środa, 25 grudnia 2013

Delta i Bannermani

Witam Was świątecznie, i ślę najlepsze życzenia. Nie przedłużając, zapraszam do lektury dzisiejszej recenzji!

DELTA AND THE BANNERMEN
DOKTOR: Siódmy Doktor
TOWARZYSZE: Melanie Bush
WRÓG: Keillor, Bannermani

KOLEJE LOSU
Historia ta zaczyna się na planecie Chumeria, gdzie toczy się zażarta bitwa pomiędzy przedstawicielami rasy Chimeronów, a gangiem bandytów zwanych Bannermanami.  Ci pierwsi zostają pokonani, ale dwojgu z nich, mężczyźnie i kobiecie, udaje się dostać na wrogi statek, wbrew pozorom jednak nie całkiem opuszczony. Mężczyzna ginie, ale udaje mu się uratować swoją nadmienioną przyjaciółkę (o imieniu Delta) i przekazać jej tajemniczy obiekt... Tymczasem Tardis materializuje się w ponuro wyglądającym porcie opłat G715. Choć zarówno Doktor jak i Melanie podejrzewają kłopoty, okazuje się, że są dziesięciomiliardowymi klientami. W związku z czym lokalny nadzorca (wyglądający jak skrzyżowanie Nostalgia Critica z Bohdanem Łazuką) ma dla nich nagrodę od kosmicznej korporacji transportowej Nostalgia Tours: tydzień w ziemskim Disneylandzie w roku 1959. Melanie wraz z innymi uczestnikami wycieczki udaje się do latającego busa i umawia się z Doktorem, że ów doleci na miejsce Tardisem. Nie wiedzą, że wśród pasażerów znajduje się ukrywająca się Delta...

ZGODA NA START
Przyznam, że to dość oryginalna przygoda. W ostatniej chwili zmieniono w niej bardzo dużo, co nie jest odosobnionym przypadkiem, ale tym razem nie było to przyczyną jakiegokolwiek spadku jakości. A co takiego zmieniono? Cóż, przyjrzyjcie się drugoplanowej postaci zwanej Ray - nie przypomina Wam kogoś wprowadzonego w późniejszych historiach? :)  Przechodząc jednak do istotniejszych kwestii, świetności  tej opowieści dodaje solidna ilość doskonałej muzyki stylizowanej głównie na lata pięćdziesiąte dwudziestego wieku (w których dzieje się znakomita większość akcji)  Dodatkowo nieco lekkiego humoru dodaje para agentów CIA, którzy gdzieś się tam plączą. Powiedziałbym, że są zbędni, ale jakoś nie potrafię :)  Oczywiście jak na przygodę Siódmego Doktora przystało, momentami jest trochę mroczno, a nasz heros, choć jeszcze w stu procentach nie rozwinął swoich zdolności intryganckich, już troszkę ich demonstruje.

UMYSŁY
O Doktorze nieco już było, a co z Melanie? Oczywiście wrzeszczała, jak to ona, a poza tym miała swój udział w akcji i pokazała charakter. Jej obecność można śmiało dołączyć do zalet tej historii. Te drugoplanowe postaci, o których jeszcze nie wspomniałem też się sprawdziły: Bannermani to egoistyczni brutale a ścigana przez nich Delta zachowuje się dość wiarygodnie w roli, za przeproszeniem, zwierzyny łownej. Także postacie ludzkie, jak Billy i Ray, są zarysowane nieźle, choć ten pierwszy jest zdecydowanie zbytnim ryzykantem.

DZIEGĆ
Mam w zasadzie jedno co poważniejsze zastrzeżenie:  zbyt dużo jest zbiegów okoliczności. Doktor i Melanie zupełnym przypadkiem trafiają akurat w miejsce, gdzie wygrywają lot na Ziemię. Gdy dochodzi do, nazwijmy to, wypadku, pojazd z dziewczyną na pokładzie ląduje w innym miejscu planety, niż miał ale akurat tam, gdzie oczekuje się na mających przybyć gości. Nieco tego za wiele.

ELEMENTY SKŁADOWE
Tu mam kłopot: jak tu opowiedzieć o efektach, żeby nie zdradzić ważnego twista fabularnego? Powiedzmy tak: jest dobrze. Kosmos wygląda przyzwoicie, eksplozje wiarygodnie, a jedyne, do czego można się przyczepić, to wygląd jednej z obcych ras w stadium niemowlęcym - kiepsko taki osesek wygląda :)

WSZYSTKO RAZEM
Jest to naprawdę bardzo fajna historia. Warta polecenia, choć trochę specyficzna - ale czyż nie o to chodzi? :)

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                        Do bani:
- Doktor i Melanie                                                                      - Wygląd małego ufoka
- Klimatyczna muzyka                                                               - Za dużo zbiegów okoliczności
- Dobrze zarysowane postaci
- Niezła strona techniczna
- Wartka akcja

środa, 18 grudnia 2013

Słuchowisko: Pingwin maltański


Witajcie. Dzisiaj ponownie recenzja słuchowiska. Jak możecie zgadnąć po tytule, dość nietypowego także z tego powodu, że jego głównym bohaterem wcale nie jest Doktor.

THE MALTESE PENGUIN
GŁÓWNY BOHATER: Frobisher
WRÓG: Josiah W. Dogbolter
WYSTĘPUJE TAKŻE: Szósty Doktor


ZAWODOWIEC
W kilka tygodni po rozstaniu z Doktorem Frobisher ponownie próbuje zarabiać na życie jako prywatny detektyw. Nie ma za wielu zleceń, ale stara się tym nie przejmować i czeka na lepszy okres. Władca Czasu proponuje mu powrót do wspólnych przygód, ale zmiennokształtny odmawia - chciałby zdziałać coś sam, nie tylko być pomocnikiem. Niespodziewanie otrzymuje taką szansę, gdy w jego biurze pojawia się Alicia Mullholland - piękna kobieta potrzebująca pomocy detektywa. Ma bowiem podejrzenia, że jej narzeczony, Arthur Gringax, prowadzi podwójne życie. Przybierając postać Doktora, nasz pingwin udaje się do miejsca, gdzie rzeczony gagatek przebywa, ale znajduje tam tylko...krew! W dużej ilości. A jego samego znajdują policjanci...

WEJŚCIE W KLIMAT
Jeśli kojarzycie, czym jest film noir, z pewnością już dostrzegliście, że „Pingwin maltański” to jego parodia. (Nawet tytuł to nawiązanie do powieści detektywistycznej i jednego z takowych filmów) Jest detektyw wrabiany w zbrodnię? Jest. (Co z tego, że zmiennokształtny i najczęściej działający w postaci pingwina?) Jest femme fatale? Jest. Jest mafioso? Jest. (Co z tego, że to pół-człowiek pół-żaba?) Początkowego rozwoju akcji można się łatwo domyślić, ale potem jest już znacznie lepiej. Napięcie jest odpowiednio stopniowane i dopiero pod koniec dowiadujemy się, o co toczy się gra. Podobnie, jak postacie. Swoją drogą końcówka tej historii to plejada zaskoczeń - przynajmniej dwie rzeczy sprawiły, że otworzyłem usta ze zdziwienia. Jakie? Oczywiście nie spoileruję :)

TROSZKĘ TEGO I OWEGO
Może fabularnie wydarzenia z komiksów, w których występował Frobisher średnio się zgadzają z tymi z „Pingwina maltańskiego” ale z mojego punktu widzenia to nie problem - to jest niekanoniczne i to :) Przechodząc jednak do postaci, nasz pingwini detektyw jest napisany w fajny sposób: ma sporo wad, trochę pecha ale nie sposób go nie lubić. Te kilka momentów zawierających z kolei Doktora fajnie ilustrują jego niechęć do samotności, oraz przyznania tego. A Alicia to typowa femme fatale, przynajmniej pozornie. Dla kontrastu Dogbolter jest przesiąkniętym chciwością łotrem mniejszego kalibru, niż się uważa. Mimo bogactwa.

WOKAL
W kwestii technicznej, czyli głosowej (wszak to słuchowisko) jest dobrze. Aktorów podkładających głosy dobrano umiejętnie - Frobisher w naturalnej formie brzmi naprawdę fajnie, szczególnie, gdy pełni rolę narratora. Z kolei gdy nasz detektyw przybiera postać Doktora, siłą rzeczy przemawia głosem Colina Bakera - który to umiejętnie wplótł w te kwestie niewielkie zmiany tonu i akcentu dzięki czemu świetnie czuć różnicę miedzy postaciami. Może aktor podkładający głos za Dogboltera momentami za bardzo się wczuwa, ale na ogół on też robi dobrą robotę. Nieszczególnie za to podobał mi się dziwaczny odgłos towarzyszący metamorfozom Frobishera - brzmi, jakby się coś rozrywało.

GDZIEŚ W BOCZNEJ NAWIE
Mamy do czynienia z bardzo sympatycznym, ale krótkim słuchowiskiem. Umiejętnie parodiującym ponure klimaty noir, z groteskowym łotrem, i nie mniej groteskowym, ale sympatycznym bohaterem. Jeśli nie odstraszy Was przygoda z minimalną ilością Doktora, polecam.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                          Do bani:
- Sympatyczny Frobisher                                                             - Strasznie to krótkie!
- Parodia noir jak się patrzy                                                         - Odgłos przemiany Frobishera
- Zaskakujące ostatnie minuty
- Dobrze dobrane głosy

środa, 11 grudnia 2013

Krotoni




THE KROTONS
DOKTOR: Drugi Doktor
TOWARZYSZE: Zoe Herriot, Jamie McCrimmon
WRÓG: Krotoni

NAGRODA
Na planecie zamieszkanej przez rasę Gondów odbywa się ceremonia. Dwoje najmądrzejszych uczniów zostaje wybranych do roli towarzyszy tajemniczych Krotonów - przebywających w ukryciu tajemniczych władców globu. Wkrótce na miejscu pojawiają się też Doktor, Zoe i Jamie. Mimo, że okolica jest podejrzanie przesycona odorem siarki, nasz heros nie daje się namówić na wyniesienie się w cholerę i ordynuje planetoznawczą wycieczkę. Wkrótce cała trójka napotyka na dziwną, według Władcy Czasu mechaniczna, strukturę, którą powoli opuszcza jeden z wyżej opisanych „wybranych”. Zostaje on błyskawicznie zagazowany środkiem, po którym nie zostaje z niego w zasadzie nic. Szybkie wkroczenie naszych bohaterów do miasta Gondów pozwala im podjąć próbę uratowania drugiej „wybranej”, ale...

KONCENTRAT
Z ta przygodą mam następujący problem: o ile ciekawił mnie dalszy rozwój akcji, losy Doktora i tak dalej, o tyle tajemnica tego, czym/kim są Krotoni zwyczajnie mnie nudziła. Nie została ona, niestety,  przeprowadzona w ciekawy sposób. Problemem też jest, że rzeczeni przez długi czas zachowują się jakby nie myśleli, tylko działali według określonego programu (co ma pewien sens) by pod sam koniec nagle przejść do, może niezbyt wyszukanej, ale jednak wymagającej „zwykłego” rozumowania intrygi. Ostatnia juz z wad sprowadza się do tego, że Krotoni potrafili rozpylić niszczący gaz w pomieszczeniu pełnym ludzi a zginął tylko jeden - ten, którego śmierci nasze czarne charaktery pragnęły. Brak mi na to słów.

NIE WSZYSTEK…
Dobra, starczy znęcania się. Są też i dobre strony. Doktor poza standardowym uratowaniem sytuacji przy użyciu swojego geniuszu potrafił też nawrzeszczeć na Zoe, która niepotrzebnie wpakowała się w dodatkowe tarapaty. Ta ostatnia nadal była odrobinę zadufana („Doktor jest prawie tak mądry, jak ja!”) ale nie utrudniała sytuacji i to się liczy. Podobnie zresztą z Jamiem. Niezłym pomysłem było też wprowadzenie konfliktu między Gondami - część pod wodzą starszego przywódcy nie chce na razie atakować Krotonów, krytycznie oceniając swoje szanse. Inni, słuchający nadpobudliwego młodzika, żądają ofensywy tu i teraz. Z rzeczonym młodzikiem związany jest też ciekawy zwrot akcji pod sam koniec.

ŚLICZNOŚCI
Pod względem technicznym wszystko wygląda nieźle…za wyjątkiem Krotonów! Może nie brzmi to optymistycznie, skoro są oni głównymi „złymi” przygody, ale twórcy też chyba zdali sobie sprawę, że aparycja tych kosmitów pozostawia trochę do życzenia. W związku z tym znakomitą większość ujęć z nimi wykonano tak, aby nie było widać co bardziej rażących szczegółów. W pewnych scenach z przyczyn fabularnych nie jest to możliwe, ale i tak technikalia oceniam na plus.

OCZYWISTA OCZYWISTOŚĆ
Nie sądzę, żebyście byli zaskoczeni moim dzisiejszym werdyktem. „The Krotons” to najbardziej średni spośród średniaków. Z trochę skopanymi ważnymi aspektami, za to z tymi mniej istotnymi wybitnie na plus.

POKRÓTCE CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                               Do bani:
- Doktor i towarzysze                                                                        - Nudna zagadka
- Strona techniczna (na ogół...)                                                          - Gaz zabija jedną osobę?
- Dwie frakcje Gondów                                                                      - Krotoni raz myślą, raz nie

środa, 4 grudnia 2013

Kosmiczne Muzeum



THE SPACE MUSEUM
DOKTOR: Pierwszy Doktor
TOWARZYSZE: Barbara Wright, Ian Chesterton, Vicki Pallister
WRÓG: Morokowie

CHAOS I ZAMĘT
Nowa wyprawa załogi niebieskiej budki zaczyna się od kilku, bardziej nawet, niż zwykle dziwacznych zjawisk. Choć Doktor i reszta jeszcze nie zmienili ciuchów typowych dla trzynastego wieku (w którym byli poprzednio) nagle orientują się, że są ubrani zwyczajnie. Szklanka wody, która upuściła Vicki niespodziewanie materializuje się w jej dłoni w całości, wraz z zawartością. Wyjście na zewnątrz, celem zbadania obiektu będącego według Władcy Czasu kosmicznym muzeum, też owocuje zagadką: planeta pokryta jest pyłem, ale...nasi bohaterowie nie zostawiają w nim śladów! No i czemu dwaj mężczyźni opuszczający wspomniany tajemniczy budynek nie widzą Doktora i reszty?

W GÓRĘ I W DÓŁ
Wszystkie wyżej opisane dziwaczności sprowadzają się do jednej z pierwszych (Choć nie pierwszej!) prób nadpisania czasu w historii serialu - tym razem z takiej przyczyny, iż poprzez, nazwijmy to, wymiarową pomyłkę nasi herosi poznają swoją, nie za dobrą przyszłość. I usilnie próbują jej zapobiec. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie fakt, że nieco później głównym wątkiem staje się wątek buntowników z owej, jak się okazuje, podbitej planety o nazwie Xeros. Teoretycznie Doktor i reszta pomagają im właśnie w celu nadpisania czasu, ale to w zasadzie przestaje mieć znaczenie. Próbuje się to maskować licznymi wypowiedziami na ten temat, ale bezskutecznie. Nie zrozumcie mnie źle - całość jest naprawdę wciągająca i pełna akcji, ale początek nastawiał nas na coś więcej, niż dobra, ale niezbyt oryginalna jak na DW przygoda. To spora wada, ale na dobrą sprawę jedna z nielicznych.

A CO NA TO...
Całkiem wiarygodnie przedstawiono towarzyszy Doktora - zarówno Ian, Vicki jak i Barbara prezentują cały wachlarz emocji w zależności od sytuacji: dbają o siebie, kłócą się, czasami nachodzą ich czarne myśli... Vicki jest może ciut za cwana, ale tylko ciut. Nie na tyle, by uznać to za wadę. Ian natomiast pięknie pierze przeciwników po gębach, w przeciwieństwie do Doktora na oczach widzów, nie poza nimi :) A przechodząc do naszego herosa to mimo, że nie miał jakoś strasznie dużo czasu antenowego (przynajmniej jak na tytułowego bohatera) parę razy wykazał się sprytem. W sumie większość, za przeproszeniem, roboty, odwalili towarzysze, ale liczy się efekt :) Postaci drugoplanowe są, niestety, słabo rozbudowane i różnią się na dobra sprawę tylko imionami. Jako ciekawostkę dodam, że jest jedna szczególnie zabawna scena: gdy Doktor ukrywa się w...no, powiedzmy, że czymś należącym do jego regularnych oponentów :)

KONSTRUKCJA DESTRUKCJA
Jeszcze sprawy natury technicznej: jest tak, jak osobiście lubię. Nie wysilając się zanadto stworzono fajne efekty. Chociażby wszelakie anomalie czasowe ukazuj ą się nam poprzez zatrzymanie na moment obrazu. Może nie brzmi to powalająco, ale w praktyce się sprawdza. Podobnie jak strzały z broni laserowej - wyglądają mniej groteskowo, niż w części późniejszych przygód. Otoczenie jest jednolite, ale niezbyt monotonne. Słowem: jest dobrze.

WERDYKT
Polecam tę historię. Okazuje się być nie aż tak świetna, jak to wygląda na początku, ale i tak można ją spokojnie zaliczyć do bardzo dobrych.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                             Do bani:
- Ciekawe czasowe zagadki                                               - Małe znaczenie nadpisywania czasu
- Towarzysze z realnymi emocjami                                      - Słabe postaci drugoplanowe
- Strona techniczna
- Dużo akcji