środa, 25 czerwca 2014

Trzech Doktorów


Witajcie. Jak może zauważyliście, na bocznej belce pojawił się nowy gadżet za stworzenie którego przy pomocy niezrozumiałej dla mnie magii dziękuję Astroni. Tymczasem dziś mam dla Was recenzję pierwszej i najlepszej historii z wieloma Doktorami.

THE THREE DOCTORS
DOKTOR: Trzeci Doktor, Drugi Doktor, Pierwszy Doktor
TOWARZYSZE: Jo Grant
WRÓG: Omega

I JAK
Całość tej przygody rozpoczyna się, gdy niejaki doktor Tyler przybywa do domu Arthura Ollisa, na którego polu pojawił się pewien dziwny obiekt.  Gdy ów ostatni próbuje go dotknąć, niespodziewanie zostaje gdzieś teleportowany! Tyler postanawia skorzystać z pomocy UNITu w celu rozwiązania tej zagadki nie wiedząc, że sam niedługo także zniknie a za wszystko odpowiedzialna jest polująca na Doktora antymateria. Nasz heros z kolei spotka nie tylko swoje inne wcielenia, ale także idola z czasów młodości...

PERSONA
Z oczywistych przyczyn największy nacisk położono na charaktery Doktorów. Drugi i Trzeci są świetni: kłócą się i docinają sobie, ale gdy trzeba umieją współdziałać...mniej więcej. Pierwszy natomiast może ich wspomagać głównie radą, nie ma go na miejscu osobiście, ale i tak ratuje swoim przyszłym wcieleniom skóry. Nieobecność ma fabularne uzasadnienie a w rzeczywistości wiąże się z tym, jak ciężko chory był W. Hartnell. Szacun, że mimo tego chciał wystąpić! W kwestii innych postaci Brygadier powala, o czym poniżej, za to, niestety, wspomniany doktor Tyler tylko irytuje. Małą rolę ma też i Jo, co z jednej strony jest zrozumiałe, bo akcja skupia się bardziej na Doktorach, ale... Ale z drugiej i tak wystarczy, by scenarzyści zasłużyli, aby spieprzyć na Skaro! Rzekłem.

BETA I GAMMA
Omega to naprawdę fantastyczny wróg. Niebezpieczny, pogrążony w szaleństwie, ale i genialny. Fizycznie ma też, nazwijmy to, horrorową stronę, którą ukazuje, gdy zdejmuje trójkątną maskę. Brrr! Jest też trochę postacią tragiczną a nie stuprocentowo złą, (Ale prawie!) toteż ostatecznie daje się wyprowadzić w pole Doktorom przy pomocy ich ulubionego fortelu ze zmianą stron.

SUROWIEC
Efekty są dokładnie takie, jak lubię: stworzone niewielkim nakładem środków a i tak niezłe. Groteskowe stwory Omegi czy udane efekty znikania osób lub obiektów robią wrażenie, podobnie, jak liczne eksplozje wywołane przez stwory z antymaterii bądź żołnierzy. Super wygląda też kryjówka Omegi - sieć niemalże organicznych korytarzy - czy stroje Władców Czasu - zupełnie inne, niż w późniejszych przygodach, i dużo fajniejsze (Podobne do stroju Valeyarda z przygód Szóstego Doktora, dodam)

TO, CO WAŻNE
Te przygodę warto obejrzeć z jeszcze jednego powodu: pełna jest znakomitego humoru, głównie za sprawą reakcji Brygadiera. To, jak ma dość „jajogłowych”, reakcja na wnętrze Tardisa, czy przeniesienie całej bazy UNITu to nic w porównaniu z jego zachowaniem wobec więcej, niż jednego Doktora naraz. Co ciekawe, młodszy stopniem sierżant Benton radzi sobie dużo lepiej z tym galimatiasem :) Bardzo podoba mi się też puenta - wątpliwości Doktora czy dobrze zrobił oszukując Omegę, oraz wspaniała nagroda od Władców Czasu, na którą nasz heros czekał od bardzo, bardzo dawna...

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                          Do bani:
- Doktorzy!                                                                   - Irytujący Tyler i skandalicznie mało Jo
- Omega
- Efekty specjalne
- Mnóstwo przedniego humoru

środa, 18 czerwca 2014

Moc Daleków



Cześć. Dawno już nie recenzowałem niczego z Drugim Doktorem, a ponieważ odczułem też głód dalekowych historii, połączyłem jedno z drugim :) Będzie tu jednak mowa o nowelizacji, gdyż omawiana przygoda w całości zalicza się do zaginionych. A przy okazji recenzja będzie miała jeszcze nieco inną, niż zawsze formę :)

THE POWER OF THE DALEKS
DOKTOR: Drugi Doktor
TOWARZYSZE: Polly Wright, Ben Jackson
WRÓG: Dalekowie

Z PAMIĘTNIKA DOKTORA: PO RAZ PIERWSZY
Cybermani zostali powstrzymani. Udało się, jednak nie ma nic za darmo: nadszedł już czas, abym się zmienił. Moja pierwsza regeneracja... Polly i Ben byli bardzo zaskoczeni. Ja tymczasem zacząłem przeglądać swoje stare pamiątki i zapragnąłem pospacerować. Planeta, na której wylądowaliśmy tym razem była pełna skal i wulkanów... Był tam także mężczyzna proszący o pomoc, którego po chwili ktoś zastrzelił. Mnie tylko oszołomił, ale zdołałem oderwać guzik od jego ubrania. Tymczasem moi towarzysze postanowili iść za mną...co niestety dobrze się dla nich nie skończyło.

Z PAMIĘTNIKA DOKTORA: ONI
Przyznać trzeba, że Polly i Ben to postaci z krwi i kości. Dłuuugo trwało, zanim uwierzyli, że nie jestem żadnym oszustem tylko nadal prawdziwym Doktorem. Chłopak w zasadzie cały czas był przekonany, iż mają do czynienia z jakimś szwindlem, choć jego koleżanką cały czas targały wątpliwości. A co z mieszkańcami kolonii kosmicznej, do której trafiliśmy? Dzielą się oni na dwie grupy: lojalnych systemowi mieszkańców oraz buntowników. Przyznam, że ci ostatni to nieźli spryciarze, choć Dalekowie okazali się większymi. Tak czy owak wspomniani buntownicy knują, wrabiają, czasem nawet zabijają... Wszystko oczywiście w ich mniemaniu dla dobra kolonii. Szkoda trochę, że drugiej strony nie poznaliśmy trochę lepiej, ale i tak nie było źle, zwłaszcza w finale.

Z PAMIĘTNIKA DOKTORA: STRONICZKI
Taśmy z nagraniem tych wydarzeń zostały zniszczone przez istoty gorsze od wszystkich Daleków wszechświata - biurokratów z BBC - na szczęście ostała się forma pisana. Język jest prosty, ale zgrabny, całość wydarzeń przedstawiona jak należy, choć mam pewną uwagę. Prolog opisuje, iż tym, co zostało po ataku Cybermanów na bazę na Biegunie Północnym zajął się UNIT. Błąd, panie autorze, mój stary przyjaciel, Lethbridge-Steward o założeniu „zupełnie nowej jednostki” opowiadał mi dopiero dużo, dużo później. Ale takie małe czaso-maso-zakrętaso można wybaczyć, tym bardziej, że nowelizacja powstała wiele lat po premierze tej historii.

Z PAMIĘTNIKA DOKTORA: NIE WSZYSTKO ZŁOTO
Nie przypominam sobie, abym zapamiętał coś z tej przygody jako szczególnie słabe. No, dobrze, początkowo akcja była trochę powolna. Gdzieś od połowy tempo znacznie przyspieszyło, a już w finale mogłem elegancko spuścić łomot Dalekom...ale o tym za chwilę.

Z PAMIĘTNIKA DOKTORA: JA KONTRA ONI
I Dalekowie i ja dużo zdziałaliśmy przy pomocy intelektu. Oni mieli prosty, ale bardzo interesujący plan, ja natomiast w dużej mierze opierałem się na fortelach i półprawdach. Nie, żebym w pewnym momencie nie miał z tego powodu kłopotów, ale dość powiedzieć, że to mojej wiedzy zawdzięczam pokonanie puszek ze Skaro. Choć ciężko powiedzieć, czy na pewno wygrałem zważywszy na konsekwencje oraz...dobrze, bez spoilerów. To już oceńcie sami.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                           Do bani:
- Bardzo fajnie napisane postaci                                                   - Wolne tempo akcji chwilami
- Intryga ludzi oraz podstęp Daleków
- Fantastyczne zakończenie

środa, 11 czerwca 2014

Pojedynek: O dwóch paniach, które umarły po wielokroć


Witajcie. Dzisiaj mam dla Was pierwszą z serii nowości: pojedynek między słuchowiskiem a współczesnym epizodem. Co je łączy? Bohaterki ginące więcej razy niż postaci z "Dragon Balla"!

THE MANY DEATHS OF JO GRANT
BOHATERKA: Jo Grant
WYSTĘPUJE TAKŻE: Trzeci Doktor
WRÓG: Rowe

VS

THE NAME OF THE DOCTOR
DOKTOR: Jedenasty Doktor
TOWARZYSZE: Clara Oswald
WRÓG: GI, Szeptacze

TŁO FABULARNE
Fabułę "Imienia..." zapewne znacie, dla pewności jednak przypomnę: Vastra, Strax i Jenny zostają porwani przez Wielką Inteligencję i umieszczeni na Trenzalore - planecie, na której znajduje się grób Doktora. GI ma zamiar wejść bowiem w linię czasową Gallifreyczyka, co jest możliwe tylko tam i załatwić go na amen, w każdej chwili przeszłości. Nie ma pojęcia, że powstrzyma go niepozorna Ziemianka... rozbijając się przy tym na wiele pomniejszych bytów, które giną.
W "Wielu śmierciach..." z kolei Doktor wraca do bazy UNITu po krótkiej nieobecności z małym kosmicznym bytem, skazanym przez pobratymców na śmierć. Ci jednak szybko podejmują trop i atakują bazę. Władca Czasu zostaje ranny, a Jo, chcąc go ratować, zastępuje drogę napastnikom. Szybko zabijają oni dziewczynę... która momentalnie przenosi się w środek innej przygody Doktora, gdzie także umiera okrutną śmiercią. Nie po raz ostatni zresztą.

FABUŁA PER SE
Nie mam zastrzeżeń do fabuły "The name of the Doctor". Jest spójna i sensowna, a nawet czaso-maso z Clarą w roli głównej ma sens, jeśli założymy, że gdzieniegdzie nadpisała swoją działalnością czas (A musiało tak być - w przeciwnym razie pamiętałby ją z Gallifrey) Fabuła "The many deaths of Jo Grant" również nie zaliczyła żadnej fabularnej wtopy, choć, niestety, jedna rzecz jest nie tak, jak być powinna. W "scenariuszach" przez które przechodzi Jo pojawia się bowiem astronauta. Nie, nie TEN astronauta. Kim jest zostaje wyjaśnione, co nie zmienia faktu, że nic nie wnosi.
Odcinek otrzymuje ode mnie trzy punkty na trzy, słuchowisko - dwa i pół.

Centralnymi postaciami obu historii są oczywiście nasze panie, a więc przyjrzyjmy się, jak przedstawiono ich iście heroiczne czyny. Clara w pełni świadomie weszła w linię czasową Doktora za przeproszeniem rozbijając się na segmenty. Zobaczyliśmy ją ganiającą za wszystkimi dawnymi wcieleniami Doktora. Świetne. Z tym, że...słuchowisko jeszcze lepiej ukazało towarzyszkę uwikłaną w hurtową ilość przygód! Tak jest - Jo za każdym razem będąc w środku akcji wprowadza nas w sytuację, a potem doświadczamy finału tego wydarzenia.
Dwa punkty dla odcinka, pełne trzy dla słuchowiska.

I NEED A HERO
Istotne pytanie: gdzie lepiej wypada Doktor? Moim zdaniem jednak w "The name..." Gdy bowiem Wielka Inteligencja grozi zabiciem Vastry i reszty jeśli nasz heros nie wypowie swego imienia, ów w zasadzie się nie zgadza wiedząc, że doprowadzi to do czegoś nawet gorszego (Imię wypowiada River, ale to inna rzecz.) Tymczasem w "The many deaths..." Trzeci Doktor idzie z wrogiem na współpracę na jego, wroga, warunkach. Jest to o tyle słabe, że przeciwnik, choć koniec końców okazuje się być honorowy i uczciwy, pochodzi z rasy raczej barbarzyńskiej.
Ze względu na jednak nieco mniejszy aktywny udział naszego ulubionego Władcy Czasu w obu przygodach tu maksymalnej punktacji nie będzie: dwa punkciaki dla odcinka i jeden dla słuchowiska.

ZŁOOOO
W kwestii czarnych charakterów: w omawianym odcinku rolę tę pełni Wielka Inteligencja i jego sługusy, Szeptacze. GI jest świetny, makabryczny i upiorny, w czym ogromna zasługa nie tylko scenarzystów ale i przede wszystkim grającego go Richarda Granta. Wspomniani Szeptacze są równie fajni, ale...skąd się wzięli? Kim są? Na te pytania odpowiedzi brak, a szkoda.
Słuchowiskowy wróg, Rowe, pojawia się już w pierwszym "scenariuszu" przeżywanym przez Jo, ale pod przykrywką. Aż do finału nie wiemy nawet, czy to on jest mącicielem, a tylko, że to ktoś niebędący tym, kogo udaje. Pod żadną z postaci!
Dwa punkty dla odcinka, pełne trzy dla słuchowiska.

TECHNIKA
"The name..." zrealizowano wzorcowo. Makabryczny wygląd Szeptaczy, ponure plenery Trenzalore czy wielki, zniszczony Tardis to jedno, ale naprawdę świetną sztuczką było wklejenie ujęć z Jenną Coleman do fragmentów archiwalnych odcinków. Cudo.
W słuchowisku mamy tylko dwa głosy: Katy Manning (Jo) i aktora podkładającego głos za Rowe'a, ale to nie mankament. Pani Manning której głosem Jo opowiada tę historię fajnie naśladuje chropawy głos Doktora a nawet śmiesznie, choć krótko przedrzeźnia brygadiera. Z Rowem jest taki problem, iż gdy pomiędzy "scenariuszami" przemawia swoim własnym, brzmiącym jak nakładające się echa głosem... niemal nie da się go zrozumieć! Na szczęście już w finale ktoś poszedł po rozum do głowy i to poprawił.
Odcinek otrzymuje ode mnie pełne trzy punkty, słuchowisko zaś dwa.

NIEZAPOMNIANE
W obu tych produkcjach są sceny, o których ciężko zapomnieć ze względu na ich niezwykłość. W słuchowisku to przede wszystkim momenty śmierci Jo - każdą z nich dziewczyna opisuje inaczej, każda porusza. W odcinku oczywiście mamy wejście Clary w linię czasową Doktora poprzedzone jej powiedzonkiem, pożegnanie z River czy efektowny cliffhanger z War Doctorem.
Oba media otrzymują tu po trzy punkty.

SŁOWA
Zanim przejdziemy do werdyktu, słówko wyjaśnienia: obie te historie uważam za świetne i polecam każdemu. Mają tylko drobne, raczej niezamierzone podobieństwa, ale jednak mają: w obu bardzo ważna jest postać towarzyszki, w obu na dobrą sprawę widzimy wszystko z perspektyw nie Doktora, a Jo czy Clary właśnie. Oczywiście, w odcinku nie jest tak przez 100% czasu akcji, ale wystarczająco dużo, prawda?

WERDYKT
Na możliwych osiemnaście punkciaków „The Name of the Doctor” otrzymuje piętnaście punktów. Jest to naprawdę niezły wynik, a samemu odcinkowi nie brakuje wiele - po prostu niektóre jego aspekty już kiedyś zrobiono nawet bardziej znakomicie. „The many deaths of Jo Grant” w lepszy sposób opowiada równie znakomitą historię, nie ustrzegając się niestety także drobnych mankamentów. W sumie zebrało czternaście i pół punktu i o te pół punktu ustępuje odcinkowi. Dajcie znać, czy Wam się podobało i do następnego :)

środa, 4 czerwca 2014

Niech wióry lecą: Frontios


Witajcie ponownie. Zanim zaczniemy recenzję, chciałbym wspomnieć o sprawie z zeszłego tygodnia. Blogger tym razem przeszedł samego siebie najpierw ignorując wszystkie głosy z ankiety a potem rzeczona zwyczajnie znikła. Pozostaje mi więc liczyć na głosy w Waszych komentarzach - na te chwilę widzę, że chcecie, aby wszystkie nowe pomysły zostały użyte - Wasze życzenie jest dla mnie rozkazem, za tydzień coś specjalnego. A dzisiaj pierwsza recenzja z cyklu „Niech wióry lecą” - o odcinkach może nie tragicznych, ale tak durnych, że słów brakuje...

FRONTIOS
DOKTOR: Piąty Doktor
TOWARZYSZE: Tegan Jovanka, Vislor Turlough
WRÓG: Gravis, Traktatorzy

RAZ I DWA
Gdzieś na odległej planecie Frontios niejaki kapitan Revere prowadzi ekspedycję po podziemnych jaskiniach. Niespodziewany i dziwaczny ruch tektoniczny powoduje jednak zawalenie się niewielkiej części korytarza i przygniecenie mężczyzny. Zanim koledzy nadążają z pomocą, jego ciało niespodziewanie znika, a inny z mężczyzn postanawia zatuszować to dziwne wydarzenie. Tymczasem na Tardis Doktor zajmuje się tak istotną kwestią jak tym, gdzie ustawić stojak na kapelusze, gdy tymczasem urządzenia wykazują, że nasza ulubiona niebieska budka poleciała za daleko w przyszłość i zbliża się do wspomnianej już planety Frontios - jednego z ostatnich światów zamieszkałych przez ludzi ocalałych po zderzeniu Słońca i Ziemi. Nasz heros chce się trzymać z daleka ze względu na Prawa Czasu i wściekłych Władców, ale wbrew jego woli dziwaczne grawitacyjne pole ściąga pojazd na powierzchnię planety. Która to jest nękana ciągłymi deszczami meteorów, a jej mieszkańcy są kapeczkę prymitywni jak na ich erę i bardzo, bardzo nieufni.

KTO I CO
Cała fabuła kręci się w zasadzie wokół dziwacznych zniknięć ludzi, zazwyczaj rannych, oraz średnio rozwiniętego wątku buntu na Frontios. Brzmi ciekawie? Pewien, że tak. Gorzej niestety z wykonaniem. Mieszkańcy planety postępują trochę nieracjonalnie momentami, ale powiedzmy, że mają powody do znerwicowania. Cześć z nich coś ukrywa, część ma po prostu pietra...To jest okej. Jednak dlaczego gdy Turlough grozi im stojakiem (Zamierzenie genialna i zabawna scena!) ci, mający broń palną, nie otwierają ognia? Albo chociaż nie mierzą do rudzielca? I czemu ów, panikując na widok głównych wrogów, rasy Traktatorów (zaatakowali kiedyś jego świat) na skutek szoku staje się jakąś diabelną bazą danych na ich temat? Tłumaczenie o pamięci komórkowej nie przydaje temu sensu. Ale już największym dziadostwem jest to, w jaki sposób zrealizowano pomysł na wykluczenie z akcji Tardis. Wymyślanie tegoż wątku zapewne wyglądało mniej więcej tak:

Scenarzysta: Szefie, szefie! Mam genialny pomysł! W tym nowym odcinku pozbawimy Doktora jego Tardisa!
Bufon z Zarządu (BUZZ): Dobrze, ale żeby to wyglądało logicznie i sensownie! Rozumiemy się?
S: Jasna sprawa! Będzie deszcz meteorów i w jego trakcie budka wyparuje tak, że nic z niej nie zostanie!
BUZZ: Nic? Czyś ty oszalał? Przecież to bez sensu! Coś zostać musi! Na przykład ten stojak, z którym Doktora biega na początku odcinka!
S: Super!
BUZZ: Ale pamiętaj, to nie może być rozwiązanie fabularne do anulowania w minutę! Jak się na to decydujemy, to na dobre!
S: Czyli tak na dwa-trzy odcinki?
BUZZ: Będą z ciebie ludzie, chłopcze!

O tym, co się naprawdę stało z niebieską budką nie napiszę. Raz, że ma to kluczowe znaczenia dla pokonania Gravisa - szefa i, można powiedzieć, mózgu Traktatorów, a dwa jest to tak dziwaczne i niezrozumiałe, że...

KOMEDIA
Dobrze, popastwiłem się nad fabułą, a co z postaciami? Nie aż tak źle. Dwaj wysoko postawieni mieszkańcy Frontios, Plantagenet i Brazen to trochę gnidy, ale potrafiące jednak patrzeć na wydarzenia dziejące się wokoło dosyć obiektywnie, przez co po początkowych nieporozumieniach pomagają Doktorowi. Bardzo sympatyczni są z kolei lokalny medyk i jego córka - fajne, miłe postaci. Szkoda, że nie pozwolono bliżej poznać buntowników, ale cóż. Co do Doktora i towarzyszy, nasz Władca Czasu, początkowo niechętny do działania (Swoją droga od kiedy on się tak boi swoich rodaków?) szybko porzuca wątpliwości na rzecz pomocy potrzebującym. Ładnie też wkręca wrogów, choć momentami niepotrzebnie za bardzo ryzykuje. Tegan z kolei tradycyjnie marudzi, ale jest bardzo aktywna. Turlough też - ale tylko do pewnego momentu. Pisałem o tym akapit wyżej, najwyraźniej nieszczególnie miano pomysł na jego rolę tutaj, więc spory czas spędza w jakimś transie. Słabo.

STRONA TECHNICZNA
Pod względem technikaliów nie mam szczególnych powodów do narzekań. Kolonia wygląda wiarygodnie, podobnie jak wszelkie wnętrza i sprzęty. Machina Traktatorów autentycznie wywołuje ciarki na plecach a oni sami...cóż, wyglądają na takie skrzyżowanie pancernika z robakiem. Pomysł może nie za dobry, ale wykonanie staranne. Za to wszelkie ich zdolności mają cudowne efekty wizualne: fajną poświatę wokół obiektu, którego grawitacją manipulują czy równie dobry efekt wsysania pod ziemię. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że w dużej części tej historii Doktor nosi...okulary!

ZŁY
Nie powiedziałem jeszcze o głównym wrogu, Gravisie, i jego zamiarach. Zamiary te nie są zbyt oryginalne, ale interesujące. On sam jest natomiast o tyle ciekawy, że w przeciwieństwie do swoich pobratymców dysponuje wysoko rozwiniętą inteligencją, wiedzą (Wie dużo o Władcach Czasu!) oraz...przecenia swoje możliwości, co w konfrontacji z kimś takim, jak Doktor staje się, rzecz jasna, głównym powodem jego porażki.

RAZEM
Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Historia ta ma fajne postaci, potencjał i...mnóstwo fabularnych usterek, większych lub mniejszych. Zaciskając zęby można obejrzeć tym bardziej, że sam Doktor już pod koniec daje czadu. Niemniej mam szczerą nadzieję, że osobnicy odpowiedzialni za fabularny bajzel z niszczeniem Tardisa, szokiem Turlougha i jeszcze kilkoma dziwnostkami zaraz po emisji tej historii spieprzyli na Skaro i pozostali tam po dziś dzień. Nie wracajcie, chłopcy.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus                                                                Do bani:
- Postaci (zwłaszcza Doktor daje czadu)         - Fabularne głupoty w ilościach przemysłowych
- Efekty