środa, 28 sierpnia 2013

Książka: Ludzka Natura


Cześć. Dzisiaj, zgodnie z obietnicą, recenzja książki. Mnóstwo z Was ją zna, mało kto ją czytał. Aczkolwiek niemalże wszyscy, założę się, znacie współczesną, niezbyt udaną RTD-owską wersję tej historii. Wiecie już, o czym mówię? Tak, tak.



HUMAN NATURE
DOKTOR: Siódmy Doktor
TOWARZYSZE: Bernice Summerfield
WRÓG: Aubertidzi

SZTUKA ORIENTACJI
Pogrążona w smutku po śmierci ważnej dlań osoby Bernice zostaje zabrana przez Doktora na planetę Crex, wielkie galaktyczne targowisko. Kobieta topi zmartwienia w alkoholu, podczas gdy nasz heros dokonuje dziwnych zakupów. Nie ma pojęcia, że jest obserwowany przez tajemniczego Laylocka i jego podwładnych, a do tego po powrocie niespodziewanie traci przytomność, zostawiając towarzyszce zapisane instrukcje i informację - zobaczą się za trzy miesiące.
Mija kilka tygodni. Bernice mieszka w niewielkim, ziemskim miasteczku w roku 1914. Posługuje się tam nieco sfałszowanym danymi - udaje bowiem siostrzenicę nauczyciela z lokalnej szkoły, Johna Smitha. Mężczyzna nie ma oczywiście pojęcia, że to nieprawda; takie informacje zapisane zostały w jego umyśle. Smith bowiem to Doktor zmieniony w człowieka za pomocą specjalnego urządzenia personalizującego.  Nie będąc w stanie zrozumieć uczuć towarzyszki, zdecydował się na ryzykowny eksperyment. Niestety, słudzy Laylocka - łaknące gallifreyskiego materiału genetycznego potwory - bardzo szybko pojawiają się na miejscu, a wspomniane urządzenie znika...

TO SAMO, ALE NIE TAK SAMO
Na początek powiem tak: książka ta ma dużo „cięższy” klimat niż serial. Szczególnie rzuca się to w oczy gdy dochodzi do opisu Aubertidów. Ich brutalnych metod zabijania i pożerania ofiar. (Mogą potem przybierać wygląd takiej osoby, a także posiadają jej wspomnienia i są też w stanie wykorzystać jej DNA do trwałej zmiany swojego) A jeden z nich, zgodnie z tym, co mówi o nim reszta, lubi wspomniane ofiary wcześniej „wykorzystywać”. Choć tego ostatniego nam oszczędzono, i bardzo dobrze. Brak też jakiejś szczególnej warstwy humorystycznej, i, choć nie jest to wada, odrobina rozluźnienia napięcia momentami by się przydała.

TECHNICZNIE CZY NIE?
Choć bardzo ważna dla całości tej historii jest technologia, końcówka mocno skręca w stronę zgoła inną - nie będę spoilerował, ale byłem kompletnie zaskoczony ostatecznym losem Johna Smitha. Tak, tak - powrót Doktora nie był wcale końcem wspomnianej postaci. Inna sprawa to przewijający się kilka razy przez powieść wątek...sowy! Tak, sowy. Zostaje on rozwiązany w dziwaczny sposób - jedna z drugoplanowych postaci okazuje się być Władcą Czasu, który w jakiś sposób obserwował sytuację za pomocą zwierzęcia. (Trudno powiedzieć, czy było ono prawdziwe, czy też mechaniczne, ale to nieistotne) Szkoda, że na dobrą sprawę nie wiemy, po co ów Gallifreyczyk był w pobliżu miejsca akcji, a końcówka sugeruje jakieś jego niejasne powiązania z Aubertidami. Dziwny też jest sposób, w jaki unika śmierci z rąk okrutnych kolegów chłopiec, który przypadkowo znajduje doktorowe urządzenie.

BY PRZEŻYĆ EMOCJE
Naprawdę znakomitymi pomysłami były w tej powieści dwie rzeczy: po pierwsze początek i koniec akcji przedstawia się nam przy użyciu pamiętnika Bernice. Świetnie oddaje to wątpliwości i przemyślenia kobiety, szczególnie na początku - gdy nie zna jeszcze planów Doktora. Druga świetność to opowiadania pisane przez Smitha będące w rzeczywistości wspomnieniami Doktora jeszcze z Gallifrey. Zbaczają one odrobinę w stronę koncepcji pana Cartmela: nasz heros jest ewidentnie kimś znaczącym, ale chyba nie aż tak bardzo, jak miał być jako Inny.

ZARYS
W kwestii postaci stwierdziłbym, że jest jako tako. Bernice to towarzyszka do bólu przeciętna, wyróżniająca się w sumie tylko pesymistycznym acz uzasadnionym podejściem do życia. (Uzasadnionym, gdyż jest trochę starsza, niż przeciętne towarzyszki) Smith z kolei to człowiek dosyć bezbronny wobec wszystkiego, co go spotyka, a on chce tylko być szczęśliwy z koleżanką z pracy, Joan, którą kocha. (Skoro o niej mowa: jej ostatnia rozmowa z Doktorem jest poruszająca) Aubertidzi po trupach dążą do swego celu, są złem w czystej postaci, a Doktor...Doktor oczywiście „wraca” pod koniec historii, i skomplikowaną intrygą oddala od wszystkich kosmiczne zagrożenie.

WERDYKT
Książka całkiem mi się podobała. Działo się w niej dużo, i trzymała w napięciu. Uwaga techniczna: napisano ją dosyć trudnym językiem, aczkolwiek jeśli dobrze posługujecie się narzeczem Szekspira, to polecam :)

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                   Do bani:
- Pamiętnik Bernice i opowiadania Smitha                           - Trochę niewyjaśnionych wątków
- Źli do szpiku kości wrogowie
- Zakończenie

środa, 21 sierpnia 2013

Planeta Ognia



Cześć. Dzisiaj mam dla Was recenzję pewnej, całkiem ciekawej, przygody Piątego Doktora, ale najpierw sprawa organizacyjna: w utworzonej przeze mnie w zeszłym tygodniu ankiecie zagłosowaliście za sporadycznym recenzowaniem innych, niż tylko odcinki mediów. Wasze życzenie jest dla mnie rozkazem, już za tydzień recenzja pewnej doktorowej książki, o której wielu z was słyszało, ale mało kto zna. Tymczasem jednak dziś:


PLANET OF FIRE
DOKTOR: Piąty Doktor
TOWARZYSZE: Vislor Turlough
WRÓG: Mistrz

WYPRAWA DO WNĘTRZA
Na wulkanicznej planecie Sarn świeżo mianowany na stanowisko Wybranego młody Malkon pobiera od swego mentora nauki. Bóg, którego wyznają, Logar, nie znosi niewiernych przez co do obowiązków Wybranego należy ich palenie, w przeciwnym razie całą nację spotka kara pod postacią erupcji wulkanu. Tymczasem dwójka wspomnianych niewiernych w czasie dalekiej wyprawy zdobywa dowód na to, że Logar to tylko mit. Postanawiają podzielić się ze wszystkimi prawdą. A gdzieś bardzo, bardzo daleko, do Tardis/a dociera sygnał z prośbą o pomoc. Doktor, nieco rozkojarzony rozstaniem z Tegan i spotkaniem z Dalekami, nie zauważa, iż sygnał ów zostaje zablokowany przez Turlougha. Jednocześnie coś niedobrego dzieje się z Kamelionem, zmiennokształtnym robotem również znajdującym się na pokładzie. To za jego sprawą niebieska budka ląduje na afrykańskiej wyspie Lanzarote. Poznajemy tam młodą dziewczynę Peri, planującą właśnie zagraniczny wyjazd,  który nie podoba się jej ojczymowi. Ucieka się on nawet do podstępu, aby ją zatrzymać...

CEL, MIEJSCE, PRZEZNACZENIE
Zapewne dziwicie się, czemu nie wspominam o Mistrzu, skoro to on jest głównym wrogiem. Zapewniam, że w pewnym momencie się pojawia, i to z klasą. Powiem tylko, że to (oczywiście) on manipuluje Kamelionem, gdyż przez pewien czas nie jest w stanie sam skutecznie działać. A to na skutek wypadku z jednym z jego gadżetów. Swoją drogą to, co mu się przydarzyło...Nie wiem, autentycznie nie wiem, czy ma nam być z tego powodu do śmiechu, czy nie. Co do innych postaci, Peri zaczęła swoją przygodę z Doktorem dosyć zwyczajnie, choć jest jedna scena, której zarówno ja, jak i zapewne większość innych widzów płci męskiej nie zapomnimy, choćbyśmy chcieli :) A miała też i znaczenie fabularne. Zarówno Turlough jak i Kamelion w tej historii odchodzą na dobre, choć rudzielec szczęśliwie, a blaszak tragicznie. Jakoby na pożegnanie zadbano o przeszłość tego pierwszego, dobrze wyjaśniając, czemu często był taką, przepraszam za zwrot, mendą. A i postaci poboczne też są całkiem niezłe: choćby Timanov, wspomniany mentor Wybranego, i religijny przywódca planety Sarn to fanatyk, który nawet w obliczu sytuacji, gdzie Doktor jednoznacznie wskazuje błąd w jego postępowaniu i światopoglądzie, nie umie się zmienić. Malkon z kolei początkowo wydaje się tylko marionetką swego nauczyciela, ale gdy dowiadujemy się, czemu to on jest Wybranym, zaczynamy rozumieć, jaki z niego "numerant".

WSZYSTKIE BARWY
Co do strony bardziej technicznej, jest dobrze. Wnętrza, korytarze i tym podobne dobrze się prezentują, otwarte przestrzenie może ciut gorzej, ale też kwasu nie ma. Całkiem fajnie wyglądają także niebieskie płomienie, czy przeobrażenia Kameliona. Co do wad, to powiedziałbym, że najpoważniejszą jest fakt, iż na dobrą sprawę Doktor osobiście nie zdziałał jakoś porywająco wiele - mógł więcej. Druga rzecz dotyczy tego iż Turlough nie miał powodu, by blokować sygnał - może nie chciał, aby Doktor poznał jego przeszłość, ale w sumie rzeczonym wydarzeniom nie on był winien. Następna kwestia to już może nie wada per se, aczkolwiek ta historia pokazuje, na jak późnym czasem etapie wprowadza się zmiany do scenariusza: ostatni wyraz z wypowiedzi Mistrza wpadającego w pułapkę, a mający coś-niecoś zmienić w związku z nim, i Doktorem, został wycięty niemal w ostatniej chwili.

MIMO WSZYSTKO
Serdecznie polecam tę historię. Serdecznie, a nawet, nomen omen gorąco :) Jest naprawdę ciekawa, i nie nuży. I, choć to nie finałowa, a przedostatnia przygoda Piątego Doktora, to ona wprowadza sporo istotnych zmian i nowości.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                          Do bani:
- Znakomite rozstania z Turloughem i Kamelionem                           - Doktor mógłby zrobić więcej
- Debiut Peri                                                                                   - Zbędny lęk Turlougha
- Mistrz - łotr z klasą
- Udane postaci drugoplanowe

środa, 14 sierpnia 2013

Miasto Śmierci



CITY OF DEATH
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Romana II
WRÓG: Scaroth

OBCOWANIE ZE SZTUKĄ CZAS ZACZĄĆ
Wiele milionów lat przed naszą erą na Ziemi awaryjnie usiłuje lądować potrafiący podróżować w czasie statek rasy zwanej Jagaroth. Pilotowi nie udaje się jednak zrobić wiele, by uchronić siebie i innych przed eksplozją silnika. Wszyscy giną...ale czy na pewno? Tymczasem bliżej współczesności, w Paryżu Anno Domini 1979, pojawiają się Doktor i Romana. Podziwiają m.in. wieżę Eiffla nieświadomi, że niedaleko prowadzone są tajemnicze eksperymenty. Profesorowi Kerenskiemu, bo tak się nazywa odpowiedzialny za nie naukowiec mocno przeszkadza obcięcie funduszy przez jego szefa, bogatego hrabiego...Aczkolwiek wracając do naszych Gallifreyczyków, podczas obiadu (Połączonego ze zdruzgotaniem przez Romanę ego lokalnego artysty) napotykają oni na poważną anomalię czasową. Doktor podejrzewa, że sami są temu winni, bez opamiętania szalejąc po wirze czasowym, ale prawda jest zupełnie inna. Kolejne identyczne zakłócenie napotyka ich w muzeum, i daje naszemu herosowi możliwość zdobycia noszonej przez jedną ze zwiedzających bransoletki...którą Romana określa jako technologiczny gadżet przewyższający ziemską technologię!

DAMA Z WYDRĄ (ŁASICZKĘ ŚWIŚNIĘTO)
Może poprzedni akapit sprawia wrażenie, jakby przygoda ta składała się z raczej luźno powiązanych wątków, ale zapewniam, że wszystko układa się w całość. Oczywiście jest jeszcze parę spraw, o których nie wspomniałem, chociażby Mona Lisa w sześciu (W pewnym sensie oryginalnych, dodam) egzemplarzach. Sam Doktor natomiast, jak na czwarte wcielenie przystało, jest wszechstronny: szybko przechodzi od sprytnych dywersji (Widoczny w podczerwieni napis) do, przepraszam za zwrot, rżnięcia głupa, i odwrotnie. Jeśli chodzi o Romanę, to w tej przygodzie błyszczała bardziej, niż zazwyczaj. I nie, nie chodzi mi o szkolny mundurek, w którym paradowała :) Była doskonałym wsparciem dla naszego herosa, i, można rzec, uzupełniała jego braki. Wprawdzie w pewnym momencie główny „zły” zrobił ją w trąbę, ale nie ją jedną. Ów bowiem, jak najbardziej pozaziemski, i ocalały ze statku Jagarotów jegomość m.in. poślubił Ziemiankę (Błąd, kolego) nie ujawniając, kim naprawdę jest, czy wykorzystał dobre intencje wspomnianego już wcześniej naukowca. Spryciarz z niego. A i inne postaci drugoplanowe nie zawodzą: wspomniana żoneczka „łotra”, czy śmieszny pseudo-detektyw.
WADY, WADY, WADY
Trochę niedociągnięć: można się przyczepić, że mimo nazwania anomalii śmiertelnie poważną, Doktor niezbyt szybko bierze się za nią. A bieg przez Paryż, który nasi bohaterowie w tej historii wykonywali kilkakrotnie zawsze pokazywany jest tym samym fragmentem odcinka, puszczanym ponownie. Rozumiem, oszczędności, no ale...Dla osłody w pewnym momencie otrzymujemy przekomiczną scenę z samym Johnem Cleesem :)

GDZIE MY JESTEŚMY?
Z punktu widzenia technicznego, jest ładnie. Paryż i kilka innych miejsc jak malowanie, efekty specjalne (Np. makabryczne postarzenie) trzymają poziom. Co do samego Scarotha, to jest to z pewnością jeden z paskudniejszych przeciwników Doktora, i chyba o to chodziło twórcom. Czym natomiast był podyktowany wspomniany już koncept odziania Romany w szkolny mundurek nie mam pojęcia :)
CZAS TO PIENIĄDZ
A więc czy warto go poświęcać na tę przygodę? Warto. Choć gdzieś w połowie przestaje być aż tak skomplikowana, jak to początkowo wygląda, przy czym nie dla wszystkich stanowi to wadę. Ale to solidna historia, rzekłbym nawet że dobra do podsunięcia nieprzekonanym do serialu ze względu na dużo charakterystycznych elementów bez jakichś utrudniających „wsiąknięcie” spraw z kanonem.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                             Do bani:
- Doktor i Romana :)                                        - Poważne zagrożenie a my idziemy do muzeum
- Postaci drugoplanowe                                     - Oszczędzanie na scenach biegu
- Skomplikowanie
- Humorystyczna scena z Johnem Cleesem

środa, 7 sierpnia 2013

Smoczy Ogień



Cześć. Nie wiem, jak u Was, ale w mojej okolicy panuje niemiłosierny skwar. Dla ochłody wybrałem więc na dziś historię rodem z miejsca skutego lodem...

DRAGONFIRE
DOKTOR: Siódmy Doktor
TOWARZYSZE: Melanie Bush
WRÓG: Kane

KUPUJ-SPRZEDAWAJ
Historia zaczyna się, gdy tajemniczy Kane otrzymuje kilkoro niewolników dotychczas będących najemnikami, sprzedanych przez kapitana ich statku. Kane ordynuje piorące mózgi kriogeniczne zamrożenie, aczkolwiek jeden z niewolników podejmuje próbę ucieczki. Bardzo źle zakończoną. Tymczasem Doktor i Melanie udają się na rządzoną przez Kane’a planetę Svartos, której to jedna półkula  jest znanym w galaktyce ośrodkiem handlu. Przebywa tam znany już naszym bohaterom Sabalom Glitz, kosmiczny obwieś, bandyta i hulaka w jednym. Przez hazard popadł w długi, a nie chcąc tracić wyjątkowo cennej mapy, pozbył się nawet załogi (Tak, to on jest, a raczej był, tym kapitanem, o którym pisałem wcześniej) Teraz grozi mu konfiskata ukochanego statku. Jednakże nadzieją przepełnia go wspomniana mapa - prowadzi do skarbu, który wraz z Doktorem chce on odnaleźć. Jako dżentelmen (od siedmiu boleści) nie zgadza się jednak, by Melanie, jak też i druga z pań, o której opowiem później, ryzykowały życiem. Tak więc szykuje się męska wyprawa. Którą bez wiedzy zainteresowanych zaplanował Kane. On też chce owego skarbu...

NIESPODZIANKA
Wspomniana druga z pań jest jeszcze bardziej, niż Melanie wkurzona odsunięciem jej od akcji. Właśnie straciła (Przez swój temperament) pracę w lokalnym barze, i nieszczególnie wie, co ze sobą zrobić. Demonstrując pannie Bush swoje pirotechniczno-chemiczne zdolności, ściąga na siebie uwagę popychadeł Kane’a. Ace, bo to oczywiście ona, z trudem, bo z trudem, ale opiera się „kuszeniu” przez tego pierwszego, i ucieka razem z Melanie. Tymczasem Doktor i Glitz przypadkowo się rozdzielają...

ZASTĘPOWALNY
Kilka drobnych usterek tej historii: pierwszy cliffhanger jest nieco od czapki, a ponieważ to ostatnia przygoda Melanie (Nie, nie umiera, odchodzi cała i zdrowa) przydałoby się jakoś tę decyzję umotywować. Tego brak. Za to całkiem zgrabnie stworzono podwaliny pod wątek Ace. (Patrz „Klątwa Fenrica”) Po tej przygodzie wiemy w zarysach, jakim cudem znalazła się w kosmosie, ale bez szczegółów. Dla nieznających dalszego ciągu pięknie otwiera się pole do spekulacji. Inna sprawa, że w tej historii dziewuszka jest mniej więcej dwa razy bardziej nadpobudliwa niż chociażby w następnej :)

ŹRÓDŁA CIEPŁA    
Od początku do końca gwiazdą tej przygody jest Kane. Ów czarny charakter ma może historię i motywy proste jak parasol, ale zarówno manipuluje jak też i przegrywa w iście epickim stylu. Jego upadek, gdy Doktor uświadamia mu, że nie ma dokąd iść, jest naprawdę efektowny. Sam nasz heros właściwie ogranicza się do błyskania swą ogromną wiedzą, bo i w sumie nie musi robić niczego więcej. To wystarczy :)

MECHANIKA I ŁOWY
Efekty specjalne można streścić jednym słowem: niezłe. Pokryte lodem korytarze mogłyby wyglądać odrobinkę lepiej, aczkolwiek i tak zażenowania nie budzą. Mechaniczny smok-strażnik niepotrzebnie ma ludzką posturę, ale też prezentuje się niezgorzej. Najlepsze za to są sporadyczne sceny z ukazanym kosmosem i pomykającymi w nim statkami. Poezja. Nawet jak na czasy dzisiejsze.

WARTOŚĆ W ZŁOCIE
Odwieczne pytanie: czy warto poświęcić czas na obejrzenie tej przygody? Powiem tak: ani fajerwerków ani zgrzytania zębów nie ma. Solidna historia która może nie wciąga jak odkurzacz, ale chce się ją oglądać bez ziewania.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                      Do bani:
- Popisujący się Doktor :)                                                         - Pierwszy cliffhanger od czapki
- Glitz, Ace i Melanie - mieszanka wybuchowa                         - Melanie odchodzi bez powodu?
- Epicki łotr Kane