środa, 16 października 2013

Nasiona Śmierci



THE SEEDS OF DEATH
DOKTOR: Drugi Doktor
TOWARZYSZE: Zoe Herriot, Jamie McCrimmon
WRÓG: Lodowi Wojownicy

UŁATWIENIA
Koniec dwudziestego pierwszego wieku. Transport na Ziemi zmonopolizował system teleportacji zwany T-Mat, z bazą na Księżycu. Wszystko idzie dobrze do momentu, w którym rzeczona zostaje niespodziewanie najechana przez tajemniczych najeźdźców. Tymczasem Doktor, Jamie i Zoe trafiają do małego muzeum, którego właścicielem okazuje się niejaki prof. Eldred. Jest to człowiek nieszczęśliwy - rozwój technologii teleportacyjnej spowodował zarzucenie badań nad jego życiową pasją, rakietami. Jednak gdy tajemnicza awaria Księżycowej Bazy (Związana oczywiście z agresorami) uniemożliwia dostanie się tam T-Matem, nadzorcy zwracają się o pomoc właśnie do niego. A ponieważ jego rakieta mieści dokładnie trzy osoby...Nie trzeba chyba mówić, kto ma zamiar nią polecieć? :)

ZIMNO, ZIMNO, JESZCZE ZIMNIEJ
Całość przygody ogląda się znakomicie. Akcja ma należyte, nie za szybkie i nie za wolne tempo, a fakt, iż na początku kamera znajduje się nad ramieniem jednego z Lodowych Wojowników (Toteż wtedy nie widzimy, kto to) potęguje tajemniczość. A i sam ich plan jest przedni - dość powiedzieć, że powstrzymanie go wymagało od Doktora i ferajny maksymalnego użycia wszystkich ich talentów. Trochę mi szkoda, że niejaki Fewsham, jeden z pracowników bazy kolaborujący z Wojownikami w zamian za swe życie, w końcu się „nawrócił”. Ale to było nieuniknione.

WIĘCEJ
Pozwolę sobie rozwinąć pewną myśl z poprzedniego akapitu: to, jak dużo różnych rzeczy musieli zrobić Doktor, Jamie i Zoe. Sporo, przepraszam za zwrot, babrania się w kablach to standard, ale wcale nie mniej było skradania się, czy zwyczajnego prania po łbach. (Tutaj to raczej wrogowie przodowali, ale...) A Lodowi Wojownicy byli tu sprytniejsi, niż kiedykolwiek - postanowili wykorzystać teleportację do...nie, nie do transportu armii, przynajmniej nie od razu. Do czegoś bardziej kreatywnego. Przewidzieli wszystko - oprócz niespodziewanego pojawienia się pewnego diablo sprytnego Władcy Czasu :)

PO DOBROCI
Techniczna strona tej historii to bodaj jedyna, do której mam poważniejsze zastrzeżenia. Po pierwsze: skoro wspomina się o niezbędnych kombinezonach astronautycznych, to czemu nasi bohaterowie w rakiecie ich nie mają i dostają się do wnętrza Księżycowej Bazy bez nich? No i trzeba niestety przyznać, że im wyższy stopień w hierarchii Wojowników Lodu, tym słabiej wyglądają. Na szczęście przynajmniej pewna część efektów, chociażby wszystko, co związane z rakietą, jest dobrym przykładem na powiedzenie „Geniusz tkwi w prostocie” - proste, ale naprawdę fajnie wykonane. Dobrze też, że Wojownicy syczą już tylko między zdaniami, a nie w środku - w ich poprzednim występie nie dało się przez to zrozumieć, co mówią.

LICZY SIĘ WNĘTRZE
Jako by to zgrabnie podsumować... Technicznie jest (jak na czasy produkcji) średniawo, aczkolwiek fabularnie - świetnie. Moim skromnym zdaniem to drugie jest jednak sporo ważniejsze, i dlatego polecam Wam tę historię. Dzieje się odpowiednio dużo, a i można mieć niezłą zabawę z próbą wcześniejszego odgadnięcia planu Lodowych Wojowników. Dobra rzecz.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                  Do bani:
- Doktor i ferajna doprowadzeni do granic          - Gdzie są kosmiczne kombinezony?
- Skomplikowany plan Wojowników Lodu        - Marszałek wygląda gorzej od podwładnych
- Poprawione ssssyczenie Wojowników
- Chociaż efekty rakiety dobre

6 komentarzy:

  1. "Nie mniej było skradania się, czy zwyczajnego prania po łbach. (Tutaj to raczej wrogowie przodowali, ale...) " hehee :D Fajnie, że Lodowych Wojowników było w starych seriach więcej niż w jednym odcinku, a nawet w takim stopniu, że zdążyli trochę zreformować ich sposób mówienia. Nie no, powinni się pojawić w nowych seriach osobiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden Wojownik wystąpił już w nowych seriach - Wielki Marszałek Skaldak. http://tardis.wikia.com/wiki/Skaldak

      Usuń
    2. No ale wiesz, tak konkretnie konkretnie osobiście ;) Bo tutaj się domyślam (bo oczywiście nadal nie miałam okazji z tym odcinkiem, który by to nie był), że szerokozakrojona agresywna akcja podboju naszej planety to raczej nie była.

      Usuń
    3. Aha, rozumiem.
      Istotnie, Skaldak nie chciał niczego podbijać - tylko znalazł się w złym miejscu o złej porze :)

      Usuń
    4. O, akurat w ramach świętowania rocznicy poznałam Skaldaka ("Cold war" bodajże?). Moje wypowiedzi były zdecydowanie trochę od rzeczy, ale jednak najważniejsze się w nich zachowało - chcę inwazji :D Takiej w iście dalekowym stylu, o!

      Usuń
    5. Lodowi zazwyczaj mają bardziej wyszukane metody, niż klasyczna inwazja, ale to niezgorszy pomysł.

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)