środa, 25 października 2017

[Książka] Niech wióry lecą: Ogniwa Wojny

Siemanko. Wiecie, nigdy nie byłem miłośnikiem gimnastyki. Kiedy w czasach szkoły musiałem wykonywać tego typu ćwiczenia na lekcjach wychowania fizycznego byłem daleki od zachwytu. Ale teraz, po latach, widzę, że inni mieli gorzej. Np. niejaki George Mann, autor omawianej poniżej książki, której pisanie wiązało się dla niego z robieniem serii szpagatów…

ENGINES OF WAR
DOKTOR:
Wojenny Doktor
TOWARZYSZE: Węgielka
WRÓG: Dalekowie, Karlax



Planeta Moldox, kolonia ludzi położona w pobliżu anomalii zwanej Okiem Tantala, jest niemal całkowicie pod kontrolą Daleków. Z puszkami ze Skaro walczy mała grupa rewolucjonistów, wśród których jest młoda kobieta zwana przez swe pomarańczowe włosy Węgielką. Kiedy jej partner ginie w akcji, ją samą ratuje rozbicie się doktorowego Tardisa. Nasz heros wraz z kolegami uczestniczył bowiem w kosmicznej bitwie przeciw Dalekom, niestety przegranej, i ledwie uszedł z życiem. Doktor i Węgielka zawierają niełatwy sojusz (dziewczyna za grosz nie ufa Władcom Czasu) i razem decydują się przedostać do obozu buntowników w mieście Andor…

No i cóż, wspomniałem o szpagatach? Są szpagaty. W ilościach przemysłowych. Autor próbował pogodzić pragnienia fanów na książkę osadzoną podczas Wojny Czasu i dzikie wrzaski swoich chlebodawców wyrzucających z siebie raz po raz cytat z Johna Cleese’a „Don’t mention the War!”. Jaki mamy tego skutek? Jeśli jest Wojna Czasu, to nie na Gallifrey. Jeśli jest Gallifrey, to ogranicza się do zakulisowych intryg samych Władców. Które są pożałowania godne, ale o tym za chwilę. Wszystko trochę lepiej się zgrywa w trzecim akcie, zwieńczonym dobrym finałem, ale to trochę mało. Tym bardziej, że wcześniej... No właśnie, wspomniałem o tym, jaką porażką są tu Gallifreyczycy. Poważnie, w zasadzie wszystko, co dotyczy Władców Czasu w tej książce to paździerz. Ich motywacje? Zapytam tak: JAKIE MOTYWACJE? Wydaje się, że chcą, żeby Dalekowie wygrali, albo są aż takimi idiotami. Nawet główny, nie-dalekowy antagonista jest pożałowania godny i tylko czekamy, żeby chociaż zregenerował w kogoś z mózgiem. To sobie poczekamy...

Powstałe na skutek pisania w szpagacie dziury autor próbował zapchać na dwa sposoby, jednym jest fanserwis. Mamy więc Borusę, nauczyciela Doktora, oczywiście w takiej postaci, jaką pozostawiło go „The Five Doctors”. Ma udział w fabule i jest to całkiem fajne. Niezłe jest też użycie jednej z rzeszy potworasów wymienionych jako koszmary zrodzone podczas Wojny, konkretnie Degradacji Skaro. Nie czynią może wiele, ale grunt, że są, a opisy ich wyglądu wzbudzają nutkę grozy. Kolejną rzeczą jest wyjaśnienie, skąd w stercie odchodów, jaką jest „The End of Time” wziął się Rassilon, martwy od eonów. Wyjaśnienie brzmi „Jest wojna, więc go wskrzesiliśmy”. Odpowiedź Doktora jest na poziomie „Aha”. A moja na poziomie AAAAAAAAAAAAAAAAA!

W stronie technicznej przejawia się ten wspomniany, drugi sposób: dla przykładu Krąg Wieczności, specjalny oddział Daleków mający rozwijać nowe technologie (Gdzie to już było? A, tak Kult Skaro w seriach RTD. Gratulacje, autorze, zmieniłeś nazwę i na tym poprzestałeś!) ma członków opisywanych jako niebiesko-srebrni... poza tymi kawałkami, gdzie są niebiesko-złoci. Serio? Takiego za przeproszeniem duperelu nie dopilnować? Jest jeszcze Dalek Broń Specjalna znany z „Remembrance of the Daleks”, oczywiście także pod zmienioną nazwą. Brak mi słów. Ja wiem, w pozycji szpagatu, koniecznej do ukończenia tej książki, ciężko było uniknąć takich rzeczy, ale jakiś taki niesmak pozostaje.

No ale już dooobra, ciszej nad tą trumną. Są też i zalety. Ostateczny plan Daleków jest ciekawy i mroczny, w sumie nawet mi szkoda, że się nie ziścił na chwilkę. Wojna Czasu w tych krótkich momentach nawet, jeśli nie dzieje się na Gallifrey, jest przednia. Ofiary zostają wymazane z historii, która się zmienia tak, że często ich kompani nie pamiętają, że ktoś z nimi był. Są wspomniane potwory (mało ich, ale grunt, że są) a Węgielka to znakomita postać. Niezbyt oryginalna, bardzo przypomina kobitkę z regeneracyjnego mini-odcinka Ósmego Doktora, ale w tym przypadku pokuszę się o stwierdzenie, że to ma sens. Ma wystarczająco czasu, byśmy dostrzegli jej osobowość i ma też wpływ na Doktora. Właśnie, Doktor. A jaki jest? Fajny. Troszkę oschły, ale empatyczny, na ogół rozumiejący, że nie każdy mu ufa (i dlaczego). Jednak kiedy przekroczy się granicę… Dość powiedzieć, że biada jego przeciwnikom. No i nie drze mordy bez powodu. Pozdro, Big Finish.

No i co mam Wam powiedzieć? Książka nie jest za dobra… bo autor chciał żeby, skoro jej bohaterem jest Wojenny Doktor, była w niej… wojna! Czy postąpił jak należy sprzeciwiając się (na ile się dało) chlebodawcom? Może powinien był wydać coś z lepszą fabułą, ale bez czasowego konfliktu, jak ¾ późniejszych słuchowisk z WD? Na to pytanie odpowiedź pozostawiam Wam.

Uwaga techniczna: odnośnie postępowania autora posłużyłem się spekulacją, opartą jednak na dosyć mocnych dowodach, głównie tym, jak książkę poprowadzono. Na 99% tak właśnie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)