środa, 4 czerwca 2014

Niech wióry lecą: Frontios


Witajcie ponownie. Zanim zaczniemy recenzję, chciałbym wspomnieć o sprawie z zeszłego tygodnia. Blogger tym razem przeszedł samego siebie najpierw ignorując wszystkie głosy z ankiety a potem rzeczona zwyczajnie znikła. Pozostaje mi więc liczyć na głosy w Waszych komentarzach - na te chwilę widzę, że chcecie, aby wszystkie nowe pomysły zostały użyte - Wasze życzenie jest dla mnie rozkazem, za tydzień coś specjalnego. A dzisiaj pierwsza recenzja z cyklu „Niech wióry lecą” - o odcinkach może nie tragicznych, ale tak durnych, że słów brakuje...

FRONTIOS
DOKTOR: Piąty Doktor
TOWARZYSZE: Tegan Jovanka, Vislor Turlough
WRÓG: Gravis, Traktatorzy

RAZ I DWA
Gdzieś na odległej planecie Frontios niejaki kapitan Revere prowadzi ekspedycję po podziemnych jaskiniach. Niespodziewany i dziwaczny ruch tektoniczny powoduje jednak zawalenie się niewielkiej części korytarza i przygniecenie mężczyzny. Zanim koledzy nadążają z pomocą, jego ciało niespodziewanie znika, a inny z mężczyzn postanawia zatuszować to dziwne wydarzenie. Tymczasem na Tardis Doktor zajmuje się tak istotną kwestią jak tym, gdzie ustawić stojak na kapelusze, gdy tymczasem urządzenia wykazują, że nasza ulubiona niebieska budka poleciała za daleko w przyszłość i zbliża się do wspomnianej już planety Frontios - jednego z ostatnich światów zamieszkałych przez ludzi ocalałych po zderzeniu Słońca i Ziemi. Nasz heros chce się trzymać z daleka ze względu na Prawa Czasu i wściekłych Władców, ale wbrew jego woli dziwaczne grawitacyjne pole ściąga pojazd na powierzchnię planety. Która to jest nękana ciągłymi deszczami meteorów, a jej mieszkańcy są kapeczkę prymitywni jak na ich erę i bardzo, bardzo nieufni.

KTO I CO
Cała fabuła kręci się w zasadzie wokół dziwacznych zniknięć ludzi, zazwyczaj rannych, oraz średnio rozwiniętego wątku buntu na Frontios. Brzmi ciekawie? Pewien, że tak. Gorzej niestety z wykonaniem. Mieszkańcy planety postępują trochę nieracjonalnie momentami, ale powiedzmy, że mają powody do znerwicowania. Cześć z nich coś ukrywa, część ma po prostu pietra...To jest okej. Jednak dlaczego gdy Turlough grozi im stojakiem (Zamierzenie genialna i zabawna scena!) ci, mający broń palną, nie otwierają ognia? Albo chociaż nie mierzą do rudzielca? I czemu ów, panikując na widok głównych wrogów, rasy Traktatorów (zaatakowali kiedyś jego świat) na skutek szoku staje się jakąś diabelną bazą danych na ich temat? Tłumaczenie o pamięci komórkowej nie przydaje temu sensu. Ale już największym dziadostwem jest to, w jaki sposób zrealizowano pomysł na wykluczenie z akcji Tardis. Wymyślanie tegoż wątku zapewne wyglądało mniej więcej tak:

Scenarzysta: Szefie, szefie! Mam genialny pomysł! W tym nowym odcinku pozbawimy Doktora jego Tardisa!
Bufon z Zarządu (BUZZ): Dobrze, ale żeby to wyglądało logicznie i sensownie! Rozumiemy się?
S: Jasna sprawa! Będzie deszcz meteorów i w jego trakcie budka wyparuje tak, że nic z niej nie zostanie!
BUZZ: Nic? Czyś ty oszalał? Przecież to bez sensu! Coś zostać musi! Na przykład ten stojak, z którym Doktora biega na początku odcinka!
S: Super!
BUZZ: Ale pamiętaj, to nie może być rozwiązanie fabularne do anulowania w minutę! Jak się na to decydujemy, to na dobre!
S: Czyli tak na dwa-trzy odcinki?
BUZZ: Będą z ciebie ludzie, chłopcze!

O tym, co się naprawdę stało z niebieską budką nie napiszę. Raz, że ma to kluczowe znaczenia dla pokonania Gravisa - szefa i, można powiedzieć, mózgu Traktatorów, a dwa jest to tak dziwaczne i niezrozumiałe, że...

KOMEDIA
Dobrze, popastwiłem się nad fabułą, a co z postaciami? Nie aż tak źle. Dwaj wysoko postawieni mieszkańcy Frontios, Plantagenet i Brazen to trochę gnidy, ale potrafiące jednak patrzeć na wydarzenia dziejące się wokoło dosyć obiektywnie, przez co po początkowych nieporozumieniach pomagają Doktorowi. Bardzo sympatyczni są z kolei lokalny medyk i jego córka - fajne, miłe postaci. Szkoda, że nie pozwolono bliżej poznać buntowników, ale cóż. Co do Doktora i towarzyszy, nasz Władca Czasu, początkowo niechętny do działania (Swoją droga od kiedy on się tak boi swoich rodaków?) szybko porzuca wątpliwości na rzecz pomocy potrzebującym. Ładnie też wkręca wrogów, choć momentami niepotrzebnie za bardzo ryzykuje. Tegan z kolei tradycyjnie marudzi, ale jest bardzo aktywna. Turlough też - ale tylko do pewnego momentu. Pisałem o tym akapit wyżej, najwyraźniej nieszczególnie miano pomysł na jego rolę tutaj, więc spory czas spędza w jakimś transie. Słabo.

STRONA TECHNICZNA
Pod względem technikaliów nie mam szczególnych powodów do narzekań. Kolonia wygląda wiarygodnie, podobnie jak wszelkie wnętrza i sprzęty. Machina Traktatorów autentycznie wywołuje ciarki na plecach a oni sami...cóż, wyglądają na takie skrzyżowanie pancernika z robakiem. Pomysł może nie za dobry, ale wykonanie staranne. Za to wszelkie ich zdolności mają cudowne efekty wizualne: fajną poświatę wokół obiektu, którego grawitacją manipulują czy równie dobry efekt wsysania pod ziemię. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że w dużej części tej historii Doktor nosi...okulary!

ZŁY
Nie powiedziałem jeszcze o głównym wrogu, Gravisie, i jego zamiarach. Zamiary te nie są zbyt oryginalne, ale interesujące. On sam jest natomiast o tyle ciekawy, że w przeciwieństwie do swoich pobratymców dysponuje wysoko rozwiniętą inteligencją, wiedzą (Wie dużo o Władcach Czasu!) oraz...przecenia swoje możliwości, co w konfrontacji z kimś takim, jak Doktor staje się, rzecz jasna, głównym powodem jego porażki.

RAZEM
Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Historia ta ma fajne postaci, potencjał i...mnóstwo fabularnych usterek, większych lub mniejszych. Zaciskając zęby można obejrzeć tym bardziej, że sam Doktor już pod koniec daje czadu. Niemniej mam szczerą nadzieję, że osobnicy odpowiedzialni za fabularny bajzel z niszczeniem Tardisa, szokiem Turlougha i jeszcze kilkoma dziwnostkami zaraz po emisji tej historii spieprzyli na Skaro i pozostali tam po dziś dzień. Nie wracajcie, chłopcy.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus                                                                Do bani:
- Postaci (zwłaszcza Doktor daje czadu)         - Fabularne głupoty w ilościach przemysłowych
- Efekty

4 komentarze:

  1. Mnie urzekła ta wstawka ze scenarzystą! :D Hehe, no tak, ten odcinek musi być wyjątkowy, naprawdę.
    Dużo będzie z serii z wiórami? :3

    Szkoda, że Blogger dał... hmm, ciała. Nie tylko scenarzyści tego odcinka powinni spierniczać na Skaro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o treść recki, to ta wstawka również podobała mi się najbardziej x)

      Usuń
    2. O, z pewnością będą jeszcze recenzje w tej serii. Mam co najmniej dwóch kandydatów :)

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)