środa, 24 lipca 2013

Znak Rani


Zamiast wstępniaka ograniczę się do pytania: czemu głównej "złej" tej przygody nie ma w nowych seriach?


MARK OF THE RANI
DOKTOR: Szósty Doktor
TOWARZYSZE: Peri Brown
WRÓG: Mistrz, Rani

ŹRÓDŁO ALBO ŹRÓDŁA
Poszukując przyczyn pojawienia się pewnej czasowej anomalii, Doktor i Peri trafiają do górniczej wioski Killingworth w dziewiętnastowiecznej Anglii. Napotykają tam na grupę nienaturalnie agresywnych górników, potraktowanych wcześniej dziwacznym gazem, o czym nasi herosi nie wiedzą. Nie wiedzą też, że na miejscu jest już Mistrz, który to, o dziwo...nie ma ze wspomnianą agresją (Ani czerwonym znakiem na szyjach jej ofiar) nic wspólnego! To nie jego kolejny plan, sam nie wie, co się dzieje, ale uważnie obserwuje sytuację. Zwłaszcza rzucającą się mu (I widzom) w oczy dziwaczną staruszkę. Szybko okazuje się być ona niejaką Rani - znajomą naszych Gallifreyczyków z ich dzieciństwa i wczesnej młodości. Oczywiście nie zdradzę dokładnie jej planu, powiem tylko, że Rani to osoba nastawiona nie na władzę nad Wszechświatem, a coś zupełnie innego, związanego z jej ulubioną dziedziną nauki :)

DZIEŃ SZPONÓW
Tytuł ów to gag z pewnej kreskówkowej produkcji o Jackie Chanie, ale to bez związku. Chciałbym dla odmiany już teraz opowiedzieć o stronie technicznej „Znaku...”. Jeśli miałbym szczególnie wyróżnić jakiś aspekt, to na pewno byłyby to plenery. Zarówno wioska jak i jej okolice wyglądają znakomicie, i aż tchną autentycznością. Dalej Tardis Rani wygląda wewnątrz na tyle podobnie do modelu używanego przez Doktora by było wiadomo, że to urządzenie tego samego rodzaju, a z drugiej strony na tyle się różni, że wiemy iż należy do kogoś zgoła innego, zwłaszcza pod względem moralności. Te wszystkie tuby z rozwijającymi się w nich kreaturami...Dają też radę efekty niezwiązane z choreografią: dziwne scenariuszowo, ale efektowne wizualnie działanie min (Od fauny do flory, że tak powiem) czy przyspieszone „narodziny” Tyranozaurusa Rexa (!)

OSTRA JAZDA
No, ale dosyć o efektach, fabuła też jest niezła. Wprawdzie da się przewidzieć pewne zwroty akcji, ale dzieje się na tyle dużo, że nie ma z tym problemu. Mi szczególnie zapadł w pamięć efektowny cliffhanger z torami kolejowymi, ale równie interesujące jest na przykład obserwowanie niby to sprzymierzonych Rani i Mistrza ale jednocześnie cały czas knujących, jak tu podłożyć drugiej stronie przysłowiową świnię. Doktor natomiast zwyczajnie improwizuje przez cały czas - nie planuje, nie kalkuluje, tylko stara się dopasować do sytuacji. Ewentualnie zastosować sabotaż na wrażym sprzęcie, ot tak na wszelki wypadek. A nuż się przyda? :) Dla Peri ta przygoda stanowi z kolei unikat - jeden, jedyny raz nie jest niczyją zakładniczką (I, może nie po raz pierwszy, ale też jak nieczęsto się zdarza, żaden kosmita nie chce ani na niej eksperymentować, ani się z nią żenić) Momentami trochę zawodzi pokładane w niej nadzieje, ale dostaje od Doktora nieco zbyt trudne zadania (Pilnowanie pewnych bardzo szczególnych jeńców chociażby)

NEVER SAY „DIE”
Wady są dwie, i to relatywnie niewielkie. Pierwszą stanowi brak jakiegokolwiek wyjaśnienia tego, jak Mistrz przeżył spopielenie na planecie Sarn („Planet of Fire”) Tekst, iż „cały Wszechświat wie, że jest niezniszczalny” budzi tylko gorzki śmiech politowania. Druga sprawa to działanie wspomnianych już min zastawionych przez Rani. Wybaczcie, ale owo działanie było tak durne, że słów brakuje.

ZBĘDNOŚĆ DYWAGACJI
Tutaj nie mam żadnych wątpliwości: gorąco polecam tę historię. Dwie czterdziestopięciominutowe części w zasadzie pozbawione niedociągnięć na poważną skalę, powiązane świetnym, zabawnym i trzymającym w napięciu jednocześnie cliffhangerem, zawierające dużo Władców Czasu :) Czegóż oczekiwać więcej?

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                     Do bani:
- Improwizacje Doktora                                                          - Jak Mistrz przeżył spopielenie?
- Scenografie                                                                           - Działanie podziemnych min
- Cliffhanger
- Rani i Mistrz osobno wymiatają, a razem...
- Końcówka

3 komentarze:

  1. "Czemu głównej "złej" tej przygody nie ma w nowych seriach?" Już wiesz przecież - licencja, głuptasie ;) I, jak to ktoś powiedział (nie ty czasem?), może to nawet dobrze, to jakby skończyła jako chichrająca się idiotka, to...

    "Wybaczcie, ale owo działanie było tak durne, że słów brakuje." A no, troszeczku <lol> Ale jakie wyjaśnienie Rani było fajne na temat tego, że takie życie jest lepsze niż ludzkie!

    I jeszcze to, jak Doctor Mistrza zaskoczył na końcu - heh... No tak, to były te niesamowite czasy, kiedy co wylosowałam odcinek, to był super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. RTD już nie ma, więc szanse, że byłaby chichrającą się idiotką spadły niemal do zera :) A Moffat kiedyś stwierdził, że wszyscy go pytają o Rani a on jej nie przywróci, bo nikt jej nie kojarzy. Skoro nikt nie kojarzy, to kto pyta? Odstawiłby on lepiej te prochy...

      Usuń
    2. No faktycznie - kto pyta, jeśli nikt nie kojarzy? Moffat nie jest dobry z kojarzenia faktów - albo sam je wymyśli, albo się pogubi :)

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)