środa, 28 maja 2014

Sprawa organizacyjna: But times change... And so must I



Witajcie. Po ubiegłotygodniowej, wyjątkowo udanej recenzji-pojedynku dwóch wersji „Shady” doszedłem do wniosku, że recenzje porównawcze są tym, czego blogowi potrzeba. Niestety, trudno znaleźć przygody Doktora, które można ze sobą zestawić, a raczej nietrudno, ale wymagałoby to bardzo daleko idących zmian. Na tyle daleko, że mogłyby tyczyć się także standardowych recenzji. Pomysłów jest kilka, zanim jednak cokolwiek zrobię, chcę powiedzieć, że blog ten jest przecież dla Was. Chciałbym więc, abyście wyrazili swoją opinię, na temat poniższych pomysłów. Oczywiście recenzje współczesnych odcinków nadal niezbyt mają sens zważywszy na to, iż są powszechnie znale, ale czytajcie dalej :) Całość rozstrzygniemy ankietą, której oczywiście będę musiał pilnować, bo jak każda tutaj przynajmniej dwa razy się wyzeruje :( Ponieważ równie dobrze będziecie mogli poprzeć wszystkie te pomysły, tylko niektóre, albo i ani jednego,jest możliwość oddania głosu na wiele opcji

Numer jeden: klasyka kontra współczesność
Jest grupa współczesnych odcinków, które wzorowane są na czymś z przeszłości, głównie słuchowisku lub książce, rzadziej klasycznym epizodzie. Jeśli spodoba się Wam ten pomysł, od czasu do czasu mogę dokonać porównania rzeczonej oryginalnej przygody z jej współczesnym odpowiednikiem.

Numer dwa: książki ze współczesnymi wcieleniami
Współczesne wcielenia Doktora są już bohaterami naprawdę ogromnej ilości książek. Istnieje możliwość, by niektóre z nich zostały przeze mnie ocenione. (Póki co - tylko książki. Big Finish nie ma licencji na słuchowiska z współczesnymi Doktorami)

Numer trzy: pojedynki pomiędzy odcinkami współczesnymi
Jak wspomniałem, recenzowanie współczesnych epizodów per se mija się nieco z celem, ale jeśli jakieś są do siebie baaaaardzo podobne (Dla przykładu w obu Doktor wbrew woli towarzyszki odsyła ją do domu, by nic się jej nie stało, gdy on będzie toczył, jak sądzi, ostatni bój, ona wraca, dokonuje czegoś, a całość wieńczy efektowna regeneracja...) to czemu by ich ze sobą nie zestawić?

Numer cztery: pojedynki, ale niekoniecznie przygód
Zestawiać można ze sobą wiele rzeczy, nie tylko historie. Całe ery czy sagi, całość działalności konkretnych towarzyszy albo wrogów...Wiele rzeczy. Oczywiście przestaje być to już recenzowanie per se, a zaczyna publicystyka, że ją tak szumnie nazwę, ale jeśli zechcecie, to...czemu nie?


Ankieta trwa do przyszłej soboty, za tydzień jeszcze standardowa recka, a za dwa...Za dwa zobaczymy, co będzie :)

Pozdrowienia

PS: Nie zwracajcie uwagi na to, co jest w ankiecie napisane  pod "Liczba dni do końca głosowania" - Blogger znów wariuje, a czas jest do siódmego czerwca.

środa, 21 maja 2014

"Shada" kontra "Shada"



Witajcie. Dzisiaj mam dla Was rzecz niezwykłą: oto pojedynek pomiędzy dwoma wersjami niezrealizowanej z racji problemów wewnętrznych BBC przygody autorstwa Douglasa Adamsa pod tytułem „Shada”. Pierwotnym jej bohaterem był Czwarty Doktor, ale tak się składa, że w roku 2003 Big Finish wyprodukowało słuchowiskową wersję z innym wcieleniem - Ósmym Doktorem. A nie tak dawno, bo dwa lata temu niejaki Gareth Roberts przekształcił oryginalny skrypt na wierną początkowej, niezrealizowanej wersji książkę, jak się łatwo domyślić zawierającą naszego ikonicznego „szalikowca” - Czwartego Doktora.


SHADA                                                                                    SHADA
DOKTOR: Czwarty Doktor                                                          DOKTOR: Ósmy Doktor
TOWARZYSZE: Romana II                             VS                      TOWARZYSZE: Romana II
WRÓG: Skagra                                                                             WRÓG: Skagra


                                                                  O CO CHODZI?
Obie wersje „Shady” opowiadają o osobniku zwanym Skagra - kosmicznym wariacie, który wynalazł Sferę, urządzenie do przejmowania umysłów innych istot. Z jej pomocą poszukuje on jednego z gallifreyskich artefaktów - książki zwanej Czcigodny i Starożytny Kodeks Gallifrey. Książkę posiada z kolei mieszkający na Ziemi, w Cambridge, Gallifreyczyk, profesor Chronotis. Aczkolwiek tak się niestety składa, iż tomiszcz przypadkowo wpada w ręce zwyczajnego Ziemianina, Chrisa Parsonsa... Niedługo potem Doktor i Romana pojawiają się u profesora ze względu na wezwanie, którym ich uraczył...czy raczej uraczy w przyszłości - w momencie, w którym doń docierają, ów o wezwaniu jeszcze nie wie!

FABUŁA
Jak wygląda fabuły obu wersji, gdy się je porówna? Cóż, słuchowisko jako prolog dodaje wyjaśnienie uzasadniające, czemu w akcji bierze udział Ósmy Doktor - otóż ze względu na to, iż Czwarty został w „The five Doctors” uwięziony właśnie, gdy był w trakcie tej przygody. Nieszczególnie ma to sens, ale powiedzmy, że malutki plusik za samą próbę. Dużo jednak lepiej sprawuje się książka, której autor, Gareth Roberts, sporo rzeczy rozbudował. Historię profesora, motywy Skagry... Dodał także kilka nawiązań do późniejszych odcinków DW, oraz samodzielnie stworzył parę genialnych gagów w stylu Adamsa. Słuchowisko kuleje niestety pod tym względem, iż Romanę (w prawdopodobnie drugim wcieleniu - jest dialog o „nowym ciele”, ale na upartego może jej chodzić o Doktora) dano Ósmemu Doktorowi jako towarzyszkę po to, by można było za przeproszeniem zerżnąć ile się da z oryginalnego skryptu oszczędzając na zmianach. Niemniej jednak słuchowisko zachowuje walory fabularne oryginalnej „Shady”.
Pod względem fabuły słuchowisku przyznaję półtora punktu na trzy możliwe. Książka natomiast zgarnia pełne trzy.

POSTACI
O Doktorze w tym akapicie nie wspominam, jemu poświęcę kolejny w całości. Romana w obu wersjach nie różni się niczym - jest damą w opałach, ale bardzo bystrą i pomocną. No, może słuchowiskowa jest trochę bardziej zasadnicza, ale to kwestia doświadczeń - jest już Prezydentem Gallifrey. Również Chronotis to w obu wersjach dokładnie te sama osoba, choć w książkowej wersji jest trochę sprytniejszy i nie robi jednej, idiotycznej rzeczy. Różnią się natomiast postaci drugoplanowe: wspomniany Chris i jego koleżanka Clare. I o ile w słuchowisku jak i w oryginalnej „Shadzie” są to postaci pozbawione jakiegokolwiek charakteru, o tyle w książce spróbowano im rzeczonego dodać m.in. wprowadzając między nimi wątek romansowy. Średnio udolnie, przez co stali się tylko irytujący. Również durny czyn Chronotisa w nowelizacji przypadł właśnie Chrisowi.
Za postaci słuchowisko otrzymuje dwa na trzy punkty, a książka - jeden.

DOKTOR
No i cóż, tu chyba niespodzianki nie będzie. Skoro oryginalny skrypt zawierał Czwartego Doktora, książka z nim jako głównym bohaterem ma łatwiej. Niemniej w słuchowisku postarano się - usunięto pojedynczy, „żelkowy”, żart, i tak dobrano większość kwestii, aby lepiej pasowały do Ósmego Doktora. Oczywiście nie ze wszystkimi dano radę, ale będę litościwy: obu wersjom przyznaję po dwa punkciaki. Nie po trzy, gdyż w obu wersjach występuje w zasadzie ten sam problem, co we wszelkich komiksach ze świata DW - dane wcielenie naszego ulubionego Władcy Czasu ma za mało charakterystycznych tylko dla tej danej inkarnacji cech. A ogólnie nasz heros zarówno w słuchowisku jak i książce dłuuugo daje się Skagrze poniewierać, aż wreszcie spuszcza mu łomot :)

WRÓG
Na temat Skagry nie ma się co rozpisywać - tu i tu jest niemal dokładnie tą samą osobą. Za tę kategorię nie będę więc przyznawał punktów, powiem tylko, iż mamy do czynienia z naprawdę nieźle wymyślonym czarnym charakterem. Ma rewelacyjny plan dotyczący podboju galaktyk, a jakże, a poza tym jest bezwzględny, egoistyczny i okrutny. Zdradzę Wam też pewien fabularny twist, który jest po prostu za dobry, by go pominąć: kara która go spotyka na końcu obu wersji odrobinę (ale naprawdę tylko odrobinę) się różni z tej przyczyny, że tego, co w książce/oryginalnej „Shadzie” zrobił mu jego własny, obdarzony kobiecą świadomością statek nie da się ująć bez narratora lub obrazu :)

STRONA TECHNICZNA
Oczywiście, pod tym względem nie da się ze sobą zestawić słuchowiska i książki, toteż obie wersje ocenię niezależnie od tej drugiej. Książka jest napisana znakomicie. Barwny język, krótkie rozdziały sprzyjające efektownym i częstym cliffhangerom, nowe, nieznane z oryginału żarty...Słowem nie ma się do czego przyczepić. Słuchowisko również wykonane jest wzorcowo. Teksty, które najmniej pasują do jego Doktora, McGann stara się modyfikować głosem, Lalla Ward jako Romana i John Lesson jako K9 (którego w obu wersjach jest mnóstwo, i dobrze!) też dają radę, a nawet nasze „plastykowe” postaci poboczne brzmią należycie :) Również bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, iż Skagra przemawia głosem Andrew Sachsa - Manuela z „Hotelu Zacisze”. Sprawdził się! Niezgorzej brzmią też potwory służące Skagrze - aż ciarki przechodzą momentami.
Pod tym względem obie wersje otrzymują po trzy punkty.

WYNIKI
Na dwanaście możliwych punktów słuchowisko otrzymuje ich osiem i pół. Dużo straciło na niechęci do wprowadzania zmian choćby w kwestii towarzyszy. Książka natomiast wygrywa zaledwie o pół punktu - dziewięć na dwanaście. Gdybyż zostawić nieszczęsnego Chrisa i jego koleżankę w spokoju, byłoby nawet lepiej :) Konkludując, bardziej polecam książkę, niemniej jednak słuchowisko też Was nie zawiedzie. Zresztą - której wersji byście nie wybrali, „Shada” to świetna, pełna zwrotów akcji opowieść z odrobiną gallifreyskiej historii i sporą dawką humoru.

środa, 14 maja 2014

Światło Ducha


Cześć. Dzisiaj recenzja pewnej historii z Siódmym Doktorem, która jest w wielu punktach inna niż wszystkie. Zapraszam.

GHOST LIGHT
DOKTOR: Siódmy Doktor
TOWARZYSZE: Ace
WRÓG: Josiah Samuel Smith, Światło

RAZ I DWA
Tajemnicza kobieta mieszkająca w posiadłości Gabriel Chase podaje śniadanie i gazetę uwięzionej istocie. Niedługo potem pojawia się niejaki Reverend Ernest Matthews chcący porozmawiać na temat teorii związanych z ewolucją, głoszonych przez pana domu. (Kontrowersyjnych w erze wiktoriańskiej, w której dzieje się ta opowieść.) Tymczasem Tardis materializuje się w posiadłości - Doktor chce poddać Ace testowi na inicjatywę. Dziewczyna początkowo nie ma nic przeciwko, ale zaczyna zmieniać zdanie - to miejsce przypomina jej o pewnym niemiłym wydarzeniu z przeszłości. Nie wie nawet, jak bardzo ma rację z tym skojarzeniem... W międzyczasie nasi bohaterowie spotykają też myśliwego, który to szuka uwięzionego w domu badacza...

RĘKA
To, co opisałem powyżej to tylko nieduży fragment pierwszej z trzech części „Światła Ducha”. Mamy bowiem do czynienia z niebywale skomplikowaną opowieścią mającą masę bohaterów. Dla odmiany chciałbym zacząć od mankamentów tej przygody. Głównie chodzi mi o to, iż odpowiedzi na większość pytań trzeba sobie samemu wykminić i wyłuskać spośród tyrad postaci. Na przykład jeden z wrogów, Josiah Samuel Smith. Kim jest? Nie wiadomo, ale jedno czy dwa zdania pozwalają sądzić, że ma związek z drugim, Światłem. Dalej z jego zachowania trzeba samemu wywnioskować, co zrobił mieszkańcom posiadłości, i czemu. Wynika to wszystko z dwóch faktów: po pierwsze scenariusz tej historii był wiele, wiele razy zmieniany. (Początkowy skrypt zawierał nawet Gallifrey jako miejsce akcji!) Po drugie, uznano ją za zbyt krótką na czteroczęściówkę, po czym...zrobiono przygodę trzyczęściową! Ech, spieprzajcie na Skaro, ówcześni decydenci BBC...

ZABAWA TRWA
Dobra, żale wylane, czas przejść do przyjemniejszych rzeczy. Postaci są naprawdę niesamowite. Światło, majestatyczny, galaktyczny badacz niemogący się pogodzić z tym, iż ewolucja czyni jego pracę nieaktualną to bardzo oryginalny i znakomity koncept. Josiah może już tak oryginalny nie jest, ale w charakterze świadomego „złego” sprawdza się świetnie - na przykład, gdy wykańcza Matthewsa. Przerażająca ale i jednocześnie zabawna scena. Natomiast Doktor na dobrą sprawę wszystko rozwiązuje jedynie słowami. Oraz manipuluje biedną Ace, zmuszając ją do stawienia czoła swoim lękom sprzed kilku lat. Choć tak naprawdę jej problemy stanowią dla naszego Władcy Czasu tylko pośredni cel - ważniejsza jest tajemnica Światła. Tak, Doktor to nie zawsze dobroczyńca w lśniącej zbroi. Sama Ace z koeli z trudem znosi wszystko, w co wciągnął ją Władca Czasu, przez co postępuje momentami nie za mądrze, ale daje sobie radę. Co do postaci, nie licząc epizodycznych ofiar Josiaha i lokaja z epoki kamienia, mamy jeszcze niejaką Kontrolę - również postać niepowtarzalną ale kim ona jest, musicie się już przekonać sami :)

TUNEL
O stronie technicznej nie ma wiele do powiedzenia. Efektów jest mało, ale są znakomite. (Ze szczególnym uwzględnieniem tego, że niemal każda postać drugoplanowa w coś się efektownie zmienia, albo zostaje zmieniona...) No, może Światło mógłby wyglądać mniej „ziemsko” (choć i tak na Ziemianina do końca nie wygląda) ale jego wizerunek zostaje odpowiednio uzasadniony. Rewelacyjne są kostiumy, a posiadłość, gdzie dzieje się akcja tchnie autentyzmem. Nie gorszy jest też kosmiczny statek Światła, choć potwory, które tam się pojawiają do najlepszych pod względem wyglądu nie należą. Ten drobny jednak mankament nie przekreśla ogólnie dobrej całości.

RAZ I DWA, AŻ DO DNA
No i co ja tu mogę powiedzieć? Pewnie, warto obejrzeć tę historię, ale wielu może wydać się zbytnio zawiła, zwłaszcza, przez brak wyjaśnień. Bardzo dużo trzeba sobie za przeproszeniem, dośpiewać na samym końcu, jeśli jednak Was to nie odstrasza, siadajcie i oglądajcie. A jeśli jednak odstrasza... przynajmniej spróbujcie, bo nim dojdzie do konkluzji, miodnych akcji będzie bez liku.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                Do bani:
- Knujący Doktor i zagubiona Ace                                     - Odpowiedzi trzeba samemu szukać
- Wrogowie i postaci drugoplanowe
- Konflikt rozwiązany jeno słowem

środa, 7 maja 2014

Karnawał Potworów


Witajcie ponownie. Dzisiaj przygotowałem dla was recenzję jednej z tych historii, przy których Steven Moffat wydaje się być mistrzem racjonalizmu...

CARNIVAL OF MONSTERS
DOKTOR: Trzeci Doktor
TOWARZYSZE: Jo Grant
WRÓG: Kalig, Drashigi

WIZA
Na kosmicznym lądowisku planety Inter Minor ląduje para galaktycznych artystów estradowych, Vorg i Shirna. Chcą oni dać pokaz, ale utrudniają im to ksenofobiczni przedstawiciele klasy rządzącej tegoż globu. Tymczasem zachwycony odzyskaną wolnością Doktor zabiera Jo na planetę Metebelis III - a przynajmniej tak sądzi.  Dziewczyna bowiem od razu po wyjściu z Tardis/a pokazuje mu dowody na to, iż naprawdę są na ziemskim okręcie. Klatka z kurczakami, napis „Singapur” na skrzyni... Ziemia, jak nic. Tylko czemu niespodziewanie za burtą materializuje się dinozaur, a pasażerowie zdają się być uwięzieni w pętli czasu?

SOLUCJA
Jeśli jesteście, jak ja, fanami postaci Jo Grant, to jest to historia dla Was. Rzeczona osóbka bowiem w tej historii zdziałała nie mniej, niż sam Doktor - otwierała drzwi, za którymi ich uwięziono (Więcej, niż raz!) dostrzegała detale, które by naszemu Władcy Czasu umknęły, odwracała odeń uwagę... Słowem bez niej Doktor utknąłby już na początku. Swoją drogą cała ta przygoda przypomina wielką grę komputerową, ale teraz jednak rozmawiamy o postaciach. Głównymi, acz do pewnego stopnia mimowolnymi sprawcami zamieszania są wspomniani artyści - fantastyczne postaci. Wyglądają bardzo oryginalnie i nie mają złych zamiarów ale chcą po prostu zarobić na życie. Trochę gorzej wypadają mieszkańcy Inter Minor - poboczna intryga dotyczy właśnie ich. Są trochę sztampowi, ale mają ciekawą kulturę i sposób wyrażania. Mamy też kilkoro ludzkich bohaterów, ale oni są bardziej tłem, więc nie ma się co rozpisywać. Sam Doktor natomiast przez większość czasu, podobnie, jak widzowie, jest w kropce. Nie ma pojęcia, co się dzieje, toteż musi działać po omacku. I robi to z fasonem oraz eksplozjami. Geniusz.

SZKIELET
Technicznie nie jest źle, choć mankamenty są. Inter Minoranie wyglądają dość licho, szczególnie ci nienależący do klasy rządzącej, brakuje też przyłożenia się do pewnych drobnych detali (Minutę po wpadnięciu po pas do bagna Jo ma suche ubranie, w jednym momencie brak napisu na drzwiach Tardis/a) ale Drashigi, potwory napotkane przez Doktora wyglądają fantastycznie. Podobnie jak wszelkiego rodzaju wnętrza oraz efekty - szczególnie te ze zmniejszaniem/powiększaniem obiektów. Kostiumy postaci natomiast mogą się wydawać dziwaczne, ale pasują jak ulał.

JESZCZE TROCHĘ
Jak już wspomniałem całość tej znakomitej historii ogląda się od pewnego momentu jak film z przechodzenia gry komputerowej i to świetnej :) Pościgi ze względu na pętlę czasu w razie porażki zakończone powrotem do punktu wyjścia, szukanie dróg w swoistym labiryncie urządzeń, ucieczka przed zbliżającym się, zbyt potężnym do pokonania potworem... Cudo. Jako ciekawostkę dodam, że w rolę jednego z marynarzy wcielił się Ian Marter który potem zagra towarzysza Czwartego Doktora, Harry’ego Sullivana. Zabawna jest też puenta całej historii, ale nie spoileruję :)

WSZYSTKO RAZEM
Historia ta jest godna polecenia. Zawiła, pełna tajemnic i akcji. Może na początku nie jest jakaś ultra-dynamiczna, ale błyskawicznie nabiera tempa. Świetna (a dla fanów Jo wręcz obowiązkowa!) rzecz.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                        Do bani:
- Całość niczym świetna gra                                        - Część efektów zrobiona „na odwal się” 
- Postaci
- Doktor robi dużo, a Jo wcale nie mniej
- Zabawna puenta