czwartek, 23 lutego 2017

Upadek Korvena ("K9")

Czołem. Oto przed Wami recenzja spin-offa, a nawet finału tegoż - „K9”, bo o nim mowa. Zapraszam :)

THE ECLIPSE OF THE KORVEN
GŁÓWNI BOHATEROWIE: K9, Starkey, Jorje, Darius
WRÓG: Thorne, Lomax, Trojan

O co generalnie chodzi w serialu „K9” swego czasu opowiadałem przy okazji pojedynku jednego z epizodów z odcinkiem „Przygód Sary Jane”, tych więc, którzy spotykają się z serialem o naszym robo-Burku pierwszy raz odsyłam do wspomnianej recenzji: http://recenzje-dw-classic.blogspot.com/2015/05/pojedynek-spin-offowy-szczeki-orthrusa.html Tymczasem przechodząc do meritum, fabuła odcinka: Czasoprzestrzenny manipulator w domu Gryffena zaczyna zachowywać się dziwnie i niebezpiecznie – może spowodować katastrofę na wielką skalę. Tymczasem K9 zdaje się nie być poruszony tym wydarzeniem – myśli tylko o dostaniu się do bazy Departamentu i odzyskaniu regeneracyjnego dysku, który podstępem odebrał mu złowrogi inspektor Thorne. Szybką podróż do wspomnianej lokacji potem pies dowiaduje się od niego kilku ważnych rzeczy: manipulator działać może jak wymiarowa brama i w jej kierunku zmierza właśnie armia kosmitów chcących przejąć Ziemię na własność. Departament tymczasem ukończył właśnie prace nad sztucznie stworzoną, bardzo potężną istotą, którą zamierza wystawić do walki...

Przy wszystkich problemach, jakie ma „K9” - szczątkowych tylko powiązaniach z DW, durnych potworach tygodnia czy ogólną nieznajomością podstawowych rzeczy na temat Whoniversum u scenarzystów, główny wątek sezonu to jego mocna strona: już w jednym z odcinków początkowych widzimy (Widzimy – nikt nam tego nie mówi!) że Departament – organizacja głównych antagonistów – jest infiltrowana przez kosmitów, zmiennokształtnych Meronów. Dalej nie do końca wiadomo, czy Lomax – ukrywający swoją twarz za osłoną szef Departamentu – jest naprawdę zły. Jego podwładni – bez cienia wątpliwości, ale jednego z nich, mojego ulubionego Drake’a ów potrafił zdegradować, gdy ten nieomal doprowadził do kataklizmu. Na te, i wiele innych pytań otrzymujemy odpowiedź w finale. Co ciekawe, choć plan czarnych charakterów pozornie ma wiele dziur, po zastanowieniu odkrywamy, że wszystko naprawdę jest doskonale sensowne: celem opanowania całej planety zajęli strategiczny przyczułek na zbyt małą do tego na to skalę nie po to, by osłabić Ziemię przed inwazją, jak to się może wydawać, ale by spokojnie przygotować się na moment, gdy będą mogli zaatakować wszystkimi siłami. Oklaski dla scenarzystów. Szkoda, że nie spisali się równie dobrze, jeśli chodzi o postaci: June (mama Jorje) i Darius wydają się być wciśnięci do odcinka na siłę, bo skoro należą do głównych bohaterów, to muszą być w finale. Rozumiem to, ale czemu w takim razie nie dano im porządnej roli? Gryffen oczywiście jak zwykle błyszczy, ma niebanalny udział w zwycięstwie „jasnej strony mocy” a przy okazji staje do walki z własną chorobą i nawiązuje do DW :) Starkey i Jorje, jak zawsze identycznie idealistyczni, byli nawet fajni, ofiarni i odważni, ale ich wątek miłosny… Podsumujmy: od samego początku za przeproszeniem lecieli na siebie i byli w pełni świadomi, że to uczucie odwzajemnione. I nic z tym nie zrobili. W finale mają swój moment, który zostaje niestety przerwany, a potem już do niego nie wracają, mimo okazji. No brawissimo. Wrogowie są super, podstępni i nikczemni, ale nie wierzę, że żaden z nich nie wpadł na niesamowicie oczywisty błąd konstrukcyjny ich tajnej broni. Jaki natomiast jest K9? Bardzo...mechaniczny. I to nie jest wada, momentami wydaje się samolubny, ale to bardziej kwestia zaprogramowanych priorytetów, niż egoizmu. Przez to daje się też czasami wciągnąć w pułapkę, nie dostrzegając, że ktoś w pewnym sensie zmienia stronę.

Ostatnia kwestia to strona techniczna, i jest ona średnio dobra. Towarzyszące kataklizmowi zjawiska są proste, acz fajne, a ponure otoczenie doskonale pasuje do apokaliptycznego klimatu. Niestety nowy, zabójczy pupilek Departamentu wygląda bardzo sztampowo – to takie wielkie, tępe monstrum i w zasadzie niczym się nie wyróżnia - a metamorfoza jednej z postaci w ramach zakończenia budzi gorzki śmiech nie tylko tym, jak chciano zaoszczędzić na efektach procesu, ale też i na nowym wyglądzie tejże persony.

Tytułem podsumowania „Upadek Korvena” to nie tylko ostatni, ale też zdecydowanie najlepszy odcinek spin-offa „K9”. Nie jest idealny, ale gdyby cały serial stał na takim poziomie, byłby naprawdę znakomity. Doskonale spina wszystkie wątki i odpowiada na niemalże wszystkie pytania.

1 komentarz:

  1. Heh, widzimy – nikt nam tego nie mówi! :) I tak być powinno! Szkoda, że w prawdziwym DW wychodzi to (w nowych seriach przynajmniej) tak pokracznie...
    Ooo, i mechaniczność pieska też brzmi dobrze. Niezmarnowany potencjał robotów to dla mnie zawsze plus!
    Aż mogłabym to zobaczyć dla tych efektów specjalnych. Nie wiem, z którego roku, ale to musiałoby być coś uroczo postarzałego o 10 - 20 lat, więc pokraczności mogłyby mi się spodobać :)
    P.S. Dlaczego ja ciągle czytam Upadek Korvina...

    OdpowiedzUsuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)