środa, 30 kwietnia 2014

Dziesiąta Planeta



Witajcie ponownie. Dzisiaj recenzja z gościem - a jest nim Affciu
Cześć, jestem gościem.
Opowiemy Wam dzisiaj o pewnej historii, która nie tylko wprowadziła Cybermanów, ale i... pewien istotny dla serii koncept. Nie przedłużając:

THE TENTH PLANET
DOKTOR: Pierwszy Doktor
TOWARZYSZE: Polly Wright, Ben Jackson
WRÓG: Cybermani

NOWI GOŚCIE
W roku 1986 na orbitę Ziemi wysłana zostaje sonda atmosferyczna Zeus IV z pilotami Glynem Williamsem i Danem Schultzem na pokładzie. Zawiaduje nią załoga bazy umiejscowionej na Biegunie Południowym. W jej pobliżu materializuje się Tardis z Doktorem, Polly i Benem na pokładzie. Nasi bohaterowie są świadkami coraz to dziwniejszych wydarzeń: energia sondy zostaje przez coś wyssana, a urządzenia bez cienia wątpliwości pokazują, że między Marsem a Wenus pojawiła się... nieznana planeta!

PACZKA
Oddajmy głos naszemu gościowi. Co Ci się najbardziej podobało w tej przygodzie?
Zdecydowanie to, jak wiele tam fantastycznych momentów, które niejednokrotnie zaskakują widza. Ten niesamowity, rzekłbym pogrzebowy, nastrój. Czuć od początku, iż z Doktorem coś nie tak. Już sam początek sugeruje, że może się pod koniec stać coś niezwykłego. I się dzieje, albowiem finał jest jednym z najlepszych w historii serialu. Doktor na początku trzeciego epizodu wyraźnie czuje się źle i jest to przedstawione fenomenalnie. Zresztą, każdy cliffhanger jest świetny w tejże historii (z naciskiem na epizod pierwszy, coś fantastycznego). Czuć tutaj ciężki klimat, czuć, że kończy się era.
A mi najbardziej przypadli do gustu sprawcy całej awantury, czyli Cybermani - to ich debiut, a już dali czadu. Zarówno pod względem ich historii jak i ich wyglądu i zachowania. O  wyglądzie więcej potem, przy omawianiu strony technicznej, natomiast ich plan to istna poezja. Czuć, że choć nie mają już ludzkich emocji, to sprytu im wcale nie brakuje. Na uwagę zasługują też cliffhangery, ale nie spoilerujemy :)

KIM ONI SĄ
Jeśli chodzi o charaktery postaci, powiedziałbym że Polly i Ben mimo, iż nie błyszczą jakoś wybitnie, całkiem nieźle sobie radzą, jednocześnie nie tracąc swoich najbardziej charakterystycznych cech - czytaj marudzenia :) Dziewczyna ma nawet sensowne powody ku temu - jako jedyna przedstawicielka płci pięknej w bazie, czuje się niekomfortowo. A Ben...Ben po prostu lubi narzekać, ale to jemu bohaterowie zawdzięczają odkrycie słabości Cybermanów. Natomiast postaci drugoplanowe są iście z krwi i kości: znerwicowani całą sytuacją, różniący się od siebie nawzajem, nieufający zbytnio przybyłym niewiadomo skąd osobnikom... A Doktor, choć momentami go brakuje, (o czym w późniejszym akapicie) błyszczy wiedzą i charyzmą
Postaci zaiste są świetne. Ben i Polly mieli prawo jęczeć, ponieważ, jakby nie patrzeć, nie znaleźli się w bardzo komfortowej sytuacji . Szczerze mówiąc, bardzo podobała mi się atmosfera wewnątrz bazy – czuć było narastającą paranoję, a i „poboczny” antagonista był fajny i co najlepsze, miał powody, aby zachowywać się w ten sposób. Doktora faktycznie nieco mało, ale nie można mieć wszystkiego.

KONSTRUKCJA
Nie mam zbyt wielu zarzutów do strony technicznej. Cybermani jak na czasy powstawania tej przygody sprawiają niezgorsze wrażenie, a drobne niedociągnięcia można wyjaśnić tym, iż są przecież swoistymi prototypami...
Fakt, strona techniczna wypada nieźle – nie ma rażących po oczach efektów specjalnych, wszystko wygląda fajnie. Przyznam, że strasznie mi się spodobały… napisy kończące każdy odcinek. Ze literki lecące w tle sprawiały jakieś takie fajne wrażenie i  czcionka w nich umieszczona była bardzo fajna. Ot, szczegół, a bardzo cieszy.

NIEDOCIĄGNIĘCIA
The Tenth Planet nie jest pozbawione wad. Zdecydowanie największą jest fakt, że epizod czwarty, w którym (na dobrą sprawę) wreszcie dostajemy rozwiązanie wszystkiego zaginął. Finał jednak istnieje, a to on jest w tej historii najważniejszy. Za wadę można uznać też epizod trzeci, który skupia się na pobocznych wątkach, a nie na głównym.
Osobiście nie określiłbym wadą tej historii per se, że jedna część należy do zaginionych, aczkolwiek mi trochę przeszkadzało, że przez pewien czas sam Doktor miał nie za duży udział w akcji. Oczywiście było to odpowiednio uzasadnione, ale i tak nie stanowiło zbyt fajnego motywu. Na szczęście poza tym jest przednio.

RAZEM
Mamy do czynienia z całkiem fajną historią. Trzymającą w napięciu, ciekawą, i wprowadzającą też trochę do uniwersum Doktora.
Ma ona swoje wady, ale bledną one w porównaniu z resztą przygody, ta albowiem jest świetna i naprawdę warta obejrzenia.
Dokładnie tak. Polecamy.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                               Do bani:
- Wartka akcja                                                                                    - Trochę za mało Doktora
- Charaktery postaci
- Cybermani i ich plan

środa, 23 kwietnia 2014

Słuchowisko: Sobór Nicejski



Witajcie. Przy okazji plotek o odcinku z Sherwood, który czeka nas w przyszłości, i który niestety nie będzie odcinkiem gdzie jedyne elementy science-fiction to Doktor, towarzyszka i Tardis (a takowego od laaaat nie było) postanowiłem zapoznać się ze słuchowiskiem tego typu. Oto przed Wami:



THE COUNCIL OF NICAEA
DOKTOR: Piąty Doktor
TOWARZYSZE: Peri Brown, Erimem
WRÓG: Konstantyn I, Atanazy

KARTA
Piąty Doktor w towarzystwie Peri i Egipcjanki imieniem Erimem przybywa do Nicei w roku 325 n.e. aby na własne oczy zobaczyć Pierwszy Sobór Nicejski. Kiedy przypadkowo nasi bohaterowie zostają rozdzieleni przez walczący tłum, Władca Czasu trafia przez oblicze cezara, który wyznacza mu zadanie zbadania tego, co się kryje za narastającymi zamieszkami. Dziewczyny spotykają natomiast niejakiego Ariusza - teologa mającego odmienny, niż reszta Kościoła pogląd na temat relacji Boga Ojca i Syna Bożego. Z tego powodu jest oskarżony o herezję a jego sprawa ma zostać rozpatrzona na soborze - oczywiście bez jego osobistego udziału. Ten ostatni fakt mocno wkurza Erimem, która to chce za wszelką cenę zmienić bieg wydarzeń. Doktor bezskutecznie stara się jej uświadomić, że mają do czynienia ze stałym punktem w czasie i jej działania doprowadzą tylko do biedy. Dziewczyna jest jednak nieugięta...

CZTERY NOGI
Jeśli jesteście fanami Piątego Doktora to sposób, w jaki go ukazano w niniejszym słuchowisku może nie przypaść Wam do gustu. Nasz heros jest tu bowiem dużo bardziej surowy i nieustępliwy, niż w jego serialowych przygodach. Oczywiście mimo wybuchów złości nawet sprawiającej kłopoty Erimem nie zostawi samej sobie, ale fakt jest faktem. Nasza Egipcjanka natomiast szaleje na całego - stara się walczyć o to, co dla niej słuszne bez względu na wszystko. Jest trochę naiwna, i generalnie większość czasu spędza w tarapatach, w które wpędza się sama, ale ma dobre intencje. O dziwo tymczasem Peri w zasadzie nie trzeba ratować - co jest chlubnym wyjątkiem :)

KOLORY
W etykiecie jako wrogów wymieniłem Konstantyna i Atanazego. Ten pierwszy w zasadzie wrogiem per se nie jest - chce tylko utrzymania porządku i wykorzystuje w tym celu swoją władzę do granic możliwości. Na szczęście dla naszych bohaterów jest też momentami podatny na perswazję. A Atanazy? Jest go niewiele, ale można stwierdzić, iż pełni rolę ukrytego w cieniu mistrza marionetek. Całkiem zgrabnie manipuluje różnymi osobami celem pognębienia Ariusza, a jego ścieżki nawet nie krzyżują się bezpośrednio z Doktorowymi. Fajnie pomyślane.

WĄTPLIWOŚĆ
Czy są jakieś wady? Poza wspomnianym nie do końca takim jak zwykle Piątym Doktorem - nie. Nawet aktorów podkładających głosy postaci historycznych dobrano tak, aby w miarę możliwości odpowiadali wiekiem tym bohaterom z czasów soboru. (Sprawdziłem!) Nie ma się do czego przyczepić.

ZASADY I REGUŁKI
Z pewnością nie jest to słuchowisko dla każdego. Nie wszyscy wszak lubią historie z Doktorem i spółką jako jedynymi elementami science-fiction, ale jeśli nie macie nic przeciwko takim produkcjom, to w zasadzie mało prawdopodobne, by ta historia się Wam nie spodobała. Mamy w niej sporo akcji, trochę intryg, wyrazistych bohaterów... Nawet szczyptę humoru w jednym momencie. („Co on mi dał? Co mam zrobić z tym...Euro?”) Polecam.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                                 Do bani:
- Historyczna intryga                                                                              - Piąty jak nie Piąty :)
- Czarny charakter działający z ukrycia
- Dużo akcji

środa, 16 kwietnia 2014

Niesamowite dziecko



AN UNEARTHLY CHILD
DOKTOR: Pierwszy Doktor
TOWARZYSZE: Susan Foreman
WRÓG: Kal

GRUNT TO WEJŚCIE
Tę pierwszą w historii DW przygodę zaczynamy od (pomijając ujęcie policjanta...) poznania dwójki nauczycieli - Iana Chestertona, zajmującego się naukami ścisłymi oraz historyczki, Barbary Wright. Oboje ich zastanawia jedna z uczennic, niejaka Susan Foreman. Dziewuszka jest dziwna - wszystkie fizyki, chemie, itepe itede ma w małym paluszku, natomiast gubi się w pewnych oczywistych faktach, jak choćby system miar stosowany w Wielkiej Brytanii. Dziwnie też reaguje na kwestie historyczne, oraz napomyka o wydarzeniach, których jeszcze nie było. Po skończeniu zajęć nauczyciele postanawiają ją śledzić i trafiają na stare złomowisko, gdzie spotykają dziwacznego starca i odrapaną, niebieską budkę. Nie wiedzą jeszcze, jak bardzo zmieni się ich życie już za kilka chwil...

NA START
Uwaga techniczna: Iana i Barbary nie uwzględniłem w etykiecie, gdyż według mnie regularnym towarzyszem per se zostaje się historię po dołączeniu :) Aczkolwiek skoro już o naszych bohaterach mowa, jacy są? Pozytywni do szpiku kości. Nieco uparci i nadgorliwi, ale pozytywni. W przeciwieństwie do Doktora, któremu to po tej jednej historii można postawić zarzut kidnapingu, usiłowania morderstwa i jeszcze kilka innych. A co robi Susan? To, w czym jest i będzie dobra - panikuje i drze dzióbek na cały regulator. Nie wspomniałem jeszcze o wrogu - niejakim Kalu. Jest to neandertalczyk i nie w sensie metaforycznym - zasadnicza część przygody ma miejsce w prehistorii, gdzie ten ostatni próbuje przejąć kontrolę nad lokalnym plemieniem. Za pomocą różnego rodzaju kłamstw i półprawd. Pierwszy wróg w historii DW, i nawet niezgorszy!

USTAWIENIE
Nie, żebym uważał, że pomysł z Susan chodząca do szkoły ma jakikolwiek sens, ale stanowi on oczywistą ramę do poznania przez Iana i Barbarę Doktora, więc się nie czepiam. Trochę natomiast przeszkadza mi chaos, jaki momentami wkrada się do tej historii - na przykład w momencie, gdy Ian, Barbara i Susan włażą do jaskini i zaczyna się bójka z dzikusami - ciężko wtedy dojść, kto jest gdzie i kogo bije. Tempo całości może nie należy do najszybszych, ale ponieważ ciągle coś się dzieje, nie sposób się nudzić.

DŹWIGNIA
Efektów specjalnych w zasadzie nie ma, w końcu to rok 1963, a w historii tej Doktor, Susan i Tardis to jedyne nieziemskie „obiekty” :) Wszystko wygląda należycie: plenery, kostiumy dzikusów czy rekwizyty typu czaszki. Nie mam jakichś szczególnych uwag. Jest coś jeszcze natomiast: pewna scenariuszowa perełka, o której wręcz trzeba wspomnieć, a mam tu na myśli pewien świetny monolog Doktora. Zakończony odpaleniem silników Tardis/a. "We shall get back". Już kojarzycie? Bomba, prawda? :)

SKARBY
Czy warto obejrzeć tę historię? Myślę, że tak. Może nie jest jakoś rewelacyjna, ale potrafi zaciekawić, a poza tym... no cóż, od niej wszystko się zaczęło!

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                                   Do bani:
- Znakomity Doktor                                                                                 - Chaos momentami
- Ciągle coś się dzieje
- Strona techniczna

środa, 9 kwietnia 2014

Klucz do Czasu, część szósta: Czynnik Armageddonu



Witajcie. Dzisiaj wreszcie długo oczekiwany finał sagi Klucza do Czasu. Zobaczcie, gdzie znajduje się ostatni fragment artefaktu, i jaką przybrał formę. Zapraszam.

THE ARMAGEDDON FACTOR
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Romana I
                                                    WRÓG: Cień, Czarny Strażnik

POSTAWY
W kosmosie toczy się zaciekła bitwa między planetami Atrios i Zeos. Księżniczka tej pierwszej, Astra, próbuje wymusić na mającym realną władzę Marszałku negocjacje pokojowe, jednakże bezskutecznie. Ów dalej chce walczyć nawet mimo, iż z jakiegoś powodu jego ludzie nie są w stanie namierzyć wrażego globu. Wbrew pozorom nie jest to tylko jakiś kamuflaż - Tardis z Doktorem i Romaną na pokładzie zamiast na Zeos materializuje się... w środku kosmicznej pustki! Nasz heros domyśla się, że maczał w tym łapska Czarny Strażnik...

DWIE STRONY
Mamy tu do czynienia z masywną sześcioczęściówką, jest więc wystarczająco czasu do działania i dla Doktora i dla Romany. Oczywiście oboje więcej niż raz wpadają w poważne tarapaty, ale potrafią z nich wyjść nierzadko współpracując - ładnie pokazuje to drogę, jaką przeszli od czasu rozpoczęcia misji zgromadzenia fragmentów Klucza. A jak jest z innymi postaciami? Niezgorzej. Księżniczka Astra to próbująca zaprowadzić pokój pacyfistka, uwikłana w starcie sił większych, niż może sobie wyobrazić i bezwzględnie przez te siły wykorzystywana. W jej otoczeniu kryje się oczywiście zdrajca (Trochę mimowolny, ale zawsze - aczkolwiek bez spoilerów ) choć trafiają się też i lojalni słudzy :) Fantastyczny jest sługa Czarnego Strażnika, Cień. Sprytny, potężny i do szpiku kości zły. Jeden z fajniejszych wrogów, choć można narzekać, że skończył troszkę zbyt sztampowo. No i jest też jedna mniej ciekawa i rozbudowana postać, a bynajmniej...trzeci po Doktorze i Romanie Gallifreyczyk. Tworząc go scenarzyści niezbyt się popisali, choć i on miał momenty :)

SCENA Z ŻYCIA
Przyznać trzeba, iż największą zaletą tej przygody jest ilość scen, w których opada nam szczęka ze zdziwienia. A trochę ich jest. Pewien bliższy już finału motyw z K9 (Którego jest pełno, i świetnie!) ujawnienie tożsamości spiskowca wśród ludzi Astry, to, jaką formę przybrał ostatni fragment Klucza, tajemnicze zachowanie Białego Strażnika czy... reakcja Doktora, gdy udaje się jemu i Romanie skompletować artefakt. Nawet dla samych tych momentów warto obejrzeć, a przecież to tylko niewielkie fragmenty długiej i wciągającej fabuły. Mamy też, jakżeby inaczej, troszkę humoru, choć historia jest raczej w poważnym klimacie. Kilka doktorowych nawiązań do różnych wybitnych Ziemian czy powalające niekiedy uwagi Romany to malutkie, ale sympatyczne akcenty.

WIDZIMY
Niezgorzej jest także w sprawach technicznych. Dobrze wygląda kosmos, czy planety widziane z dystansu. Fantastyczne są tła i kostiumy, a już powala wygląd Cienia. Na pierwszy rzut oka widać, z kim mamy do czynienia - z nienaturalną istota stworzoną przez kwintesencję zła. Nie mniej świetnie wygląda rasa zamieszkująca opustoszały świat rządzony przez stwora - Niemi, bo o nich mowa, to pod względem technicznym genialne w swej upiorności istoty.

USTERKI
Historia ta nie ustrzegła się jednej poważnej wady: stanowczo przesłodzono finał wątku księżniczki Astry. Coś niekoniecznie dla niej dobrego, choć wynikające z jej świadomej decyzji postanowiono na końcu jakoby zmienić w pełny happy end. Po co, ja się pytam?

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                                Do bani:
- Świetna intryga                                                                           - Przesłodzony finał dla Astry
- Postaci
- Strona techniczna
- Zaskakujące zwroty akcji

I oto dobrnęliśmy do końca sagi Klucz do Czasu. Sześć bardzo dobrych historii, wiele godzin rozrywki. Gorąco polecam zarówno ten świetny segment, jak i wszystkie pozostałe. Nie zawiedziecie się.

środa, 2 kwietnia 2014

Klucz do Czasu, część piąta: Moc Krolla


Witajcie. „Klucz do Czasu” powolutku zmierza ku końcowi, pozostały już tylko dwa fragmenty do odnalezienia. Zapraszam na spotkanie z potwornym Krollem :)

THE POWER OF KROLL
DOKTOR: Czwarty Doktor
TOWARZYSZE: Romana I
WRÓG: Kroll, Thawn, Ranquin

ZŁOŻA
Piąty fragment Klucza do Czasu znajduje się na trzecim księżycu planety Delta Magna, Delta III. Ludzka korporacja prowadzi tam wydobycie różnych cennych surowców, podczas, gdy Bagniacy, rasa prymitywnych, zielonoskórych tubylców przygotowuje się do buntu. Broń dostarcza im pracujący dla Synów Ziemi (ludzkiej organizacji sprzeciwiającej się podbijaniu planet należących do innych ras) przemytnik Rohm-Dutt. Podczas poszukiwania fantu Doktor napotyka pracowników korporacji, a Romana wpada w ręce zielonoskórych, którzy postanawiają złożyć ją w ofierze swemu potwornemu bóstwu zwanemu Kroll...

W GÓRĘ
Zacznijmy od postaci. Pracownicy wspomnianej korporacji są zarysowani wyraziście i naprawdę fajnie. Różnią się między sobą, mają zupełnie odmienne światopoglądy i w ogóle ciekawe z nich persony. Tym bardziej szkoda, że... Dobra, bez spoilerów :) Niewiele gorzej wypadają Bagnaicy z ich kultem potwornego Krolla i zachowaniem podobnym nieco do Indian z opowieści o dzikim zachodzie. W ogóle mamy tu trochę podobieństw do tej ery, ale to już musicie zobaczyć sami. Niewielki udział w całej akcji miała Romana, ograniczając się na dobrą sprawę tylko do rzucania trafnych komentarzy i wskazówek - reszta została na barkach Doktora. Szkoda, że nie uświadczyliśmy K9, ale zostało to wiarygodnie wyjaśnione. A podkładający za naszego mecha-burka głos aktor ten jeden raz pojawił się na ekranie w całej okazałości.

NASZE BUDOWLE
Technicznie nie jest źle. Bagniacy wyglądają prosto, ale fajnie, podmokłe tereny księżyca Delta Magny sprawiają wrażenie autentycznych, a i Kroll nie wygląda jakoś archaicznie. Choć przyznam, że tylko w całej okazałości - gdy w bardzo pomysłowy sposób atakuje bazę korporacji przy pomocy macek i widzimy tylko je, nie wyglądają one najlepiej i nie pasują wielkościowo. Całkiem efektywnie prezentują się natomiast wybuchy i eksplozje.

CZERŃ NOCY
Nie mogę powiedzieć, żeby ta historia miała jakieś duże fabularne wady. Jest świetna i w co najmniej kilku punktach zaskakuje. Jeśli jednak naprawdę chcieć szukać niedociągnięć, to gdy na początku Romanę porywają Bagniacy, w żaden sposób ona nie próbuje się ratować - nie wzywa pomocy, ani nic takiego. Nie widzę dla tego uzasadnienia. Mamy tu mniej humoru, niż w pozostałych segmentach sagi, ale kilka scen jest - choćby zaimprowizowany flet, na którym gra Doktor :) 

JAZDA
Po raz kolejny „Klucz do czasu” nie zawodzi. Opowieść o Krollu to naprawdę znakomita historia, którą gorąco polecam. Mamy tu dużo zwrotów akcji, świetne postaci i trzymającą w napięciu fabułę. Świetny jest też finał, pozytywny i pełen kreatywności -zwłaszcza, jeśli chodzi o prawdę na temat Krolla. Czy trzeba mówić więcej? :)

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA
Na plus:                                                                                                              Do bani:
- Świetne postaci                                                                                   - Macki w wersji solo :)
- Wciągająca akcja                                                                               - Romanie trochę nie szło
- Strona techniczna (na ogół)
- Finał