środa, 14 sierpnia 2013

Miasto Śmierci



CITY OF DEATH
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Romana II
WRÓG: Scaroth

OBCOWANIE ZE SZTUKĄ CZAS ZACZĄĆ
Wiele milionów lat przed naszą erą na Ziemi awaryjnie usiłuje lądować potrafiący podróżować w czasie statek rasy zwanej Jagaroth. Pilotowi nie udaje się jednak zrobić wiele, by uchronić siebie i innych przed eksplozją silnika. Wszyscy giną...ale czy na pewno? Tymczasem bliżej współczesności, w Paryżu Anno Domini 1979, pojawiają się Doktor i Romana. Podziwiają m.in. wieżę Eiffla nieświadomi, że niedaleko prowadzone są tajemnicze eksperymenty. Profesorowi Kerenskiemu, bo tak się nazywa odpowiedzialny za nie naukowiec mocno przeszkadza obcięcie funduszy przez jego szefa, bogatego hrabiego...Aczkolwiek wracając do naszych Gallifreyczyków, podczas obiadu (Połączonego ze zdruzgotaniem przez Romanę ego lokalnego artysty) napotykają oni na poważną anomalię czasową. Doktor podejrzewa, że sami są temu winni, bez opamiętania szalejąc po wirze czasowym, ale prawda jest zupełnie inna. Kolejne identyczne zakłócenie napotyka ich w muzeum, i daje naszemu herosowi możliwość zdobycia noszonej przez jedną ze zwiedzających bransoletki...którą Romana określa jako technologiczny gadżet przewyższający ziemską technologię!

DAMA Z WYDRĄ (ŁASICZKĘ ŚWIŚNIĘTO)
Może poprzedni akapit sprawia wrażenie, jakby przygoda ta składała się z raczej luźno powiązanych wątków, ale zapewniam, że wszystko układa się w całość. Oczywiście jest jeszcze parę spraw, o których nie wspomniałem, chociażby Mona Lisa w sześciu (W pewnym sensie oryginalnych, dodam) egzemplarzach. Sam Doktor natomiast, jak na czwarte wcielenie przystało, jest wszechstronny: szybko przechodzi od sprytnych dywersji (Widoczny w podczerwieni napis) do, przepraszam za zwrot, rżnięcia głupa, i odwrotnie. Jeśli chodzi o Romanę, to w tej przygodzie błyszczała bardziej, niż zazwyczaj. I nie, nie chodzi mi o szkolny mundurek, w którym paradowała :) Była doskonałym wsparciem dla naszego herosa, i, można rzec, uzupełniała jego braki. Wprawdzie w pewnym momencie główny „zły” zrobił ją w trąbę, ale nie ją jedną. Ów bowiem, jak najbardziej pozaziemski, i ocalały ze statku Jagarotów jegomość m.in. poślubił Ziemiankę (Błąd, kolego) nie ujawniając, kim naprawdę jest, czy wykorzystał dobre intencje wspomnianego już wcześniej naukowca. Spryciarz z niego. A i inne postaci drugoplanowe nie zawodzą: wspomniana żoneczka „łotra”, czy śmieszny pseudo-detektyw.
WADY, WADY, WADY
Trochę niedociągnięć: można się przyczepić, że mimo nazwania anomalii śmiertelnie poważną, Doktor niezbyt szybko bierze się za nią. A bieg przez Paryż, który nasi bohaterowie w tej historii wykonywali kilkakrotnie zawsze pokazywany jest tym samym fragmentem odcinka, puszczanym ponownie. Rozumiem, oszczędności, no ale...Dla osłody w pewnym momencie otrzymujemy przekomiczną scenę z samym Johnem Cleesem :)

GDZIE MY JESTEŚMY?
Z punktu widzenia technicznego, jest ładnie. Paryż i kilka innych miejsc jak malowanie, efekty specjalne (Np. makabryczne postarzenie) trzymają poziom. Co do samego Scarotha, to jest to z pewnością jeden z paskudniejszych przeciwników Doktora, i chyba o to chodziło twórcom. Czym natomiast był podyktowany wspomniany już koncept odziania Romany w szkolny mundurek nie mam pojęcia :)
CZAS TO PIENIĄDZ
A więc czy warto go poświęcać na tę przygodę? Warto. Choć gdzieś w połowie przestaje być aż tak skomplikowana, jak to początkowo wygląda, przy czym nie dla wszystkich stanowi to wadę. Ale to solidna historia, rzekłbym nawet że dobra do podsunięcia nieprzekonanym do serialu ze względu na dużo charakterystycznych elementów bez jakichś utrudniających „wsiąknięcie” spraw z kanonem.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                             Do bani:
- Doktor i Romana :)                                        - Poważne zagrożenie a my idziemy do muzeum
- Postaci drugoplanowe                                     - Oszczędzanie na scenach biegu
- Skomplikowanie
- Humorystyczna scena z Johnem Cleesem

2 komentarze:

  1. Heh, to jak Czwarty rżnie głupa... <wzdycha, po czym mdleje efektownie>

    Heh, to "zdruzgotanie ego lokalnego artysty" pamiętam :D Ale Johna Cleese'a nie - muszę to obejrzeć... w całości.

    Ale, psyt, psyt, "Ziemianka" z wielkiej, bo z małej, to taki domek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że z wielkiej, to literówka. Poprawione.

      A co sądzisz w sprawie pytania z ankiety?

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)