środa, 13 listopada 2013

Planeta Daleków



PLANET OF THE DALEKS
DOKTOR: Trzeci Doktor
TOWARZYSZE: Jo Grant
WRÓG: Dalekowie

NA CZELE
Ciężko zraniony w poprzedniej przygodzie (Frontier in Space) Doktor zapada w śpiączkę, a Jo postanawia poszukać dlań pomocy wśród mieszkańców planety, na której wylądowali. Dodać należy, że rzeczony glob to w dużej mierze gęsta dżungla, pełna niebezpiecznych roślin. Oprócz nich po krótkiej przechadzce panna Grant znajduje również statek kosmiczny z martwym pilotem wewnątrz. Oczywiście część załogi przeżyła, mało tego - zgadzają się udzielić Doktorowi medycznej pomocy. Problem polega na tym, że, gdy wyruszają znaleźć tego ostatniego (który z oczywistych przyczyn pozostał na Tardisie) postanawiają, że bezpieczniej będzie dla Jo, gdy poczeka w ich pojeździe. A niedługo po ich wyjściu dziewczyna zaczyna odczuwać negatywne skutki spotkania z pewną rośliną, na którą wpadła wcześniej...

OPERACJA ROZPOCZĘTA
Jak zazwyczaj w dalekowych historiach, tytuł popsuł niespodziankę, ale o tym zjawisku było już kilka razy, więc do rzeczy. Załoga statku, o którym pisałem wcześniej to Thalowie. Jest ich kilku (A potem pojawiają się jeszcze skromne posiłki) mają bardzo ryzykowną misję, i...nie dogadują się ze sobą. Prawowity przywódca ekspedycji zginął, a dowództwo objął pokładowy lekarz - bardzo wyważony i ostrożny osobnik, co nie podoba się w szczególności jednemu z młodzików. Dowódcy nie ułatwia też sprawy tożsamość jednej z osób będących wspominanym wsparciem. Dlaczego? To już pozostawię w tajemnicy. Wracając do misji dotyczy ona oczywiście zniszczenia lokalnej bazy Daleków, którzy to znaleźli gatunek stworzeń potrafiących uczynić się niewidzialnymi. Puszki ze Skaro też tak chcą :) Jak widzicie, napięcie jest niezłe. I dobrze, bo, gdy w pewnym momencie, gdzieś przy połowie historii, akcja spowalnia, robi się straaasznie nudno. Dobrze, że na bardzo krótko. Tak czy siak skomplikowane relacje grupy Thalów to jedna z największych zalet tej przygody. Drugim jest sensowne, pacyfistyczne przesłanie całości, które naprawdę uwielbiam :)

DIOPTRIA I INNE
W tej historii niestety jest trochę łatwiej, niż zazwyczaj, wyprowadzić Daleków w pole. Jeden tylko raz rozpoznają przebranego Doktora po obuwiu (To nie żart) ale na ogół większość postaci robi ich w trąbę, jak chce. Wadą też jest to, jak szybko i bez wyjaśnienia Doktor dochodzi do siebie po wspomnianym na początku zranieniu. Dla kontrastu z tymi uchybieniami jednak, nasz heros robi to, co lubimy najbardziej, czyli improwizuje. Cały czas. I to jest świetne. Wtóruje mu Jo, daleka od wizerunku damy w opałach, aktywna i mająca spory udział w ostatecznym zwycięstwie. No, prawie zwycięstwie, jak pozwala stwierdzić komentarz Naczelnego Daleka na koniec.

ARCHITEKTURA
W sprawach technicznych jest nieźle. Plenery i efekty, które widzimy przez dużą część tej przygody są świetne, ale tych pojawiających się na ledwie kilka scen, (Np. oczy zwierząt widoczne w środku nocy w dżungli) zrobiono na odwal się. Cóż, dobrze, że nie odwrotnie. Ciekawym pomysłem było wymyślenie niewidzialnej rasy podbitej przez Daleków. Rasy ubierającej się w grube futra z powodu zimna. (I dlatego owych niewidzialnych da się zobaczyć :) )  Niestety, gdy jeden z nich umiera, jego twarz okazuje się być jednym z tych niedopracowanych detali.

DETALICZNIE CHODZI O TO, BY...
Moje wnioski po seansie? Krótko: historia ta mogła być świetna, zabrakło w niej jednak doszlifowania drobnostek, zarówno technicznych, jak i scenariuszowych. Dlatego jest „tylko” dobra. I to na tyle.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                           Do bani:
- Wartka akcja                                                                               - Drobnostki scenariuszowe
- Improwizacje Doktora i genialna Jo                                              - Małe, techniczne niedoróbki
- Skomplikowane relacje Thalów
- Pacyfistyczny morał

1 komentarz:

  1. Dziwny był jakoś początek bez paru zdań twojego wstępu - naprawdę, aż się zdziwiłam :o
    Ale sama recenzja całkiem sympatyczna :) Rozwalił mnie oczywiście zwrot "Puszki ze Skaro" (a nawet całe tamto zdanie) oraz, nie wiedzieć czemu, "Cóż, dobrze, że nie odwrotnie."
    Ciekawi mnie, dlaczego tak zawalili ogarnięcie Daleków - czyżby niektórzy brali je tylko za naszpikowane bronią roboty, które porażają bardziej swoją legendą niż faktycznym niebezpieczeństwem?

    Tak czy siak kolejna rzecz do zapamiętania w razie okazyjnego ściągania, lubię jak Doctor improwizuje, a i Jo już zdążyłam polubić :)

    OdpowiedzUsuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)