niedziela, 17 grudnia 2017

Rudy Grudzień: Świat Zawleczki (Słuchowisko)

Cześć. Oto pierwsza recenzja w Rudym Grudniu, miesiącu poświęconym Vislorowi Turloughowi. Mam nadzieję, że się Wam spodoba, zapraszam :) 
 

RINGPULLWORLD
GŁÓWNY BOHATER: Vislor Turlough
WYSTĘPUJE TAKŻE: Huxley



ZNOWU W SIODLE
Turlough znowu wplątał się w tarapaty. Na początku niniejszej przygody spotykamy go na pokładzie skradzionego statku kosmicznego w towarzystwie Huxleya - stwora z rasy galaktycznych kronikarzy zamieszkujących planetę Verbatim 6. Huxley i dwoje jego rodaków towarzyszyli Doktorowi, Vislorowi i Tegan w wyprawie, która zakończyła się na planecie o ciekawej nazwie "Musisz". Tam oto napotkali na niezwykłą... puszkę! Tak, właśnie puszkę, naturalne większą wewnątrz niż na zewnątrz. Tak wielką, że w środku mieści się cały kosmos. Zamknięty tam z jakiegoś powodu, a Vislorowi ma go zamiar uwolnić…

NIESPODZIANKA
Nigdy nie byłem szczególnym fanem "Kronik Towarzyszy", cyklu, do którego należy ta przygoda. Nie odpowiadał mi format, gdzie towarzysz jest narratorem i opisuje jej wydarzenia. Tutaj jednak niezwykle kreatywnie wykorzystano to do celów fabularnych: otóż Huxley jako kronikarz non-stop opowiada, co się dzieje, a Turlougha to wkurza. Wybierając mniejsze zło w pewnym momencie musi to zacząć robić sam :-) W ogóle kreatywność to mocna strona tej przygody, praktycznie każdy jej element wręcz nią tryska. Najbardziej zachwycił mnie pomysł na wspomnianą rasę kronikarzy - początkowo wyglądają oni na istoty czysto komediowe, ale okazują się być dalece potężniejsi. No i sam pomysł na świat w puszce i sposób na jego wyzwolenie… Miodzio.

KOMBINACJA
Strona techniczna (choć z oczywistych przyczyn - to Kroniki Towarzyszy - mało jej) jest poprawna. Głosy są właściwie tylko dwa, Vislora i Huxleya, i obaj panowie brzmią doskonale. Ten drugi szczególnie w momentach, gdy ujawnia prawdziwą naturę swojej rasy, brrr, w tej jednej scenie aż ciary przechodzą. Nieco słabiej wypada typowy dla Kronik Towarzyszy zabieg gdy towarzysz-narrator parodiuje głosy innych, nieobecnych w danej chwili postaci. Przedrzeźnianie Doktora Turloughowi wychodzi jako-tako, przedrzeźnianie Tegan - w ogóle.

WYBIERZ SWÓJ ZESTAW
W kwestii postaci: początkowo miałem pewne zastrzeżenia, czy na miejscu jest, by Vislor – uosobienie samolubstwa – tak bardzo ryzykował w swojej szaleńczej eskapadzie, która ostatecznie nic mu nie przyniesie, ale autorzy też o tym pomyśleli – ładnie wpleciono jego motywację w całość. Zgrzyta trochę mało sensowny plan Doktora, nie ma opcji, by miał jakąkolwiek pewność, że stanie się to, co się stało, to Piąty, nie Siódmy :P Z drugiej strony pamiętacie końcówkę Trylogii Czarnego Strażnika? Tymczasem skoro już mowa o zakończeniach, w finale wielokrotnie wspominana już kreatywność sięga szczytu. Vislor i Huxley przedstawiają nam bowiem… trzy różne! Pewnie, jedno z miejsca odpada, bo (haha) kanon, a co z pozostałymi dwoma? Powiem tak: ostatnia minuta tego słuchowiska ustanawia nowe standardy słowa „bezczelność” :P Ale robi to pociesznie, nie umiem się gniewać.

FIN
No i co, krótkie to słuchowisko, nie ma już szczególnie wiele więcej do dodania. Niezła, bardzo pomysłowa robota. To, jak zamykają się (czy raczej mogą się zamknąć) wątki nie powala, ale jest fajnie. Trochę akcji, trochę humoru… Z pewnym wahaniem, ale polecam.

POKRÓTCE, CZYLI CZĘŚĆ STAŁA

Na plus:                                                                                 Do bani:
- Końska dawka kreatywności                                              - Sposób domknięcia wątków
- Trochę humoru                                                                   - Parodia głosu Tegan
- Fajny Vislor i jego fajny kompan ;)
- Zakończenie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podobało Ci się? Masz jakieś uwagi? Poświęć chwilkę na skomentowanie mojej radosnej twórczości :)