środa, 26 marca 2014

Klucz do Czasu, część czwarta: Androidy z Tary



THE ANDROIDS OF TARA
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Romana I
WRÓG: Hrabia Grendel z Grachtu

DWA KIERUNKI
W poszukiwaniu kolejnego fragmentu Klucza do Czasu Doktor i Romana trafiają na planetę Tara. Nasz heros jest mocno znudzony żmudną misją i zleca swojej towarzyszce, by sama zajęła się zlokalizowaniem fantu. On tymczasem udaje się na ryby. Początkowo kobiecie idzie doskonale - szybko znajduje i zabiera fragment, jednak zaraz potem szczęście ją opuszcza: zostaje zraniona przez lokalne stworzenie, a spotkany przez nią hrabia nie tylko nalega, by pojechała z nim do jego posiadłości, ale także... konfiskuje jej zdobycz! Nasza Władczyni Czasu tego nie wie, ale ów jest przekonany, że ma do czynienia z androidem... Tymczasem na drzemiącego sobie smacznie Doktora napotykają słudzy niejakiego księcia Reynarta. Jak się okazuje, arystokrata niedługo ma zostać koronowany, ale jego rywal będzie próbował go wyeliminować. Książę ma kontrplan, ale będzie mu potrzebny ktoś znający się dobrze na technice. Zgadnijcie, kto :) Niestety, wspomniany rywal okazuje się nie być w ciemię bity...

DYPLOMACJA I ŚCIEMY
Zdecydowanie największą zaletą tej historii jest nieco zawiła intryga z wykorzystaniem dużej ilości androidów mających kogoś udawać. Grendel chce zabić księcia? Podstawmy mechaniczny duplikat! Trzeba pozbyć się dziwnego przybysza? Robot-zabójca pod postacią jego przyjaciółki załatwi sprawę! A do tego wszystkiego okazuje się, że ktoś ma ŻYWEGO sobowtóra. Już łapiecie ten klimat? :) Dodam, że opowieść ta to luźna, whoniwersowska wariacja na temat powieści przygodowej „Więzień na zamku Zenda czyli Trzy miesiące w życiu angielskiego dżentelmena

CO BĘDZIEMY ROBIĆ PÓŹNIEJ
Postaci, postaci...Od czego by tu zacząć? Po pierwsze Romana występuje tu przede wszystkim w roli damy w opałach - co w drugim jej wcieleniu stanie się normą, ale w pierwszym jeszcze nie jest.  Jeśli chodzi o Doktora, to można śmiało powiedzieć, iż jest w życiowej formie. Radzi sobie ze skomplikowaną dworską intrygą oraz, jak to on, kolokwialnie mówiąc rżnie głupa na całego. Parę razy daje się wykołować, ale i tak jego jest na wierzchu. Postaciom drugoplanowym nie zaszkodziłoby trochę więcej czasu antenowego, ale dobrze, że choć czarny charakter, Grendel, błyszczał. Porywał różne osoby, kłamał, truł...Fakt, że chodzi mu tylko o nachapanie się, ale i tak jest świetny :)

SZCZERBA
Czy coś jest nie tak z tą historią? Poza wspomnianym brakiem rozbudowania postaci drugoplanowych pod koniec ma się wrażenie, że została nagle skrócona z pięciu części do czterech. Jak inaczej wytłumaczyć, iż po tym, jak wspomniana osoba mająca żywego sobowtóra idzie owego uwolnić, Doktor wpada w panikę? Inaczej mówiąc sobowtór miał zostać podmieniony na kolejnego sobowtóra, mechanicznego tym razem. Niestety, wątek ten wyparował tak szybko, jak się pojawił. Jest jeszcze jedno, drobne uchybienie, ale o tym w akapicie poświęconym stronie technicznej.

ZAPRAWA
Efekty specjalne są dobre. Energetyczne kusze i szpady wyglądają w akcji fajnie, skomplikowane kostiumy robią wrażenie, a otoczenie tchnie autentycznością. Nieźle wypadają też drobne detale, jak choćby wizjer K9, jarzący się w mroku. Co natomiast wypadło słabo, to fakt, iż podczas dużej części finałowego, szermierczego pojedynku nie ma w tle żadnego podkładu muzycznego. Wypada to tym słabiej, iż ów pojawia się potem, w scenie oblężenia, i, jak by to rzec, widać, co straciliśmy...

SZCZEGÓŁY
Czy watro poświecić czas na tę przygodę? Warto. Ma fajną, zawiłą intrygę, trzymające w napięciu cliffhangery, a i humoru trochę w niej jest. (Skoro o tym mowa, ostatnia scena wywołuje naprawdę szeroki uśmiech) Naprawdę niezła, mimo pewnych uchybień, które na szczęście nie przeważają.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                        Do bani:
- Doktor w akcji :)                                                              - Nieważne postaci z drugiego planu
- Intryga z mnóstwem sobowtórów                                      - Jeden urwany wątek
- Niezła strona techniczna
- Świetny przeciwnik

środa, 19 marca 2014

Dziesięć tysięcy wejść na tegoż bloga - recenzja niespodzianka!


Witajcie. Dzisiaj przerwa od poszukiwań Klucza do Czasu, gdyż, jak mogliście zauważyć w tytule, blogowi stuknęło dziesięć tysięcy wejść. Bardzo mi miło, że doceniacie moją pracę, i z tej okazji mam dla Was bardzo specjalną recenzję. Zapraszam.

THE FIVE(ISH) DOCTORS REBOOT
GŁÓWNI BOHATEROWIE: Peter Davison, Colin Baker, Sylvester McCoy
WRÓG: Steven Moffat

Zacznijmy od tego, że tej recenzji nie przeprowadzę jednak osobiście - w specjalnym castingu wybrałem dwóch osobników, którzy wyjątkowo zrobią to za mnie. Pierwszy to pochodzący z krainy płaszcza i szpady, bojownik o sprawiedliwość społeczną, pan Dieg...
Ćśśśś! Jestem tu incognito!
Oczywiście, przepraszam. Pan Zorro we własnej osobie.
Witam
Drugi z naszych recenzentów przyleciał do nas na własnych skrzydłach wprost z magicznego Albionu. Powitajmy Wielkiego Smoka Kilgharraha.
Witajcie wszyscy. Swoją drogą czemu moim partnerem musi być taki chudzielec? Miałem nadzieję na tłuściutkiego sierżanta, zbliża się pora mojego obiadu!
Nie odpowie ci, już sobie poszedł. To co, zaczynamy tę recenzję?
Nie widzę przeszkód. Możesz mówić pierwszy, zakąska.

ZGRUPOWANIE
Akcja zaczyna się w Boże Narodzenie 2012. Peter Davison i jego dzieci oglądają odcinek DW „The Snowmen” i zastanawiają się, które wcielenia Doktora wystąpią w specjalnym odcinku na pięćdziesięciolecie serialu. Młode pokolenie nieszczególnie martwi się tym, że najprawdopodobniej będą to tylko David Tennant i Matt Smith.
Davison jednak ciągle ma nadzieję, że będzie inaczej - objawia się to w jego sennych marzeniach, w których to jest na planie wspomnianego specjalnego epizodu a wszyscy, na czele z Mattem Smithem i Jenną Coleman, mają gwiazdki w oczach na sam jego widok. Potem jednak sceneria snu się zmienia - Janet Fielding (Tegan) pojawia się, by uświadomić mu, że ani on, ani inni odtwórcy ról klasycznych Doktorów się nie pojawią
Ha! A czego się spodziewaliście po tym pozerze Moffacie? Może Toma Bakera jako kustosza w muzeum?
Zjeżdżaj stąd, Kilowog! Kto cię tu w ogóle wpuścił?
Jestem sierżantem Korpusu Zielonych Latarni! Mam upoważnienia do wejścia, gdzie chcę! A to i tak nie było łatwe - drzwi pilnował jakiś rechoczący dziwak z przypinką „2”!
Zostań tu jeszcze przez chwilę, a połknę cię razem z twoimi uprawnieniami!
Tylko spróbuj, gadzie!

MISJA NAWYŻSZEJ WAGI
Aaach, nie ma to jak dobra przekąska. Wracając jednak do rzeczy: zarówno Davison, jak i Colin Baker oraz Sylwester McCoy przez kolejne miesiące usilnie próbują dodzwonić się do Stevena Moffata celem uzgodnienia swoich występów w jubileuszu. Niestety, ów jest zajęty czymś innym...
Nie zdradzimy jednak, czym - to jest zbyt dobra scena, by ją zaspoilerować.
Słusznie prawisz. Opowiedz może o postaciach drugoplanowych tej opowieści.
Chętnie.  Z pozostałych Doktorów na kilka chwil pojawia się bożyszcze niewyżytych nastolatek czyli David Tennant, oraz ulubieniec pewnej królowej*, Paul McGann. Toma Bakera uświadczymy, niestety, tylko w archiwalnej scenie, z podłożonym głosem.
Fakt, trochę szkoda, ale to i tak było zabawne.
No wiem, ale jednak... Nieważne zresztą. Sceny z wyżej wymienionymi są świetne. Poza tym rządzą też takie perełki, jak paczka, którą otrzymuje Colin Baker i reakcja jego rodziny, czy telefoniczna wiadomość nagrana przez Russela T. Daviesa.
I jeszcze wstydliwy sekret Johna Barrowmana! Oraz scena ze strajkowaniem naszych byłych Doktorów pod studiem!

KONSTRUKCJA I DESTRUKCJA
Jeśli chodzi o kwestie techniczne, z oczywistych przyczyn nie ma tu wiele do powiedzenia. Mamy bowiem do czynienia z historią udającą rzeczywistość. Trochę jednak efektów można było zauważyć, na przykład wspomniany na początku sen Petera Davisona.
Podczas jednej ze scen da się też zauważyć m.in. Sontaranina. Strona techniczna więc na plus. Dostrzegasz jakieś wady? Techniczne lub inne?
Jedną, i, jak sądzę, będziemy tu jednomyślni. Ale o tym za chwilę.

MOGŁO BYĆ
Taak, jeżeli w czymś się stuprocentowo zgadzamy to w fakcie, że można było trochę bardziej rozbudować i wydłużyć tę znakomitą opowieść.
Owszem. Z pewnością poziom by się nie obniżył, gdyby całość trwała dłużej, niż te pół godziny. Ale poza tym było przednio. Choć czarny charakter w zasadzie wygrał...
Ale przynajmniej dowiedzieliśmy się, co/kto było pod zasłonami w muzeum. I że to wcale nie Zygoni.

RAZEM
Witajcie ponownie, wracam, by osobiście dokonać podsumowania. Jak już zdążyliście się (mam nadzieję) przekonać, „The Five(ish)...” jest historią rewelacyjną i zdecydowanie wartą obejrzenia. Gorąco polecam w imieniu swoim oraz dzisiejszych recenzentów: Kilgharraha oraz... smoku, gdzie się podział Zorro?
Eee... Poszedł na obiad.
Że co? No, dobrze. Pozostało więc już tylko...

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚC STAŁA

Na plus:                                                                                              Do bani:
- Mnóstwo przedniego humoru                                                            - Trochę za krótko
- Davison, C. Baker i McCoy - czy to się mogło nie udać? :)
- Udane scenki z wieloma innymi osobistościami DW
- Finał


* Sprawa personalna - wtajemniczeni wiedzą :)

środa, 12 marca 2014

Klucz do Czasu, część trzecia: Głazy Krwi



THE STONES OF BLOOD
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Romana I
WRÓG: Cessair z Diplos, Ogri

POWROTY
Trzeci segment Klucza do Czasu okazuje się być ukryty gdzieś na Ziemi. Doktora bardzo cieszy ten fakt, jego radość przerywa jednak wiadomość przekazana mu przez tajemniczy głos. Głos ów przypomina mu o Czarnym Strażniku, który również szuka Klucza. Nasz heros postanawia wyjawić Romanie prawdę: to nie Lord Prezydent wysłał ją na poszukiwania - zrobił to udający go Biały Strażnik. Tymczasem na Ziemi, całkiem niedaleko miejsca, gdzie wkrótce pojawią się nasi Władcy Czasu swoje obrzędy przeprowadza sekta współczesnych druidów... A Doktor i Romana poznają tam też pewną parę archeolożek, które to będą mieć spory wpływ na ich losy, choć same jeszcze tego nie wiedzą!

WIDOK Z GÓRY
Kilka słów ogółem o tej historii: można ją podzielić jakby na trzy etapy: odrobinkę powolny wstęp, długi, klasyczny etap ze zwrotami akcji i w ogóle oraz połączoną z samym finałem część, która na nowo definiuje słowo „groteska”. Kiedy już większość tajemnic związanych z antagonistką zostaje rozwikłanych, Doktor  napotyka na pewne biomechaniczne istoty określające się stróżami prawa. W związku z nimi nasz heros... wstępuje na wokandę :) Więcej nie chcę zdradzać, popatrzcie sobie tylko na ten obrazek:



PUŁAPKA
W kwestii postaci, to Doktor i Romana świetnie się tu spisują jeśli chodzi o logiczne rozumowanie i wiedzę - inna sprawa, że częściej, niż kiedykolwiek dają się tak dosłownie jak i metaforycznie znokautować. Na szczęście jest ich dwoje, więc zawsze mogą liczyć, że to drugie przyjdzie z pomocą. Mamy tu też sporo K9, co dla mnie zawsze jest zaletą. Nasz mechaniczny burek często robi coś wywołującego u widza uśmiech. W ogóle cała ta historia może nie powoduje jakichś wybuchów rechotu, ale z poważną czy nawet obojętną miną oglądać ją trudno - co chwila mamy jakąś słowną perełkę. Wracając jednak do postaci, jedna ze wspomnianych archeolożek, sędziwa Amelia Rumford, to bardzo fajna postać. Gotowa do działania, sympatyczna i pomocna, starająca się najlepiej jak może „ogarnąć” pozorne absurdy świata Doktora, w jaki dość niespodziewanie wkracza.

WIEŻA Z ZAPAŁEK
W sprawach technicznych narzekać z pewnością powinno się na wygląd Ogrich - sług głównej „złej”. To wielkie, fosforyzujące głazy, wyglądające jakoś tak zbyt miękko jak na kamienie i dziwnie się poruszające. Słabo, słabo. Dla kontrastu efekty wszystkich kosmicznych gadżetów to świetna robota. Podobnie, jak wnętrze statku, gdzie... dobra, bez spoilerów. Dość powiedzieć, że wnętrze owo wygląda mało oryginalnie, ale na tyle dobrze, że dzisiejsze epizody by się zbytnio nie powstydziły.

ZŁOTO I MIEDŹ
Niedociągnięć, niestety, troszkę jest. Watek druidzkiej sekty urywa się bardzo szybko i w zasadzie wydaje się być zapychaczem. Zdarzyło się też, że słowa postaci przeczą jej czynom (Doktor ma iść gdzieś indziej, idzie gdzieś indziej, K9 ma postawić barierę, zamiast tego strzela, itp.) Te ostatnie to drobnostki, ale dobrze by było bardziej zadbać o takie rzeczy.

RAZEM
Jest to, w mojej opinii, najsłabsza część Klucza do Czasu, co jednak nie oznacza, że słaba. Dobra i warta obejrzenia, ale po prostu po dwóch świetnych segmentach „tylko” dobra wydaje się nie sprawiać tak pozytywnego wrażenia, na jakie zasługuje.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                               Do bani:
- Doktor i Romana pomagający sobie nawzajem                   - Wygląd Ogrich
- Dużo K9                                                                          - Urwany wątek druidów
- Wiele zabawnych tekstów                                                 - Postaci same sobie czasem przeczą
- Solidna dawka groteski na koniec
- Efekty gadżetów i tła

środa, 5 marca 2014

Klucz do Czasu, część druga: Piracka Planeta


Witajcie. Dzisiaj przed Wami drugi segment wyprawy po Klucz Do Czasu - zapraszam na Piracką Planetę, stworzoną z wyobraźni Douglasa Adamsa.

THE PIRATE PLANET
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Romana I
WRÓG: Kapitan, Xanxia

ZGODA NA START
W podziemnej bazie pełen cybernetycznych implantów mężczyzna zwany Kapitanem odbiera raport na temat cennych surowców i rozkazuje je wydobywać. Ludziom na powierzchni ogłasza nadejście nowej ery prosperity. Gdy jeden z nich imieniem Pralix zdaje się na to nie zważać, tajemnicza grupa osobników w żółtych płaszczach przystępuje do telepatycznej obserwacji tegoż. Tymczasem Doktor i Romana są na tropie drugiego fragmentu Klucza. Mężczyzna nie jest jednak w stanie zmaterializować Tardisa na planecie Calufrax, co po chwili czyni jego towarzyszka - ku wściekłości naszego herosa w pozbawiony finezji, podręcznikowy sposób. Na miejscu okazuje się jednak, że mimo, iż są w dobrym punkcie kosmosu, pod ich nogami znajduje się... zupełnie inna, niż Calufrax planeta! Tymczasem ku rozpaczy siostry i dziadka Pralixa, wpada on w poważną chorobę...

ROZKŁAD
Od czego tu zacząć? Doktor i Romana dogadują się już dużo lepiej, niż w poprzedniej historii, choć nasz heros nadal usilnie próbuje pokazać, jaki z niego as. Sama Romana natomiast przez większość czasu zachowuje się jak dystyngowana dama, choć jeśli trzeba bez wahania łapie za karabin. Oboje naszych Władców Czasu natomiast prezentują dużo sprytu oraz w zasadzie wszechstronność - w każdej sytuacji się odnajdują. Doktor zazwyczaj tak ma, ale jego towarzysze - rzadziej. Postaci drugoplanowe niestety nie są jakoś szczególnie rozbudowane - poza Pralixem i jego, nazwijmy to, nowymi kolegami, mamy wspomnianą siostrę rzeczonego, Mulę i jego przyjaciela, Kimusa, oboje sztampowych :(  Sztampowy natomiast nie jest Kapitan - niegdyś galaktyczny korsarz, po katastrofie dla ratowania życia zmieniony w cyborga. Ma mnóstwo cech właściwych dla pirata, ale momentami odzywa się w nim inna, nieco megalomańska natura. Podobnie, jak w przypadku wroga z ubiegłotygodniowej historii, końcówka (Nie sam moment porażki, ale kilka chwil przed nią) robi wrażenie i ciężko ją zapomnieć. A kim jest wspomniana w etykiecie Xanxia? Nie mogę powiedzieć. Spoilers, sweeties :)

BUDOWA RDZENIA
Technicznie nie mam jakichś poważniejszych zastrzeżeń. Kapitan wygląda świetnie, podobnie, jak cywilizacja planety, na której dzieje się akcja - ewidentnie stylizowana na starożytności, prawdopodobnie Grecji. Efekty broni są bardzo proste, ale zarazem takie, jak trzeba, a wybuchy - efektowne. Świetnie zrealizowano efekt anomalii czasowych a jedno, co można by zrobić lepiej, to końcowy telepatyczny kontakt, jaki nawiązał Doktor. To wyglądało słabo. Na szczęście tylko to :)

W GÓRĘ
Oglądając tę historię, nie można się nudzić. Cały czas mamy wrażenie, że Kapitan nie jest w pełni u władzy, co okazuje się być racją. Ze słów niektórych postaci można oczywiście wywnioskować, o co naprawdę chodzi, ale stanowi to łamigłówkę i fajne wyzwanie dla widza. Cieszy też duży udział K9 w akcji - wielokrotnie spisał się świetnie. Nauczył się też znaczenia pewnego zwrotu, co demonstruje na koniec :) Nawiasem mówiąc Doktorowi bardziej wyszłoby na zdrowie, gdyby częściej dopuszczał mechanicznego psiaka do głosu, gdy ten chce coś powiedzieć :) Ostatnią sprawą jest humor - nie ma go może aż tak wiele, ale niektóre teksty Romany powalają, a próba kradzieży latającego samochodu przez Doktora (Dwa razy i z użyciem żelków!) to istna poezja.

DECYZJE
Drugi segment Klucza do Czasu tylko minimalnie i tylko w niektórych kwestiach ustępuje pierwszemu. Jest świetny, wciąga i naprawdę warto go obejrzeć. Polecam. Nawiasem mówiąc, jeśli jesteście fanami twórczości Douglasa Adamsa, zawarł on tu dwa-trzy małe nawiązania do swoich utworów.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                             Do bani:
- Wszechstronni Władcy Czasu i dużo K9 :)                   - Sztampowe postaci z drugiego planu
- Kapitan i związana z nim zagwozdka
- Humor
- Strona techniczna