środa, 25 września 2013

Inspekcja


Cześć. Zanim przejdziemy do recenzji, małe przypomnienie: dzisiaj ostatni dzień głosowania na przyszłotygodniową, jubileuszową dla bloga recenzję. Jest jeszcze czas oddać głos :)

THE VISITATION
DOKTOR: Piąty Doktor
TOWARZYSZE: Nyssa, Tegan Jovanka, Adric
WRÓG: Terileptile

WTARGNIĘCIA I NIEZGODY
Siedemnasty wiek, Anglia. Mieszkańcy jednego z  dworków zostają zaatakowani przez tajemniczego (oraz niewidocznego dla widzów) napastnika, i nawet są w stanie go wyeliminować - nie jest odporny na broń palną. Niestety, towarzyszy mu robot, z którym szans już nie mają...Tymczasem kolejna próba odstawienia przez Doktora Tegan do domu kończy się lądowaniem Tardis/a właśnie w siedemnastym wieku. Dziewczyna zdecydowanie nie jest zadowolona tym faktem - a nawet szlag ją trafia :) W powietrzu czuć zapach siarki, a wieśniacy są niepokojąco agresywni - bezpardonowo atakują bowiem załogę niebieskiej budki. Z pomocom naszym herosom przychodzi zbójnik, Richard Mace. Nosi on na szyi pozaziemski naszyjnik choć nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. W okolicy można też znaleźć kilka innych kosmicznych gadżetów, oraz pewną opuszczoną posiadłość...

INACZEJ
Jeśli coś mi w tej historii przeszkadza, to fakt, iż Piąty Doktor zachowuje się, bo ja wiem, buńczuczniej, niż zazwyczaj. Z drugiej strony można za to obwinić towarzyszy, którzy mają w tej historii jakoś bardzo dużo do powiedzenia, co, jak się można domyślić, powoduje kłopoty. Choć akurat zachowanie Tegan jest usprawiedliwione, a Nyssa i Adric odgrywają dużą rolę w pokonaniu złowrogich, podobnych do gadów kosmitów, i ich robota. Adric nawet nie zrobił niczego szczególnie idiotycznego, co w jego przypadku jest sporym osiągnięciem :) Co do wspomnianych wrogów, ich plan i historia to trochę sztampa, (To chcący zagarnąć dla siebie Ziemię galaktyczni uciekinierzy) ale nadrabiają sprytem. I fajnie wyglądającym robotem, przypominającym żywo postać z jakiegoś, dla odmiany, azjatyckiego science-fiction. Bardzo sympatyczny jest też Richard, z jego, nazwijmy to, bogatym życiorysem i odrobiną sceptycyzmu. Szybko oczywiście wypartego przez kontakt z rzeczami, o jakich nawet mu się nie śniło.

NO I JESZCZE TROCHĘ
Humoru może nie ma tu jakoś szczególnie wiele, ale od czasu do czasu można się uśmiechnąć, słysząc docinki Tegan, albo widząc sposób, w jaki Adricowi udaje się wreszcie z powodzeniem zakończyć materializację Tardis/a. (Bez spoilerów, za dobra scena) Za to naprawdę, ale to naprawdę mocnym punktem jest zakończenie. Nie tylko ładne, nie tylko pełne akcji i emocji, ale też...świetnie kompilujące z pewnym autentycznym wydarzeniem z historii Londynu. Prawdziwy scenariuszowy majstersztyk. Dla odmiany tego, kto podjął decyzję o trwałym (Przynajmniej aż do czasów filmu) pozbyciu się dźwiękowego śrubokrętu należałoby poszczuć batalionem Daleków.

ZWIERCIADŁO MĄDROŚCI
W kwestiach technicznych całokształt tej opowieści trudno ocenić. Świetne są plenery, oraz wszystko, co dotyczy Terileptilów...z wyjątkiem ich samych! Tak, tak. Mają fantastycznie wyglądający statek, robota dodatkowo stosującego czasem sprytne przebranie, ale sami wyglądają mocno średnio. Oczywiście, bywało czasem gorzej, ale naprawdę, można się było trochę bardziej postarać. Albo chociaż nie dawać tylu zbliżeń - większości wad nie było widać, gdy nasze czarne charaktery (A w gruncie rzeczy ten jeden, bo pozostałych widzieliśmy krótko) ukazane były z oddali.

NO I JAK?
Historia ta jest całkiem przyjemna, i strawna. No i cóż, więcej się chyba o niej powiedzieć nie da. Dla fanów Piątego Doktora jak znalazł. A i pozostali nie powinni być zawiedzeni.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                     Do bani:
- Aktywny udział towarzyszy w przygodzie                              - Doktor nieco inny, niż zazwyczaj
- Sympatyczny Richard                                                           - Wygląd Terileptilów nie powala
- Świetne zakończenie

1 komentarz:

  1. Ojej, "Inspekcja"! Żebyś ty widział, jak podskoczyłam na ten tytuł! :D Teraz, dla tych którzy nie wiedzą, kto chce polskie napisy do odcinka? ;)

    No nie, pierwsza jego przygoda, jaką obejrzałam w całości, żeby go wreszcie bliżej poznać, i teraz się dowiaduję, że był jakiś buńczycz... buńczysz... że był jakiś inny niż być powinien!
    A Richard był po prostu cudowny! On i ten taki jego specyficzny staroteatralny wdzięk zdobył mnie w całości!
    I statek faktycznie mieli świetny. Dopiero jak się dziecku XXI wieku zwróci uwagę to zauważy, że przecież to wyglądało na miarę dzisiejszych możliwości, pomimo że przecież wcale nie powinno. Bardzo ładny był. Ale w sumie jego właściciele też moim zdaniem się sprawdzili. Może za łatwo ja kupuję te dawne scenografie? Nigdy nie umiałam ich (ani tych starych ani nowych zresztą) oceniać.

    OdpowiedzUsuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)