sobota, 20 grudnia 2014

Wojna domowa Daleków: Wspomnienia

Niniejszą historię recenzuję na prośbę Bartka, który napisał do mnie na ask.fm.

REMEMBRANCE OF THE DALEKS
DOKTOR: Siódmy Doktor
TOWARZYSZE: Ace
WRÓG: Davros, Dalekowie

POCZĄTKI I KOŃCE
Historia ta zaczyna się, gdy Doktor i Ace przybywają do Londynu anno domini 1963 celem rozwiązania pewnej sprawy z przeszłości Władcy Czasu. Muszą się spieszyć, gdyż ową kwestią interesują się także Dalekowie, a nawet dwie ich grupy - trwa bowiem wojna domowa między imperialnymi a zbuntowanymi puszkami ze Skaro. Dodatkowo w konflikt mieszają się także ziemskie siły zbrojne pod dowództwem nieco zbyt pewnego siebie kapitana Gilmore'a. Skomplikowane? A co ma powiedzieć biedna Ace, gdy Doktor za przeproszeniem mota jeszcze bardziej, wciągając wszystko i wszystkich w swoja grę? W tle pojawia się także upiorna dziewczynka nucącą piosenkę o naszym herosie...

WIELE SPRAW
Historia ta zawiera wiele akcentów zarówno z przeszłości, jak i odnoszących się do przyszłości serialu. Nasi bohaterowie odwiedzają złomowisko, na którym stał Tardis w pierwszym odcinku a akcja dzieje się w dniu, w którym w realnym świecie nastąpiła premiera DW. (Jest nawet żarcik z tym związany!) Co do aspektów związanych z przyszłością, w tejże historii Siódmy Doktor po raz pierwszy ukazuje pełnię swej machiawelicznej, manipulatorskiej natury, mamy też pierwsze aspekty planu Cartmela. No i to ostatnia w seriach klasycznych dalekowa historia.

STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ
Dalekowie są w tejże historii świetni. Groźni, agresywni, opętani swoim celem... Możemy także podziwiać dwa najnowsze wytwory dalekowskiej ewolucji: model latający, który, ku zaskoczeniu Doktora nic sobie nie robi ze schodów, oraz ciężkozbrojnego Daleka Broń Specjalną.  Niezgorszy jest także Davros, choć Władca Czasu trochę zbyt łatwo go wkręca w swój plan. Dyktator ze Skaro ma w tej historii także nową, przerażającą i zaskakującą formę.

ASPEKTY
Mówiąc otwarcie, Ace jest w tej historii niesamowita. Która inna towarzyszka sprałaby Daleka za pomocą odpowiednio "dopakowanego" bejsbola? :) Oczywiście, momentami trzeba dziewuszkę uratować, bo w coś się wpakuje, ale czyż nie można jej tego wybaczyć? Ma dopiero, jak sama mówi, szesna...osiemnaście lat :) Postaci drugoplanowe są odrobinę schematyczne, ale także dają radę. Bardzo przypadł mi do gustu niewidomy ksiądz, powiernik jednej z Doktorowych tajemnic, który mimo wspomnianego kalectwa zawsze jakoś wie, że ma do czynienia z właściwym osobnikiem. A sam Doktor? Wymiata swoimi świeżo odkrytymi umiejętnościami do wciągania kogo zechce w zawiłe sieci swych intryg. Kiedy trzeba sprowokuje, kiedy trzeba obrazi a innym razem uda słabość. W tym kontekście troche dziwne, że w rozmowie z Ace "wymyka" mu sie ważna wskazówka do tajemnicy własnej przeszłości, ale gdyby plan Cartmela został dokończony, z pewnością otrzymalibyśmy wyjaśnienie.

PODSUMOWANIE
Nie ma sensu robić wyliczenia w słupkach, mamy tu jedną z historii bez wad. Obowiązkową dla każdego Whovianina, znakomitą. Będącą też swoistym wypośrodkowaniem między innymi historiami o wojnie domowej Daleków: nie tak psychodelicznej jak "Objawienie Daleków" ani nie aż tak uderzająca w klimaty hard-sf jak ich "Odrodzenie". Gorąco polecam.


wtorek, 16 grudnia 2014

Aranż z Sontaranami

Dzisiejszą reckę publikuję na prośbę Artura, który to na ask.fm zaordynował opisanie czegoś, czego jeszcze tu nie było, np. mini-odcinka. Proszę uprzejmie, mój szanowny :)



A FIX WITH SONTARANS
DOKTOR: Szósty Doktor
TOWARZYSZE: Tegan Jovanka
WRÓG: Sontaranin Nathan i Sontaranin Turner

CIĘŻKI DZIEŃ
Podczas rozpaczliwej próby zrobienia czegoś z Sontaranami zbliżającymi się do pokoju sterowniczego Tardisa z bombą, Doktor przypadkowo sprowadza na pokład niebieskiej budki swoją dawną towarzyszkę, Tegan. Będzie miała swój udział w pokonaniu potworów, ale to nie ona odegra główną rolę w nadchodzących wydarzeniach, Zrobi to bowiem...mały chłopiec!

SKĄD
Ten dziesięciominutowy odcinek powstał dla programu "Jim'll fix it", w którym to prowadzący spełniał dziecięce życzenia zawarte w przysyłanych doń listach. Jeden z małoletnich widzów poprosił o spotkanie z Colinem Bakerem jako Doktorem oraz wejście do Tardis i...jego marzenie się spełniło! Niejaki Gareth Jenkins wziął udział w tejże historii grając samego siebie - małego fana Doktora, ubranego tak, jak on i dzięki wnikliwemu oglądaniu serialu mistrzowsko znającego tajniki obsługi niebieskiej budki. Jak już widzicie, przygoda ta nieszczególnie przejmuje się czwarta ścianą, co powoduje trochę zamieszania na stopie logiki i spójności, ale chrzanić to :) Czemu jestem taki łaskawy? Przeczytacie poniżej.

DUŻO, WIĘCEJ, JESZCZE WIĘCEJ
Pod względem humorystycznym jest to prawdziwa perła. Nie mogło zresztą być inaczej, skoro w jednym miejscu spotkali się sympatyczna maruda (Tegan) i nie mniej sympatyczny gburek (Szósty). Każde ich słowo, każda mina czy gest w kierunku tego drugiego zawiera jakiś przytyk. Poza tym są jeszcze takie drobiazgi, jak imiona Sontaran. Spójrzcie na stopkę, do linijki "Wróg". Kojarzą się Wam z kimś te imiona? :)

DROBNE UCHYBIENIE
Efekt śmierci Sontaran wygląda tragicznie nawet, jak na czasy produkcji, aczkolwiek nie wiem, czy to wada -  potężne zbliżenie w tejże scenie pozwala sądzić, iż pokazano to w taki sposób celowo, niejako nawiązując na przykład do "Eksperymentu Sontaran" z Czwartym Doktorem - podobna scena. Trudno mi powiedzieć, jakie były motywacje twórców, niemniej ufam, że chcieli dobrze :)

FINITO
No i cóż, odcinek ten trwał niecałe dziesięć minut, więc nieszczególnie jest dalej o czym mówić. Krótkie, zabawne, pokręcone, mające w głębokim poważaniu czwartą ścianę... Grzechem byłoby nie obejrzeć, dlatego załączam linkacza: Klikać tu i oglądać! :)


sobota, 15 listopada 2014

Słuchowisko: Scherzo

Niniejszej recenzji dokonuję na prośbę Marty, która napisała do mnie na Ask.fm.


SCHERZO
DOKTOR: Ósmy Doktor
TOWARZYSZE: Charley Pollard
WRÓG: Dźwiękowe stworzenie

NIESPODZIANKA
Wiecie, zawsze, gdy trafiam w produkcjach z DW na coś wyjątkowo dziwnego jestem pewien, że nic bardziej pokręconego już nie odkryję. I zawsze się mylę. Tak było oczywiście i tym razem. Historię tę otwiera monolog opowiadający o młodym królu, który świeżo po objęciu tronu zapragnął mieć iście boską władzę: psy miały dla niego miauczeć, ryby - fruwać, itp. I to wszystko się ziszczało! Tymczasem na Tardis dzieje się coś złego: Doktor ma zaniki pamięci (jakżeby inaczej...) a kolejne pomieszczenia statku pochłania dziwna ciemność...Wkrótce on i Charley przenoszą się do dziwnego świata, w którym nie ma absolutnie nic, a ich zmysły działają inaczej, niż powinny...

ZADANIE
Zacznijmy od postaci. Doktor, niestety, nie jest taki, jak powinien. Niesympatyczny, oschły, obwiniający biedną Charley o to, że chciała mu pomóc i wpakowała się w tarapaty razem z nim... Gdyby to jeszcze miało jakieś porządne uzasadnienie...Dla kontrastu panna Pollard nie cierpi na zmianę osobowości: to dokładnie ta sama, odważna, ale nie szalejąca (za bardzo...) dziewuszka co zawsze. Momentami zjada ją strach, ale stara się nie poddawać i nawet zaczyna akceptować los, który ją z Doktorem spotkał. I to w zasadzie wszystko, gdyż poza ta dwójką i wrogiem, dźwiękowym stworzeniem (O którym nic więcej nie napiszę, bo byłby to spoiler) żadnych postaci w tejże opowieści nie ma!

WADY
Poza okresową schizofrenią Doktora, jest to oryginalna i wciągająca opowieść, która nie ustrzegła się jednak niestety jeszcze jednej poważnej wady. Cóż to jest? Przydługa i absolutnie nic niewnosząca do fabuły scena, w której to Doktor i Chalrey wyznają sobie miłość, a zaraz potem zaczyna się zaprzeczanie, zmienianie zdania, pretensje i mnóstwo innego, zbędnego kitu. Autorzy za tenże fragment powinni spieprzyć na Skaro tuż przed wybuchem spowodowanym przez Siódmego Doktora.

ZARYS TUDZIEŻ OBRYS
Jak już wspomniałem, w całym słuchowisku występują trzy postaci, z czego jedna korzysta głównie z cudzych głosów, toteż wiele o stronie technicznej do powiedzenia nie ma. Zarówno Paul McGann jak i India Fisher wywiązali się ze swojego zadania znakomicie. W głosach ich postaci czuć świetnie oddane emocje i...to w zasadzie tyle w tej kwestii. Pozostałe dźwiękowe efekty trwają przez bardzo krótkie momenty, aczkolwiek zrealizowano je także poprawnie.

WYROK
Czy mogę polecić to słuchowisko? Zależy. Nie jest to typowa przygoda Doktora, raczej coś w stylu "The Edge of Destruction". Rzecz dobra (nie licząc schizofrenii Doktora i durnego, melodramatycznego fragmentu) ale zwyczajnie nie dla każdego. Miłośnikom bardziej nastawionej na akcję historii może się ona nie spodobać, natomiast lubiący sobie pofilozofować i lubiący mistycyzm znajdą w niej coś dla siebie.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                         Do bani:
- Klimat                                                                                        - Doktor jak nie Doktor
- Głosy, w których czuć emocje                                                   - Melodramatyczna wstawka

piątek, 14 listopada 2014

Szpony Axosa

Niniejszą historię recenzuję na prośbę Bessie, która napisała do mnie na Ask.fm.

THE CLAWS OF AXOS
DOKTOR: Trzeci Doktor
TOWARZYSZE: Jo Grant
WRÓG: Axosi, Mistrz

GOŚCIE, GOŚCIE
Nadchodzi gorący dzień dla UNITu. Na orbicie Ziemi pojawia się tajemniczy statek kosmiczny a jednocześnie naszych wojaków odwiedzają kontroler z Ministerstwa Obrony oraz oficer mający zająć się zagrożeniem ze strony Mistrza. Podczas, gdy Doktor staje do słownej utarczki z nadętym inspektorem, wspomniany statek kosmiczny ląduje w pobliżu potężnej elektrowni. Przybyli nim złotoskórzy kosmici nazywający siebie Axosami ze względu na brak paliwa chcą zaoferować Ziemianom barter: potrzebna im energia w zamian za axonit, inteligentny minerał potrafiący replikować inne substancje. Urzędasy są bardzo zainteresowane taka wymiana, aczkolwiek nie wiedzą, że żołnierze UNITu właśnie natknęli się w pobliżu axońskiego statku na martwe ciało, a przed Jo Grant, która wchodzi na rzeczony statek w poszukiwaniu zaginionego oficera, pojawia się...dziwny potwór!

KTO
Zacznijmy od postaci. Każda z nich jest bardzo wyrazista i niepozbawiona wad: Mistrz, choć jest bardzo sprytny i pomaga w pokonaniu Axosów początkowo jest ich więźniem a potem musi współpracować z Doktorem i Brygadierem co nie znaczy, że jednocześnie nie knuje czegoś przeciwko nim. Jo jest trochę bardziej lekkomyślna, niż zwykle, ale jej pomoc w całej akcji jest nieoceniona a Doktor...Doktor od początku wie, że z Axosami coś nie gra, ale nie od razu może coś zrobić ze względu na wspomnianego kontrolera - typowego biurokratę-bałwana. Ten ostatni akurat jest kapkę zbyt sztampowy, jak na mój gust.

OCZYWISTA OCZYWISTOŚĆ
Wadą tejże historii jest fragmentaryczna przewidywalność. Każdy chyba wpadnie na to, że Axosi to wcale nie tak dobrzy jegomoście, na jakich pozują. Do pewnego momentu akcję jak też i dość wtórne triki stworów można spokojnie przewidzieć, ale potem...Potem następuje pewien zwrot związany z wspomnianymi kosmitami, może nie przesadnie ważny fabularnie, ale sprawiający, że Axosi zapadają w pamięć. Już nie tylko jako sztampowi "źli przybysze z gwiazd", ale jako...Dobra, bez spoilerów. To, czym naprawdę są, po prostu trzeba zobaczyć.

PROJEKT
Technicznie nie mogę powiedzieć, by było źle. Forma, w jakiej początkowo pojawiają się Axosi nie należy do jakichś super-świetnych, ale i nie budzi zażenowania. Ich, nazwijmy to, prawdziwa forma to z kolei majstersztyk horroru i celowego obrzydlistwa. Do tego dochodzą niezłe efekty futurystycznych gadżetów i eksplozje. Dobrze jest.

OCENA KOŃCOWA
Jest to dobra i solidna historia, mająca wszystko, co było najlepsze w "Latach UNITu": fajnych (Choc początkowo nie za oryginalnych) kosmitów, sprytnego Mistrza, którego plan troszkę wymyka się spod kontroli, pomysłowego Doktora i znienawidzoną przez niego biurokratyczną politykę, odważnego Brygadiera, uroczą Jo... Jeśli czegoś brakuje, to może większej ilości humoru, ale i tego odrobinę mamy. Polecam.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                      Do bani:
- Postaci                                                   - Początkowo jest przewidywalnie                                
- Prawdziwa postać wrogów
- Efekty

poniedziałek, 3 listopada 2014

Książka: Żniwa Czasu

Niniejszej recenzji dokonuję na prośbę anonimowej użytkowniczki, która napisała do mnie na ask.fm.


HARVEST OF TIME
DOKTOR: Trzeci Doktor
TOWARZYSZE: Jo Grant
WRÓG: Mistrz, Sildzi

NA MORZU
W recenzji pomoże mi jak zawsze niezawodny Kabanos.
Strzałeczka, Internety. Pozwolę sobie zacząć. Prolog przedstawia nam dziwaczną rasę futrzanych kosmitów i ich królową. (Co dziwne z innego gatunku) Ochotnicy biorą udział w eksperymencie z obcą maszynerią, ale coś, w mordę jeża, nie wypala.
Tymczasem Doktor i Jo przybywają na platformę wiertniczą, której jeden z pracowników był świadkiem dziwnego zjawiska. Doktor zresztą odczuł je i doszedł do wniosku, iż mają związek z podróżami w czasie. Tymczasem pewien rybak znajduje tajemnicze urządzenie, które okazuje się...żyć!

RZUTEM NA TAŚMĘ
Jest jeszcze wiele nie mniej świetnych aspektów i wątków, o których warto wspomnieć, zwłaszcza te związane z Mistrzem. Personel UNITu zaczyna tracić wspomnienia na jego temat, jednocześnie dowiadujemy się, że jest wykorzystywany przez rząd do budowy broni, a upiorni Slidzi też go do czegoś potrzebują.
W każdym możliwym wcieleniu!

ONI, ONE
Co jak co, ale postaci wyszły autorowi klawo. Doktor i Mistrz są wypisz-wymaluj jak w serialu: staruch jest nieco niecierpliwy i łatwo się wkurza a jego wróg to bezwzględne i sprytne indywiduum.
Można tylko narzekać na niewielki udział Jo Grant, ale nie jest jej aż tak mało, by był to poważny problem. A nawet tę niewielką ilość czasu dziewczyna potrafi dobrze wykorzystać.

KONCEPCJA
Główni wrogowie, czyli Slidzi to postaci jednocześnie fajne i niefajne. Jak to? Otóż fajnie się zachowują - trochę jak fanatyczni żołnierze a trochę jak roboty.
Tylko wyglądają gorzej, niż gliniarze ze stolicy.
Tak. To jest właśnie ta niefajna część. Opowiesz o niej?
Jasne. Te kosmiczne łajzy żyją wewnątrz czegoś, co przypomina mechaniczne kraby. Panie pomysłodawco, spieprzaj pan ze swoimi frutti di mare na Skaro!
Skąd...
Skąd wiem, co to frutti di mare? Przemycałem taki towar za młodu! Ale wracając do tematu, plan Slidów wyszedł niczego sobie. Był sprytny i dobrze obmyślony.

TO SIĘ NAZYWA STYL
Językowo książka ta stoi na dobrym poziomie. Barwne opisy, także związane z psychiką postaci, ciekawe sztuczki narracyjne...
Oraz język nie zniechęcający średnio zaawansowanych użytkowników języka five-o'clocków :-)

WYNIK
Gorąco polecamy tę książkę. Jest naprawdę świetna i warta uwagi.
Emocjonująca, trzymająca w napięciu a momentami nawet kapkę upiorna.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus                                                                                                                     Do bani
- Postaci                                                                                                             - Wygląd Slidów
- Plan wrogów
- Styl książki
- Fabuła

niedziela, 26 października 2014

Niech wióry lecą: Lungbarrow (Książka)

Dzisiaj, na prośbę Marty, która napisała do mnie na ask.fm, recenzja pewnej książki. Zgodnie z ową prośbą, polecą wióry :)




LUNGBARROW
DOKTOR: Siódmy Doktor
TOWARZYSZE: Chris Cwei
WRÓG: Glospin

CO Z CZYM
W recenzji pomoże mi oczywiście Kabanos.
Strzałeczka, Internety.
Całość zaczyna się od krótkiego opisu klątwy, jaka spadła na Gallifrey. Jakiś czas potem jeden z jej obywateli rozważa samobójstwo, od czego jednak odwodzi go myśl, że zostawi wtedy Rassilona bez kontroli. W rozmyślaniach przeszkadza mu niespodziewany zamach na jego życie...Tymczasem towarzysza Doktora, Chrisa, dręczą dziwaczne sny, a mieszkanka Paryża, Dorothee, podróżująca na motorze z opcja otwierania tuneli czasowych, po tajemniczym wypadku spotyka...inną wersję siebie, określającą się jako Ace. Z kolei na Gallifrey niejaka Leelandredloomsagwinaechegesima (Znana też jako Leela) odkrywa tajemnicę związaną ze zniknięciem Domu Lungbarrow oraz próbuje poradzić sobie z wycelowaną w nią niechęcią rodziny męża.
Gorszy pieprznik mają chyba tylko w prokuraturze okręgowej.
Lepiej bym tego nie ujął, przyjacielu.

INNI
Teraz nieco o postaciach – te, które znamy z serialu są nieźle przedstawione, szczególnie Doktor. Może tylko dziunia Ace i to jej rozdwojenie dziwne powodują, że jest trochę nieswoja...
Niestety, postaci wymyślone przez autora tej książki do najlepszych się nie zaliczają.
Są po prostu nudne jak sobotni apel naczelnika więzienia we Wronkach!
Tak. Najbardziej uderza to w postaci głównego złego – jest to postać do bólu płaska i sztampowa, bez cienia głębi. Knuje wprawdzie nienajgorzej, ale to niewiele zmienia. Minusik dla pana twórcy.

TO SAMO, ALE NIE TAK SAMO
Jako pisarz-amator zawsze twierdziłem, że dzieło takie, jak książka związana z serialem powinno być kreatywne. Co jednak, jeśli z tą kreatywnością się przesadzi?
Co wtedy? „Lungbarrow” wtedy! Na liście przedobrzeń autora mamy: durny jak klawisz z ulicy Rakowickiej w Warszawie pomysł z krosnami, za pomocą których rozmnażają się Władcy Czasu, Gallifreyankę obdarzoną supermocami jak telekineza...
Oraz przekombinowanie planu Cartmela – plan zakładał, że Doktor był kiedyś bardzo potężnym Innym – wedle „Lungbarrow” Susan to wnuczka Innego właśnie, którą potem odnalazł już Doktor. Po co to?
O to samo pytałem klawiszy, jak zakładali mi kajdanki. Dorzuciłbym też takie durne drobnostki, jak ten przenoszący się w czasie MZ ( http://pl.wikipedia.org/wiki/MZ_ETZ_250 )
To chyba był inny motor, wiesz?
Motor to motor, jaki by nie był, wyrok za niego taki sam.

SŁOWOTWÓRSTWO
Książka ta stoi na przyzwoitym poziomie technicznym. Stylistycznie nie razi, a niektóre opisy są naprawdę bardzo ładne.
Językowo też gra i buczy – średnio zaawansowany w angielskim czytelnik da sobie radę.
A na dodatkowy plus można zaliczyć kilka ładniutkich ilustracji :)

WYNIKI
Ja to powiem, ja! Mogę?
Nie krępuj się.
Książka nie jest najgorszym pod słońcem chłamem, ale jej autor i tak powinien spieprzyć na Skaro i to szybko!
Słusznie prawisz. Przeczytać można, fabuła nie jest zła, ale odrzucają od niej nietrafione próby zmiany lub wprowadzenia czegoś nowego do Whoniwersum. Nawet mocny finał tego nie zmienia. Za to docenić należy rozwiązanie wszystkich niemal wątków.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                                     Do bani:
- Postaci serialowe jak należy                                                                 - Słabe autorskie postaci
- Dużo wątków                                                                               - Nierówność poziomu wątków
- Fajny finał                                                                                     - Kilka kiepskich pomysłów

niedziela, 12 października 2014

Jaskinie Androzani

Niniejszą historię recenzuję na prośbę Bessie, która napisała do mnie na Ask.fm.


THE CAVES OF ANDROZANI
DOKTOR: Piąty Doktor
TOWARZYSZE: Peri Brown
WRÓG: Sharaz Jek, Morgus

NA POCZĄTKU BYŁY...
Doktor i Peri przybywają na planetę Androzani Minor, gdzie znajdują interesujące ślady. Prowadzą one do pobliskich jaskiń pełnych dziwnej, kleistej substancji oraz broni. Nasi bohaterowie zostają po chwili pojmani przez grupę żołnierzy pracujących dla niejakiego Morgusa - niemoralnego bogacza i szefa grupy wydobywającej spectrox - trującą i niezwykle cenną substancję, która po odpowiedniej obróbce może wydłużyć ludzkie życie. W międzyczasie jednego z żołnierzy z głębszej części jaskini zabija dziwny potwór, a niedługo potem Morgus bierze Doktora i Peri za pomocników handlarzy bronią i skazuje na śmierć przez rozstrzelanie. Tymczasem sytuację obserwuje z ukrycia ktoś jeszcze...

POSTACI
Zanim zaczniemy omawiać bohaterów tej opowieści, jedna uwaga: poza Doktorem i Peri wszyscy są tu źli. Morgus dla zysku zabija, jego asystentce zależy tylko, by przejąć jego stanowisko, a najemnicy, w szczególności ich szef, lubują się w zastraszaniu i przemocy. Bynajmniej nie twierdzę, że to źle, iż te postaci takie są, czyni to jednak historię ogromnie ponurą, a nie każdemu coś takiego może przypaść do gustu. Tymczasem przechodząc do główniejszych postaci: Peri oczywiście jest damą w opałach no i obiektem westchnień jednego z głównych przeciwników Doktora, ale, co ważne, nie wątpi we Władcę Czasu ani go w żadnej sytuacji o nic nie obwinia, a to już dużo. A on sam? Otoczony przez osobników amoralnych reaguje nieco sarkastycznie, a generalnie nie ma okazji jakoś szczególnie błyszczeć wiedzą, a ważniejszy staje się jego talent dyplomaty, choć przeciwnicy są zaimpregnowani na sensowne argumenty.

TEN JEDEN
Nie wspomniałem jeszcze o Sharazie Jeku - to działający z ukrycia, zamaskowany konstruktor androidów i postać bardziej tragiczna, niż zła. Robił niegdyś interesy z Morgusem, ten jednak zdradził go przez co ów został na zawsze oszpecony i w pewnym stopniu oszalał.Czego teraz chce? Zemsty oraz (oczywiście...) Peri. Został napisany i zagrany koncertowo, widać, jak przeżycia wpędziły go w obłęd z którego momentami zdaje się być w stanie wyjść...by za chwilę rzucić się ponownie w odmęty ślepej furii. Również jego ostatnia scena to mały majstersztyk.

TECHNIKA
Technicznie nie mogę powiedzieć, by było źle. Lokalny potwór wygląda słabo, ale są z nim raptem dwie sceny. Wnętrza za to tchną autentycznością, bronie mają fajny efekt, a androidy Jeka też nie rażą wyglądem. Maska naszego wariata mogłaby być odrobinę mniej groteskowa i ograniczyć się do jednej barwy, ale dobrze pokazuje, z kim mamy do czynienia. Podobnie, jak jego prawdziwe, zniszczone oblicze. Dziwnie wypada końcowy efekt czegoś, czego nie zaspoileruję, ale fajnie zobaczyć i usłyszeć kilka osób z przeszłości Doktora

WADY
Wadę znalazłem jedną - pod koniec, gdy Doktor udaje się na poszukiwanie lekarstwa na truciznę, niemal cała jego droga i zdobycie pożądanej substancji...nie są pokazane! Oczywiście zamiast nich mamy kilka innych świetnych scen, ale odnoszę wrażenie, że miało być kapeczkę dłużej, ale materiał został przymusowo skrócony. Szkoda.

I JAK
Gorąco polecam tę historię. To mocny, trzymający w napięciu thriller science-fiction i zarazem DW w najlepszym wydaniu. Miodzio.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                                    Do bani:
- Świetne postaci                                                                                  - Chyba miało być dłużej...
- Mroczny klimat
- Większość efektów
- Wartka akcja

sobota, 11 października 2014

Czas i Rani

Niniejszą historię recenzuję na prośbę Bessie, która napisała do mnie na Ask.fm.


TIME AND THE RANI
DOKTOR: Siódmy Doktor
TOWARZYSZE: Melanie Bush
WRÓG: Rani, Tetrapsi

NOWY POCZĄTEK
Po ataku na Tardis Doktora Rani wdziera się na pokład w towarzystwie służących jej potworów. Widzi tam regenerację mężczyzny w nowe, siódme już wcielenie i zabiera do swojego laboratorium, pozostawiając nieprzytomną Melanie. Jak się okaże, Doktor jest potrzebny Rani do naprawy pewnego urządzenia, ważnego dla jej planów. Tymczasem odzyskawszy przytomność panna Bush napotyka na przedstawiciela rasy Lakertian - jaszczurowatych humanoidów zniewolonych przez złą Władczynię Czasu...

RAZ, DWA, TRZY
Postaci to mocny punkt tej opowieści. Doktor przez sporo czasu jest pogrążony w częściowej amnezji, którą spowodowała Rani, ale kiedy już odzyskuje pamięć, potrafi sprytnie pokonać przeciwniczkę demonstrując pierwszy ślad późniejszej, manipulującej strony tego wcielenia. Melanie natomiast jak to Melanie, wpada w tarapaty, dużo krzyczy, ale potrafi dogadać się nawet z nieufnym kosmitą i pomóc Doktorowi. A jaka jest Rani? Znakomita i niebywale przebiegła. Nie zaspoileruję, ale pomysł, w jaki nabrała odurzonego Doktora by jej pomógł jest jednym z najcwańszych w historii DW, a jednocześnie nawet zabawnym. Cały jej plan też do najgorszych nie należy i doskonale wpisuje się w jej osobowość.

TECHNIKA
Pod względem technicznym jest przeciętnie. Lakertianie wyglądają fajnie, ale odrobinę zbyt ludzko, natomiast służalcy Rani, Tetrapsi przeciwnie - są trochę przekombinowani pod względem wyglądu. Za to pułapki Władczyni Czasu i związane z nimi eksplozje nie pozostawiają pola do zarzutów. Podobnie, jak wnętrza, bo plenery są zwyczajnie niezbyt oryginalne. Efekt regeneracji jest natomiast niezgorszy, choć z samym procesem wiąże się pewien problem, o którym opowiem za chwilę.

NIE WSZYSTKO ZŁOTO...
Jest to jedna z najbardziej znienawidzonych przez Whovian historii, ale dlaczego - nie mam pojęcia. Nie jestem w stanie znaleźć żadnych wad w fabule - wszystko jest spójne, toczy się w poprawnym, nie za szybkim i nie za wolnym tempie a dodatkowo zostało okraszone sporą dawką humoru - ot chociażby fantastyczna scena wybierania nowego kostiumu przez świeżo zregenerowanego Doktora. Właśnie, regeneracja. Ze względu na to, iż Colin Baker z hukiem wyleciał z obsady, historia ta rozpoczyna się właśnie od przemiany i wygląda to trochę tak, jakby nasz heros zregenerował od walnięcia głową w stół. Myślę, że nawet w takiej, jak związana z panem Bakerem sytuacji można to było zrobić fajniej.

SŁOWEM...
Polecam tę historię. Jest naprawdę fajna i ma dużo zalet. A jej hejterów zapraszam do wymieniania jej ewentualnych (bo nieistniejących, hehe) wad :)

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                    Do bani:
- Świetne postaci                                                          - Słabo rozwiązany problem z regeneracją
- Plan Rani
- Humor

czwartek, 9 października 2014

Planeta Pająków

Strzałeczka, Internety. Dzisiaj ja, Kabanos, pociągnę całą reckę, gdyż Capitano jest nieobecny - ukrywa się w lesie przed swoim instruktorem jazdy. O ocenienie tejże historii prosiła Astroni.

PLANET OF THE SPIDERS
DOKTOR: Trzeci Doktor
TOWARZYSZE: Sarah Jane Smith
WRÓG: Ośmionodzy

DZIWNE SPOTKANIA
Ze względu na wydarzenia z "Invasion of the Dinosaurs" Mike Yates melinuje się w buddyjskim klasztorze, nie zaznaje tam jednak spokoju - napotyka bowiem na dziwacznych kultystów i wraz z Sarą Jane postanawia zbadać sprawę. Dziunia jest sceptyczna, ale kiedy w drodze oboje wpadają na traktor-widmo, zmienia zdanie. A tymczasem Doktor i Brygadier poznają niejakiego profesora Clegga obdarzonego telepatycznymi zdolnościami. W ramach testu proszą go o zbadanie swoją mocą niebieskiego kryształu z planety Metebilis III. Jajogłowy wyciąga kopyta po tym, jak ukazuje mu się gigantyczny pająk...identyczny z tym, którego przywołują kultyści!

OSOBISTOŚCI
Co by tu powiedzieć o postaciach...Sarah Jane pełni rolę damy w opałach, ale przynajmniej nie jest aż taką frajerką, jak zazwyczaj. Z postaci pobocznych natomiast najważniejszy jest Tom, trochę upośledzony chłopak, który przypadkowo wplątuje się w całą aferę. A co z Doktorem? Jest świetny i robi wszystko, co charakterystyczne dla tego wcielenia, na przykład używa wielu różnych pojazdów. Co nie oznacza, że nie rusza tą stetryczałą, siwą banią, przeciwnie. W temacie staruchów: nie jest on jedynym Władcą Czasu w tej przygodzie, na jego szczęście!

ZUOOO
A teraz co nie halo w tej opowieści: wrogowie to napromieniowane pająki. Którym promienie dały intelekt i zdolności parapsychiczne, ale nie zmieniły ich wyglądu (tylko je powiększyły) Zachowują się nawet klawo, ale nie podobają mi się od strony technicznej.Niby wykonano je dobrze, ale jakoś tak bez polotu ten pomysł. Poza nim jest jednak w dechę. Są też inne ziutki, wspomniani kultyści, ale to w zasadzie tylko sztampowi "źli", manipulowani przez pajęczą królową.

RÓŻNOŚCI
Oglądając tę historię przypomniałem sobie swoje młode lata. Dlaczego? Bo zawiera długi pościg lądem, morzem i powietrzem, kradzież cennego przedmiotu, pobudkę w odludnej, małej mieścinie...Gdyby jeszcze pojawił się tam prokurator, tobym powiedział, że ktoś wzorował się na moich własnych przygodach. No ale do rzeczy: akcji jest od groma, pierwsza część może nie powala tempem, ale potem non-stop coś się dzieje.

PLANY BUDOWY
O stronie technicznej już było kapeczkę, ale mam tego więcej: wnętrza są efektowne i piękniejsze, niż moja cela na Rakowieckiej. Przyłożono się też do pirotechniki: wybuchów może nie ma dużo, ale są porządnie wykonane. Przyczepiłbym się za to do ostatniej sceny, której nie zaspoileruję, ale jest po prostu mało efektowna.

UWAGA
Słuchajcie teraz, Internety, bo będę prawił, jak jest. Warto zawiesić patrzały na tę historię. Jest dosyć długa, ale nie nudzi. Wrogowie może nie powalają, ale inne rzeczy zdecydowanie to nadrabiają. Nie jest to najlepsze, co DW ma do zaoferowania, ale i tak gorąco polecam.

KABANOS PODSUMOWUJE

To jest klawo:                                                                                       To jest dziadowsko:
- Dużo akcji                                                                                        - Wygląd pająków
- Wszechstronny Doktor
- Dziunia Sarah nie tak głupia, jak zazwyczaj

piątek, 3 października 2014

Książka: Time and Relative

Książkę tę recenzuję na prośbę Bartka, który napisał do mnie na Ask.fm. Tytuł zostawiam wyjątkowo w oryginale, ze względu na nawiązanie do skrótu "Tardis"

TIME AND RELATIVE
GŁÓWNA BOHATERKA: Susan Foreman
WYSTĘPUJE TAKŻE: Pierwszy Doktor
WRÓG: Mróz

CO I GDZIE
W recenzji pomoże mi, ma się rozumieć, Kabanos.
Strzałeczka, Internety.
Książka ta to pamiętnik Susan, wnuczki Doktora, z czasów jeszcze przed pierwszym odcinkiem serialu.
Poznajemy tu jej bandę...
Jaką znowu bandę?  Dwoje jej szkolnych kolegów, Gillian i Johna.
A także wrednych pedagogów. 
Tak. Zanim dojdzie do bardziej...kosmicznych wydarzeń, poznamy jej relacje z wyżej wymienionymi, zobaczymy jak sobie radzi w szkole...
I dowiemy się, w jaki sposób wchodzi do kina na filmy z ograniczeniem wiekowym. A potem powieje kosmicznym chłodem.
Nie spoileruj, co? Całość akcji toczy się mroźną zimą i będzie to miało niebagatelne znaczenie dla całości.
I kto tu spoileruje?
Nie ja.
Dobra, dobra. Przejdźmy do ważniejszych spraw

W POSTACI
Jeśli chodzi o charaktery postaci, nie mam zbyt wielkich zastrzeżeń. Przemyślenia Susan są świetne - autor znakomicie przedstawił jej odczucia - kogoś oderwanego od swojego środowiska tak bardzo, jak się tylko da i próbującego się odnaleźć w nowym. To tym trudniejsze, gdyż musi borykać się z częściową amnezją dotyczącą Gallifrey - powinno jej to teoretycznie ułatwić sprawę, ale powoduje tylko, iż dziewczyna się tym zadręcza
Też kiedyś miałem amnezję - kiedy prokurator pytał o ten włam do jubilera w Otwocku. Naprawdę nie pamiętałem, że poszedłem tam z Bolem i Baranem!
Taak...John i Gillian też są fajnie zarysowani - mają wyraźne charaktery, swoje słabości i w ogóle...Jak na nastolatków przystało, czasem szybciej działają, niż myślą i nie są zbyt racjonalni, ale też szybciej od sceptycznych dorosłych akceptują zjawiska pozaziemskie, jakie spotykają.
A Doktor jest starą marudą, dokładnie jak w serialu. Ludzie nie są jeszcze dla niego ważniejsi, niż inne rasy i niechętnie im pomaga.

DODATKI 
Książka ta fajnie rozwija kilka aspektów związanych z życiem Władców Czasu - Gallifrey niejako oddzieloną od czasoprzestrzeni, zasady, jakie tam panują oraz rygor wpajany jej młodym mieszkańcom...Nie pasuje mi tylko częściowa amnezja, jaką mają Doktor i Susan po ucieczce.
Mało tam, że nie pasuje! Dziunia do tego boi się, że jeśli gallifreyskie gliny ich złapią, to tak im namieszają w baniakach, że zapomną o swoim pokrewieństwie! Co oni mają z tymi amnezjami?
No i nie pasuje to do późniejszego procesu Drugiego Doktora.

NIEIDEALNIE
Nie licząc tego galimatiasu z pamięcią, na dobrą sprawę jedyną wadą jest zakończenie akcji w stylu "Deus ex machina". Powinno też przeszkadzać ślimacze tempo akcji w pierwszej połowie, ale...nie przeszkadza :) Fajnie jest obserwować poczyniania Susan w normalnych, ziemskich aspektach życia. Na zagrożenie przychodzi czas potem.
Realia też są fajnie zachowane - działania kosmitów odczytywane są przez ludzi jako efekty zimnej wojny, która to przecież trwała w tamtych czasach.

JĘZYK
Językowo jest dobrze i niezbyt trudno. Czasami gdzieś tam pojawiają się zwroty ze slangu lat sześćdziesiątych, ale nie powinny stanowić problemu - nawet, jeśli nie znajdziecie ich w słowniku, wyłapiecie z kontekstu.
A skoro o tym mowa, na prokuratora nie działała odpowiedź "W jakim kontekście pan pyta?"
Nie? A to zaskoczenie. Podsumuj może całość recenzji.
Bardzo chętnie.

PODSUMOWANIE
Dobra, Internety, jest tak: książka powinna się Wam spodobać. Gdzieniegdzie autor się machnął, ale ogólnie dobrze mu wyszło. Nawet, jeśli nie wciągnie Was początek, spróbujcie chociaż od połowy, gdzie pojawia się wróg. Oraz krew i flaki.
Oj tam, przemocy nie ma znowu tak dużo. Ledwie kilka scen. Tak czy siak, polecamy.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA 

Na plus:                                                                                                 Do bani:
- Charaktery postaci                                                                           - Deus Ex Machina w finale
- Realia                                                                                               - Potknięcia z amnezjami
- Oryginalność
- Trochę o Gallifrey

sobota, 20 września 2014

Komiks: Zmiany

Niniejszą recenzję publikuję dla Bessie, która prosiła o ocenienie komiksu z Frobisherem.

CHANGES
DOKTOR: Szósty Doktor
TOWARZYSZE: Peri Brown, Frobisher
WRÓG: Kymbra Chimera

CO I JAK
W recenzji pomoże mi Kabanos, który zdobył Waszą sympatię swoim pierwszym występem. Cześć, Kabanos.
Strzałeczka, Internety. Od czego tu zacząć...Może od fabuły. Dziunia i pingwin grasują w składzie fantów Doktora, znajdują tam rzeczy, które można by opchnąć dobremu paserowi...
...gdy wtem Władca Czasu ostrzega ich, że coś wtargnęło na pokład i może być niebiezpiecznie.
Ale oni nie potrafią, psia ich mać, usiedzieć w jednym miejscu!
Ano nie potrafią, postanawiają przejść się po wnętrzu Tardis, gdy tymczasem wspomniany intruz, Kymbra Chimera, prezentuje zdolność do zmiany kształtu przybierając wygląd Władcy Czasu!

KRESECZKA
Graficznie komiks ten prezentuje się dobrze.
A nawet bardzo dobrze! Lepiej, niż dziary, które robiłem kumplom z celi w Rawiczu!
Czytaliśmy go akurat w wersji czarno-białej, ale mimo braku kolorów robi wrażenie. Taka na przykład Peri wygląda dokładnie jak w „The Mysterious Planet”.
Ale doktorową facjatę to mogli rąbnąć trochę młodszą, bo wygląda staro.
Prawda. Za to co mi się najbardziej pod względem grafiki podobało, to to jak zostały uchwycone przemiany stworów zmiennokształtnych. Świetna robota.

OPOWIEŚCI DOBREJ TREŚCI
Autorem tegoż komiksu jest Grant Morrison, znany z wrzucania do swych dzieł dodatkowych, ale nieszczególnie kłócących się z kanonem rzeczy. Tu na przykład mamy liczne pomieszczenia w Tardisie.
Choćby zoo dla zagrożonych gatunków. Ja też kiedyś takie miałem, w przyczepie. Ale się szmuglowało...
Miałbym jedna, drobną uwagę odnośnie fabuły: Frobisher odzyskuje swoje zdolności zmiany kształtu, czemu więc nie wraca do naturalnej postaci?
Może ukrywa się przed gliniarzami?Od siebie dodam jeszcze, że Morrison świetnie zarysował charaktery postaci. Dziunia Peri jak zawsze ma kłopoty, pingwin jest cwaniakiem, a Doktor w swoim stylu pokonuje intruza.


RAZEM
Bardzo przyjemnie czyta się ten komiks, choć jest kapeczkę za krótki, ale to bolączka znakomitej większości tego typu dzieł z Whoniwersum.
No, poczytałoby się jeszcze, szesnaście stron to mało, ale każda jest w dechę.
Uchybienia są naprawdę drobne, w zasadzie nie zwraca się na nie uwagi, bo ta skupia się na smaczkach i humorze. Puenta dla przykładu jest w lekki acz doktorowy sposób zabawna.
Nie będziemy takimi małpiszonami i nie zaspoilerujemy, ale mała podpowiedź: coś z nią związane było w późniejszym „The Christmas Invasion”.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                     Do bani:
- Strona graficzna                                                - Czemu Frobisher nie wrócił do dawnej postaci?
- Charaktery postaci
- Humor i smaczki


sobota, 13 września 2014

Książka: Człowiek w aksamitnej masce

Niniejszą książkę recenzuję na prośbę Michała M. który napisał do mnie na Ask.fm.


THE MAN IN THE VELVET MASK
DOKTOR: Pierwszy Doktor
TOWARZYSZE: Dodo Chaplet
WRÓG: Minsky, de Sato

PRZEDSTAWIENIE CZAS ZACZĄĆ
Na wstępie chciałbym powitać mojego znajomego, który pomoże mi w recenzji, oto pan Kabanos Wołomiński.
Strzałeczka, Internety. Pomieszkuję sobie w pięknym województwie świętokrzyskim od niedawna, ale generalnie to ja jestem globtroterem, jak Doktor. Mieszkałem już w Rawiczu, Białołęce, Wronkach...
Strzałeczka, Kabanos. Jako, że masz takie bogate doświadczenie, z pewnością fachowo streścisz zarys fabuły omawianej książki?
Się wie! Stary Doktor w towarzystwie małolaty mającej ksywę chyba od prehistorycznego, wymarłego ptaka lądują w kraju Żabojadów...
Tłumaczę: we Francji...
...w czasach porewolucyjnych. Niestety jakiś łajdus namotał w czasie i świat wygląda zupełnie inaczej, niż powinien, nad Paryżem góruje nowa wersja Bastylii, a w jej środku wykonuje się makabryczne eksperymenty. Dziunia wkurza się na Gallifreyczyka o to, że nie chce on jej pomocy mimo, iż widać że ma się on kiepsko i nasi bohaterowie się rozdzielają. On stara się na własną rękę wyczaić, co i jak, a ona przyłącza się do trupy aktorów.
Przez co czeka nas wiele stron będących dosłownie zapychaczami, ale o tym za chwilę.

KLIMAT
Książka ta utrzymana jest w wyjątkowo ponurej tonacji.
No, ponuro jak w Warszawie na Rakowieckiej, kiedy nie dawali kisielu do obiadu.
Powiedziałbym, że chyba bardziej. Wyniki tych eksperymentów, o których wspomniałeś, liczne, brutalne morderstwa, smutne historie postaci drugoplanowych... Az wyć się chce. Za to w kwestiach stylistycznych jest to jedno z najlepszych dziełek należących do Whoniwersum, jakie czytałem. Bardzo bogate, szczegółowe opisy ocierające się czasami poziomem o lektury ambitne, konkretna psychologia postaci...
Tylko co z tego, skoro zawierający się w prawie połowie całości wątek Dodo zaczyna cokolwiek wnosić do fabuły pod sam koniec?
Trafna uwaga. Wątek ten napisano jak należy, z jednej strony ociera się o psychologiczny romans, z drugiej nie ma w nim krztyny patosu czy przedramatyzowania. Ale jednak gdyby był krótszy, fabuła mogłaby iść dokładnie tym samym torem. Z jednej strony masz niezgorszy kawał lektury przed sobą, a z drugiej czekasz, aż się skończy, by przejść do tego, po co tak naprawdę czytasz książki DW – rozwiązania intrygi i uratowania sytuacji przez Doktora

POSTACI
Co sądzisz o postaciach tej opowieści?
Początek to mnie trochę zdziwił. Doktor już ma dolegliwości przed-regeneracyjne? Toż do przemiany jeszcze tyle innych przygód...
Też to zauważyłem. Wyraźny błąd autora. Poza tym jednak postaci wypadają fajnie. Zaskoczyło mnie, kim jest naprawdę tytułowy bohater. No i nawiązania do serialu „The Prisoner”...
Mimo tej kaszany z Doktorem, autor nieźle się spisał tworząc postaci drugoplanowe.
Owszem. Mamy ich sporo: tajemniczego szefa aktorskiej trupy, aktora chcącego wciągnąć Dodo w dziwną, psychologiczną grę, drugiego, któremu się to nie podoba, upiornego syna pana złego...
A dziunia?
Dość trudne zadanie stało przed autorem - wstawić dość radosną postać Dodo do wybitnie ponurej scenerii. Poszło jednak dobrze. Jej dylematy nie były wydumane a emocje sensowne. Brawo.

JĘZYK
Te szczegółowe opisy, o których wspomniałeś rzecz jasna wymuszają na autorze stosowanie angielskiego na zaawansowanym poziomie, ale bywały powieści trudniejsze pod tym względem, co nie?
Zgadzam się, dla średnio znających język momentami może być trudno, ale tylko momentami. Można się doczepić do braku charakterystycznego „Hm?” Doktora, ale to naprawdę malutki detal.

CZYLI
Zarekomendowałbyś naszym czytelnikom te książkę, Kabanos?
Pies wie, jest dobra, ale przegadana. Gdyby autor nie silił się na ilość...
Najgorzej, że nawet zapychacze napisał dobrze, przez co mamy dylemat. Może więc tak: jeśli lubicie powieści niezbyt gwałtowne, z powoli rozpędzającą się akcją, to jest to coś dla Was. Spodoba się także fanom lubiącym styl z rozbudowanymi opisami, choć niektóre z nich są...makabryczne

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                             Do bani:
- Styl                                                                   - Autorze, do regeneracji jeszcze szmat czasu!
- Postaci drugoplanowe                                                  - Wątek Dodo mało znaczący dla całości
- Wiarygodna Dodo
- Intryga



I to wszystko na dziś. Dajcie znać, czy chcecie, aby Kabanos pojawiał się w kolejnych recenzjach, czy...
Nie ma żadnego „czy”! Bo z kałacha wyjadę!
Taak...Więc do następnego razu.

poniedziałek, 1 września 2014

Słuchowisko: Zagreus

Niniejsze słuchowisko recenzuję na prośbę Preity, która napisała do mnie na Ask.fm



ZAGREUS
DOKTOR: Ósmy Doktor/Zagreus
TOWARZYSZE: Charley Pollard
WRÓG: Zagreus, Rassilon

OSTATNIO W...
Ratując życie Charley Doktor dostaje się pod wpływ tzw. Antyczasu - jego ciało przejmuje dziwny, pradawny byt zwany Zagreusem. Nie jest on przyjaźnie nastawiony, a przeciwnie. Przerażona dziewczyna daje dyla by niespodziewanie...znaleźć się u lekarza w towarzystwie matki! Z tym, że rzeczony medyk wygląda jak Brygadier, a mamuśka mówi dziwne rzeczy by za chwilę, uważajcie, zmienić się w królika! A to dopiero początek absurdów...Tymczasem gdzieś indziej kapłanka zniszczonej przez Rassilona religii i pokonany przezeń wysokiej rangi wampir knują przeciw swemu wrogowi intrygę...

ŚWIĘTA
Słuchowisko to powstało celem uczczenia czterdziestej rocznicy powstania DW, toteż pełno w nim odniesień, tekstów użytych wcześniej przez inne postaci lub znanych person. Odtwórcy ról Doktorów 5-7 pojawiają się tu nawet, użyczając głosu nieco innym postaciom, które jednak potem...dobra, bez spoilerów :) A jak jest ogólnie z fabułą? Średnio. Wiem, że absurd jest integralną częścią whoniwersum, uwielbiam to, ale...ale bez przesady. Przykład z królikiem to tylko jedna rzecz, jest jeszcze odwrócenie eksperymentu z kotem Schrodingera (Kot zamyka Doktora...) czy pewna kuriozalna bitwa. A gdyby nie to, wyszłaby świetna przygoda w realiach mistyczno-gallifreyskich...

LIMIT
Dobra, ale starczy narzekania, są dobre strony. Niesamowicie wypada Doktor/Zagreus, rozmawiający ze swoim drugim ja i szalejący w furii, majestatyczny, złowrogi Rassilon i jego plan, mimo wszystko mnogość i różnorodność światów-scenariuszy do jakich trafia Charley...A i ona sama jest może trochę naiwna i emocjonalna, ale i przez to realniejsza. O głosach już nieco było, ale mimo to: jest świetnie. McGann doskonale wciela się w tak różnych Doktora i Zagreusa a C. Baker, Davison i McCoy zanim jeszcze zdążyłem ich posłać na Skaro za wcielanie się głosami w inne postaci identycznie, jak w Doktorów dostali ku temu uzasadnienie fabularne. Mamy też fajne, mroczne wcielenie Tardis ukazujące się jako Brygadier, Nicolas Courtney przeszedł samego siebie. A takich gościnnych występów jest dużo więcej...

I JESZCZE RAZ
Krótko dzisiaj, ale takie wynalazki jak „Zagreus” bardzo źle się recenzuje. Słuchowisko to składa się bowiem z elementów wybitnych i miernych. Nawet nie średnich tylko miernych. Scenariusz ma tez czasem problemy z rozdzieleniem złudzeń od prawdziwych wydarzeń, które spotykają naszych bohaterów. Nie wszystkim też spodoba się patetyczne zakończenie. Wprawdzie wątek Rassilona, jego intrygi i wrogów jest przedni, ale czy warto dlań przebijać się przez całą resztę? Prawdę mówiąc niekoniecznie.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                           Do bani:
- Strona techniczna                                                                       - Przesadzony absurd
- Fajne postaci                                                                              - Chwilami zawierucha scenariuszowa

niedziela, 31 sierpnia 2014

Słuchowisko: Żadnych Więcej Kłamstw

Niniejsze słuchowisko recenzuję na prośbę Preity, która napisała do mnie na Ask.fm.


NO MORE LIES
DOKTOR: Ósmy Doktor
TOWARZYSZE: Lucie Miller
WRÓG: Dr. Nick Zimmerman, Tar-Modowkowie

IN MEDIAS RES
Przygoda ta zaczyna się w trakcie pościgu wewnątrz wiru czasu. Doktor i Lucie usiłują schwytać niejakiego dr. Nicka Zimmermana, czasowego przestępcę i przemytnika, ale nie jest on ich jedynym wrogiem. Tar-Modowkowie, rasa żywiąca się energią podróżników w czasie ma wyraźny apetyt na naszych bohaterów... Zimmermanowi udaje się zbiec, a kiedy nasi bohaterowie ponownie go dopadają, okazuje się, że dla niego minęło trzydzieści lat, zerwał z drogą życia przestępcy i ma kochającą żonę. Jest jednak pewne „ale”: przyjęcie, na którym Doktor dowiaduje się tego wszystkiego (I gdzie przebywa Zimmerman z bliskimi) znajduje się w...pętli czasu!

BEZ ZMIAN
Od kiedy tylko wziąłem się za słuchowiska z Ósmym Doktorem, zacząłem uwielbiać postać Lucie. Fantastyczna z niej towarzyszka, a tu przechodzi wręcz samą siebie. Potrafi dociąć Doktorowi, ale kiedy trzeba, nie zawodzi, ma znakomite poczucie humoru i jest odważna. Prawie ideał. (Prawie, bo ideał jest tylko jeden i nazywa się Jo Grant) Zdradzę Wam jeszcze, że ostatni zwrot akcji, niezwiązany może bezpośrednio z fabułą tego konkretnego słuchowiska a raczej głównego wątku serii dotyczy właśnie jej. Tymczasem jakie są inne postaci? Całkiem niezłe. Zimmerman dla przykładu całkiem przypadł mi do gustu. Usiłuje się zmienić i choć nie jest to łatwe, do pewnego ograniczonego stopnia mu się udaje. Jego szwagier jest wprawdzie nieco naiwny, ale odważny, gotowy bronić bliskich mu osób. A że czasem ktoś mu zełga... Nikt nie jest idealny :) Pozostaje jeszcze żona Nicka, Rachel. Postać z niej także niezgorsza, choć niestety z nią wiąże się największa wada tej opowieści, ale o tym za chwilę.

BŁĄD
Przez znakomitą część tego słuchowiska nie wiemy, kto uwięził Nicka i resztę w pętli czasu. Doktor podejrzewa chociażby Agentów Czasu polujących na Zimmermana, ale prawda okazuje się być inna, mająca związek z Rachel. (Choć to nie ona!) Rozwiązanie niestety zawodzi, jest przedramatyzowane i nie spełnia oczekiwań. Oczywiście nie zdradzę, na czym ono polega, ale... Jeśli miałbym znaleźć jeszcze jakieś uchybienia, to bardzo słabo opisano wygląd Tar-Modowków, przez co niemalże nie da się wyobrazić sobie, jak te potwory wyglądają.

TEN WAŻNY
A co z Doktorem? Jak się spisuje w tej przygodzie? Całkiem dobrze. Robi, co trzeba, ale nie jest okrutny. Stara się, by był wilk syty i owca cała, ale Tar-Modowkowie go zanadto nie obchodzą i dobrze. W końcu to potwory :) Wobec przemiany moralnej Nicka tez zachowuje się bardzo fajnie, powoli zaczynając w nią wierzyć, ale nie bezgranicznie. Nie mam najmniejszych zastrzeżeń co do jego osoby.

GŁOSY, GŁOSY, GŁOSY
Pod względem udźwiękowienia wszystko jest jak należy. Piosenka śpiewana przez Rachel brzmi znakomicie, aktorzy podkładający głosy jak zawsze dali z siebie wszystko i wczuli się w postaci, i, co najważniejsze, nie udziwniono głosów kosmitów, przez co nie ma problemu ze zrozumieniem ich, co bywa niekiedy plagą słuchowisk. Dobra robota.

JAK JEST
Czy warto zapoznać się z tym słuchowiskiem? Myślę, że tak. Nie jest szałowe, ale zgrzytania zębów nie powoduje i trwa dość krótko (Niecałą godzinę) Niezgorsza rzecz.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                             Do bani:
- Doktor i Lucie                                                                           - Słabo rozwiązany wątek główny
- Fajne postaci poboczne
- Strona techniczna

sobota, 30 sierpnia 2014

Książka: Popsute Dobra

Niniejszą książkę recenzuję na prośbę Marty, która napisała do mnie na Ask.fm - będzie to także najtrudniejsza recenzja, jaką napisałem, z czego się cieszę – wyzwania są fajne :)


DAMAGED GOODS
DOKTOR: Siódmy Doktor
TOWARZYSZE: Roz Forrester, Chris Cwej
WRÓG: N-Forma

MNOGOŚĆ
Dziewczyna, która w dzieciństwie była świadkiem robienia tajemniczych interesów przez matkę-alkoholiczkę i dziwnego osobnika. Jej brat obdarzony parapsychicznymi zdolnościami. Gangster-samobójca, którego coś przywróciło do życia. Ukrywający swój homoseksualizm wdowiec zraniony przez tajemniczą istotę. Wszyscy oni to mieszkańcy patologicznej angielskiej kamienicy zwanej Kwadrantem, starający się radzić sobie jakoś w trudnych czasach rządów Margareth Thatcher. W te same okolice przybywa Doktor w towarzystwie Roz i Chrisa i, ku zaskoczeniu kompanów odkrywa, że w kokainie, którą handlują miejscowi jest coś więcej, niż być powinno. Trop prowadzi go do Kwadrantu, gdzie postanawia czasowo pozostać...

WAGA
Wspomniałem, że będzie to trudna recenzja. Książkę tę bowiem naprawdę niełatwo ocenić, z jednej strony średnio przedstawiono najważniejszy wątek science-fiction, jest niebywale chaotyczny i czasami ciężko pojąć, co i dlaczego się dzieje a z drugiej pod względem realiów mamy do czynienia z perłą, świetnie oddającą klimat ubóstwa i patologii, do których doprowadziły rządy Żelaznej Damy. Również postaci są zarysowane bardzo dobrze, twardo stąpają po ziemi, usiłują dać sobie radę z rzeczywistością, a jednocześnie są wciągane w otchłań szaleństwa przez coś nie z tego świata. Ale o tym za chwilę.

NAJWAŻNIEJSZY
Jak zachowuje się w tej książce Doktor? Na pewno tajemniczo. Niewiele mówi swoim towarzyszom, sam też nie wie wszystkiego i stara się improwizować. Szkoda, że bez intryg w jego ulubionym stylu, ale ma to jakieś wyjaśnienie, Roz i Chris mają ich trochę dosyć, więc nasz heros przystopowuje :) O tej dwójeczce nie dowiadujemy się jakoś szczególnie dużo, pochodzą z przyszłości i ufają sobie oraz Władcy Czasu, choć czasem mają drobne wątpliwości. Troszkę też jest na temat orientacji seksualnej Chrisa, choć uważam to za zapychacz, nic nie wnosi do fabuły. Bardzo ciekawą, choć jedną z najtragiczniejszych postaci jest natomiast niejaka pani Jericho, matka chłopca pogrążonego w śpiączce. Ma ona pewien sekret związany z wspomnianym małym posiadaczem niezwykłych zdolności, Gabrielem, i jego matką, ale bez spoilerów. Odegra ona ogromna rolę w całej historii...

WRÓG
Kim jest główny „zły” tej opowieści? To gallifreyska broń zwana N-Formą, i w zasadzie nie jest zła. Ma po prostu swój program i wypełnia jego założenia bo tak została zaprogramowana, a że przy okazji miesza pogrążonym we własnych ułomnościach ludziom? Jak sugeruje Doktor urządzenie nie tylko jest niebezpieczne, ale i nie działa jak powinno, co prowadzi do niewesołego finału...

OZÓR
Do przeczytania tejże książki niezbędna jest bardzo dobra znajomość angielskiego. Językowo to najwyższa półka, mniej zaawansowanym radzę czytać ze słownikiem. A czy generalnie przeczytać warto? Bardzo ciężko powiedzieć, mamy do czynienia z mieszaniną elementów niemalże genialnych i mocno takich sobie, choć bliżej końca już nawet średniawy do tej pory wątek science-fiction ulega poprawie. (Kilka zdań na temat historii Gallifrey, czy fajnie opisane próby powstrzymania N-Formy przez Doktora.)


POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                           Do bani:
- Realia                                                                         - Ogromnie chaotyczny wątek główny
- Postaci                                                                                        - Brak humoru
- Finał

czwartek, 28 sierpnia 2014

Wydarzenie: Doctor Who Meet 2014 w Krakowie

W miniony weekend miałem przyjemność uczestniczyć w odbywającym się w Krakowie zjeździe fanów DW zwanym „Doctor Who Meet 2014”. Na łamach niniejszego tekstu chciałbym opowiedzieć Wam o tym wydarzeniu.

Odbywało się ono w barze „Zielony Kontrabas”, gdzie początkowo, w oczekiwaniu na pozostałych uczestników ci z nas, którzy przyszli nieco wcześniej prowadzili filozoficzne dyskusje na tematy różnorakie – od telewizji po edukację narodową. Wreszcie jednak nastąpiło przejście do doktorowego meritum i zjazd rozpoczął się oficjalnie projekcją znakomitego „The Five(ish) Doctors Reboot”. Wszyscy pękaliśmy ze śmiechu, bez względu na to, czy oglądaliśmy już kiedyś to dzieło, czy nie. Następnie przyszedł czas na dwa quizy – obrazkowy, stworzony przez Astroni, oraz złożony z pytań, które przygotowała Saruś. Panie mają nosa do szczegółów, muszę to przyznać – na całkiem sporo pytań nie znałem odpowiedzi. Kolejny punkt programu stanowiła gra w kalambury z użyciem Painta – przednia zabawa, nie tylko ze względu na fakt, iż za każdym razem wystarczyło narysować jedną choćby kreskę, by usłyszeć okrzyki „Blink!” albo „Moffat!”. O , właśnie, Moffat. Wadę całej imprezy stanowiło to, iż poza piszącym te słowa nikt Stefcia nie doceniał a wręcz był on hejtowany. Czemu, kochani, czemu? :)

Po zakończeniu wyżej wymienionych atrakcji nastąpiła spowodowana późną porą zmiana lokalizacji – przed godziną dwudziestą pierwszą, po długiej drodze uroczyście zameldowaliśmy się w schronisku i jęliśmy oglądać „Deep Breath” - premierowy, pierwszy odcinek ósmej serii DW. Przy zgaszonym świetle, w ciemności tworzącej klimat...Dobra, już się nie wczuwam, dodam tylko, że oglądałem ów odcinek w fezie, który ktoś mi nagle założył na głowę :) Pierwsza przygoda Dwunastego Doktora wzbudziła w uczestnikach zjazdu mieszane uczucia, ale za to Sontaranin Strax zgodnie został uznany za postać znakomitą. Tym akcentem właściwie zakończono dzień pierwszy, nienocujący w schronisku się rozeszli, panie Saruś i Wolf uderzyły w kimono, a Astroni i ja obejrzeliśmy jeszcze „Time and the Rani” z Siódmym Doktorem, niedoceniany, znakomity klasyk.

Dzień drugi, wieńczący nasz zjazd, w ramach śniadania zaoferował chętnym doktorową przekąskę – paluszki rybne z budyniem – choć nie było nań wielu amatorów, z różnych przyczyn. Również wtedy a także potem, w trakcie deszczowej drogi do baru, zrobione zostało kilka fajnych zdjęć. (Można je zobaczyć na DW forum) Ponownie w barze rozpoczęliśmy zabawę od obejrzenia dwóch nie za długich filmów: skeczu z Catherine Tate oraz Davidem Tennantem oraz „Curse of the Fatal Death” - napisanej lata temu przez nie kogo innego, jak Moffa parodii DW a potem...Oooooh boy, jak mawiają Brytole. Prosta gra, przyklejamy sobie na czole kartkę, na której ktoś inny napisał nazwę czegoś lub kogoś z DW, a potem zadajemy innym pytania, coby zgadnąć, co/kto to jest. Czemu zwracam na to szczególną uwagę? Gdyż wyszła z tego druga najzabawniejsza rzecz zjazdu. (O pierwszej ex aequo z „The Five(ish) Doctors Reboot” potem) Oto bowiem jeden z uczestników musiał odgadnąć, uwaga...”Brwi Capaldiego”. Za każdym razem, gdy przychodziła jego kolej na zadanie pytania, zanosiliśmy się dzikim śmiechem. A dla kolegi szacun, że w końcu zgadł. Runda druga może nie powalała aż tak, ale „Czapka Willferda” to tez niełatwa do odgadnięcia rzecz. No i wydawałoby się prosty „Moment” na którym ja poległem :(

Teraz pora na słówko o owej najzabawniejszej części, równie śmiesznej, co „Five(ish)...”, czyli kabarecie, który przygotowała Astroni. Kop w dalekanium, związana z wyciekiem z BBC odcinków tajemnica Poliszynela, który powinien już dawno wylecieć ze stacji czy uczczenie odejścia Jedenastego Doktora minutą Ciszy to tylko kilka z dowcipów, jakimi nas uraczyła. (Ten ostatni załapaliśmy z opóźnieniem, ale grunt, że w ogóle). Następnie ja wygłosiłem pogadankę o kanonie, zabarwioną również szczyptą humoru, z której wynikła krótka, acz fajna dyskusja. Ostatnim punktem programu była doktorowa Familiada, panowie sztuk dwa kontra panie sztuk trzy. Dostaliśmy się z kolegą do finału, ale tam zaskoczono nas jego niedoktorowatością, (Trzeba było odpowiadać na pytania rzeczami niezwiązanymi z DW) nie mieliśmy więc zbytnich szans :)

Czy coś w zjeździe nie dopisało? Raczej nie. Pogoda chociażby była w miarę – jak już pisałem, trochę padało, ale lepsze to, niż skwar. Bar także fajny oraz dobrze wyposażony – projektor i głośniki działały bez zarzutu i nie sprawiały problemów po podłączeniu do laptopa, a to już dużo. Ilościowo natomiast może nie było nas wiele (Pierwszego dnia dziewięć, drugiego siedem osób) ale wszyscy znakomicie się bawiliśmy.

I to już wszystko. Niniejszy tekst mogę zakończyć tylko w jeden sposób, cytatem z Brygadiera adresowanym do pozostałych uczestników zjazdu: Splendid fellows, all of You :)


POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                                                         Do bani:
- W zasadzie wszystko                                                                                        - Hejt na Moffa :)