środa, 17 lipca 2013

Krawędź Zniszczenia


Cześć. Jak wszyscy wiecie, są różne historie w DW. (Niemal) Bez Doktora, bez towarzyszy, lub bez innych niż załoga Tardisa kosmitów... A bez jakichkolwiek wrogów? Nie, nie upadłem na głowę, jest też i taka przygoda.

THE EDGE OF DESTRUCTION
DOKTOR: Pierwszy Doktor
TOWARZYSZE: Susan Foreman, Barbara Wright, Ian Chesterton

NIECH OSTATNI ZGASI ŚWIATŁO
Nieoczekiwany wybuch wewnątrz Tardis/a pozbawia Doktora i jego towarzyszy przytomności. Nasz heros odnosi niewielkie obrażenia głowy, a Ian, Barbara i Susan zaczynają cierpieć na zaniki pamięci. Wszystkich powoli zaczyna ogarniać paranoja, a najsilniej - uzbrojoną w nożyczki Susan. Jakby tego było mało, skanery oraz drzwi w naszej ulubionej budce zaczynają wyprawiać, co same chcą, a Doktor, po części ze względu na wspomnianą paranoję o wszystko obwinia Iana i Barbarę...

MINMALIZM KREATYWNY
Jak już napomknąłem we wstępniaku, wrogów w tej historii nie ma. Ale to nie wszystko. Nie ma też postaci drugoplanowych, czy epizodycznych. W skrócie żadnych, poza Doktorem i towarzyszami. Nie uświadczymy też żadnego innego miejsca poza wnętrzem Tardis/a. Interesujące? Zdania pewnie będą podzielone, i dosyć słusznie, wiecie? Ów minimalizm jest jednocześnie i wadą i zaletą. Wadą, bo siłą rzeczy momentami dzieje się z tego powodu nieco mniej, niż powinno, a zaletą, bo jednak historie o bardzo niewielkiej, nieufającej sobie grupce zamkniętej w relatywnie małym (Wtedy tak było) pomieszczeniu są zazwyczaj udane, i dobrze się sprzedają. Dodam jeszcze, że w zasadzie w tej właśnie przygodzie po raz pierwszy napomknięto o świadomości Tardis/a

SPRYT I OSTRE NARZĘDZIA
Nieźle ukazano w tej historii Doktora jako spryciarza. Wprawdzie bezpodstawnie rzucał oskarżenia na lewo i prawo, ale umiał bezboleśnie spacyfikować podejrzanych. Jak? Może niezbyt oryginalnie, ale liczy się, że skutecznie. No, ale nie spoileruję :) Susan oczywiście robiła to, co jej wychodzi najlepiej: krzyczała. No i próbowała dokonać morderstwa nożyczkami. Barbara i Ian natomiast zwyczajnie próbowali...przeżyć. I udowodnić, że wszystkie nieprzyjemne wydarzenia wcale nie są ich zemstą za porwanie.

NASZ SPONSOR: OCB?
No, niestety, zakończenie nie satysfakcjonuje. Wynika bowiem z niego, iż główny powód zamieszania nie był związany z późniejszym dziwnym zachowaniem naszych bohaterów. Czyli co? Zaczęli tak głupieć, bo poupadali na głowy? Słabo, słabo!  Za to niezłym, a rzadko używanym pomysłem było coś innego: gdy w pewnym momencie Doktor oświadcza, że pozostało dziesięć minut do katastrofy, serialowe dziesięć minut w zasadzie trwa tyleż w rzeczywistości. Ładne też jest końcowe pogodzenie się naszego herosa z Barbarą, dłużej niż Ian niemogącą wybaczyć Władcy Czasu bezpodstawnych oskarżeń. Efektów specjalnych z oczywistych, fabularnych przyczyn w zasadzie nie ma.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA


Na plus:                                                                                           Do bani:
- Totalny minimalizm                                                                      - Totalny minimalizm
- Sprytny Doktor                                                                          - Wyjaśnienie nie satysfakcjonuje
- Ładna końcówka

2 komentarze:

  1. A ja miałem prosić o recenzje tego odcinka, jeden z moich ulubionych z Pierwszym :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładna końcówka? A ja myślałam, że nie satysfakcjonująca :p Nie mogli zrobić, że to wpływ miejsca, w którym trafiło im się "wylądować", tak dziwnie na nich wpłynął, jak w "Solaris"? Hmm.
    Hehe, czar małych pomieszczeń - aż mi się "Midnight" przypomniało. No ciekawe, jak tutaj psychologia wygląda - z twojego opowiadania wynika, że może nie powalająco, ale też nie od czapki (może za wyjątkiem końcówki właśnie). Fajnie byłoby zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)