poniedziałek, 18 maja 2015

Cyberkobieta

Witajcie w kolejnej recenzji miesiąca spin-offów. Dziś wraz z Kabanosem...
Strzałeczka, Internety!
...zajmiemy się serialem "Torchwood". Konkretniej odcinkiem z pierwszej jego serii zatytułowanym "Cyberkobieta".
Będzie grubo, w mordę jeża, będzie!

SERIAL: Torchwood
ODCINEK: Cyberkobieta

ZARYS
Na początek przedstawisz nam zarys całego serialu? Zapewne nie wszyscy go znają.
Jasne. Torchwood to taka organizacja zajmująca się robieniem PAC (Pacyfikowanie Agresywnych Czubów) kosmitom. W jej skład wchodzą:
- Jack Harkness, trochę stonowany w stosunku do DW, rzadziej rzucający żartami czerstwymi jak bułki na śniadanie we Wronkach
- Gwen Cooper, dziunia, która nie posiada ani odrobiny osobowości, ale za to ma narzeczonego przed którym stara się ukrywać istnienie kosmitów i Torchwood
- Ianto Jones, także bez osobowości, ale za to z dziewczyną zmienioną trochę w Cybermana - sami zobaczycie
- Toshiko Sato, nieśmiała, zahukana hakerka, której przeszłość ni ch...oroby nie pasuje do obecnego zachowania
- Owen Harper, który przez kosmitę przeżył tragedię i teraz reaguje pianą, jeśli mu się współczuje. A jeszcze większą pianą, jeśli się tego nie robi.
Dziękujemy Ci za ten wstęp. Już chyba widzicie, z jakim produktem będziemy mieć do czynienia, prawda? Do recenzji!

TAJEMNICA
Ianto skrywa przed kolegami pewien sekret - w jednym z pomieszczeń bazy Torchwood ukrywa on swoją dziewczynę, która w trakcie wydarzeń z finału drugiej serii DW została częściowo skonwertowana przez Cybermanów i...
Stój. Prrr! Jak częściowo? Przeca to były blaszaki z równoległej Ziemi, oni wycinali mózgownice, tego nie da się zrobić częściowo! To ci z planety Mendas...
Mondas.
Wsio-ryba, i nie przerywaj, bo kopnę w szyję i zabiję! To ci z planety Mondas zamykali całych delikwentów w puszkach!
Ja to wiem. Niestety, RTD i spółka najwyraźniej nie. Tak czy siak Jones sprowadza nawet naukowca, który ma pomóc jego lubej.
Biedny osiołek nie wie, co go czeka...

JEDEN
Strona techniczna to mocna strona "Cyberkobiety". Jedyna.
No, zbroja skonwertowanej trochę dziuni wygląda gracko, podobnie jak prehistoryczny pieszczoch Jacka, pterodaktyl.
Obrażenia też wypadają nieźle - nie spoilerujemy, ale wygląd ofiar naszej robocicy powoduje, że można dostać gęsiej skórki.

PSYCHOZA
Teraz czas na ocenę charakterów postaci. Toshiko i Jack mają jakiś tam udział w akcji, ale charakterów w zasadzie nie prezentują.
Jak dla mnie to nie wada!
W sumie jak się patrzy na całość serialu... No ale nieważne. Gwen i Owen zaczynają z kolei, przepraszam za wyrażenie, lecieć na siebie, oczywiście bez jakiegokolwiek uzasadnienia...
Uzasadnienie jest: w tym serialu każdy leci na każdego!
Trafna uwaga. Poza tym pannę Cooper trzeba jeszcze uratować przed zabiciem. Standard tego typu historii. Oczywiście najwięcej czasu antenowego ma Ianto, ale ze względu na to, iż, jak wspomnieliśmy, czegoś takiego jak osobowość nie posiada...
Durnota ziomka ma przez jakiś czas uzasadnienie – chce pomóc swojej skonwertowanej-ale-nie-do-końca dziuni, no ale jak już na oko widać, że nic się zrobić nie da, mógłby użyć mózgownicy.
Nie da się ukryć – tej postaci przez połowę odcinka się współczuje i ją rozumie, ale za długo się to ciągnie – z czasem widz ma narastającej głupoty Ianto zwyczajnie dość.

PODSUMOWANIE
W dużym skrócie jest tak: da się dobrze bawić przy tej historii, o ile jesteśmy nastawieni tylko na efektowną akcję i nic poza tym.
Bo poza tym „Cyberkobieta” zawiera takie, w mordę jeża, wspaniałości, jak błędy rzeczowe typu tego z rodzajem przerabiania na Cybermana, postacie dzielące się na głupsze, niż ustawa przewiduje oraz totalnie nijakie i trochę krwi i flaków.
Dokładnie. Taki odpowiednik filmów sensacyjnych klasy C w świecie DW. Polecamy tylko fanom takich klimatów.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                              Do bani:
- Akcja                                                                                              - Postaci
- Efekty                                                                                            - Miałka fabuła
                                                                                                         - Błędy rzeczowe

sobota, 9 maja 2015

Pojedynek spin-offowy: "Szczęki Orthrusa" kontra "Śmierć Doktora"

Witajcie w pierwszej recenzji miesiąca spin-offów. Zmęczyłem się chwilowo Ósmym Doktorem i Ciemnooką, postanowiłem więc zrecenzować kilka produktów z pobocznej gałęzi Whoniwersum. Na pierwszy ogień od razu dwa w śmiertelnym pojedynku!

SERIAL: K9
ODCINEK: Szczęki Orthrusa

VS

SERIAL: Przygody Sary Jane
ODCINEK: Śmierć Doktora, cz. 1 i 2

WSTĘP
Dla nieznających obu produkcji: K9 opowiada o grupce dzieciaków - Starkym, Dariusie i Jorje - którzy żyją w futurystycznej Wielkiej Brytanii rządzonej przez organizację zwaną Departamentem, dowodzonej przez tajemniczego Lomaxa i mającej poważne ciągoty totalitarne. Podwładni Lomaxa to tzw. Inspektorzy - m.in mama Jorje czy Drake, o którym więcej później. Starkey i Jorje przypadkiem trafiając do laboratorium naukowca nazwiskiem Gryffen są świadkami, jak z maszyny, nad którą nasz jajogłowy pracuje na polecenie Departamentu wychodzą agresywni kosmici zwani Jixenami a za nimi nie kto inny, jak K9. Który załatwia stwory używając samodestrukcji, a następnie...regeneruje! Dobrze czytacie, K9 umie się tu regenerować. Ja też w pierwszej chwili zacząłem się zastanawiać, czy ktoś nie podmienił mi tic-taców na jakieś halucynogeny, ale jednak nie. Tak czy owak tyle musicie wiedzieć o tym spin-offie przed lekturą samego pojedynku.
Jeśli chodzi o "Przygody Sary Jane" to tu jest dużo prościej, schemat mamy podobny, jak w DW: zwyczajni, przeciętni ludzie (tyle, że małoletni) trafiają na jakiegoś rodzaju kosmiczne zagrożenie oraz kogoś dobrego, kto już niejedno takie cudo widział i kto jest to w stanie bez start w żywych organizmach powstrzymać. W tym przypadku to oczywiście Sarah Jane. Wspomniane już małolaty mają na imię Rani (niezwiązana ze złą Władczynią Czasu zwyczajna nastoletnia Ziemianka) oraz Clyde* i zostają towarzyszami naszej frajer...chciałem powiedzieć bohaterki.
No i cacunio, skoro już z grubsza wiecie, o czym oba seriale są, przechodzimy do starcia!

FABUŁA
Podczas obywatelskiego protestu przeciwko wszczepianiu ludziom namierzających chipów K9 atakuje swoim laserem inspektora Drake'a. Mężczyzna, który od dawna chce poddać naszego robo-burka utylizacji, wreszcie ma ku temu prawną podstawę. Starkey rzecz jasna nie wierzy, by K9 był skłonny do takiego ataku, co jednak, gdy ukochany wóz Dariusa zostanie zdewastowany i "ozdobiony" napisem "K9 był tutaj"?
Cóż mogę powiedzieć? Dziur logicznych się nie dopatrzyłem, wszystko jest spójne ale dziesiątki seriali czy kreskówek dla dzieciaków miało identyczny wątek - oczywiście nie spoileruję, co i jak, ale wtórność bardzo bije po oczach. Półtora punktu.
W "Śmierci Doktora" Sarah otrzymuje od UNITu wiadomość o zgonie Władcy Czasu i wraz z dzieciakami wyrusza na jego pogrzeb. Zaproszono też inną towarzyszkę naszego herosa, Jo Grant. Nietrudno chyba zgadnąć, iż wszystko jest jedną wielką ściemą?
No właśnie, istotnie nietrudno. Ponieważ z góry bardzo wiele wiadomo, przyznaję dwa punkty na trzy.

TYTUŁOWI BOHATEROWIE
Jaki jest w tej historii K9? Bardzo fajny. Z oczywistych przyczyn ma nieco więcej osobowości, niż w oryginalnym DW, ale to nadal bardzo oddany swoim organicznym przyjaciołom piesek. Dla ich dobra jest nawet gotowy oddać się w ręce Departamentu. Może niezbyt mądrze, ale szlachetnie. Trzy punkty.
Sarah nieszczególnie się zmieniła pod względem charakteru od czasu DW – nadal jest dosyć naiwna, niby nie wierzy, że Doktor mógłby sobie nie poradzić i zaliczyć zgon, ale w tym, że na pogrzeb zaproszono łącznie z nią zaledwie dwie towarzyszki nie widzi już nic dziwnego. Potem natomiast stara się radzić sobie jak może z całą odwagą i doświadczeniem, jakie ma. Nieźle jej to nawet wychodzi, dwa i pół punktu.

POZOSTAŁE POSTACI
Jakby to ładnie ująć...Dzieciaki w "Szczękach Orthrusa" są maksymalnie sztampowe. Starkey to idealistyczny buntownik, a Darius - przeciwnie, jest tchórzem i oportunistą. Obaj oczywiście się nie lubią - ale Jorje już owszem. Ona z kolei to...taki żeński Starkey i nic poza tym. Weźcie, proszę was Na trzy postaci dwie są identyczne? Jak tak można? Dla kontrastu dorośli są fantastyczni: Gryffen to nie typowy jajogłowy naukowiec, ale ktoś, kogo złamała życiowa tragedia, mama Jorje jest służbistką, która jednak jest równie wymagająca dla jej równych jak i dla tych będących niżej w hierarchii, a Drake...Drake to genialny czarny charakter. Wredne spojrzenie, nikczemny uśmiech, metalowa dłoń dzierżąca okutą stalą laseczkę... Nie mówię, że powala oryginalnością, ale to zdecydowanie najlepsza postać w K9. Za wszystkich przyznaję po półtora punktu.
Rani i Clyde wypadają lepiej od kolegów z serialu o mechanicznym psie. Ona to odważna, zadziorna dziewuszka, a on to nie mniej dzielny, ale bardziej chłodno myślący i zachowawczy dzieciak. Wrogowie, niejacy Shansheethowie mają dosyć sztampową motywację, ale są też nawet dosyć skuteczni...jak na postaci, którym przeznaczone jest ponieść porażkę. Mają też ziemskiego sojusznika, jako nawet takiego, ale jego tożsamości nie zdradzę. Spoilers, sweeties :)
Pozostaje jeszcze nieszczęsna Jo. Russel T. Davies nie miał pojęcia na temat w zasadzie jakiejkolwiek postaci, której sam nie wymyślił, co pokazało chociażby „School Reunion” i Sarah twierdząca, że durzyła się w Doktorze za czasów wspólnych podróży, ale trzeba przyznać, że po pewnym czasie w tu omawianym spin-offie panna Smith zaczęła z grubsza siebie przypominać. Niestety, Jo miała tylko ten jeden występ. I z kobitki gadatliwej, ale nie chorobliwie, zrobiono nieumiejącą stulić pysia nawet na moment wariatkę. Tego puścić płazem nie mogę, również półtora punktu – choć inne postaci nie są złe, za taką zbrodnię nie mógłbym z czystym sumieniem dać „Śmierci...” większej ilości punktów niż „Szczękom...”. Nawet mimo tego, że pojawia się ktoś jeszcze z oryginalnego DW i jest napisany poprawnie.

STRONA TECHNICZNA
Nie mam zastrzeżeń do „Szczęk Orthrusa”, poza pewną ubogością efektów. Jest ich po prostu mało. Są dobre, ale ich mało. Ot, jakieś promienie lasera czy departamentowe drony, fajnie wykonane, ale chciałoby się więcej. Dwa punkty na trzy.
Śmierć Doktora” ma równie efektowne efekty, typu na przykład sprytną teleportację czy proces tworzenia pewnego artefaktu. Natomiast Shansheethowie... Boziu kochana, nie. Po prostu nie. Nie jest tak, że wyglądają jakoś archaicznie, przeciwnie, ale... Ten, kto zaprojektował te stwory powinien spieprzyć na Skaro. Sami zresztą zobaczcie

 Również dwa punkty na trzy.

WYNIK
Do zdobycia było dwanaście punkciaków. Z wielką przyjemnością ogłaszam, że...jest remis! Obie historie zdobyły po osiem punktów i nie powiem, że mnie to dziwi. Każda z nich ma sporo za przysłowiowymi uszami i nie zawsze ogląda się je bez zażenowania, ale jak na spin-offy nie jest tragicznie. Zwłaszcza w porównaniu do jeszcze innego, ostatniego spin-offa spod znaku Whoniwersum, o którym porozmawiamy sobie kiedy indziej.


* Skład towarzyszy Sary trochę się zmieniał w trakcie trwania serii, ale tu oceniam konkretny odcinek, więc i postaci w nim wystepujące.

poniedziałek, 4 maja 2015

Antologia słuchowisk: Ciemnooka II

DARK EYES II



1: Zdrada*
2: Biały pokój
3: Widnokrąg Czasu
4: Oczy Mistrza

FABUŁA W PIGULE
Pierwszy segment sequelu "Ciemnookiej" opowiada o Liv Chence - lekarce nazywanej przez rodaków Zdrajczynią. Jest ona bowiem gotowa nawet na kolaborację, byleby ocalić jak najwięcej ludzi schwytanych przez Daleków, którym potrzebni są niewolnicy. Na ten sam glob, na którym przebywa kobieta, dostaje się Doktor. Ma do wykonania tajemniczą misję...
"Biały pokój" to historia ponownego spotkania naszego herosa z Molly O' Sullivan. Władca Czasu wraz z nią zajmuje się sprawą zaginięć młodych dezerterów, która, jak się okaże, ma związek z pewnymi jego wrogami, którzy upodobali sobie broń biologiczną...
W "Widnokręgu Czasu" Tardis zabiera Doktora i Molly na sam koniec wszechświata. Tymczasem Liv budzi się z hibernacji na wielkim statku kosmicznym. Dzieją się na nim dziwne rzeczy, a i pozostali członkowie załogi mają trochę do ukrycia. Sytuacja zaognia się, gdy Doktor i Liv stają twarzą w twarz...
"Oczy Mistrza" są z kolei historią starcia Doktora, Molly i Liv z, rzecz jasna, Mistrzem, który ma nie tylko nowy, diaboliczny plan, ale i własną towarzyszkę - niegdyś pracującą dla jego wroga, ale na skutek czaso-maso stojącą po jego stronie...

POSTACI
"Zdradzie" nie mam niczego do zarzucenia pod względem postaci. Doktor ewidentnie wie coś, czego nie wiedzą słuchacze i działa pod presją. Liv jest także świetna z jej ofiarnością i przemożną chęcią wybrania mniejszego zła a całość uzupełniają drugoplanowe postaci antydalekowego ruchu oporu oraz Dalek Kontroler Czasu - ciekawy łącznik z poprzednią częścią.
W "Białym pokoju" powraca Molly O'Sullivan, odpowiednio ,,ułagodzona" życiem we względnym pokoju czasów dwudziestolecia międzywojennego. Postaci poboczne mają to do siebie, że kilka razy z sojuszników Doktora stają się jego, może nie wrogami, ale stają po przeciwnej stronie barykady, co jest na plus, aczkolwiek momentami wychodzi z nich pewna sztampowość. Nie jest źle, ale do ideału nieco brakuje tym bardziej, że jeśli zna się słuchowiska wprowadzające obecnych i tu wrogów Doktora, łatwo wpaść na to, kim oni są.
Trzeci segment, ,,Widnokrąg Czasu" wypada pod tym względem kapkę lepiej. Załoga statku to mniej szablonowe postaci, z własnymi charakterami i tajemnicami. Jak się okaże, oprócz wspomnianych w wydarzenia tego segmentu wmieszany jest ktoś jeszcze, ale bez spoilerów. No i skomplikowane relacje Doktora i Liv zdecydowanie na plus.
Finał ,,Ciemnookiej II", „Oczy Mistrza” ma nieco mniej postaci, niż poprzednie segmenty, niemniej nie jest to wada. Ślepy staruszek znany dobrze Molly jest bardzo wiarygodnie napisany, wspomniane relacje dwóch towarzyszek Doktora dalej ewoluują, a Liv nadal nie jest oszczędzana przez los, że tak powiem. Idealny jest Mistrz z jego powagą przeplataną ciętym humorem, natomiast jego towarzyszka...Cóż, wydaje się mieć charakter zbyt dalece inny, niż gdy ją poznaliśmy i trochę się to gryzie z powodem, dla którego pracuje ona dla złego Władcy Czasu. Hipnoza? Owszem, też, ale zazwyczaj nie zmieniała na tyle osobowości ofiary.

FABUŁA
,,Zdrada" ma niezgorszą fabułę. Niby nic niezwykłego - ot misja infiltracyjna na statku Daleków w wykonaniu Doktora - ale ma coś w sobie. Przede wszystkim ze względu na trudne decyzje bohaterów i zaskakujący finał. Choć poważną wadą jest fakt, iż w jednej ze scen puszki ze Skaro...nie poznają Doktora! Gdybyż to jeszcze miało jakieś uzasadnienie...
,,Biały pokój" koncentruje się na tajemniczej zarazie oraz zniknięciach dezerterów, ale w końcu przechodzi w nieco zawiłe, metafizyczne czaso-maso. Wszystko to nie jest złe, ale też i nie powala. Ot średnia, może nie nudna, ale daleka od wciągającej jak odkurzacz historia.
W ,,Widnokręgu Czasu" z pozoru otrzymujemy prostą historię o kilkorgu ludzi uwięzionych na statku będącym areną dziwacznych wydarzeń. Gdy jednak do akcji wchodzi pewna potężna siła oraz wielki biznes (!) wszystko się zagęszcza. Chyba nawet trochę za bardzo, bo wątki zdają się być pozamykane z trudem.
No i wreszcie czas na ,,Oczy Mistrza". Fabuła kręci się wokół jednego z najlepszych planów złego Władcy Czasu, jakie kiedykolwiek wymyślił. Coś genialnego. Także konkluzja tejże historii nie pozostawia wiele do życzenia – za pomocą nieskomplikowanego czaso-maso elegancko zazębia się z pierwszym segmentem. Jeszcze rada: gdy na końcu usłyszycie temat muzyczny DW, poczekajcie jeszcze chwilę – jest bonusowa scena po nim!

STRONA TECHNICZNA
Podobnie, jak w pierwszej części, nie mam zastrzeżeń. Sporo kosmitów ma w jakiś sposób zmodyfikowane głosy, ale pozostają one w pełni zrozumiałe. U wszystkich aktorów podkładających głosy postaciom czuć świetnie oddane emocje, a już najlepiej pod tym względem wypada Mistrz i wcielający się w niego A. Macqeen. Swoim głosem nadał złemu Władcy Czasu nieuchwytne coś, co mieli zarówno panowie Delgado (UNITowy Mistrz) jak i Ainley (Mistrz-Tremas)

ZAKRĘCENIE
Pierwszy segment jest zakręcony umiarkowanie. Nabiera trochę czaso-maso rumieńców z perspektywy całości, ale sam w sobie nie przesadza z zagmatwaniem. Choć w żadnym razie nie można go nazwać prostackim. Raczej...przeciętnym
W „Białym pokoju” jest już inaczej – wrogowie Doktora jakoby gonią własny ogon starając się powstrzymać coś, do czego doprowadziła ich chęć powstrzymania tego. Moim zdaniem jest to trochę bardziej pogmatwana kwestia, niż w poprzedniej historii.
Jeśli chodzi o „Widnokrąg Czasu”, to całość czasowych zawirowań wynika z faktu, iż Liv jest już po wydarzeniach ze „Zdrady”, a Doktor jeszcze nie. Może nie jest to wiele, ale ciekawie gmatwa sytuację.
Oczy Mistrza” prezentują podobny poziom zakręcenia. Głównym aspektem jest fakt wspomnianej już towarzyszki Mistrza i tego, w jaki sposób znalazła się po jego stronie – niewielki element, przyznacie. No i oczywiście to, że Doktor nadal jest przed wydarzeniami z pierwszego segmentu.

PODSUMOWANIE
W porównaniu z pierwszą częścią „Ciemnookiej” jest lepiej. Nadal wprawdzie mamy tylko jedną świetną historię, ale innym nie brakuje aż tak wiele do miana dobrych. Wobec czego cała antologia po pierwszej, wybitnie średniej części za drugą otrzymuje ode mnie ocenę „Niezła”. A jakie będą kolejne części? Przekonamy się niedługo.





* Zdrada” bo „The Traitor” po angielsku nie określa jasno, czy chodzi o „zdrajcę” czy „zdrajczynię”. Zdrajczynią nazywa się Liv, ale potem to ktoś płci męskiej dokonuje aktu zdrady.