosenny dzionek proponuję Wam pewną przygodę długością zbliżoną do pojedynczego współczesnego epizodu. Jak na tamte czasy krótką, ale dość treściwą. A zaczyna się ona na planetce o nazwie Dido...
THE RESCUE
DOKTOR: Pierwszy Doktor
TOWARZYSZE: Barbara Wright, Ian Chesterton
WRÓG: Koquillion

MOTYWY WĘDROWNE
W otwierającej odcinek scenie poznajemy dziewuszkę imieniem Vicki i jej sparaliżowanego znajomego, Bennetta. Są oni uwięzieni na wspomnianym już globie, i czekają na ratunek. Radar wskazuje, że pomoc jest już niedaleko, ale mężczyzna mocno w to powątpiewa. Przypomina też dziewczynie o tym, że niedługo zjawi się Koquillion - groźny stwór, którego rodacy wymordowali współpasażerów statku, którym para tu trafiła. Chroni on oboje przed śmiercią, ale jednocześnie nie pozwala się oddalać, a umie wzbudzać strach, oj umie :) Tymczasem Tardis materializuje się na powierzchni planety. Przygaszony nieco rozstaniem z wnuczką Doktor bada lokalne kamulce, a Ian i Barbara idą przodem. Jak się można domyślić, nic dobrego z tego nie wyniknie...

SPRAWA DLA DETEKTYWA
Trudno mi jednoznacznie stwierdzić: czy intryga w tej przygodzie była bardzo prosta do rozwikłania? Chyba tak, bo to rzadki przypadek, że zdarza mi się „rozwiązać” kryminalną czy pseudo-kryminalną zagadkę przed bohaterami serialu/książki. Ale z drugiej strony proste intrygi nie dają widzowi/czytelnikowi satysfakcji a ta - owszem. Dobra, wiem, bredzę, ale to robi z człowiekiem nauka fonetyki :) Tak czy siak - stopień zawiłości zagadki oceńcie już sami. A przy okazji: mamy też miniwątek rodem z najlepszego dreszczowca, kiedy to po głównego „złego” opowieści przybywają osobnicy łaknący zemsty. Dosłownie dwie sceny, i nawet niezbyt wiemy, kim owi „mściciele” są, ale robią wrażenie. Szczególnie drugi moment, wieńczący odcinek. Lekki dreszcz emocji gwarantowany.

OBECNOŚĆ
Jeśli chodzi o Iana i Barbarę, to w tej przygodzie nie robią niczego szczególnie wyjątkowego. (Może poza martwieniem się o Doktora - powiedziałbym, że mało który towarzysz na ich miejscu tak by się zachował) Jak to towarzysze: znajdują coś, co jest motorem napędowym dla dalszych wydarzeń, wpadają w tarapaty...Aha, no i „rekrutują” nową osobę do załogi Tardisa :) Słowem po prostu są. Doktor natomiast mimo, że początkowo nie ma ochoty na pośpiech, nabiera tempa. Szybko rozpracowuje Koquilliona, i staje z nim do walki ze swoim słynnym spojrzeniem i podniesioną brodą. Nie za mądrze, ale charyzmatycznie, i to się liczy.

NACZELNE KŁY PLANETY
Efekty, nawet, jak na czasy produkcji odcinka, ograniczono do minimum. Kilka niewielkich „błysków”, oraz przede wszystkim kostiumy Koquilliona i zwierzaka Vicki. Nie licząc oczu tego pierwszego, wyglądają nawet niezgorzej. Trochę, jakby to rzec, robakowato, ale nawet fajnie. Widząc takiego stwora od razu ma się ochotę strzelać, bądź dać nogę :) Co w przypadku wspomnianego, pokojowo nastawionego zwierza niestety prowadzi do nieprzyjemnej konkluzji, jeśli dodamy doń przestraszoną, uzbrojoną Barbarę. Ale to inna historia...

THAT’S ALL, FOLKS
Jak wspomniałem, jest to krótka przygoda. Dwa odcinki po około 25-30 min. Tak więc więcej już nie za bardzo da się powiedzieć bez zdradzania jakiegoś ważnego szczegółu, toteż tutaj przejdźmy do podsumowania. Warto zobaczyć? Nawet tak, ale bez nastawiania się na jakieś szczególne fajerwerki. Historia odrobinę powyżej średniej.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                             Do bani:
- Ciekawa intryga                                                            - Brak czegoś wyjątkowego w historii
- Relacje Doktora z towarzyszami
- Zakończenie

2 komentarze:

  1. O, a dlaczego "rozwiązać" w cudzysłowiu? I jeszcze ta fonetyka... Tajemniczy jesteś ;)

    "Staje z nim do walki ze swoim słynnym spojrzeniem i podniesioną brodą" - <wzdycha rozmarzona> heh, Doctor...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Itam tajemniczy. Cudzysłowu użyłem, bo wydaje mi się, że w przypadku zagadek telewizyjnych czy książkowych rozwiązują je bohaterowie tychże, a my, widzowie/czytelnicy tylko je "rozwiązujemy".
      Co do fonetyki to to jest wyjątkowo, przepraszam za zwrot, ryjący banię przedmiot do nauki. Nigdy po przygotowywaniu się do zaliczenia zeń nie jestem w pełni w formie :)

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)