sobota, 15 lipca 2017

Pojedynek: Doktor na psychoterapii (Planeta Cienia kontra Pożeracze Grzechu)

Cześć. Patrzycie zapewne na tytuł i zastanawiacie się, o co chodzi z tytułem. Oto przed Wami pojedynek słuchowiska i komiksu, gdzie Doktor i ferajna trafiają do... kosmicznych ośrodków oferujących niezwykłą psychoterapię! Pomysł zaczerpnąłem z faktu, iż sam obecnie przebywam w placówce zdrowia, nie psychicznego a fizycznego na szczęście ;)

SHADOW PLANET
DOKTOR: Siódmy Doktor
TOWARZYSZE: Ace, Hex
WRÓG: W zasadzie brak

kontra



THE SIN-EATERS, cz 1 i 2
DOKTOR: Dziewiąty Doktor
TOWARZYSZE: Rose Tyler
WRÓG: Pożeracze Grzechu

W "Planecie Cienia" znudzona Ace mimo niejasnych ostrzeżeń Doktora, ordynuje wycieczkę na losowo wybraną planetę o nazwie Umbra. Tam oto, w luksusowej klinice, można poddać się zabiegowi stworzenia tzw Cienia - sobowtóra posiadającego tylko nielubiane cechy naszego charakteru - i konfrontacji z nim mającej poprawić samoakceptację. Ace jako pierwsza decyduje się spróbować... i oczywiście coś zaczyna iść źle.

W "Pożeraczach Grzechu" za brutalne zamordowanie swojej towarzyszki Tary Doktor skazany zostaje na przymusowy pobyt w kosmicznym Instytucie Hesquard. Tam oto leczy się różnego rodzaju zwyrodnialców dosłownie ekstrahując z ich umysłów negatywne emocje. Kiedy ta bolesna kuracja jest przeprowadzana na osobie Doktora, do kliniki przenika Rose, wcielając się w rolę kontrolerki...

FABUŁA
"Planeta.." łączy w sobie wiele gatunków. Początkowo wygląda na medyczny techo-thriller, potem na krótko możemy mieć wrażenie obcowania z horrorem, jest lekki wątek psychologiczny... O dziwo taki misz-masz sprawdza się nawet fajnie, o ile oczywiście lubimy takie miksy. Trzy i pół punktu na cztery.

"Pożeracze..." mają naprawdę bombastyczny koncept i mocno trzymają w napięciu. Niby wiemy, że Doktor nie mógł zabić Tary, z drugiej strony ostatnie, co można o niej powiedzieć na podstawie innych komiksów to to, że była osobą godną zaufania. Co więc się stało? Niestety, rozwiązanie nie jest aż tak rewelacyjne - co najwyżej dobre. Trzy punkty na cztery.

STRONA TECHNICZNA
Od strony technicznej „Planeta Cienia” jest perfekcyjna. Wszystkie głosy i odgłosy są idealne, wielki też szacunek dla Sophie Aldred, u której tylko przez ułameczek sekundy słychać, że moduluje swój głos by brzmiał, jak za dawnych czasów. Równie rewelacyjny jest Sylvester McCoy, który w tej produkcji zdecydowanie pobił rekord w ilości ikonicznego „Rrrrrrr” na przygodę ;) Dwa punkty na dwa.

Rysunki w „Pożeraczach Grzechu” są znakomite, barwne i z dużą ilością dynamiki. Bez najmniejszych problemów rozpoznajemy Doktora i Rose, a na kolejnych kadrach są rysowani dokładnie tak samo. (Nie śmiejcie się – moja recenzja pierwszych zeszytów „Opowieści o Duchu”.) Nooo, może na jednym, małym kadrze Doktor nie jest ujęty zbyt wyraźnie, ale i tak jest wzorcowo. Nie sposób nie wspomnieć także o hulkopodobnych Pożeraczach – znakomicie wyglądające monstra. Również dwa punkty na dwa.

TOWARZYSZE
Przechodzimy do postaci. Jacy są występujący w „Planecie Cienia” Ace i Hex? On – w porządku, rozważny i ostrożny, natomiast ona… Jakby się jakichś pobudzaczy nawcinała, nigdy nie zachowywała się aż w taki nadpobudliwy sposób, na żadnym etapie wojaży z Doktorem. Na plus współpraca i doskonała synchronizacja, jaką Ace i Hex mają. Półtora punktu na trzy.

Rose w „Pożeraczach”… po prostu jest. Jak w wielu komiksach, gdzie fabuła nie kręci się wokół danego towarzysza/towarzyszki robi swoje, ale nie ma w zasadzie żadnych charakterystycznych cech. Można by podstawić pod jej wypowiedzi twarz jednej z wielu innych postaci i różnica byłaby żadna. No, zgoda, w jednym momencie towarzysze z grupy, nazwijmy to, inteligentów, postąpiliby zapewne sprytniej, ale to za mało. Punkt na trzy.

WROGOWIE
W „Planecie...” nie ma wrogów per se. Są postaci, które robią coś niefajnego raz czy dwa z własnych, dobrze uzasadnionych powodów, ale nie jest to nic naprawdę złego. Nawet Cienie nie są antagonistami – do tego stopnia, że aż żal się z nimi rozstawać ;) Pełne trzy punkciaki.

Tytułowi „Pożeracze Grzechu” antagonistami stają się z powodu głupoty dyrektorki instytutu, panny Highsmith. Wydają się być sztampowymi jak diabli monstrami… dopóki nie zaczynają przejawiać inteligencji. Sama Highsmith mimo podwójnego daru skretynienia i pecha również prezentuje się niezgorzej, zwraca uwagę na szczegóły i łatwo orientuje się, że z przybyłą niedawno kontrolerką coś mocarnie nie halo. Z pewnym wahaniem, bo trochę oryginalności brak, ale jednak pełne trzy punkty.

DOKTOR
Siódmy Doktor w omawianym słuchowisku jest w porządku. Bez szału, ale w porządku. Zbyt delikatnie zarysowano jego naturę intryganta, ale ponieważ Big Finish ma z tym problemy od zawsze, plus za samą próbę. No i to, jak słownie dekapituje rozmówców… Miodzio. Trochę pogmatwano jego początkowe plany związane z Umbrą – niejasne, jak zrobił to, co zrobił – ale nie jest źle. Dwa punkty na trzy.

Z Dziewiątym Doktorem w komiksie jest podobnie, jak z Rose – jest i tyle, bez cech charakterystycznych. Z małym jednak, a bardzo korzystnym wyjątkiem. Motywacja jego planu jest znakomicie powiązana z traumą po Wojnie Czasu, tak silnie widoczną u tego wcielenia. Oczywiście, inne inkarnacje zapewne postępowałyby identycznie posiadając inne motywy, ale mnie to zadowala. Dwa punkty na trzy.

WYNIK
No i co, to już chyba wszystkie kategorie, w jakich można rozpatrywać te dwa doktorowe dziełka. Generalnie oba są fajnie, ale zwycięzca może być tylko jeden. Wynikiem dwanaście do jedenastu wygrywa „Planeta Cienia”. Gorąco polecam. I niniejszym idę dalej oddawać się dochodzeniu do zdrowia – do zobaczenia :)

2 komentarze:

  1. WoW, zapowiedź Planety Cienia brzmi niesamowicie...
    Wygląa na to, że wybrałeś genialnie do siebie pasujące dzieła! Aż trudno sobie wyobrazić, że coś tak cudacznego, z ekstrahowaniem złej części osobowości, powstało dwa razy i to jeszcze podchodząc do problemu w zupełnie inne sposób, z inną podstawą i charakterem fabuły.

    Fajnie, że tak nietypowym wrogom z Planety Cieni dałeś pełne trzy punkty :) Mam wrażenie, że nie każdy by tak zrobił.

    Słowna dekapitacja! X)

    (Nie śmiejcie się – moja recenzja pierwszych zeszytów „Opowieści o Duchu”.)
    Nie rozumiem o co chodzi w tym nawiasie - nie miało tam być coś jeszcze napisane, co z tymi Opowieściami...?
    aż w taki nadpobudliwy w taki sposób - a tu na pewno jest literówka.

    Szkoda, że nie zajrzałam tu wcześniej, żeby życzyć ci zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "na kolejnych kadrach są rysowani dokładnie tak samo. (Nie śmiejcie się – moja recenzja pierwszych zeszytów „Opowieści o Duchu”.) " - chodziło, że w "Opowieściach..." jedna postać na różnych stronach wyglądała niepodobnie. Tutaj takiego problemu nie ma, ale moje chwalenie tego może wyglądać niezrozumiale.

      Usuń

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)