sobota, 9 maja 2015

Pojedynek spin-offowy: "Szczęki Orthrusa" kontra "Śmierć Doktora"

Witajcie w pierwszej recenzji miesiąca spin-offów. Zmęczyłem się chwilowo Ósmym Doktorem i Ciemnooką, postanowiłem więc zrecenzować kilka produktów z pobocznej gałęzi Whoniwersum. Na pierwszy ogień od razu dwa w śmiertelnym pojedynku!

SERIAL: K9
ODCINEK: Szczęki Orthrusa

VS

SERIAL: Przygody Sary Jane
ODCINEK: Śmierć Doktora, cz. 1 i 2

WSTĘP
Dla nieznających obu produkcji: K9 opowiada o grupce dzieciaków - Starkym, Dariusie i Jorje - którzy żyją w futurystycznej Wielkiej Brytanii rządzonej przez organizację zwaną Departamentem, dowodzonej przez tajemniczego Lomaxa i mającej poważne ciągoty totalitarne. Podwładni Lomaxa to tzw. Inspektorzy - m.in mama Jorje czy Drake, o którym więcej później. Starkey i Jorje przypadkiem trafiając do laboratorium naukowca nazwiskiem Gryffen są świadkami, jak z maszyny, nad którą nasz jajogłowy pracuje na polecenie Departamentu wychodzą agresywni kosmici zwani Jixenami a za nimi nie kto inny, jak K9. Który załatwia stwory używając samodestrukcji, a następnie...regeneruje! Dobrze czytacie, K9 umie się tu regenerować. Ja też w pierwszej chwili zacząłem się zastanawiać, czy ktoś nie podmienił mi tic-taców na jakieś halucynogeny, ale jednak nie. Tak czy owak tyle musicie wiedzieć o tym spin-offie przed lekturą samego pojedynku.
Jeśli chodzi o "Przygody Sary Jane" to tu jest dużo prościej, schemat mamy podobny, jak w DW: zwyczajni, przeciętni ludzie (tyle, że małoletni) trafiają na jakiegoś rodzaju kosmiczne zagrożenie oraz kogoś dobrego, kto już niejedno takie cudo widział i kto jest to w stanie bez start w żywych organizmach powstrzymać. W tym przypadku to oczywiście Sarah Jane. Wspomniane już małolaty mają na imię Rani (niezwiązana ze złą Władczynią Czasu zwyczajna nastoletnia Ziemianka) oraz Clyde* i zostają towarzyszami naszej frajer...chciałem powiedzieć bohaterki.
No i cacunio, skoro już z grubsza wiecie, o czym oba seriale są, przechodzimy do starcia!

FABUŁA
Podczas obywatelskiego protestu przeciwko wszczepianiu ludziom namierzających chipów K9 atakuje swoim laserem inspektora Drake'a. Mężczyzna, który od dawna chce poddać naszego robo-burka utylizacji, wreszcie ma ku temu prawną podstawę. Starkey rzecz jasna nie wierzy, by K9 był skłonny do takiego ataku, co jednak, gdy ukochany wóz Dariusa zostanie zdewastowany i "ozdobiony" napisem "K9 był tutaj"?
Cóż mogę powiedzieć? Dziur logicznych się nie dopatrzyłem, wszystko jest spójne ale dziesiątki seriali czy kreskówek dla dzieciaków miało identyczny wątek - oczywiście nie spoileruję, co i jak, ale wtórność bardzo bije po oczach. Półtora punktu.
W "Śmierci Doktora" Sarah otrzymuje od UNITu wiadomość o zgonie Władcy Czasu i wraz z dzieciakami wyrusza na jego pogrzeb. Zaproszono też inną towarzyszkę naszego herosa, Jo Grant. Nietrudno chyba zgadnąć, iż wszystko jest jedną wielką ściemą?
No właśnie, istotnie nietrudno. Ponieważ z góry bardzo wiele wiadomo, przyznaję dwa punkty na trzy.

TYTUŁOWI BOHATEROWIE
Jaki jest w tej historii K9? Bardzo fajny. Z oczywistych przyczyn ma nieco więcej osobowości, niż w oryginalnym DW, ale to nadal bardzo oddany swoim organicznym przyjaciołom piesek. Dla ich dobra jest nawet gotowy oddać się w ręce Departamentu. Może niezbyt mądrze, ale szlachetnie. Trzy punkty.
Sarah nieszczególnie się zmieniła pod względem charakteru od czasu DW – nadal jest dosyć naiwna, niby nie wierzy, że Doktor mógłby sobie nie poradzić i zaliczyć zgon, ale w tym, że na pogrzeb zaproszono łącznie z nią zaledwie dwie towarzyszki nie widzi już nic dziwnego. Potem natomiast stara się radzić sobie jak może z całą odwagą i doświadczeniem, jakie ma. Nieźle jej to nawet wychodzi, dwa i pół punktu.

POZOSTAŁE POSTACI
Jakby to ładnie ująć...Dzieciaki w "Szczękach Orthrusa" są maksymalnie sztampowe. Starkey to idealistyczny buntownik, a Darius - przeciwnie, jest tchórzem i oportunistą. Obaj oczywiście się nie lubią - ale Jorje już owszem. Ona z kolei to...taki żeński Starkey i nic poza tym. Weźcie, proszę was Na trzy postaci dwie są identyczne? Jak tak można? Dla kontrastu dorośli są fantastyczni: Gryffen to nie typowy jajogłowy naukowiec, ale ktoś, kogo złamała życiowa tragedia, mama Jorje jest służbistką, która jednak jest równie wymagająca dla jej równych jak i dla tych będących niżej w hierarchii, a Drake...Drake to genialny czarny charakter. Wredne spojrzenie, nikczemny uśmiech, metalowa dłoń dzierżąca okutą stalą laseczkę... Nie mówię, że powala oryginalnością, ale to zdecydowanie najlepsza postać w K9. Za wszystkich przyznaję po półtora punktu.
Rani i Clyde wypadają lepiej od kolegów z serialu o mechanicznym psie. Ona to odważna, zadziorna dziewuszka, a on to nie mniej dzielny, ale bardziej chłodno myślący i zachowawczy dzieciak. Wrogowie, niejacy Shansheethowie mają dosyć sztampową motywację, ale są też nawet dosyć skuteczni...jak na postaci, którym przeznaczone jest ponieść porażkę. Mają też ziemskiego sojusznika, jako nawet takiego, ale jego tożsamości nie zdradzę. Spoilers, sweeties :)
Pozostaje jeszcze nieszczęsna Jo. Russel T. Davies nie miał pojęcia na temat w zasadzie jakiejkolwiek postaci, której sam nie wymyślił, co pokazało chociażby „School Reunion” i Sarah twierdząca, że durzyła się w Doktorze za czasów wspólnych podróży, ale trzeba przyznać, że po pewnym czasie w tu omawianym spin-offie panna Smith zaczęła z grubsza siebie przypominać. Niestety, Jo miała tylko ten jeden występ. I z kobitki gadatliwej, ale nie chorobliwie, zrobiono nieumiejącą stulić pysia nawet na moment wariatkę. Tego puścić płazem nie mogę, również półtora punktu – choć inne postaci nie są złe, za taką zbrodnię nie mógłbym z czystym sumieniem dać „Śmierci...” większej ilości punktów niż „Szczękom...”. Nawet mimo tego, że pojawia się ktoś jeszcze z oryginalnego DW i jest napisany poprawnie.

STRONA TECHNICZNA
Nie mam zastrzeżeń do „Szczęk Orthrusa”, poza pewną ubogością efektów. Jest ich po prostu mało. Są dobre, ale ich mało. Ot, jakieś promienie lasera czy departamentowe drony, fajnie wykonane, ale chciałoby się więcej. Dwa punkty na trzy.
Śmierć Doktora” ma równie efektowne efekty, typu na przykład sprytną teleportację czy proces tworzenia pewnego artefaktu. Natomiast Shansheethowie... Boziu kochana, nie. Po prostu nie. Nie jest tak, że wyglądają jakoś archaicznie, przeciwnie, ale... Ten, kto zaprojektował te stwory powinien spieprzyć na Skaro. Sami zresztą zobaczcie

 Również dwa punkty na trzy.

WYNIK
Do zdobycia było dwanaście punkciaków. Z wielką przyjemnością ogłaszam, że...jest remis! Obie historie zdobyły po osiem punktów i nie powiem, że mnie to dziwi. Każda z nich ma sporo za przysłowiowymi uszami i nie zawsze ogląda się je bez zażenowania, ale jak na spin-offy nie jest tragicznie. Zwłaszcza w porównaniu do jeszcze innego, ostatniego spin-offa spod znaku Whoniwersum, o którym porozmawiamy sobie kiedy indziej.


* Skład towarzyszy Sary trochę się zmieniał w trakcie trwania serii, ale tu oceniam konkretny odcinek, więc i postaci w nim wystepujące.

2 komentarze:

  1. Ooo, czyli pomimo spartolenia Jo nie jest wcale tak źle, ani z fabułą, ani z innymi postaciami czy czarnym charakterem...
    No tak, teraz tylko doczekać do tej następnej recenzji wiadomego spin-offa X)

    P.S. Naprawdę ładnie ci się ten banner wpasował, nie spodziewałam się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na poziom spin-offów nie jest źle - co oznacza mniej więcej tyle, że zażenowanie towarzyszy nam podczas seansu tylko momentami, a nie na okrągło ;)

      PS: Nom, banner pasuje idealnie - widać, że robiła go znająca się na rzeczy specjalistka :)

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)