środa, 29 stycznia 2014

Najwspanialszy Szoł w Galaktyce


Witajcie. Dzisiaj mam dla was recenzję przygody, której tytuł pasuje do całego serialu :)

THE GREATEST SHOW IN THE GALAXY
DOKTOR: Siódmy Doktor
TOWARZYSZE: Ace
WRÓG: Robo-klauni, Szef Klaunów, Bogowie Ragnaroku

MOCNY AKCENT
Historia ta zaczyna się od ukazania nam mężczyzny rapującego na cyrkowej arenie. Swoim utworem zachwala on widowisko wystawiane przez pewien niezwykły, galaktyczny cyrk. Tymczasem na pokładzie nasze ulubionej niebieskiej budki pojawia się mały robot z reklamą tegoż. Ace, która cierpi na lęk przed klaunami (ale oczywiście się do tego nie przyznaje) nie ma ochoty na takie rozrywki, ale Doktor - przeciwnie. Tymczasem na pustynnej planecie Segonax, gdzie odbędzie się rzeczony szoł, dwoje młodych ludzi przed czymś ucieka. Ich tropem udaje się złowrogi Szef Klaunów. A w międzyczasie pojawiają się też przedstawiciele różnych innych światów chcący wziąć udział w pokazie talentów, który to będzie częścią spektaklu...

ZAKRĘCENI
Zacznijmy od postaci, bo jest o czym mówić. Błyszczy oczywiście Doktor - choć często zachowuje się dziwacznie, za każdym razem po jakimś czasie widzimy, że miał w tym cel. Całość jego postępowania jest oczywiście podporządkowana głównej intrydze i chęci spuszczenia przez niego łomotu wrogom, którzy swoją tożsamość ujawniają dopiero bliżej końca. A ich pokonanie to prawdziwa perełka. Ace z kolei jest przez naszego herosa celowo narażana na konfrontację z takimi niebezpieczeństwami, których się boi. I z czasem zaczyna sobie radzić. Jeśli chodzi o postaci poboczne, jest ich sporo, a każda ma swój indywidualny i mało szablonowy charakter. Są wspomniani uciekinierzy, jest egoistyczny i samolubny globtroter, jest wreszcie osoba obciążona wilkołactwem (!) ... Wrogowie natomiast to już poezja. Mechaniczni klauni i ich szef są naprawdę upiorni, a główni mąciciele, Bogowie Ragnaroku... No po prostu nie dało się lepiej przedstawić zachowania istot będących czy uważających się za boskie. Są potężni, zadufani i egoistyczni w specyficzny sposób.

WIEŻA Z KART
Technicznie jest dobrze. Wspomniana wilkołacza forma jednej z postaci nie powala, ale inne rzeczy - już tak. Kostiumy wyglądają autentycznie, Bogowie Ragnaroku i ich moce prezentują się wybornie, a ich słudzy po prostu mają wypisane na twarzach (czy co tam kto ma) zło. Genialnie też prezentuje się planeta Segonax - zwłaszcza jej niebo, na którym widać inny glob. Część mechanicznych istot (ale nie główni wrogowie) jest lekko kiczowata, ale widać, iż zrobiono to rozsądnie i z premedytacją, więc kwasu nie ma :)

MIĘDZY STRONICAMI
Historia ta jest zawiła i pewne drobnostki nie zostały wyjaśnione, ale to jedyna wada. Poza tym jest fantastycznie. Mamy do czynienia z miksem różnych klimatów - daje się nam trochę  groteski i śmiechu by zaraz potem niespodziewanie przejść do horroru. A wielki finał odchodzi już od jakichkolwiek konwencji zastępując je tym nieuchwytnym czymś, co bez przerwy przyciąga nas do przygód Doktora :) A, i jest też nieco żartów z tzw. fandomu. (W osobie jednego z uczestników „konkursu talentów”...) Gorąco polecam.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                  Do bani:
- Niemal wszystko :)                                                             - Pewne niewyjaśnione drobnostki

2 komentarze:

  1. Już od zdania o rapującym panie jestem zainteresowana obejrzeniem tego odcinka! :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam za zwłokę ^^ No że też właśnie ten odcinek musiałam przegapić! Wiem, że go uwielbiasz i bardzo chętnie przeczytałam, za co. I dowiedziałam się, a ty pięknie to opowiedziałeś :)
    Biedna Ace, że ją Doctor cały czas nasyłał na tych klownów. Przestała się w końcu bać?
    "ich słudzy po prostu mają wypisane na twarzach (czy co tam kto ma)" hehe :D

    Bardzo mi się podobało :D

    OdpowiedzUsuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)