sobota, 15 listopada 2014

Słuchowisko: Scherzo

Niniejszej recenzji dokonuję na prośbę Marty, która napisała do mnie na Ask.fm.


SCHERZO
DOKTOR: Ósmy Doktor
TOWARZYSZE: Charley Pollard
WRÓG: Dźwiękowe stworzenie

NIESPODZIANKA
Wiecie, zawsze, gdy trafiam w produkcjach z DW na coś wyjątkowo dziwnego jestem pewien, że nic bardziej pokręconego już nie odkryję. I zawsze się mylę. Tak było oczywiście i tym razem. Historię tę otwiera monolog opowiadający o młodym królu, który świeżo po objęciu tronu zapragnął mieć iście boską władzę: psy miały dla niego miauczeć, ryby - fruwać, itp. I to wszystko się ziszczało! Tymczasem na Tardis dzieje się coś złego: Doktor ma zaniki pamięci (jakżeby inaczej...) a kolejne pomieszczenia statku pochłania dziwna ciemność...Wkrótce on i Charley przenoszą się do dziwnego świata, w którym nie ma absolutnie nic, a ich zmysły działają inaczej, niż powinny...

ZADANIE
Zacznijmy od postaci. Doktor, niestety, nie jest taki, jak powinien. Niesympatyczny, oschły, obwiniający biedną Charley o to, że chciała mu pomóc i wpakowała się w tarapaty razem z nim... Gdyby to jeszcze miało jakieś porządne uzasadnienie...Dla kontrastu panna Pollard nie cierpi na zmianę osobowości: to dokładnie ta sama, odważna, ale nie szalejąca (za bardzo...) dziewuszka co zawsze. Momentami zjada ją strach, ale stara się nie poddawać i nawet zaczyna akceptować los, który ją z Doktorem spotkał. I to w zasadzie wszystko, gdyż poza ta dwójką i wrogiem, dźwiękowym stworzeniem (O którym nic więcej nie napiszę, bo byłby to spoiler) żadnych postaci w tejże opowieści nie ma!

WADY
Poza okresową schizofrenią Doktora, jest to oryginalna i wciągająca opowieść, która nie ustrzegła się jednak niestety jeszcze jednej poważnej wady. Cóż to jest? Przydługa i absolutnie nic niewnosząca do fabuły scena, w której to Doktor i Chalrey wyznają sobie miłość, a zaraz potem zaczyna się zaprzeczanie, zmienianie zdania, pretensje i mnóstwo innego, zbędnego kitu. Autorzy za tenże fragment powinni spieprzyć na Skaro tuż przed wybuchem spowodowanym przez Siódmego Doktora.

ZARYS TUDZIEŻ OBRYS
Jak już wspomniałem, w całym słuchowisku występują trzy postaci, z czego jedna korzysta głównie z cudzych głosów, toteż wiele o stronie technicznej do powiedzenia nie ma. Zarówno Paul McGann jak i India Fisher wywiązali się ze swojego zadania znakomicie. W głosach ich postaci czuć świetnie oddane emocje i...to w zasadzie tyle w tej kwestii. Pozostałe dźwiękowe efekty trwają przez bardzo krótkie momenty, aczkolwiek zrealizowano je także poprawnie.

WYROK
Czy mogę polecić to słuchowisko? Zależy. Nie jest to typowa przygoda Doktora, raczej coś w stylu "The Edge of Destruction". Rzecz dobra (nie licząc schizofrenii Doktora i durnego, melodramatycznego fragmentu) ale zwyczajnie nie dla każdego. Miłośnikom bardziej nastawionej na akcję historii może się ona nie spodobać, natomiast lubiący sobie pofilozofować i lubiący mistycyzm znajdą w niej coś dla siebie.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                         Do bani:
- Klimat                                                                                        - Doktor jak nie Doktor
- Głosy, w których czuć emocje                                                   - Melodramatyczna wstawka

piątek, 14 listopada 2014

Szpony Axosa

Niniejszą historię recenzuję na prośbę Bessie, która napisała do mnie na Ask.fm.

THE CLAWS OF AXOS
DOKTOR: Trzeci Doktor
TOWARZYSZE: Jo Grant
WRÓG: Axosi, Mistrz

GOŚCIE, GOŚCIE
Nadchodzi gorący dzień dla UNITu. Na orbicie Ziemi pojawia się tajemniczy statek kosmiczny a jednocześnie naszych wojaków odwiedzają kontroler z Ministerstwa Obrony oraz oficer mający zająć się zagrożeniem ze strony Mistrza. Podczas, gdy Doktor staje do słownej utarczki z nadętym inspektorem, wspomniany statek kosmiczny ląduje w pobliżu potężnej elektrowni. Przybyli nim złotoskórzy kosmici nazywający siebie Axosami ze względu na brak paliwa chcą zaoferować Ziemianom barter: potrzebna im energia w zamian za axonit, inteligentny minerał potrafiący replikować inne substancje. Urzędasy są bardzo zainteresowane taka wymiana, aczkolwiek nie wiedzą, że żołnierze UNITu właśnie natknęli się w pobliżu axońskiego statku na martwe ciało, a przed Jo Grant, która wchodzi na rzeczony statek w poszukiwaniu zaginionego oficera, pojawia się...dziwny potwór!

KTO
Zacznijmy od postaci. Każda z nich jest bardzo wyrazista i niepozbawiona wad: Mistrz, choć jest bardzo sprytny i pomaga w pokonaniu Axosów początkowo jest ich więźniem a potem musi współpracować z Doktorem i Brygadierem co nie znaczy, że jednocześnie nie knuje czegoś przeciwko nim. Jo jest trochę bardziej lekkomyślna, niż zwykle, ale jej pomoc w całej akcji jest nieoceniona a Doktor...Doktor od początku wie, że z Axosami coś nie gra, ale nie od razu może coś zrobić ze względu na wspomnianego kontrolera - typowego biurokratę-bałwana. Ten ostatni akurat jest kapkę zbyt sztampowy, jak na mój gust.

OCZYWISTA OCZYWISTOŚĆ
Wadą tejże historii jest fragmentaryczna przewidywalność. Każdy chyba wpadnie na to, że Axosi to wcale nie tak dobrzy jegomoście, na jakich pozują. Do pewnego momentu akcję jak też i dość wtórne triki stworów można spokojnie przewidzieć, ale potem...Potem następuje pewien zwrot związany z wspomnianymi kosmitami, może nie przesadnie ważny fabularnie, ale sprawiający, że Axosi zapadają w pamięć. Już nie tylko jako sztampowi "źli przybysze z gwiazd", ale jako...Dobra, bez spoilerów. To, czym naprawdę są, po prostu trzeba zobaczyć.

PROJEKT
Technicznie nie mogę powiedzieć, by było źle. Forma, w jakiej początkowo pojawiają się Axosi nie należy do jakichś super-świetnych, ale i nie budzi zażenowania. Ich, nazwijmy to, prawdziwa forma to z kolei majstersztyk horroru i celowego obrzydlistwa. Do tego dochodzą niezłe efekty futurystycznych gadżetów i eksplozje. Dobrze jest.

OCENA KOŃCOWA
Jest to dobra i solidna historia, mająca wszystko, co było najlepsze w "Latach UNITu": fajnych (Choc początkowo nie za oryginalnych) kosmitów, sprytnego Mistrza, którego plan troszkę wymyka się spod kontroli, pomysłowego Doktora i znienawidzoną przez niego biurokratyczną politykę, odważnego Brygadiera, uroczą Jo... Jeśli czegoś brakuje, to może większej ilości humoru, ale i tego odrobinę mamy. Polecam.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                      Do bani:
- Postaci                                                   - Początkowo jest przewidywalnie                                
- Prawdziwa postać wrogów
- Efekty

poniedziałek, 3 listopada 2014

Książka: Żniwa Czasu

Niniejszej recenzji dokonuję na prośbę anonimowej użytkowniczki, która napisała do mnie na ask.fm.


HARVEST OF TIME
DOKTOR: Trzeci Doktor
TOWARZYSZE: Jo Grant
WRÓG: Mistrz, Sildzi

NA MORZU
W recenzji pomoże mi jak zawsze niezawodny Kabanos.
Strzałeczka, Internety. Pozwolę sobie zacząć. Prolog przedstawia nam dziwaczną rasę futrzanych kosmitów i ich królową. (Co dziwne z innego gatunku) Ochotnicy biorą udział w eksperymencie z obcą maszynerią, ale coś, w mordę jeża, nie wypala.
Tymczasem Doktor i Jo przybywają na platformę wiertniczą, której jeden z pracowników był świadkiem dziwnego zjawiska. Doktor zresztą odczuł je i doszedł do wniosku, iż mają związek z podróżami w czasie. Tymczasem pewien rybak znajduje tajemnicze urządzenie, które okazuje się...żyć!

RZUTEM NA TAŚMĘ
Jest jeszcze wiele nie mniej świetnych aspektów i wątków, o których warto wspomnieć, zwłaszcza te związane z Mistrzem. Personel UNITu zaczyna tracić wspomnienia na jego temat, jednocześnie dowiadujemy się, że jest wykorzystywany przez rząd do budowy broni, a upiorni Slidzi też go do czegoś potrzebują.
W każdym możliwym wcieleniu!

ONI, ONE
Co jak co, ale postaci wyszły autorowi klawo. Doktor i Mistrz są wypisz-wymaluj jak w serialu: staruch jest nieco niecierpliwy i łatwo się wkurza a jego wróg to bezwzględne i sprytne indywiduum.
Można tylko narzekać na niewielki udział Jo Grant, ale nie jest jej aż tak mało, by był to poważny problem. A nawet tę niewielką ilość czasu dziewczyna potrafi dobrze wykorzystać.

KONCEPCJA
Główni wrogowie, czyli Slidzi to postaci jednocześnie fajne i niefajne. Jak to? Otóż fajnie się zachowują - trochę jak fanatyczni żołnierze a trochę jak roboty.
Tylko wyglądają gorzej, niż gliniarze ze stolicy.
Tak. To jest właśnie ta niefajna część. Opowiesz o niej?
Jasne. Te kosmiczne łajzy żyją wewnątrz czegoś, co przypomina mechaniczne kraby. Panie pomysłodawco, spieprzaj pan ze swoimi frutti di mare na Skaro!
Skąd...
Skąd wiem, co to frutti di mare? Przemycałem taki towar za młodu! Ale wracając do tematu, plan Slidów wyszedł niczego sobie. Był sprytny i dobrze obmyślony.

TO SIĘ NAZYWA STYL
Językowo książka ta stoi na dobrym poziomie. Barwne opisy, także związane z psychiką postaci, ciekawe sztuczki narracyjne...
Oraz język nie zniechęcający średnio zaawansowanych użytkowników języka five-o'clocków :-)

WYNIK
Gorąco polecamy tę książkę. Jest naprawdę świetna i warta uwagi.
Emocjonująca, trzymająca w napięciu a momentami nawet kapkę upiorna.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus                                                                                                                     Do bani
- Postaci                                                                                                             - Wygląd Slidów
- Plan wrogów
- Styl książki
- Fabuła