środa, 6 listopada 2013

Czarna Orchidea


Cześć. Dziś chciałbym opowiedzieć Wam o historii ważnej dla serialu z pewnego powodu: jest to bowiem ostatnia przygoda, gdzie poza Doktorem i towarzyszami nie ma niczego, co można by nazwać science-fiction.

BLACK ORCHID
DOKTOR: Piąty Doktor
TOWARZYSZE: Nyssa, Tegan Jovanka, Adric
WRÓG: George Cranleigh

ZAPROSZENIE
W angielskiej posiadłości dochodzi do bójki miedzy dwoma mężczyznami, spośród których jeden ginie. Drugi natomiast zbliża się do pokoju, w którym śpi młoda kobieta uderzająco podobna do Nyssy. Niedługo potem ów agresor jest już jednak spacyfikowany, a pilnuje go Indianin. Tymczasem Tardis materializuje się na pobliskiej stacji kolejowej, gdzie kierowca niejakiego lorda Cranleigha myli Doktora z gościem, na którego oczekuje jego pan. W ten sposób nasz Władca Czasu oraz reszta tałatajstwa zostają zaproszeni na mecz krykieta oraz bal przebierańców. W posiadłości lorda poznają też Ann Talbot - ową przypominającą Nyssę panienkę. Tymczasem związany agresor uwalnia się...

BOMBA W GÓRĘ
Jak wspomniałem, jest to historia bez wrogich kosmitów, robotów, etc. Na czym więc opiera się fabuła? Na kryminalnej intrydze związanej z rodzinną tajemnicą Cranleighów. Nie chcąc, by wydały się konsekwencje ich postępowania, przynajmniej jedna osoba z owej familii postanowi nawet wrobić pewnego przybysza (Wiecie chyba, o kim mówię? :) ) w napaść i kilka innych zbrodni. Nie dla wszystkich wydarzenia te zakończą się wesoło...

ZRÓB TO SAM
Jeśli miałbym jakieś zastrzeżenia, to nieszczególnie odpowiada mi fakt, że zarówno Doktor jak i towarzysze nie mają jakiegoś porywająco wielkiego udziału w całej akcji - albo coś dzieje się niezależnie od nich (Nyssa) albo mają możliwość tylko odpierania metaforycznych ciosów. Na szczęście w finalnym akcie tej historii nasz heros jest już w stanie zdziałać troszkę więcej. Swoją drogą momentami durnota drugoplanowych postaci powala - jak na przykład w epickiej scenie eskortowania aresztowanego Doktora. Sam nie wiem - śmiać się, czy płakać?

A JEDNAK
No dobrze, poznęcałem się, a przecież zalet też jest sporo. Intryga jest świetna, wskazówki rzucane przez członków rodziny Cranleigh nie mówią nam aż tyle, by popsuć zabawę, a finał naprawdę trzyma w napięciu. Brawa należą się również Sarze Sutton, która wcieliła się nie tylko w Nyssę, ale także w Ann, i potrafiła dobrze ukazać, że to dwie różne postaci. Wrażenie robią też doskonałe kostiumy. Przebranie arlekina odegrało nawet niebagatelną rolę. No i na koniec: może wydawać się to dziwne, ale klimatyczne w swej naturalności wydało mi się zachowanie towarzyszy Doktora podczas przyjęcia, gdy nic złego się jeszcze nie działo. Tańcząca charlestona Tegan, opychający się Adric...Takie drobnostki, a jednak czyniły sytuację wiarygodniejszą.

ZNALEZIONE ROZWIĄZANIE
Historia ta jest krótka, (dwa odcinki po dwadzieścia pięć minut), ale treściwa. Wątpię, żeby spodobała się wszystkim ze względu na to, o czym wspomniałem na początku, ale miłośnicy kryminałów z pewnością poczują się jak w domu. Może nie jest to jakiś majstersztyk, ale warto zawiesić oko.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                            Do bani:
- Dobra intryga                                                               - Mała aktywność Doktora i spółki
- Klimat                                                                         - Niektóre drugoplanowe postaci to osły
- Kostiumy
- Mocny finisz

1 komentarz:

  1. I teraz ciekawi mnie ta scena eskortowania - uwielbiam rzeczy tak złe, że aż dobre :D

    OdpowiedzUsuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)