środa, 8 maja 2013

Lodowi Wojownicy


Cześć. Na dworze już coraz cieplej, przekornie zapraszam Was więc dzisiaj na wycieczkę do Nowej Epoki Lodowcowej :) Uwaga techniczna: przy recenzji wspomagałem się nowelizacją, bo z drugiej i trzeciej (na sześć) części tej przygody, pozostały tylko statyczne obrazki i dźwięk. (Tak zwane zaginione odcinki)

THE ICE WARRIORS
DOKTOR: Drugi Doktor
TOWARZYSZE: Victoria Waterfield, Jamie McCrimmon
WRÓG: Lodowi Wojownicy

ZGRANIE, ALBO JEGO BRAK
Na samym wstępie poznajemy załogę jednej z polarnych baz, odpowiedzialnych za maszynę do jonizacji - nagrzania skupionymi promieniami słonecznymi powłoki Ziemi by przerwać Nową Epokę Lodowcową. Niestety, współpraca wśród personelu nie idzie za dobrze: dowódca, Clent, jest aspołecznym służbistą przesadnie polegającym na „radach” komputera. Jeden z naukowców, Elric Penley, odszedł już nawet ze służby, i zamieszkał w starym muzeum w towarzystwie włóczęgi, Storra. Kiedy na miejsce przybywają Doktor, (Ratuje on też bazę przed wybuchem) Jamie i Victoria, dowiadują się również, że grupa archeologów, spośród których nie wszyscy przeżyli lawinę, znalazła właśnie uwięzionego w lodzie humanoida. Niestety, nasz heros zbyt późno orientuje się, że „hibernatus” nie jest człowiekiem, a kosmitą. Rzeczony oczywiście szybko wraca do życia, w wyniku czego Jamie dostaje w czapę, a Victoria zostaje porwana...

PO CO KOMU...
Myślicie może, że Lodowy Wojownik potrzebował zakładnika, i dlatego zabrał ze sobą Victorię? Błąd, miał inny, sprytniejszy pomysł. Oczywiście nie zdradzę, jaki. Ale nie to jest największą zaletą tej przygody. Rządzą zdecydowanie relacje miedzy ludźmi: personel bazy zaczyna mieć dosyć Clenta, ów nie ustaje w byciu służbistą, a Elric i Storr obserwują wszystko z ukrycia. Co jednak, gdy ten drugi zostanie ranny? Czy zgodzi się prosić o pomoc nielubianych naukowców z bazy? A może spróbuje sprzymierzyć się z...kimś innym? Czy Elric wróci do dawnych  kolegów, czy pozostanie lojalny wobec obecnego?

GRA UMYSŁÓW
Lodowi Wojownicy mają może kiepściuchne głosy (Irytujące syczenie) ale nadrabiają to charakterami. Niebywale brutalni, ale jednocześnie sprytni, i to wcale nie na zwierzęcy sposób. Na ich nieszczęście sprytniejszy okazuje się Doktor, choć, przyznam, długo mu zeszło z zaprezentowaniem tego. Jamie z kolei w tej historii często zalicza „nokauty”, ale między nimi pozostaje sobą. Dziarskim i odważnym młodzieńcem. Może czasem zbyt wolno myślącym, gdy w grę wchodzi ratowanie Victorii, ale można mu to wybaczyć, Szkoci to wszak nerwusy :)  A właśnie, Victoria. Przyznać trzeba, że zrobiła coś, czego wielu towarzyszom brakuje: mimo, że bała się jak diabli, cały czas działała. Próbowała kilka razy uciekać Wojownikom, i w pewnym momencie była naprawdę blisko. Ostatecznie, w planie Doktora też miała swój udział, miotając...A, już nieistotne, czym :)

TECHNIKA, CO BRYKA
O efektach nie ma się co rozwodzić, jak na czasy powstania tej przygody są dobre. Momentami nawet bardzo, chociażby scena śmierci jednego z Wojowników w lodowej jaskini, czy ostateczna klęska agresorów. Dobrze jest :)

NIEDOCIĄGNIĘCIA
Co do wad, to oprócz wspomnianych głosów Lodowych Wojowników, dwa czy trzy razy gdzieś w połowie ma się wrażenie, że scenariusz pisany był „po kawałku”. Dla przykładu ostatecznie, jak wspomniałem, motyw przyczyn porwania Victorii okazał się strzałem w dziesiątkę, tylko...Tylko zdaje się, że najpierw wymyślono, że to się stanie a dopiero potem, po co. Ostatecznie jednak to drobiazg, niewpływający na dobry efekty końcowy.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                           Do bani:
- Doktor i towarzysze w formie                                    - Ssssyczenie Wojowników
- Charakter Lodowych Wojowników                           - Uzasadnienia wymyślane „na bieżąco”
- Konflikty międzyludzkie



2 komentarze:

  1. Ale był tam bałagan w tej bazie, zanim Doctor przyleciał! W pierwszym akapicie było aż tłumnie... A Victoria może miotać czym popadnie - mandarynki Dziesiątego ("Christmas Invasion") i tak nie przebije XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie wiem, nie wiem. To nie był zwykły "pocisk", a na pewno miał silniejsze działanie niż byle cytrus :)

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)