środa, 26 czerwca 2013

Powrót Mistrza, część pierwsza: Opiekun Trakena



Cześć. Dziś, na prośbę kolegi Logopolisa z drwhoforum.pl zaczynam recenzowanie trzyczęściowej sagi „Powrót Mistrza”, we współczesnych wydaniach DVD znanej też jako „Nowe początki”. Dzisiaj segment pierwszy, czyli...

THE KEEPER OF TRAKEN
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Adric
WRÓG: Mistrz

ZNOWU W SIODLE
Po rozstaniu z Romaną i opuszczeniu Exo-Przestrzeni Doktor i Adric trafiają na planetę Traken. Już na chwilę przed lądowaniem dzieje się coś niezwykłego: kontaktuje się z nimi sędziwy mężczyzna będący Opiekunem Trakena. Dzierży wielką moc, ale z racji sędziwego wieku już niedługo będzie potrzebował następcy. Prosi Doktora o udanie się na powierzchnię planety i ostrzega przed wielkim złem w postaci stwora zwanego Melkur. Nie wydaje się on być groźny, przed wieloma laty został zmieniony w wapienny posąg, ale...Tymczasem mieszkańcy Trakena świętują ślub konsula Tremasa i piastującej to samo stanowisko konsul o imieniu Kassia. Kobieta martwi się - nie jest tajemnicą, że jej świeżo poślubiony małżonek ma szansę na zostanie następnym Opiekunem, co z pewnością rozdzieli parę. Nie mając się komu zwierzyć, „rozmawia” ona z Melkurem. Nie ma jeszcze niestety pojęcia, że posąg jest czymś zupełnie innym, niż się zdaje, a ktoś chce wykorzystać jej uczucia do swoich celów. Kłopoty zaczynają się na dobre, gdy wśród pacyfistycznych Trakenitów zostaje popełnione okrutne morderstwo...

SZKIEŁKO I OKO
Jednym z niewątpliwych plusów tej historii jest to, jak sprytnie została pomyślana intryga. Odcięcie Doktora od Tardisa, chwilowe ustawienie Melkura w taki sposób, by tylko ściśle określone osoby (A raczej jedna osoba) go widziały, czy, jak ja to nazywam, początkowa półhipnoza zastosowana na osobie małżonki Tremasa razem dały jeden z lepszych planów Mistrza. (Bo to on, rzec jasna, stoi za wszystkim) Nikogo tez chyba nie zaskoczę gdy powiem, że mimo porażki on i tak wyszedł na swoje, choć brak jakichkolwiek wyjaśnień jak zrobił to, co zrobił na sam koniec przemawia na niekorzyść opowieści. No niestety, cała ta saga pozostawia bardzo dużo nigdy nierozwiązanych spraw.

SERIO? SERIO!
W kwestii charakterów, powiem tak: postaci epizodyczne poza Tremasem i jego żoną to właściwie tylko tło. Robią jedną, czy dwie rzeczy, a nie dowiadujemy się o nich podczas tego zgoła nic. O Mistrzu już pisałem akapit wyżej, natomiast Doktor jest może odrobinę za poważny, ale tylko odrobinę :) Za to bardzo dobre sprawował się Adric, pokazując, że gdy przestaje się uważać za lepszego, mądrzejszego i fajniejszego niż Doktor, może być wspaniałym towarzyszem. A miał niebagatelną rolę w powstrzymaniu Mistrza. Dobrze tez, że w przeciwieństwie do wielu późniejszych przygód, umiał współpracować z Nyssą, córką Tremasa. (I późniejszą towarzyszką Doktora, ale to dopiero w następnym segmencie)

KONSTRUKTOR DESTRUKTOR
Przejdźmy do technicznej części recenzji. Nie jest źle. Kostiumy może nie powalały, ale za to spodobała mi się scenografia, no i Melkur (Który naprawdę był...nie spoileruję, czym, bo to ciekawy twist) ze swymi świecącymi ślepiami. Dobry pomysł. Zbędne było natomiast jedno ujęcie, które pozwalało za łatwo przejrzeć wspomnianego twista.

ZGROMADZENIE
Jak zobaczycie w poniższym „Pokrótce...” zasadniczo wad i zalet jest tyle samo, aczkolwiek powiedziałbym, że te drugie tyczą się odrobinkę istotniejszych kwestii. Wychodzi nam więc typowy średniaczek, niewzbudzający zażenowania, ale raczej niepozostający w pamięci...poza ostatnią sceną.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                             Do bani:
- Świetny plan Mistrza                                                    - Jak Mistrz zrobił ostatnią sztuczkę?
- Adric dla odmiany nierobiący głupot                              - Słabe postaci drugoplanowe
- Melkur i jego oczyska                                                  - Drobne niedoróbki technicznej natury

środa, 19 czerwca 2013

Czasochłosta



TIMELASH
DOKTOR: Szósty Doktor
TOWARZYSZE: Peri Brown
WRÓG: Borad, Tekker
  
HEN, HEN...
Gdzieś na odległej, mrocznej planecie mała grupka rebeliantów próbuje sprzeciwić się despocie o imieniu Borad, bezskutecznie jednak. Nie mają szans z jego cyborgami, i zostają skazani na Czasochłostę - banicję przez ciśnięcie w korytarz czasowy. Tymczasem po komicznej utarczce słownej miedzy Doktorem i Peri Tardis wpada w ten właśnie korytarz, napotykając jednocześnie „echo” przelotu jednej z ofiar Borada (Jak się później okaże, córki ważnego lokalnego watażki skazanego za zdradę) Szczęśliwie niebieska budka ląduje jednak cało na planecie Karfel, bo tak się ona nazywa. Doktor odwiedził ją już kiedyś, w swoim trzecim wcieleniu i towarzystwie Jo Grant, (O czym można przeczytać w jednej z książek napisanych już po emisji tej historii - tamtej przygody w serialu nie było) i choć widzi duże, i zastanawiające zmiany cywilizacyjne, nie uważa, by jemu i Peri groziło coś szczególnego. Jak uważacie, ma rację? :) Dobra, konkursu nie będzie, Doktor się mylił. Peri zostaje dość szybko zakładniczką, a on sam ma odnaleźć wspomnianą już kobietę, która to wpadła w Czasochłostę zabierając ważny dla sługusów Borada kryształ. Wykonując tę misję, nasz heros napotyka w przeszłości na pewnego młodego, zafascynowanego pomysłem na podróże w czasie pisarza o imieniu Herbert...

KONCEPCYJNIE
Bardzo pomysłowo ukazano nam postać Borada. Szybko dowiadujemy się, że forma starca, którą ukazuje poddanym to kamuflaż. Natomiast wszyscy, którzy widzą jego prawdziwe oblicze (Ukazane tak, by widz nie mógł go dostrzec) wykazują bardzo duże zdziwienie. On sam twierdzi, iż zna Doktora osobiście, aczkolwiek płonne były moje nadzieje, że okaże się Mistrzem :) Tak czy siak, pozostaje jeszcze kwestia jego motywów. Czego chce? Oprócz wywołania wojny jeszcze tego, czego mniej więcej co drugi kosmiczny psychopata od czasów „Caves of Androzani”: Peri!

A W TLE...
Przyznam, że przypadł mi do gustu delikatnie zahaczający o starożytny Rzym (Zwłaszcza pod względem nazewnictwa) pomysł na planetę Karfel, i jej społeczeństwo. Mamy rozdartych pomiędzy posłuszeństwem a „zdradą stanu” zwykłych mieszkańców, lekko nieufnych buntowników, samolubnych służalców tyrana mających jednak swoje granice...(Zwłaszcza, gdy w grę wchodzi zniszczenie całej planety) Słowem cały zestaw :) Historię wspomnianego już czarnego charaktera, Borada też nieźle rozwinięto. Niestety, bidna Peri nie miała niemal żadnej innej roli poza byciem kulą u nogi zakładnikiem oraz momentami wstawką humorystyczną. No i trochę na siłę wciśnięto tego nieszczęsnego Herberta. Nie zrozumcie mnie źle, to sympatyczna i zabawna postać, ale...ale można odnieść wrażenie, że jego miejsce bez problemu mógł zająć któryś z buntowników. Za to Doktor jest zdecydowanie w szczytowej formie. Nie tylko szaleje, jak na szóste wcielenie przystało, ale też aktywnie działa: konstruuje fantastyczne urządzenia, bije po łbach, powstrzymuje rakiety...I jeszcze wiele innych :)

HEROICZNE PO CO GINĄĆ
Problemem z tą historią jest, niestety, trochę drobnych niedoróbek. Herbert zostający z tyłu a i tak dostający się na Tardisa wcześniej, niż Doktor doń wraca. Dłuuuga kłótnia pomiędzy Doktorem i ferajną podczas, gdy rzekomo liczy się każda chwila. Niewyjaśniony sposób ocalenia i siebie i planety gdy chwilę wcześniej twierdziło się, że to niemożliwe. Dobrze, że przynajmniej pod względem efektów źle nie było. Wnętrze Czasochłosty może nie powalało, ale mniej więcej tak można je było sobie wyobrazić. A i potwór zwany Morlox prezentował się niezgorzej. Gadzina jak się patrzy! :)

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                    Do bani:
- Doktor robiący wszystko, i jeszcze trochę                      - Mała rola Peri i zbędny Herbert
- Planeta Karfel, i jej społeczeństwo                                - Trochę scenariuszowych niedoróbek 
- Złowrogi czarny charakter

środa, 12 czerwca 2013

Grot z Kosmosu


Witajcie. Na wstępie chciałbym zadać Wam pytanko: czy wiecie, jacy wrogowie Doktora byli pod względem efektów dziesięć razy mniej kiczowaci w seriach klasycznych niż w nowych? Odpowiedź poniżej :)

SPEARHEAD FROM SPACE
DOKTOR: Trzeci Doktor
TOWARZYSZE: Liz Shaw
WRÓG: Świadomość Nestene, Autoni

„NO I ZACZYNAMY OD NOWA...”
Tymi słowami skończyła się jedna z książek ze świata Warcrafta, ale to akurat bez związku :) Zmuszony przez rodaków do regeneracji Doktor ląduje w lesie Oxley, całkiem blisko placówki badawczej, która nieco wcześniej wykryła deszcz lecących w niezwykle składnej formacji meteorów. (A jednym z odłamków „zaopiekował się” lokalny kłusownik, dodam) Tymczasem w bazie UNITu Brygadier Lethbridge-Steward prowadzi rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko doradcy naukowego. Kandydatką jest absolwentka Cambridge, Elizabeth Shaw. Niespodziewanie jednak nasz wojak zostaje poinformowany telefonicznie, że jego podwładni odnaleźli w lesie nieprzytomnego mężczyznę obok niebieskiej budki, i przetransportowali go do szpitala. Nikt nie zdaje sobie jednak sprawy, że w owym jest już inny przedstawiciel pozaziemskiej cywilizacji...

ŚWIAT SIĘ ŚMIEJE
Jest to dość wesoła historia. Oczywiście, zdarza się parę groźniejszych momentów, ale cała, spowodowana w dużej mierze szokiem po regeneracji, skomplikowana sekwencja mniej lub bardziej udanych ucieczek Doktora (W stylu Louisa de Funes, nadmienię, z czego jako fan tego ostatniego się bardzo cieszę) czy sposób ukrycia klucza do Tardisa są nawet dosyć zabawne. Niezła też jest próba wyjaśnienia Brygadierowi przez naszego herosa czemu teraz wygląda inaczej, niż kiedyś. Dla wspomnianego już kontrastu Autoni są groźni i sprytni, a produkowane przez nich sobowtóry ludzi wyglądają nie do odróżnienia od oryginałów, co, jak wiemy, pewien osobnik w nowych seriach postanowił diabli go wiedzą, po co, „poprawić”. Wracając jednak do naszego „Grotu” przygoda ta wprowadziła do mitologii Doktora sporo nowych faktów, chociażby dwa serca Władców Czasu.

NIE WSZYSTKO ZŁOTO...
Trochę mniej pochlebnych spraw: jest moment, gdy Doktor znajduje się na przysłowiowej łasce autońskiego  agenta, a mimo to ten nawet nie próbuje go zabić, tylko w niewiadomych celach uprowadzić. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby chociaż jednym zdaniem wyjaśniono, po co. Tym bardziej, że już potem Nestene otwarcie naszego herosa atakuje. Także postawa Liz w rozmowie z Brygadierem jest taka zbyt pozbawiona szacunku jak na zwracanie się do ewentualnego pracodawcy (Choć sceptycyzm odnośnie istot pozaziemskich może być) ale może ja jej po prostu nie lubię :)

STWÓRZ KONSTRUKT
Co do technikaliów nie mam zarzutów. Autoni to wrogowie z wyglądu prości, ale nie prostaccy, a (wybitnie) fragmentarycznie ukazany/a Nestene może w dzisiejszych czasach nie powala, ale na swoją erę wyglądał/a należycie groźnie i obrzydliwie, próbując udusić Doktora. Poza tym drobne efekty broni i tym podobnych wypadły nieźle.

ODWIECZNE PYTANIE
No właśnie: warto rzucić okiem? Owszem. Chociażby dla porównania z współczesnymi, sporadycznymi, bo sporadycznymi, ale zawsze, występami Autonów. Mile widziane Wasze przemyślenia na ten temat :)

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                         Do bani:
- Nowy Doktor w szoku poregeneracyjnym                     - Niefajna Liz Shaw
- Brygadier                                                                   - Brak wyjaśnienia tego i owego
- Niezły pomysł na inwazję

środa, 5 czerwca 2013

Eksperyment Sontaran

Witajcie. Dawno już nie było nic o Czwartym Doktorze, więc najwyższy...czas :)
  
THE SONTARAN EXPERIMENT
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Sarah Jane Smith, Harry Sullivan
WRÓG: Polowy Marszałek Styre

SERWISANCI
Obiecawszy poznanej przy okazji poprzedniej przygody („The Ark in Space”) załodze kosmicznej stacji Nerva pomóc uruchomić system teleportacji, Doktor i towarzysze przybywają na opuszczoną Ziemię. Nasz heros czym prędzej zajmuje się tam naprawą transmatu, a niemający natomiast nic do roboty Sarah i Harry idą na przechadzkę. Planeta jest, jak wspomniałem, chwilowo opustoszała, nic im więc nie grozi. A tak przynajmniej myśli Harry, i lekceważy przeczucia Sary mówiące o czyjejś jeszcze obecności. Zaczyna wierzyć dopiero, gdy wpada w rozmyślnie zamaskowany dół...Tymczasem Doktor również jest obserwowany, a tych, którzy obserwują jego, obserwuje jednocześnie dziwaczny robot...

POCZĄTKI I KOŃCE
Jak już zapewne wiecie bądź to z własnego doświadczenia bądź z moich recenzji, humorystyczne akcenty często są zwieńczeniem przygód Doktora. Tu jednak jest inaczej: to początek ma za zadanie bawić widza. „Lądowanie” Sary czy pokręcony żart o Trafalgar Square pozwalają się uśmiechnąć, i na wesoło poczekać na rozwój akcji. Choć tytuł parszywie spoileruje, że to Sontaranie są „złymi” tej opowieści, to i tak dosyć ciekawe jest, co chcą zdziałać, i czemu. Interesujące (Nie wiem, czy to dobre słowo, ale...) są zwłaszcza sontarańskie eksperymenty na jeńcach - nie tylko fizyczne, ale i parapsychologiczne.

NIE BEZ POWODU
Tę historię szczególnie polecam widzom wysoko oceniającym Czwartego Doktora. (Choć oczywiście innym też) Znajdziecie tu większość rzeczy, za które ów jest tak lubiany: trochę sprytu, firmowy, szeroki uśmiech, a zwłaszcza tę jego niezrównaną szaleńczo-kosmiczną naturę. W kwestii towarzyszy powiem tak: o ile osobno Sarah czy Harry są raczej przeciętni, o tyle w duecie idzie im znacznie lepiej. Trochę więc szkoda, że w pewnym, nie tak odległym od początku momencie zostają rozdzieleni, ale i tak ich przekomarzanie się jest arcysympatyczne. Postaci drugoplanowe, kosmonauci ze zniszczonego statku, też należycie odgrywają swoją rolę, i to wbrew pozorom nie tylko jako króliki doświadczalne złowrogich kosmitów.

KONSTRUKCJA
Strona techniczna ma tyleż wad, ile zalet. Sontarański robot wygląda raczej dobrze, jak na swoje czasy, jako i jego właściciel. (Aczkolwiek jeśli oczekujecie kartoflowatego potworka znanego z nowych serii to możecie się zdziwić - jest wielki, i masywny) Przy czym podczas pojedynku Styre’a z Doktorem wprawne oko dojrzy, że twarda podobno zbroja Sontaranina jest tak naprawdę czymś w rodzaju balonu :) No ale to bardzo drobny detal. Natomiast ważniejsze jest, że ostatnia rzecz, która naszego czarnego charaktera spotyka w tej historii, nie spoileruję, jaka, wygląda naprawdę okropnie. A wystarczyło pokazać to z oddali, nie z takiego bliska, i wszystko byłoby cacy...

TAJNE DANE
Fabularnie wszystko gra. Doktor ładnie pogrywa na emocjach Sontaranina, a i ten zdaje się kierować jakimś specyficznym kodeksem honorowym. Jedyną drobną usterką jest fakt, że Harry w przeciwieństwie do koleżanki nigdy Sontaran nie spotkał, a wie, kim są. Poza tym gra muzyka :)

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                          Do bani:
- Czwarty Doktor rządzi                                               - Zbędne ujęcie z bliska pewnej słabości
- Docinający sobie duet Sarah i Harry                            - Skąd Harry wie, kim są Sontaranie?
- Sontarańskie eksperymenty