środa, 4 września 2013

Dwóch Doktorów


Cześć. Na początek ogłoszenie: recenzja z poprzedniego tygodnia okazała się jedną z najchętniej czytanych od początku istnienia tego bloga, obiecuję więc, że w przyszłości recenzje innych mediów dalej będą się pojawiać. Tymczasem jednak dziś ponownie recenzja przygody telewizyjnej. Nie tak jednak zwykłej, bo...z dwoma Doktorami :)

W tym jeszcze miejscu pozdrowienia dla kolegi z portalu Filmweb, któremu w sobotę polecałem tego bloga. Wiem, że mam tam nieco inna ksywkę, ale to byłem naprawdę ja :)

THE TWO DOCTORS
DOKTOR: Szósty Doktor, Drugi Doktor
TOWARZYSZE: Peri Brown, Jamie McCrimmon
WRÓG: Chessene, Shockeye, Dastari, Sontaranie

GDZIEŚ POŚRODKU NASZEJ DROGI SPOTYKAMY SIĘ
Drugi Doktor wraz z Jamiem udają się na kosmiczną stację Chimera, celem wypełnienia dyplomatycznej misji zleconej im przez Władców Czasu. Ci ostatni nie są bowiem zachwyceni eksperymentami przeprowadzanymi przez tamtejszych naukowców. Ale ponieważ na Gallifrey obowiązuje zasada nieingerencji, nasi czaso-hipokryci postanowili wysłać tam wygnańca...Już na miejscu Doktor i jego towarzysz poznają m.in. prymitywnego kucharza-kanibala zwanego Shockeye, oraz Chessene - niegdyś równie prymitywną, obecnie genetycznie zmienioną w geniusza kobietę, która odegra w całej historii ważną rolę. Gdy nasi bohaterowie przystępują bowiem do wykonywania swej misji, Chessene niespodziewanie wpuszcza na stację...Sontaran! Tymczasem gdzieś indziej, po nieudanym wędkowaniu, Szósty Doktor odczuwa, że dzieje się coś złego. Jego wcześniejsze wcielenie umiera. Ale jak to możliwe, skoro on sam nie przestaje istnieć?

ZAWIROWANI
Mam z ta historią pewien problem. Drugi Doktor i Jamie pracują dla Władców Czasu, a przecież niedługo po tym, jak chłopak dowiedział się o nich, jego pamięć została skasowana. Ok., to jeszcze da się wyjaśnić, ale w kontekście faktu, iż nadmienione wcielenie Doktora ukrywało się przed Władcami, a po wykryciu zostało skazane, ta sytuacja niezbyt się, za przeproszeniem, klei. Ja wiem, ja wiem, jest hipoteza sezonu 6b, ale i tak tego nie kupuję.  Podobnie, jak faktu, że obecni w tej historii Sontaranie raz wiedzą dokładnie, czego potrzeba do odpalenia machiny, którą chcą ukraść, a raz wydają się swoją niewiedzą „iść naokoło”.

ALE WTEDY ZDRADZILI
Wystarczy jednak tych wad, czas przejść do zalet. A są. Przede wszystkim postaci pierwszoplanowe. Szósty Doktor jest jak zawsze lekko szurnięty, i nieco bufonowaty. (Ale tylko odrobinę!) Ile różnorakiego złomu mieści się w jego kieszeniach, nie sposób zliczyć. A i czasem jakiś banan się trafi...Nie, to nie był żart. Drugi Doktor ma nieco mniejsze pole do popisu, gdyż jest długo jeńcem, a potem przytrafia mu się coś jeszcze innego (Chapeau bas dla śp. pana Troughtona za sceny gdy nasz heros nie jest sobą - aktorski majstersztyk) ale też pokazuje klasę. Jamie to ciągle Jamie. Nieco impulsywny, wodzący tęsknym wzrokiem za postaciami płci żeńskiej Jamie. A Peri...Przyznam, że to, co ją spotkało, było nieco odmienne, od większości jej przygód. Oczywiście, została porwana, jak zawsze, ale tym razem kosmita za to odpowiedzialny nie chciał ani się z nią żenić, ani na niej eksperymentować, ani obydwu tych rzeczy. Miał zamiar ją zwyczajnie zjeść.

CZERŃ
Co do czarnych charakterów, nie jest źle. O Sontaranach nie ma się co zbytnio rozpisywać - chcą zdobyć maszynę, dzięki której skutecznie będą mogli walczyć ze znienawidzoną rasą Rutan. Jak zwykle. A reszta? Shockeye - wspomniany pozaziemski kanibal - myśli żołądkiem, i jest dość obrzydliwy. Całkowicie zamierzenie zresztą. Chessene to typowa femme fatale  - groźna i bezlitosna, co sprawdza się w tak pełnej morderstw historii, jak ta. I tylko naukowiec Dastari wypada jakoś tak...blado. Wymienieni wcześniej mają jakieś swoje, lepiej lub gorzej zarysowane motywacje, on - nie bardzo.

TYSIĘCZNA MASKA
Strona techniczna: plenery są ładne, wnętrza kosmicznych baz i tym podobnych także. Rasa prymitywnych Androgumów może słabo różni się od ludzi, ale i tak wystarczająco, by dostrzec różnicę. Aczkolwiek kostiumy Sontaran wydają się być mniej dopracowane, niż w ich poprzednim występie, jeszcze za Czwartego Doktora („Invasion of Time”) A szkoda.

CÓŻ MOGĘ RZEC...
Konkludując, przygoda ta nie jest idealna, zwłaszcza, jeśli chodzi o umiejscowienie w kanonie. Jednak jeśli nie oglądaliście jeszcze „The War Games” lub po prostu Szósty, albo Drugi Doktor są wśród lubianych przez Was wcieleń, rzućcie okiem. Jeśli nie...w sumie też możecie, zgrzytu zębów nie będzie. No, chyba, że nie przepadacie za dużą (Większa, niż zwykle w DW) dawką przemocy.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                            Do bani:
- Drugi i Szósty Doktor                                                 - Problemy z kanonicznością
- Gra P. Troughtona jako niebędącego sobą Doktora    - Niekonsekwencja w wiedzy Sontaran
- Nieźli wrogowie   


2 komentarze:

  1. "Hipoteza sezonu 6b"? To pewnie więcej musiało być w tamtych okresie takich "niedopatrzeń"? No ale faktycznie - się jakoś jeden scenarzysta nie zastanawiał, kiedy kazał Drugiemu spełniać zachcianki Władców Czasu, podczas gdy inny umyślił sobie wykorzystanie ich osób do zupełnie innych celów...

    He, nie mogę się zdecydować, co wybrać w twojej ankiecie. Serio, nawet ani jednego nie mogę odrzucić, wszystkie historie chciałabym poznać bliżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to hipoteza 6b zaczęła się od błahostki - w "The War Games" pokazano tylko początek regeneracji Doktora, a w kolejnej przygodzie, "Spearhead from Space" od początku był już nowy, Trzeci Doktor. (Mdlejący przed Tardisem) Z kilkoma drobiazgami w kieszeniach niewidzianymi wcześniej. Ktoś więc wykminił (prawdopodobnie po pijaku, bo to nie ma sensu) że po skazaniu, ale jeszcze przed regeneracją Doktor pracował dla Władców. A potem podchwycili to twórcy, i...
      W sumie "The two Doctors" to jedyna historia telewizyjna z tym konceptem, ale wśród innych mediów (Słuchowisk zwłaszcza) jest tego więcej.

      Hehe, jest jeszcze dwadzieścia dni na decyzję w ankiecie. Powolutku :)

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)